Gość: z Rybnika IP: *.rybnet.pl 12.02.05, 11:07 Gdzie można przeczytać cały artykuł W.Paźniewskiego, aby móc sobie wyrobić własne zdanie? Ilu czytelników GW czytało w Plamie (b.niski nakład) ten artykuł? Czy GW mogłaby go wydrukować? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: kibic Re: chcę mieć plamę? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.05, 12:07 Zapytaj się w elektrowni Rybnik. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: z Rybnika Re: chcę mieć plamę? IP: *.rybnet.pl 12.02.05, 13:08 Gość portalu: kibic napisał(a): > Zapytaj się w elektrowni Rybnik. Kogo? Gdzie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Spoza Re: chcę mieć plamę? IP: *.rybnet.pl 13.02.05, 05:17 Nie mam plamy, kto ma? Pozdrawiam,szczęść Boże LD Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: i niy nerwuj sie! Tu joom mosz! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.02.05, 12:15 A zatem czy elity są sprzedajne? Można odpowiedzieć: wyłącznie. Kto tylko pokaże portfel, już je kupił. Włodzimierz Paźniewski Paranoja po śląsku Sam termin paranoja powstał z dwóch greckich słów „para”, co znaczy przeciw i „nous” – rozum, a całą rzecz streszczając: jest to myślenie i postępowanie ludzkie skierowane przeciwko rozumowi. Ten rodzaj zaburzeń objawia się kilkoma konkretnymi zachowaniami. Jednym z nich jest wyraźny przerost dumy, czyli hipertrofia „ego”. Polega to na przypisywaniu sobie cech i zalet, jakich się nie posiada. Innym symptomem paranoi bywa ogromne, chorobliwe przeczulenie, wrażenie, że się jest prześladowanym przez innych. W sferze intelektualnej cierpiący na paranoję posługuje się błędnymi sądami, usprawiedliwianymi za pomocą absurdalnych argumentów, mających niewiele wspólnego z faktami i rzeczywistością. Zagłębiacy i „gorole” Współczesna medycyna nie zna choroby o nazwie „paranoja śląska”, choć może powinna się nią zająć. Taka dolegliwość oficjalnie jeszcze nie istnieje, lecz są na Śląsku jednostki, a nawet środowiska, których rozbuchana do śmieszności megalomania na swój własny temat, pielęgnowane manie prześladowcze i wzięte z sufitu sądy o współczesności i historii, zdominowały całość myślenia i postępowania. W każdym razie z zachowań paranoidalnych uczyniły główny, a w wielu przypadkach jedyny sposób bycia. Może to lekka przesada z ta paranoją? Zróbmy przegląd zjawisk. Ślązacy często wpadają w megalomanię na swój własny temat, nawet wbrew rozsądkowi i faktom. Jest w tym wiele przesady rodem z trybalizmu. Świat dzieli się na „swoich” i „obcych”. „Nasi” są zawsze wspaniali, „inni” – wyłącznie źli. Więzi społeczne buduje się na najniższym, bo plemiennym poziomie. Zabieg jest prosty, nieledwie prymitywny: im obcy będą coraz gorsi, tym my automatycznie stajemy się lepsi. Paranoiczna podejrzliwość, że kto tylko może, knuje przeciwko Śląskowi i Ślązakom przyjmuje zabawne formy. Wszystkiemu winni są, w zależności od potrzeb albo Zagłębiacy, albo „gorole” albo szerzej: Polacy. I trzeci, najbardziej rozbudowany obszar paranoi. Nawet wykształcony Ślązak posługuje się błędnymi opiniami na temat polityki, społeczeństwa, historii itp. i obudowuje je wyjątkowo absurdalną argumentacją. Nikogo nie oskarżam, ani nikomu nie mam za złe. Zjawiska nie spadły z Księżyca. Historia nie