privus
13.02.11, 14:42
W naszej kulturze szanowany był w sposób bezwzględny majestat śmierci. W wyniki eksploatacji śmierci przez Kaczyńskiego i PiS po wypadku w Smoleńsku doszło do tego, że teraz na wspomnienie majestatu śmierci natychmiast przypomina się Smoleńsk i publiczne drwiny z uprawianej szaleńczej jazdy na trumnach ofiar do władzy. Przyczynił się do tego Kaczyński z Dziwiszem urządzając hucpy wawelskie, i PiS z moherami doprowadzając w końcu do marginalizacji tragedii uprawiając modły i marsze ogniowe na Krakowskim Przedmieściu. To co jest najbardziej przykre w tej całej historii, to te dosyć pokraczne osoby mają jeszcze pretensje do uznania ich za elity walczące o pamięć. Jeżeli już, to chyba o pamięć własnej głupoty posługującej się przekrzykiwaniem i inwektywami w prowadzonych "dyskusjach". Mechanizm znęcania się nad inaczej myślącymi bądź mającymi inne zdanie od wypowiedzianego przez własnego "guru" bez wysłuchania argumentów staje się regułą, a przeciwników prawdziwych czy wyimaginowanych wskazuje się, jako przyczyny wszystkich własnych niepowodzeń. Intelektualna nędza jest tu porażająca. A wszystko tylko dla tego, że przemożna chęć uzyskania akceptacji chociaż w jedynej nadającej się po wielu wpadkach jeszcze do tego grupie jest większa, niż moralność i rozum razem wzięte.
Oczywista oczywistość, że my natomiast cieszymy się doskonałym zdrowiem psychicznym, tylko stanowisko przeciwników wynika z defektu umysłowego :))
Stosowana taktyka natomiast tkwi w tym, że lepiej nie pozwolić postronnym słuchać przeciwników, bo napiętnowani mają często argumenty, przy których nasze argumenty rażą intelektualną nędzą. Trzeba więc zakrzyczeć a nie dać dojść do głosu. Wszelkiego rodzaju dyskusje prowadzone z piso-moherami w telewizorni czy radiu są wyraźnym potwierdzeniem tego zjawiska.