Gość: Amazoncom
IP: 195.116.199.*
08.10.03, 14:28
Właśnie wróciłam z dwutygodniowych wakacji w Egipcie. Nie po raz pierwszy
wracałam z zagranicznych wakacji, również nie po raz pierwszy z Afryki, ale
za to po raz pierwszy z tak ogromną ulgą, po raz pierwszy nie mogłam się
doczekać powrotu do Polski. I to nie tylko dlatego że po przyjeździe z Egiptu
Polska wydała mi się czysta, a wszystko dobrze zorganizowane choć ta
kiego brudu ( żeby nie powiedzieć gorzej ) nie widziałam jeszce nigdy.
Najbardziej dopiekła mi firma, która ten wyjazd zorganizowała (choć trudno tu
mówić o jakiejś organizacji ). Na samym początku miła pani w biurze,
uprzedzona o tym, że jadę z dzieckiem i potrzebuję pewnego standardu usług,
zapewniła mnie, że właśnie taki standard podczas pobytu w Hurgadzie i
rejsu po nilu zapewni mi firma EXIM Miał być czysty, dobry hotel z porządnie
działającą klimatyzacją, doskonałe autokary z klimatyzacją i toaletą,
luksusowy pięciogwiazdkowy prom i bardzo dobry hotel czterogwiazdkowy w
Kairze. Do tego kompetentni i mili rezydenci oraz profesjonalny przewodnik.
Krócej wymieniać co było, więc od tego zacznę. Tylko ostatni punkt programu -
przewodnik - Pan Maciej Malczewski. Mam nadzieję, że nie obrazi się za
publiczne wymienianie jego nazwiska, ale naprawdę warto je wspomnieć, bo
tylko dzięki niemu rejs po Nilu nie zostanie w mojej pamięci tylko koszmarem.
A teraz o tym czego nie było. Rezydentka, która odebrała nas z lotniska
ograniczyła się tylko do wyrzucenia nas w środku nocy pod hotelem i
zostawienia nas w towarzystwie Egipcjanina, który miał znać język polski i
angielski. Nie znał. Prosta z pozoru procedura meldowania sie w hotelu trwała
40 min. W środku nocy i z dzieckiem zasypiającym mi na rękach. Rewelacja.
Nazajutrz jak meteor przemkną drugi rezydent, który podobno był w zastępstwie
jakiegoś trzeciego. Skąd wzięli tak chamskiego i aroganckiego gówniarza
trudno wyczuć. Na wstępię podał nam listę leków przeciwbiegunkowych,
zapowiadając, że i tak większość z nas zachoruje. Mial rację. Tylko czemu nie
powiedziala mi tego miła panienka w biurze????
Następną atrakcją okazał się pokój - nie posprzątana łazienka, brudne
ręczniki, którymi ktoś chyba sobie wcześnie czyścił buty . Dodatkową atrakcją
okazała się klimatyzacja. Mniejsza o to, że jej huk utrudniał zaśnięcie,
gorzej że działała w ściśle określonych godzinach, których logikę mogą pojąc
tylko Egipcjanie. Były momenty, że trudno było wieczorem wytrzymać w hotelu,
tym bardziej, ze otwieranie okien było mocno ryzykowne. Ktoś regularnie palił
smieci niedaleko naszego hotelu i gryzący dym utrudniał egzystecję w pokuju
nawet przy zamkniętych oknach. O komarach nie wspominam. Nie wiem czy warto
wspominać o karaluchu w łazience bo był tylko jeden i na szczęście nie
pokazywał się zbyt często. Opuszczałam ten hotel z duża ulgą, miałam
nadzieję, że po rejsie już do niego nie trafię. Nadzieja matką głupich.
Trafiłam na jeszcze gorszy pokój, w nim działał tylko nawiew, chłodzenie juz
nie. Egipcjanie tego nie rozróżniają. Dla nich klimatyzacja była sprawna. Bez
komentarza. Jedzenie delikatnie mówiąc było nienajlepsze. Jak czegoś
zabrakło, to ci co nie zdążyli mieli pecha. Rzadko coś uzupełniano. Ow
czarowny hotel nazywał się EL SAMAKA . Radzę zapamietać nazwę. Ale
kompletnym koszmarem okazał się rejs. Autobus w stylu naszego starego ogórka,
bez toalety, z klimą działającą od czasu do czasu, padł umęczony 15 km od
celu podróży. Następne autokary w innych miejscach były niewiele lepsze.
Następna nazwa warta zapamiętania to NILE BRIDE !!!!!!!!!!!!!. Brudne, zalane
wodą z Nilu lub wodą z rur śmierdzące pudło, z chamskim "menażerem", które
miało być pięciogwiazdkowym luksusowym promem. Po 12-godzinnnym oczekiwaniu,
po 3-godzinnej awanturze zmieniono mi kabinę z zalanej, brudnej i zatęchłej,
na kolejną zalaną, brudną i zatechłą, po to by po następnej godzinie zmienić
mi ją na w miarę suchą, śmierdzącą i mniej brudną. Z awantury, którą "
menadżer " statku zrobił naszemu przewodnikowi ( za to że ośmielił się mnie
bronić i chciał mi pomóc) dowiedziałam się, że na tym statku grupy z Exim
Tours miały już podobne problemy Część grupy w proteście przeciwko poniżajcym
warunkom w kabinach spała na górnym pokładzie, na leżakach przy basenie. Dla
części z nich była to podróz poślubna. Na pewno zapamiętają ją na długo,
Wspomnę jeszcze o zniszczonych bagażach. Mnie przy transporcie walizki z
nadbrzeża na statek potargano bardzo porządną walizkę Samsonite, która przez
5 lat podróżowała ze mną po świecie, w Afryce też już była. Nic dziwnego -
miły pan pchał ją nogą po dziurawym betonie ( walizka ma wygodne kółka i
raczkę ). Pani z naszej gruby urwano rączkę. I tak miałyśmy szczęście. Na
naszych oczach kompetentna obsługa tego statku zrzuciła komuś walizkę do
Nilu. "Menadżer " statku roześmiał mi się w nos na pytanie co ma zamiar
zrobić w sprawie mojej zniszczonej walizki - powiedział,że i tak mu nie
udowodnię, że to jego ludzie zniszczyli mi walizkę, więc mogę się cmoknąć.
Jedzenie na tej przeklętej łajbie pokonało nawet mój strusi i nawykły do
dziwnych potraw żołądek, który leczę do dzisiaj. Wobec tych wszystkich
przygód drobne problemy w hotelu w Kairze w stylu nie dostarczenia mojego
bagażu w dniu odjazdu do autobusu ( 3 razy dzwoniłam do recepcji i upewniałam
się, że nie mam go przynieść sama ) to naprawdę błahostka. Godzina odlotu do
Polski została nam podana o godz. 20:45 w poniedziałek ( odlot był we wtorek
o 15:30 ) i pani była bardzo zdziwiona, ze się denerwujemy, ze tak
późno.Rozmawiałam z kilkoma turystami niemieckimi, holenderskimi i polskimi,
którzy mieli wczasy wykupione w Niemczech - wszyscy mieszkali, talk jak ja w
trzygwiazdkowych hotelach i zapłacili cenę porónywalną do naszej - poziom
usług w ich przypadku różnił się diametralnie od naszego. Dla ułatwienia
oceny dodam jeszcze, że równie niezadowoleni była para z naszej grupy z
hotelu pięciogwiazdkowego. Tym, którzy nie chcą zmarnować swoich pieniędzy i
pełni wykorzystać swój urlop radzę się dobrze zastanowić nad wyborem biura
podróży.