rozpieszczała Ślązaków, ale to samo mogą o sobie powiedzieć wszyscy mieszkańcy Europy Środkowej, a przecież nie doszło wśród nich do takiej dewastacji mentalnej i duchowej. Trudno mieć pretensje do dziejów. Częściową odpowiedzialność na pewno ponoszą cechy charakteru całej zbiorowości, ale też nie można ich demonizować. Zrozumieć i opisać W latach drugiej wojny światowej Ślązacy znaleźli się w bardzo złym towarzystwie i w niedobrym miejscu. I nic nie potrafi zmienić tego faktu. Klajstrowanie sytuacji na niewiele się zda. Najważniejsze, aby zrozumieć, co się właściwie na Śląsku w ciągu tych ubiegłych sześćdziesięciu pięciu lat stało. A zrozumienie nie jest możliwe bez opisu faktów, nawet gdyby okazały się bolesne. A takie przecież są. W latach 1939 – 1945 Górny Śląsk był przykładem poświęcenia, i bohaterstwa, co stało się udziałem mniejszości tego społeczeństwa. Ale to jedna, ta lepsza, strona medalu. Zarazem okazał się gigantyczną widownią obojętności, zaprzaństwa, donosicielstwa, jawnej zdrady i wszelkiej nikczemności, o jakiej pozostałe regiony kraju nie mają pojęcia. Obojętność i oportunizm obejmował społeczną większość. Czasy powojenne przeszły nad tym do porządku, nie próbując ani opisać zjawiska, ani wyjaśnić przyczyn. Zresztą fakt ten chętnie przemilczano, bo psuł podniosły obraz całości. Gdy w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, krótko przed śmiercią, odwiedził Katowice były komendant Okręgu Śląskiego Armii Krajowej, gen. Zygmunt Janke „Walter”, podpytywałem generała, dlaczego kierując konspiracją wojskową na Śląsku, przez długi czas mieszkał w pałacu Schoena w Sosnowcu, ukrywając się w domu... niemieckiego przemysłowca. Czy nie było zaufanych środowisk śląskich, które mogły mu dać schronienie? Generał zamyślił się, a potem odpowiedział pytaniem na pytanie: – Proszę pana, czy ja wyglądam na samobójcę? Kim jestem? Zdaje się, ze powstawaniu sytuacji paranoidalnych sprzyjają stałe kłopoty Ślązaków z tożsamością. Gdy jednostka zadaje sobie pytanie: kim tak naprawdę jestem? i ma ogromne trudności z odpowiedzią, już w tym momencie skazuje się na poczucie wyobcowania. Na Śląsku odpowiedź zależy od okoliczności zewnętrznych: koniunktury politycznej (czy w danej chwili lepiej opłaca się być Polakiem – np. okres tuż po wojnie; czy Niemcem – czas wyjazdów na Zachód, podyktowanych chęcią lepszego ustawienia się w życiu). Kto nie potrafi udzielić odpowiedzi na pytanie: kim jest? – może być za każdym razem kimś innym, a to oznacza, że tak naprawdę pozostaje nikim. I to jest odpowiedź najbliższa rzeczywistości. Paradoksalnie, odzyskanie przez Polskę niepodległości w 1989 roku nie zmieniło sytuacji, ponieważ doszło nowe źródło frustracji i niepewności. Nastąpiła bowiem szybka degradacja przemysłu śląskiego, głównie górnictwa i upadek cywilizacyjny regionu. A przecież górnictwo na Śląsku to nie tylko zawód, lecz także istotny składnik tożsamości, gdyż obudowane specyficzną kulturą, systemem wartości, nawyków i obyczajów. Nagle to wszystko umiera. Ludzie czują się jeszcze bardziej osamotnieni. Jak tak dalej pójdzie może okazać się, że jedynym składnikiem tożsamości śląskiej, jaki ocalał, pozostanie... krupniok. „Poprawiacze” faktów A tymczasem paranoidalne kłopoty z historią, tożsamością i