monikaa11
06.03.05, 23:37
witam Butelkowe Mamy :)
czuję ogromną potrzebę wyżalenia się i mam nadzieję, że znalazłam odpowiednie
do tego miejsce...
jeszcze w ciązy mialam ambitne plany karmienia mojej coreczki piersią
przynajmniej do konca 6 mies., a najlepiej gdyby udalo się cały pierwszy
rok... początkowo było wspaniale, córcia przybierała na wadze więcej niż
przewidują normy, pięknie się rozwijała, patrząc na mamy karmiące butelką nie
mogłam nadziwić się dlaczego robią to swoim dzieciom! przecież żeby karmić
piersią trzeba tylko chcieć! Nie ma czegoś takiego jak brak pokarmu, bo im
częściej przystawiasz, tym więcej masz! (wszędzie tak pisali...) teraz mała
ma 4 mies. i 2 tyg. i jest na Bebiku :( problemy zaczęły się kiedy w wieku 2
mies. trafiłyśmy do szpitala z powodu zapalenia płuc. Po powrocie do domu
nagle zaczęło brakować pokarmu! Tłumaczyłam to stresem, przystawiałam małą do
piersi co godzinę, ale niestety płakała z głodu. Jej organizm był jeszcze
bardzo osłabiony, nadal dostawała leki, nie mogłam dopuścić do jeszcze
większego osłabienia z powodu niedożywienia! postanowiłam sięgnąć po
mieszankę... Po dwóch tygodniach, kiedy lekarz stwierdził, że zapalenie płuc
to już historia rozpoczęłyśmy batalię o powrót do karmienia wyłącznie piersią
i udało się, mała nadal pięknie przybierała na wadze przez 2 tyg., po czym w
3 tyg. stwierdzono spadek wagi o 40g. Lekarz zalecił dopajanie przez jeden
dzień po każdym karmieniu. Okazało się, że wypiła dodatkowo 400 ml herbaty.
Decyzja lekarza powaliła mnie z nóg - "nie ma pani pokarmu, odstawiamy od
piersi, 5 razy dziennie Bebiko, w nocy pierś do woli" W jednej chwili moje
ambitne plany runęły. Zapytałam go dlaczego? Przecież to wbrew logice! wbrew
wszystkiemu co wyczytałam w ksiązkach i wszystkich ulotkach o karmieniu!
Odpowiedział, że równie dobrze mogłabym mu zadać pytanie dlaczego ktoś ma
rude włosy, poprostu czasem tak sie zdarza... Już 3 tygodnie karmię butelką i
nadal biję się z myślami, czy była to słuszna decyzja... Nie mogę pozbyć się
wyrzutów sumienia, że nie spełniłam swojego zadania. Moj mąż już nie chce
słuchać i puka się w głowę kiedy po raz kolejny proponuję, że może jednak
sprobuję odciągać pokarm, żeby jeszcze choć trochę wzmocnić laktację, ktora
już prawie zanikła (niestety od samego początku nie bardzo radziłam sobie z
laktatorem, choć niby Avent najlepszy, to pomimo pełnych piersi trudno było
mi ściągnąć więcej niż 20 ml, dlatego mąż uważa ten pomysł za absolutną
głupotę).
Jak to było Wami? Dlaczego zaczęłyście karmić mieszanką? Czy też męczy(ło)
Was takie straszne poczucie winy? Jak długo jeszcze będzie mnie to trzymać? A
może jestem nienormalna, że sobie tak zakodowałam, że karmienie piersią to
jedyny słuszny wybór?