Dodaj do ulubionych

do końca życia....

19.11.09, 19:55
jestem skazana na żelazo w tabletkach:(

A myślałam, ze po dwóch latach nic gorszego mnie nie spotka:(
Pan doktór stwierdził, że jestem w grupie kobiet, które nawet jedząc
kilo pomidorów i szpinak do tego, nigdy nie będę miała żelaza w
normie......Ach ta anemia....
Obserwuj wątek
    • sundry Re: do końca życia.... 19.11.09, 19:57
      Hmm,a w jaki sposób odczuwasz ten brak?
    • mala_mee Re: do końca życia.... 19.11.09, 20:00
      Czy to oznacza zaparcie do końca życia?
    • qw994 Re: do końca życia.... 19.11.09, 20:01
      Ja też od zawsze mam niedokrwistość :) Jakoś żyję :) Rozumiem, że u ciebie to
      poważniejsze.
      • lupus76 Re: do końca życia.... 21.11.09, 00:54
        To tłumaczy Twoje zdjęcie w wizytówce :D
    • heart_of_ice Re: do końca życia.... 20.11.09, 08:04
      Dżizas, ja przeczytałam "żelazko w tabletkach"... i zaczęłam myśleć, jak to się
      tymi tabletkami prasuje...:)

      Nie powinnam rano wstawać:D

      Pauli
      --
      Świat jest zbudowany z czterech elementów: Ziemi, Powietrza, Wody i Ognia. To
      fakt dobrze znany (...) a także błędny. Istnieje również piąty element, zwany
      ogólnie Niespodzianką. [T.P]
    • mason_i_cyklista Re: do końca życia.... 20.11.09, 11:10
      bo w pomidorach i szpinaku wcale za dużo tego żelaza nie ma

      i przede wszystkim żelazu warzywne jest kiepsko przyswajalne przez człowieka

      dlaczego Ci nie zaleciła krwistej wołowiny?
      • hanka19841 Re: do końca życia.... 20.11.09, 18:53
        krwista wołowina odpada-nie jadam:)
        A jak wspomniałeś masonie ileżbym pomnidorów nie jadała(a w sezonie
        jadam ponad norme, bo lubie) i szpinaku i co tam można jeść poziom
        żelaza i tak bedzie za niski.