pamięcią, dają o sobie znać coraz częściej Parę lat temu młody psudohistoryk z Uniwersytetu Opolskiego napisał i opublikował książkę, w której zakwestionował istnienie komór gazowych w Oświęcimiu. Krematoria? Jakie krematoria. Zyklon B? Jaki znów cyklon? Niedawno pseudoprofesor z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach podrzucił miejscowym dziennikarzom-dyletantom następną zabawkę, według niej obrona Katowic we wrześniu 1939 roku to od początku do końca lipa. Wymysł polskiej propagandy. Żadnej obrony nie było. Jedyny dowód na jakich oparł swoje rewelacje to relacja hitlerowskiego generała. Wiarygodność takich źródeł jest żadna. Nikczemność śląskiego psudeohistoryka poraża. To skąd wzięły się groby obrońców miasta na katowickich cmentarzach? Jest to draństwo wobec poległych i ich rodzin. Ale także lekceważenie dziejów Śląska. Na takie ekscesy nie pozwalali sobie nawet „poprawiacze” historii w czasach stalinowskich w komunistycznym Stalinogrodzie. Granica została przekroczona. Szanujmy fakty. Przecież wszystko to dzieje się w społeczeństwie, które ma najgorszy wskaźnik wykształcenia w całej Polsce. Wykształcenie Ślązaków jest niższe od przeciętnego w kraju. Nie trzeba przekonywać, jak niszczące skutki ma tak zdeformowana „wiedza”, upowszechniana przez niby historyków i niby publicystów. Brunatne piętno Żaden psycholog nie uwierzy, a psychiatra tym bardziej, że uczestniczenie przez pięć lat, choćby pod przymusem i biernie, we wszystkim, co robiła w Europie III Rzesza, państwo zorganizowanej zbrodni, spłynęło po Ślązakach, jak deszcz po dachu, nie pozostawiając żadnego piętna. Wprost przeciwnie: tresura nazistowska wywarła trwałe znaki. U bardzo wielu ludzi powstały, pisząc metaforycznie, rozległe żylaki na mózgu. Po wojnie, z przyczyn ideologicznych terapia została zaniechana. Ślązacy z roli współsprawców, nagle stali się ofiarami, co ma się nijak do rzeczywistości i prawdy historycznej. Jak chociażby wytłumaczyć – skrupulatnie uk Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: uspokooj sie! Tu joom mosz! - drugo tajla IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.02.05, 12:17 Brunatne piętno Żaden psycholog nie uwierzy, a psychiatra tym bardziej, że uczestniczenie przez pięć lat, choćby pod przymusem i biernie, we wszystkim, co robiła w Europie III Rzesza, państwo zorganizowanej zbrodni, spłynęło po Ślązakach, jak deszcz po dachu, nie pozostawiając żadnego piętna. Wprost przeciwnie: tresura nazistowska wywarła trwałe znaki. U bardzo wielu ludzi powstały, pisząc metaforycznie, rozległe żylaki na mózgu. Po wojnie, z przyczyn ideologicznych terapia została zaniechana. Ślązacy z roli współsprawców, nagle stali się ofiarami, co ma się nijak do rzeczywistości i prawdy historycznej. Jak chociażby wytłumaczyć – skrupulatnie ukrywany w Polsce – fakt, że Ślązacy stanowili przez cały czas najliczniejszą grupę wśród strażników w obozie oświęcimskim. Niestety, nie wszyscy byli Niemcami. Gdy w latach sześćdziesiątych we Frankfurcie nad Menem odbywał się proces załogi oświęcimskiej, przewód sadowy ustalił, iż najpotworniejsze czyny były dziełem niejakiego Kaduka. Ekscesy pozostałych zbrodniarzy na tle tego, czego dopuścił się ten funkcjonariusz, bladły zupełnie. Odpowiadając na pytania sądu oskarżony używał dziwnego śląsko-niemieckiego wolapiku, że trudno było go zrozumieć. Musiano sprowadzić tłumacza. Ten Kaduk bardzo poprawiał samopoczucie Niemcom. W sprawozdaniach z procesu tkwiła między wierszami uwaga: A widzicie, to nie my byliśmy najgorsi. Dla uzupełnienia obrazu dodajmy, że jednocześnie śląscy patrioci, przetrzymywani w obozie, stanowili bardzo dużą grupę więźniów. A więc byli zarówno kaci, jak i ofiary. Pamięć zdewastowana W wielu typowych rodzinach śląskich sytuacja była i nadal jest neurotyczna, bo muszą one jakoś pogodzić pamięć o dziadku powstańcu śląskim, prześladowanym przez hitlerowców w czasie okupacji i komunistów po wojnie, z dalekim wujkiem służącym w SS w Jugosławii, gdzie działalności charytatywnej raczej nie prowadził. Trudno sobie poradzić, nawet po latach, ze świadomością, że jednego krewniaka spalono w Oświęcimiu, a drugi daleki kuzyn był w tym czasie w załodze Buchenwaldu. I nawet to sobie chwalił, bo dzięki temu uniknął odmrożeń na froncie wschodnim. A jak na dodatek pomieścić w tym wszystkim rodzonego ojca, który w mundurku Hitlerjugend bił po twarzy przechodniów na ulicy, gdy nieopatrznie zagadali coś do siebie po polsku. A po wojnie zapisał się do ZMP. Oto jedno ze źródeł paranoi. Za duży rozrzut skrajnych postaw i przeciwstawnych sobie losów. Sytuacji neurotycznej mogło zapobiec spokojne i gruntowne rozliczenie się Ślązaków z okresem nazistowskim po wojnie. Tymczasem proces ten (tzw. rehabilitacje) dokonał się szybko i byle jak. Wszystko zaczęło się od cudu. Nagle w styczniu 1945 roku, po wejściu Rosjan, okazało się, że, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, sto procent mieszkańców Śląska było przeciwko Hitlerowi. Hurtem zostali uznani za ofiary, co przecież nie jest prawdą. Majstrowanie polityki Na domiar złego wkrótce zaczęła przy tym wszystkim majstrować bieżąca polityka. Dla komunistów na Śląsku ktoś mający w życiorysie epizod nazistowski był bardziej do przyjęcia niż np. były żołnierz AK. Ci teraz siedzieli w więzieniach, wytaczano im procesy pokazowe i skazywano na śmierć, choć jedyną winą tych ludzi było dochowanie wierności Polsce. Jednocześnie władza dość pobłażliwie traktowała brunatną przeszłość. W latach stalinowskich stała się ona na Śląsku czymś w rodzaju alibi. Służba w Wehrmachcie stanowiła dla komunistów gwarancję, że ktoś taki nie był związany z podziemiem niepodległościowym rządu londyńskiego. Pisząc skrótem: prześladowano autentycznych patriotów, dawano spokój potencjalnym „zdrajcom”. Sytuacja stała się paranoidalna. Ona druzgotała system wartości. Dawała bowiem do zrozumienia, że wierność zasadom, przyzwoitość, nie opłacają się, a renegactwo uchodzi na sucho, ba, zdaje się być premiowane. Co najmniej kilku sekretarzy katowickiego KW PZPR, Ślązaków z pochodzenia, miało za sobą nazistowski epizod i to w niczym nie zahamowało ich karier. To musiało demoralizować. Nikt na ten temat nie robił badań, gdyż to nadal na Śląsku temat tabu. W tym miejscu pojawia się pytanie dla wielu kłopotliwe: Dlaczego stalinizm odniósł tyle sukcesów na Śląsku? Czy nie było tak, że tresura nazistowska przygotowała dla niego grunt? Czerwony totalitaryzm poczuł się u siebie, bo natrafił na sztance, które zostawił w ludziach totalitaryzm brunatny. Mógł się odwoływać do gotowych nawyków i wzorów zachowań zbiorowych. Pamiętajmy, że wszystko to działo się w czasie, gdy niejeden powstaniec śląski w powojennej Polsce bał się przyznać, iż walczył z Niemcami pod Górą Świętej Anny! Dziedziczenie doświadczeń W kontekście tego wszystkiego najistotniejsza pozostaje sprawa dziedziczenia. Biologicznie jesteśmy kopią swoich przodków. Geny decydują o naszym wyglądzie, grupie krwi, zdrowiu, podatności na niektóre choroby, o długości życia, lecz także o naszym charakterze i psychice. Ale według mnie dziedziczymy również najważniejsze doświadczenia zbiorowe, swego najbliższego otoczenia. Jest to coś w rodzaju pamięci społecznej. Gdyby to przyjąć, trzeba się zgodzić z twierdzeniem, że doświadczenia nazistowskie w rodzinach śląskich prawie bezwiednie przechodzą z ojca na syna i wnuków. W ten sposób do dziś znajdują się na Śląsku w obiegu i użytku stereotypy i uproszczenia, zasłyszane przez starsze pokolenie na pogadankach ojczyźnianych w Wehrmachcie i na zbiórkach Hitlerjugend. To by w jakimś stopniu wyjaśniało, dlaczego ludzie nie pamiętający drugiej wojny światowej, wywodzący się ze środowisk śląskich, wygłaszają i wypisują propagandowe androny, które z powodzeniem mogłyby się ukazać na łamach „Volkischer Beobachter”, hitlerowskiego organu prasowego w latach okupacji. Pewien pisarz, pochodzący ze Śląska, napisał niedawno, że w roku 1922 wojskiem polskim, obejmującym przyznaną Rzeczpospolitej część Śląska, dowodził niejaki Szeptycki, generał austriacki. Tak o tym pisała prasa Goebbelsa. Oczywiście pisarz nie skopiował tego ze zszywki prasy hitlerowskiej. Nie musiał. On takie rewelacje wyniósł z domu rodzinnego, ponieważ, jak to już zostało powiedziane, dziedziczymy wszystkie istotne doświadczenia zbiorowe swojego otoczenia, przede wszystkim przeżycia rodziców; z całym bagażem podróbek, kalek, fałszów i gotowych formułek. Po tym, co kto wypisuje i w jaki sposób postrzega dzisiaj historię na Śląsku, można bezbłędnie ustalić, co robili i w jakich chodzili mundurach w latach okupacji jego dziadkowie i rodzice. Autorzy wielu treści nazistowskich całkowicie bezkarnie wypowiadanych i drukowanych dziś na Śląsku, powinni być z urzędu ścigani przez prawo. Tak, gdybyśmy mieli normalne państwo. Niestety, na artykułach nie kończy się festiwal przeinaczeń. Od jakiegoś czasu jesteśmy świadkami powstającej w Polsce i po polsku, szybko, nieledwie na kolanie, literatury o niemieckim Śląsku, niemieckim Wrocławiu, niemieckim Szczecinie i niemieckim Olsztynie, którą tworzą, o dziwo, pisarze polscy. Zapobiegliwość? Literackie cwaniactwo? A może zakrojony na szerszą skalę szwindel? Sprzedajność klerków? Służalczość? Chyba wszystko po trochu. Oportunizm zna swoją cenę. Wie, co się dobrze sprzedaje, kiedy, jak i za ile A przy tym dokładnie pamięta, kto trzyma bank. Pewien znajomy krytyk dowcipkuje z tego pisarstwa, wyraźnie tworzonego pod niemieckie nagrody, stypendia i wyjazdy, że są to dzieła niezbyt groźne dla kultury i umysłu, których autorzy spóźnieni o dobre sześćdziesiąt lat usiłują podpisać volkslistę (w sensie kulturowym i psychicznym), by udowodnić odpowiednie, dobre pochodzenie i załatwić sobie lepsze kartki żywnościowe. I dodaje szyderczo: „ To tacy literaccy folksdojcze”. Opinia może zbyt drastyczna, choć pewnie zawiera jakąś skromną część prawdy. Sos mistyc Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wez' walerijana! Tu joom mosz! - trzecio tajla IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.02.05, 12:20 Sos mistyczny Posługując się kłamstwami, w imię, a jakże, troski o prawdę, upowszechniając draństwo, trzeba je dla niepoznaki w jakiś sposób zamaskować lub uwznioślić. Najwygodniej posłużyć się mistyką, bo to nieostra kategoria i można w jej obszary wtłoczyć, co tylko się zechce. Angelus Silesius w roli alibi dla współczesnej nikczemności o czysto politycznym rodowodzie? A dlaczego by nie? Przywołując mistyczne wątki wypreparowane z historycznej kultury Śląska, dawno obumarłe, przyczepia się do nich na siłę zupełnie inne treści, na przykład całe fragmenty niemieckiej ideologii Volku, która powstała w dziewiętnastym stuleciu w okresie Romantyzmu, i jak to zwykle u Niemców bywa, została solidnie podlana mistycznym sosem. Prekursora upatrywano w Mistrzu Eckharcie. Volk to nic innego jak pośrednik pomiędzy człowiekiem, a wyższą rzeczywistością. Lecz aby ten związek był w ogóle możliwy, jednostka powinna być i czuć się przede wszystkim członkiem Volku, bo wyposażony on został w szczególnie witalne siły. A Volk to nic innego jak naczynie, w którym mieści się potęga Kosmosu. Z tego powodu, wszystko, co czyni się dla Volku lub w jego imieniu, okazuje się tylko koniecznością. Do tego dochodzą dekoracje: mistycyzm krajobrazu, swojskości, tutejszości. Pojedyncze odpryski ideologii Volku można dzisiaj usłyszeć na Śląsku nawet na kazaniach w kościele! Zakażenie jest więc rozległe, a leczenie żadne. Odzywająca się tu i ówdzie na Śląsku, uporczywa czkawka po niemieckiej ideologii Volku, dla niepoznaki przyprawiona mistycyzmem, ma uwznioślić banał, w istocie czysto polityczny. A przecież to z ideologii Volku wykluł się nazizm. I to chyba powinno wystarczyć za recenzję. Dlaczego kłamią? Powstaje pytanie kardynalne: dlaczego akurat teraz część tzw. elit śląskich, wykształconych za polskie pieniądze w uczelniach, które na Śląsku powołała do życia Rzeczpospolita, zajęła się przeinaczaniem, rozmydlaniem lub wręcz fałszowaniem najnowszej historii własnego regionu, czemu towarzyszy obsesyjny antypolonizm? Czy to przypadek? A może zbieg okoliczności? W żadnym razie, mamy bowiem o czynienia z wyraźnym zamówieniem i usługą. To odprysk zjawiska, które od z górą dziesięciu lat narasta za Odrą. Od pewnego czasu trwa w Niemczech proces poprawiania historii. Jego celem jest ostateczne przedawnienie niemieckiej winy za rozpętanie drugiej wojny światowej i zbrodnie nazistowskie. Aby to było możliwe, trzeba pożegnać się z rolą kata i sprawcy. Najlepiej współodpowiedzialnością podzielić się z innymi. Niemcy są tylko ofiarami historii. Takimi jak wszystkie inne. Pomiędzy katem i ofiarą pojawia się znak równości. Ewentualna budowa Centrum Wypędzonych w Berlinie ma tę tezę wesprzeć instytucjonalnie. W tej sytuacji odgłosy podobnego myślenia, dochodzące z Polski, np. ze Śląska, są niemieckim „poprawiaczom” historii bardzo przydatne i w rewanżu zawsze mogą liczyć na czek. W roku 1936 Hermann Rauschning, wysoki funkcjonariusz hitlerowski, a potem przeciwnik nazizmu, opublikował książkę Rewolucja nihilizmu, w której na próżno ostrzegał Europę przed tym, co ją czeka. Jest w tej pracy kapitalne zdanie: „Niemcy przestali myśleć – zaczęli maszerować”. Dostosowując je do sytuacji aktualnej trzeba napisać: „Niemcy przestali myśleć – zaczęli fałszować historię”. Tak, jak to już raz robili, po pierwszej wojnie światowej. Wtedy, podobnie jak dzisiaj, chodziło również o takie poprawienie historii, by uwolnić się od roli sprawcy i załatwić sobie status ofiary. Aportować, aportować! Poza wszystkim istnieje więc na Śląsku problem elit, bo to ich przedstawiciele czynnie uczestniczą w produkowaniu fałszów. Poziom elit w Polsce współczesnej pozostawia wiele do życzenia. Są sprzedajne, zdemoralizowane, egoistyczne i niezbyt mądre. Ale z elitą na Śląsku jest znacznie gorzej, Wiem, co piszę, gdyż znam prawie wszystkich ludzi, czynnych obecnie na scenie życia publicznego. Elity te sprawiają wrażenie jeszcze bardziej zdewastowanych, intelektualnie i duchowo. To galeria rzadkich głuptasów. Nic dziwnego, że Śląsk wygląda tak, jak wygląda. I nikt nie ma pomysłu jak wygrzebać się z zapaści cywilizacyjnej i duchowej o własnych siłach. Często zastanawiam się skąd pochodzi ta bezmyślność, która sprawia, że ludzie ci mają szkolne trudności z analizą i oceną najprostszych zjawisk życia społecznego. Skutki tego są niszczące. Niepełne lub spaczone oceny prowadzą do fałszywych wniosków, a te z kolei rodzą poronione decyzje, do których dostosowuje się nieskuteczne środki działania. Krąg się zamyka, katastrofa pozostaje. A zatem czy istnieje specyfika śląskiej głupoty? Według mnie głównym i najbardziej powszechnym źródłem głupoty po śląsku jest kompletna niezdolność śląskiego establishmentu do samodzielnego myślenia, co z kolei zahacza o pewne mankamenty charakteru. Aby myśleć samodzielnie i na własny rachunek, trzeba dysponować pewnym potencjałem odwagi. A z tym na Śląsku jest całkiem źle. Nawet Ślązak formalnie posiadający gruntowne wykształcenie, przyzwyczajony jest w pierwszej kolejności do aportowania. Przygotowano go wyłącznie do tego, aby służyć komuś lub czemuś. Łasić się i czekać na nagrodę. Czy zatem elity śląskie są sprzedajne? Można odpowiedzieć: wyłącznie. Kto tylko pokaże portfel, już je kupił. W tej sytuacji trudno o zachowanie dystansu do siebie i innych. Dlatego na przykład Ślązak nie nadaje się do wymyślania programów. Znacznie lepiej wychodzi mu klepanie haseł, o ile, rzecz jasna, ktoś inny mu je wymyśli i podrzuci. Elity śląskie, a za nimi cała społeczność, stale ogląda się, że przyjdzie ktoś i coś załatwi. Ci ludzie potrafią jedynie czekać. Ale czekanie nic nie daje, gdyż często jest zwyczajną stratą czasu. Koniec ochrony Przy obecnym tempie przeinaczania historii drugiej wojny światowej w Niemczech, w którym to procesie uczestniczy z doskoku, ale nadgorliwie, kilkunastu śląskich pomagierów z Polski, za parę lat nasz zachodni sąsiad wystawi Warszawie rachunki, domagające się pokrycia wydatków za Zyklon B, zużyty w Oświęcimiu do gazowania ludzi oraz za amunicję wykorzystaną przez hitlerowców w egzekucjach podczas rozstrzeliwania polskich zakładników. Na razie na Śląsku postponuje się bezkarnie wszystko, co ma jakikolwiek związek z Polską i patriotyzmem Ślązaków: powstania