grba
24.07.06, 09:48
Nie znieważyłem Polaków
Historia List naukowca z Niemiec do prof. Witolda Kuleszy, szefa pionu
śledczego w IPN
Szanowny Panie Profesorze! W Życiu Warszawy był Pan uprzejmy zaatakować moją
osobę w związku z tym, że użyłem w artykule określenia „polskie powojenne
obozy koncentracyjne”.
Wydaje mi się, że Pan Profesor nie czytał mojego artykułu, w którym bardzo
dokładnie wyjaśniłem, dlaczego polskie powojenne obozy nazywam, nie tylko ja,
obozami koncentracyjnymi i co pod obozami koncentracyjnymi powinniśmy
rozumieć. Tłumaczenie Pana, że ta nazwa to „przerzucanie na Polaków
odpowiedzialności za powstanie tego zbrodniczego narzędzia zagłady, jakim
podczas drugiej wojny światowej posługiwali się naziści”, jest niezgodne z
tym, o czym czytamy w polskich książkach historycznych, periodykach i
słyszymy w wypowiedziach Pańskich współpracowników. A poza tym, ja pisałem o
powojennych polskich obozach. Gdyby ich nie było, nie byłoby sprawy. Ponieważ
jednak te obozy istniały, a prowadzone były na wzór niemieckich, a w
niektórych wypadkach, jak twierdzą tam uwięzieni, były od nich gorsze. Pan dr
Antoni Dudek w swojej wypowiedzi dla „Nowej Trybuny Opolskiej” z 7 lipca 2006
r., a dotyczącej mojej osoby, stwierdza, że Bereza Kartuska była obozem
koncentracyjnym. A Pan to neguje.
Uderzmy się w pierś
W polskiej prasie, jak i w poważnych periodykach i książkach pisze się o
obozach koncentracyjnych stworzonych przez Amerykanów w latach 1861-1865,
kubańskich w latach 1895-1898, angielskich w Indiach i Afryce w latach 1899-
1902. Jak w takim wypadku można nie przyjąć tego samego określenia dla
polskich obozów, które były takimi samymi jak poprzednio wzmiankowane. A czym
były przedwojenne obozy w Szczypiornie i Strzałkowie koło Poznania? Obydwa
działały od 1918 r. W Berezie Kartuskiej obóz istniał od 1926 r. czy w Brest
Litowskim istniejącym także od 1926 r. W sierpniu 1939 utworzono dodatkowo
obozy dla Niemców w Warszawie, Kutnie, Łowiczu, Sochaczewie i kilku innych
miejscowościach. Do polskich obozów należałoby także zaliczyć powojenne obozy
dla Niemców na terenie całej Polski. A było ich 1255 i do tego 227 więzień, z
czego na terenie przedwojennych niemieckich ziem (Śląsk, Pomorze, Mazury) 681
obozów i 119 więzień. Większość powstała przed spotkaniem wielkiej trójki w
Poczdamie.
Nie należy także zapomnieć, że powojenna Polska wysyłała Niemców tylko
dlatego, że chciano ich wypędzić z kraju do takich obozów jak Oświęcim,
Potulice k. Bydgoszczy, Majdanek, Łambinowice, Sikawa k. Łodzi czy Trzebinia
k. Krakowa. Należało wówczas mieć choć trochę wyczucia i nie lokować ludzi w
tych samych obozach, w których wymordowano sporo więzionych w czasie wojny.
Co gorsza, w tych powojennych obozach głodzono, bito, mordowano tysiące
niewinnych kobiet, dzieci i starców. Mężczyźni zginęli na wojnie lub byli w
rosyjskich czy amerykańskich obozach jenieckich. Uderzmy się w końcu w pierś
i powiedzmy: tak, tak było. A nie próbujmy ciągle kluczyć i wymyślać nowe
usprawiedliwienia.
Jak nazwać polskie obozy?
