Gość: :-)
IP: *.tvgawex.pl
17.05.11, 10:44
Ostatnie działania polskich władz i popierających je środowisk pokazują, że w umysłach polskich elit dokonała się taka sama zdrada, jak w XVIII wieku w Targowicy.
Historia przez wiele osób uważana jest za matkę wszystkich nauk. I rzeczywiście trudno przecenić wartość poznawania historii dla rozwoju człowieka i kształtowania jego tożsamości. Historia jest bowiem źródłem nie tylko ogromnej wiedzy o przeszłości. Poznawanie jej pozwala także w lepszy sposób analizować bieżące wydarzenia w przestrzeni publicznej. Wbrew temu co mówi się dziś w Polsce, warto poznawać i zgłębiać historię naszego kraju. Dzięki temu buduje się tożsamość narodową, wytwarza więź łączącą nas z ojczyzną, buduje się podstawy do rozmowy o Polsce. Nie da się prowadzić poważnej debaty o Polsce bez wiedzy, co działo się z naszym państwem. Historię należy poznawać również dlatego, że pokazuje ona ludzkie zachowania w konkretnych sytuacjach naszych dziejów. Historia jak wiadomo lubi się powtarzać, ludzkie zachowania są również powtarzalne. Poznawania przeszłości jest więc budowaniem narzędzi analitycznych, które pozwalają lepiej rozumieć to, co dzieje się obecnie w Polsce. Pozwalają one dostrzec nadchodzące zagrożenia.
Polska historia obfituje w wiele wydarzeń, z których warto wyciągać wnioski. Powinny one tkwić w świadomości społecznej bardzo mocno. Są wśród nich niestety również wydarzenia hańbiące. Jednym z nich jest historia targowickiej zdrady. Podpisana w 1792 roku konfederacja targowicka stała się w polskiej historii symbolem zdrady państwa w imię korzyści i przywilejów elity I Rzeczypospolitej. Część magnatów szlacheckich, osłabionych Konstytucją 3 maja, postanowiła oddać kraj za bezcen carskiej Rosji w imię powrotu do systemu, który zapewniał im dominująca pozycję. Mówiąc językiem współczesnym – oddali swój kraj w imię obrony przywilejów swojego środowiska. Polska elita, najważniejsi obywatele kraju, sprzedali go obcemu mocarstwu za obietnicę przywrócenia im przywilejów. Magnaci stali się sprzymierzeńcami rosyjskich wojsk, które zaprosili do Polski. Po ich wkroczeniu polską ludność i urzędników zaczęto przekonywać, że z Rosją nie ma co walczyć, trzeba się jej poddać i liczyć na to, że ustępstwami uda się przekonać ją do wzięcia pod uwagę polskich interesów i postulatów. W rezultacie Król, większość dowódców wojskowych i szlachty przystała na układ targowicki i oddała Polskę pod panowanie carycy Katarzyny II. Rosja przejęła Polskę z rąk Polaków. A oni jeszcze cieszyli się, że uniknęli wojny z Prusami.
Historia polskiej targowicy to nie tylko osadzona w realiach historycznych prawdziwa opowieść. Zawiera ona uniwersalne przesłanie. Pokazuje, w jakich okolicznościach elita kraju jest w stanie go zdradzić, oddać za bezcen obcym, nawet wrogom. Dochodzi do tego, gdy interesy elit zaczynają się wykluczać z interesami kraju. Jeśli elity te są na tyle silne, że są w stanie narzucić społeczeństwu czy państwu działanie pod swoje dyktando, a jednocześnie są wykorzenione z patriotyzmu, nie przywiązane do kraju – stają się siedliskiem potencjalnych zdrajców. Wtedy wystarczy pretekst, by w imię obrony swoich interesów oddały one kraj za bezcen. Zdrada rodzi się w sercu, to tam najpierw musi powstać zgoda na działanie na szkodę swojej ojczyzny w imię interesów swoich i swojego środowiska.
Jak wiadomo historia lubi się powtarzać. I dziś ciężko uciec od wrażenia, że polska targowicka znów dojrzewa. Polskie elity w ostatnich latach wielokrotnie pokazały, że patologiczne zjawiska, które doprowadziły do oddania w XVIII wieku Polski Rosjanom, zyskują ich akceptację. Od 2005 roku część polskich elit politycznych, medialnych, artystycznych włączyła się w kłamliwą nagonkę na rząd i prezydenta w imię obrony własnych interesów. Interesów, które były zagrożone przez lustrację, dekomunizację i budowę obywatelskiego społeczeństwa, opartego na przywiązaniu do Polski i polskości. Projekty te, realizowane przez poprzedni rząd oraz śp. Lecha Kaczyńskiego, osłabiały dominujące w naszym kraju elity. W odpowiedzi postanowiły one zniszczyć przedstawicieli polskiego państwa, a przy tym instytucje III RP. Udało im się to, a władze w kraju przejęła Platforma Obywatelska, będąca elementem systemu, który polskie interesy poświęcił w imię korzyści własnego środowiska.
Raz podjęta decyzja o zdradzie polskich interesów, o przewartościowaniu swojego sposobu patrzenia na ojczyznę wciąż daje zatrute owoce. I jak kula śniegowa rośnie tocząc się po śniegu, tak zgoda na zdradę interesów Polski w polskich elitach dotyka coraz ważniejszych dla kraju spraw. W 2010 roku – po katastrofie smoleńskiej – okazało się, że dotyka ona spraw zupełnie fundamentalnych. Polskie elity i ośrodki opiniotwórcze przeszły do porządku dziennego nad gnojeniem demokratycznie wybranego prezydenta III RP, nad przyczynieniem się do katastrofy, w której zginęło 96 polskich obywateli, nad zhańbieniem i upodleniem polskiego państwa i ofiar „Smoleńska”, nad zaniechaniami związanymi ze śledztwem, nad brakiem reakcji polskich władz na nieprawidłowości Rosjan, nad ewidentnym oblaniem egzaminu przez polskie państwo. Wreszcie, nad morderstwem politycznym, w wyniku którego w Łodzi zastrzelony został działacz partii opozycyjnej. Te wszystkie wydarzenia nie spowodowały fali krytyki rządu, który jest za nie odpowiedzialny, polskie elity nie wystąpiły z apelem o dymisję gabinetu Donalda Tuska i rozpisanie nowych wyborów. Wręcz odwrotnie, przyłączyły się do rządowego chóru, który wmawia Polakom, że katastrofa jest dobrze wyjaśniana, a za wszystko co w Polsce złe odpowiada opozycyjny PiS.