śląskie, walki wrześniowe 1939, harcerstwo, Armię Krajową. Co powinniśmy robić? Jak najszybciej przetłumaczyć i opublikować bogatą literaturę antyniemiecką, jaka powstała w ostatnim czasie we Francji a przede wszystkim w Wielkiej Brytanii. Zawiera dokładne analizy niepokojących procesów, które dzieją się w dzisiejszych Niemczech. Nie miejmy złudzeń: na zachód od Odry mamy kraj, który w niewielkim stopniu jest sojusznikiem i sąsiadem. To dom wariatów z osiemdziesięcioma milionami szurniętych. Jak na jedną Europę - stanowczo za dużo. W dodatku choroba, która ścina ten kraj z nóg, jest zaraźliwa i już przerzuciła zarazki do nas. A mają one ułatwione zadanie właśnie u nas, bo Śląsk to kraina o zdewastowanej pamięci. A co w kraju? Bacznie przyglądać się, co robią śląscy fałszerze historii. Demaskować ich kłamstwa. Opisać, jakie środowisko ich wydało. Ale to nie wszystko. Czas skończyć z ugrzecznionym pisaniem o Śląsku i zachowaniach większości Ślązaków, np. w czasie drugiej wojny światowej. Nie pora na dyplomację. Okres ochronny się skończył. Żadnej taryfy ulgowej. Włodzimierz Paźniewski Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kibic Re: PAŻNIEWSKI - DO "RYBNIKA" MARSZ !!!!!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.05, 18:55 Pan będzie miał duże problemy / prawne, akceptacji w środowisku , alienacji środowiskowej,kompetnego bojkotu Ślązaków /. Ja Panu "aportować" nigdy nie będę. Pan powinien się leczyć u psychiatry, ponieważ cierpi Pan na nieuleczalną chorobę pt. "nacjonalizm". - O roli Polski w aneksji Zoalzia woli Pan milczeć ? - O np. roli Salomona Morela też Pan milczy. - Wywózki Ślązaków po 1945 na Syberię też Pan milczy. - O Pana przynależności do PZPR też lepiej milczeć. Pana percepcja umysłowa wymaga intesywnego leczenia. Jest Pan jako człowiek, przynajmniej dla mnie, kompletnym ZEREM. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: na drogę! Re: PAŻNIEWSKI - DO "RYBNIKA" MARSZ !!!!!!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.02.05, 22:04 Mniej niż zero, o, o, mniej niż zero, o, o, mniej niż zero, o, o, mniej niż zero, o, o. O, o, o, o! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ??? PAŹNIEWSKI - DO "OPOKI" MARSZ !? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.02.05, 22:44 Ukrył się w bezpiecznym miejscu, w "Opoce"? wielkanoc.opoka.org.pl/php/szukaj.php?noint=Y&author=Włodzimierz_Paźniewski&typ=Tekst Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: krysieńka Re: PAŹNIEWSKI - DO "OPOKI" MARSZ !? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.02.05, 08:49 I na tej "opoce" chcą zbudować IV RP? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: PiS mok Re: PAŹNIEWSKI - DO "OPOKI" MARSZ !? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.02.05, 10:06 Dlatego właśnie niezbedna jest pogłębiona lustracja! Wiemy gdzie się pochowali. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pytek Re: chcę mieć plamę? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.02.05, 11:50 Mosz, i tak dugo joom dukosz? Cy Cie zamurowauo i uodebrauo Ci guos? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Spoza Re: chcę mieć plamę? IP: *.rybnet.pl 14.02.05, 23:07 Ręce mi opadły Bóg zapłać za naukę. Pozdrawiam, szczęść Boże! LD Odpowiedz Link Zgłoś