        A co do objawów, to ogólnie "bladziutka jestem dziewczynka"(jak to
        Pan Doktór powiedział), sińce pod oczami, osłabienia........
        • hanka19841 Re: do końca życia.... 20.11.09, 18:54
          parę osób na świecie by sie takich wybrało, co to mają za mało tego
          żelaza, podobno tak już mamy....
          • mason_i_cyklista Re: do końca życia.... 20.11.09, 18:59
            pare takich marudnych co to wolą omdlenia i sińce niż żywić się normalnie jak
            każdy mięchem, żeby tak nazwać rzeczy po imieniu, tak?
            • hsirk Re: do końca życia.... 20.11.09, 22:09
              niestety
            • liisa.valo Re: do końca życia.... 20.11.09, 22:24
              Nie dla każdego jedzenie krwistych befsztyków jest normalnym zywieniem się. Ja
              nie cierpię i nie zjem. Daj mi mięso na talerz, mów, że dobre, a ja mam kluchę w
              gardle. Więc wcale nie nazywasz rzeczy po imieniu i trochę tolerancji dla
              bezmięsnych, dobrze?
              • hsirk Re: do końca życia.... 20.11.09, 22:30
                to nie o to chodzi. bezmiesni maja prawo zywic sie czym chca. ale
                wiedza tez powszechnie ze czesci z nich to nie robi, natomiast czesc
                nie nadaje sie do takiego zywienia niezaleznie od ich wybory bo sa
                juz tak uksztaltowani naturalnie. ludzie roznia sie od siebie. i
                tyle. i dla tej czesci rezygnacja z miesa bedzie zawsze skutkowac
                problemami ze zdrowiem. zwlaszcza w naszym klimacie. wiem ze to
                niepolityczne, ale tak jest.
                • cookie_monsterzyca Re: do końca życia.... 20.11.09, 22:36
                  Np ja.
                  Rok się bawiłam w wegetarianizm, i zaprzestałam bo zaczęłam się źle czuć, i morfologia nie za fajna wyszła.
                  Ale ja mięcho bardzo lubię, więc nie cierpię z tego powodu specjalnie, to schizy młodzieńcze były :)
                  • liisa.valo Re: do końca życia.... 20.11.09, 22:43
                    No, widzisz. A mnie mięso śmierdzi i odrzuca. Nie wiem, czy gdyby od tego
                    zależało moje zdrowie, to nie przemogłabym się mimo wszystko, ale chyba nie.
                    Zresztą ja i tak - jak ten ćpun - co wieczór wstrzykuję sobie biostyminę. Skoro
                    "dla zdrowia" nauczyłam się sobie robić zastrzyki, bo mi się nie chciało z tym
                    wiecznie latać do pielęgniarki, to może i mięso bym żarła, ale nie sądzę.
                    Czasami jakieś tam mięso jem, ale mogę żyć. Bez kalafiora żyć nie mogę :D
                • liisa.valo Re: do końca życia.... 20.11.09, 22:37
                  Pozostawmy na boku kwestie tego, czy to politycznie. Nie należę do grona
                  nawiedzonych weganów, którzy każdemu zwolennikowi schaboszczaka opowiadają, co
                  dzieje się w rzeźniach i jak świnie kwiczą; zdarza mi się też zjeść kurczaka,
                  choć to praktycznie jedynie mięso, jakie ruszam i to naprawdę bardzo rzadko. W
                  wypowiedzi Masona uraziło mnie po prostu stwierdzenie, że jeść normalnie = jeść
                  krwiste steki, czy jakoś tam tak. Nie chcę się kłócić, chciałam tylko
                  powiedzieć, że zrobiło mi się przykro.
                  • hsirk Re: do końca życia.... 20.11.09, 22:41
                    mi tez nie o to chodzilo zeby komus przyjebac. tylko taka prawda
                    statystyczna. i nie mam nic do tego jak sie ktos odzywia - jego
                    wybor. jezeli nawet dorabia do tego jakas moim zdaniem mylna
                    ideologie nie uderzajaca w nikogo.

                    ale fakt, ze trudno o nienawiedzonych wegetarian. poznalem w zyciu
                    tylko dwoch. ale moze mam pecha.
                    • liisa.valo Re: do końca życia.... 20.11.09, 22:54
                      Mnie nie chodzi absolutnie o nawracanie świata. Zresztą, jak już napisałam,
                      wegetarianką nie jestem: ani nawiedzoną, ani w ogóle. Chciałam tylko Masonowi
                      zwrócić uwagę, że można po prostu nie lubić mięsa i wtedy jedzenie go nie jest
                      normalne. Jeśli on nie lubi kalafiora, to ja mu go na talerz nie wpycham,
                      prawda? I tak samo nie lubię, kiedy mi na uroczystościach rodzinnych ładują na
                      talerz tłustą karkówę.
                      • hsirk Re: do końca życia.... 20.11.09, 22:55
                        ok, spoko. kazdy czegos nie lubi. jak jadlem psa tez mi gebe
                        wykrzywialo.
                      • mason_i_cyklista Re: do końca życia.... 22.11.09, 20:45
                        tylko to nie o to mi chodzi żeby Ci wpychać befsztyka na siłę, tylko o to, że
                        jeśli komuś szkodzi nie jedzenie mięsa to widocznie dla niego "normalne
                        jedzenie" to właśnie mięso.