Twierdzenie, że niemieckie obozy koncentracyjne były obozami zagłady, jest
historycznie nieprawdziwe. Stwierdzono, że na terenie Niemiec i Polski było
sporo obozów koncentracyjnych i sześć obozów zagłady, a mianowicie: Oświęcim,
Majdanek, Sobibór, Chełmno, Treblinka, Bełżec. Obozy koncentracyjne nie były
przystosowane do zagłady tam uwięzionych. Oczywiście i w tych obozach
więźniowie umierali i byli zabijani. Tego nikt o zdrowych zmysłach nie będzie
negował.
W polskich powojennych obozach, które w większości znajdowały się w
poniemieckich obozach koncentracyjnych, nie było żadnych przemysłowych
urządzeń do zagłady tam osadzonych, a mimo to liczba zmarłych i zamordowanych
jest znaczna. W obozach tych więźniowie umierali i byli katowani na śmierć.
Podam kilka przykładów: w Łambinowicach więcej jak 1500 osób, w
Świętochłowicach oficjalnie ponad 1800 osób, choć szacunki są wyższe. W
Sikawie k. Łodzi 1247, w Potulicach 4495, a w Jaworznie 6987 osób zmarło lub
zostało zamordowanych.
Pozostaje zatem sprawa samej nazwy „obozy koncentracyjne”, o którą p.
Profesor i zapewne kilku innych będzie kruszyć kopie. Włos można zawsze
dzielić na czworo. Proszę, aby Pan był uprzejmy wyjaśnić, dlaczego te polskie
obozy powojenne mają mieć inną nazwę, jeżeli w czasie wojny nazywały się
koncentracyjnymi, a po wojnie Polska wprowadziła w te same miejsca osoby
legitymujące się pochodzeniem niemieckim lub innym, np. Holendrów. Nie mogą
przecież nazywać się „obozami pracy”, kiedy osadzano w nich dzieci od 1. do
13. roku życia i starców. Co robili w „obozie pracy” dzieci i starcy?
Cisza wyjściem najlepszym?
Pan wytacza „ciężkie działa”, pisząc, że to, co napisałem, „stanowi
przestępstwo znieważenia narodu polskiego”. Szanowny Panie Profesorze,
przestępstwo miałoby miejsce wówczas, gdybym pisał nieprawdę. Mogę Panu
dostarczyć wagon literatury polskiej, europejskiej i amerykańskiej na temat
powojennych polskich obozów. Przytoczę jedynie kilka polskich książek: B.
Kopka – „Obozy pracy w Polsce”, Z. Woźniczka – „Obóz w Świętochłowicach-
Zgodzie”, E.S. Pollok – „Śląskie tragedie”; J. Sack „Oko za oko”, W.
Stankowski „Obozy i inne miejsca odosobnienia; H. Hirsch „Zemsta ofiar”; E.
Nowak – „Cień Łambinowic”, B. Linek „Obóz Zgoda w Świetochłowicach”. I proszę
uprzejmie nie porównywać polskich obozów do Auschwitz, co sporo osób już
spróbowało w różnych artykułach związanych z moją osobą zrobić. Po pierwsze,
nigdy o obozach niemieckich nie pisałem, a więc również o Auschwitz, ponieważ
moją specjalizacją jest historia powojenna.
Dziwne, że dopiero kiedy historycy z poza Polski piszą o wojennych i
powojennych wstydliwych sprawach polskich, po długich dyskusjach i kłótniach
władze są prawie zmuszone do zajęcia się tymi sprawami. Tak było z
Łambinowicami, Świętochłowicami i Jedwabnem, o którym pisał prof. historii
Gross z USA. Jakoś nikt nie wpadł na pomysł, by sprawę mordów na Żydach w
niedalekim od Jedwabnego Radzikowie i innych miejscowościach uznać za
akt „niegościnności”. Badania są robione, ale na tym się zakończyło.
Najwidoczniej czeka się, czy zagranica upomni się o nich. Jeżeli nie, to
cisza będzie najlepszym wyjściem w tych mordach.
Skróty, tytuł oraz śródtytuły pochodzą od redakcji
2006-07-22
Dr Ewald Stefan Pollok, niemiecki historyk polskiego pochodzenia