                        zbilansowana dieta o charakterze wegetariańskim z punktu widzenia dietetycznego
                        jest całkiem zdrowa, co zresztą już kiedyś pisałem na forum chyba.
    • lupus76 Re: do końca życia.... 20.11.09, 21:35
      W takim razie może spróbuj szyneczki. Kolejowej.
      • pyskata.1 Re: do końca życia.... 21.11.09, 19:44
        albo wątróbeczki :>
    • zloty.strzal Re: do końca życia.... 20.11.09, 22:33
      Właśnie, a interniści wystawiają skierowania na badania krwi i moczu bez
      większych dolegliwości? Bo muszę zrobić niedługo i nie wiem czy będę musiała
      płacić (ani ile to kosztuje) czy nie.
      • sundry Re: do końca życia.... 21.11.09, 20:09
        Bez większych. Nawet mój zmęczony życiem rodzinny wystawił:)
    • lacido Re: do końca życia.... 21.11.09, 21:21
      bo najważniejsze to to, żeby żelazo łączyć z kwasem foliowy i bodajże z wit C :)
      • hanka19841 Re: do końca życia.... 21.11.09, 22:28
        kurczaczka czasem zjem, o innych mięsach nie marze już nawet, bom tak
        została skonstruowana, że wołowiny, mleka "na żywo" i innego
        czerwonego mięsa nie zjem....nie jestem w stanie...
        Ciekawe po jakim czasie łykania tych różowych tabletek, co w
        organizmie zmieniają kolor na czarny zaczne czuć się lepiej???????
        • catthe Re: do końca życia.... 21.11.09, 22:34
          A duży masz niedobór? Powinnaś zauważyć zmianę juz po miesiącu-
          dwóch. Pewnie wtedy powinnaś też powtórzyć badanie i zobaczyć czy
          już jest ok.
          • hanka19841 Re: do końca życia.... 22.11.09, 20:21
            tak narazie mam opakowania na dwa miesiące i po przyjęciu ostatniej
            dawki na powtórne badania i będzie jasne.Ale porównując ostatnie
            wyniki sprzed lat pięciu, kiedy to pierwszy raz wyszło na jaw, że mam
            niedokrwistość...i obecne wyniki lekarz stwierdził, że lepiej to
            raczej nie będzie....No i jeszcze biorąc pod uwagę wiek i "okres
            rozrodczy"lepiej to żelazo przyjmować...
        • lacido Re: do końca życia.... 22.11.09, 20:53
          łykasz zwykłe żelazo czy takie zapisywane na receptę?

          będąc w ciąży łykałam takie super tabletki(oczywiście nazwy nie pamiętam) z
          powłoką która rozpuszczała się stopniowo więc żelazo było wchłaniane na całej
          długości układu pokarmowego. Z tych zwykłych tabletek niewiele się wchłania. I
          chyba nie można ich popijać herbatą bodajże ale głowy sobie uciąć nie dam
          • hanka19841 Re: do końca życia.... 23.11.09, 23:15
            ma przepisane na recepte, coś na T...., ale nazwy nie pamiętam a
            wstawac już mi sie nie chce, przy okazji zdradze nazwe:)
            Powoli sie przyzwyczajam do jego codziennego spożywania i do
            rozregulowanego żołądka(nikomu nie życze)

            A do kompletu dostałam Ginjal, bo mam jakąs bakterie i .....powiem
            Wam w sekrecie(sikam na niebiesko):(:(:(

            Ale obciach
            • lacido Re: do końca życia.... 23.11.09, 23:17
              eee tylko spuszczaj wodę w publicznej toalecie bo Cię wezmą za kosmitkę :D
    • pompeja Re: do końca życia.... 24.11.09, 16:39
      Moje dziecię również szprycuję żelazem..
      Gdy miał coś koło roku zauważyłam, że podczas snu normalnie sinieje. Z rana po
      przebudzeniu potrzebował godzinki, żeby hmm, nabrać kolorku. Wyglądało to tak,
      jakby hibernował, czy coś takiego. Czasem jak spał, patrzyłam na niego, wyglądał
      momentami jak martwy, sine usta, paznokcie, oczy, blada cera, niezauważalny
      oddech. Diagnozy były przeróżne. Okazało się, że ma ostrą anemię (nie pamiętam
      już jaki symbol, ale na normę dla wieku 25-30, on miał 2,99).
      Łyka sobie specjalny specyfik. Śmiejemy się, że będzie nam pipkał na lotniskach :)
      Da się żyć, łobuz z niego niesamowity (gdy podajemy dawkę leku systematycznie,
      jak spada poziom żelaza - dziecko niczym z reklamy sanostolu). Głowa do góry,
      jasna cera jest sexi :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka