Dodaj do ulubionych

psychiatryk

16.10.10, 00:16
byłam dziś.
u kumpla, leży po próbie samobójczej :(
kurwa.
bierze leki od 2 miesięcy, wydawało się, że już jest lepiej
a tu chuj. pasek od spodni mu się napatoczył...

rozumiem to doskonale, bo sama byłam w taki stanie kilka lat temu, ale jednak zaskoczyło mnie to.
tydzień wcześniej go widziałam, i było świetnie, był w dobrej kondycji, radosny, i dupa.
w mordę, jaka depresja jest pojebana, kurwa mać!

do tego mam wrażenie, że rodzina, która jest jednocześnie źródłem kryzysów zamiata problem pod dywan trochę, i dziewczyna też niekoniecznie potrafi go za mordę wziąć żeby się zabrał za siebie porządnie...

a towarzystwo z sali, miły chłopak, który słyszy głosy z cmentarza i drugi z załamaniem nerwowym, też bardzo sympatyczny, tylko leki z niego zrobiły warzywo...
Obserwuj wątek
    • berta-live Re: psychiatryk 16.10.10, 00:23
      Bo antydepresanty tak działają, że najpierw człowieka aktywizują a dopiero potem poprawiaja mu nastrój. Dlatego w ciągu kilku pierwszych tygodni brania leków, najwięcej jest prób samobójczych.
      • cookie_monsterzyca Re: psychiatryk 16.10.10, 07:39
        Berta, ja wiem doskonale jak działają, niestety.
        2 pierwsze tygodnie zgodnie z tym co mówi ulotka, wyglądał i czuł się jak kupa, wszystkie myśli i schizy się pogłębiły, a potem było już lepiej przez 2 miesiące i nagle załamanie, bez sensu.
        • berta-live Re: psychiatryk 16.10.10, 10:21
          2 mies to za krótko na efekt terapeutyczny. Chory jedynie jest zaktywizowany, natomiast wszystkie depresyjne nastroje jakie miał, ma nadal. Depresyjny nastrój mija dopiero po następnych kilku tygodniach. Dlatego może popełnić samobójstwo. Wcześniej nawet jak chciał się zabić, to nie miał na to siły. Ani na to, żeby się na samobójstwo zdobyć, ani na to, żeby to sobie zorganizować, ani nawet na to, żeby o tym myśleć. Po 2 mies łykania tabletek siły wróciły. I generalnie jak lekarz ma do czynienia z pacjentem w poważnym stanie (nie z jakąś pańcią z globusem, która tylko dużo gada) i przepisuje mu leki i odsyła do domu, to jest to błąd w sztuce. Bo albo powinien powiadomić rodzinę, żeby chorego pilnowali albo umieścić go w szpitalu.
    • redundant Re: psychiatryk 16.10.10, 00:47
      Ale to dziwne, Kóki. :| Znaczy się, taka wizyta.

      Bo co, idzie się do takiego gościa, co mu się nie udało zabić, i się mówi: weśsie nie wygópiaj gośció, no.
      A gośció na to: jasna sprawa, już nie będę; tak mi jakoś wtedy odwaliło. Ale se myśli jednocześnie: a huja, niech no się tylko jakiś pasek nawinie, to ja wam pokaże wszystkim, jebane wy.

      Stary jestem, ale nie wiedziałbym, co mądrego powiedzieć takiemu delikwentu. :/
      • cookie_monsterzyca Re: psychiatryk 16.10.10, 07:47
        Ano dziwne :/

        O tyle łatwiej było, że on się dobrze czuje, i normalnie się z nim rozmawiało, wróciło to absurdalne poczucie humoru, tylko czasem trzeba było zdania za niego kończyć bo nie mógł się wysłowić przez leki. Bałam się, że będzie gorzej.
        Problem w tym, że chyba czuje się za dobrze, widzi, że obok ma gorsze przypadki i zaczyna lekceważyć swój, wkręca, że już wychodzi na prostą. Guzik. I teraz trzeba go zmotywować jakoś do pociągnięcia leczenia dalej, tylko nie samymi lekami, a terapii porządnej.
        W ogóle co za dupny psychiatryk jak tam są tylko 2 wizyty u psychologa :/ Jakoś mało opieki tam mają.
        • berta-live Re: psychiatryk 16.10.10, 10:13
          Bo choroby psychiczne leczy się lekami a nie pogadankami z psychologiem. Nie mówiąc o tym, że żeby takie pogadanki miały sens, to delikwent musi być w miarę dobrym stanie. Łącznie z tym, że nie może być zamulony lekami. Dlatego jak ktoś potrzebuje pomocy psychologa, to zazwyczaj udaje się po nią jak już wyjdzie ze szpitala, w miarę dobrze się czuje i potrafi myśleć racjonalnie. W pierwszym etapie leczenia, to psycholog ewentualnie może jakieś wsparcie dać, czy pomóc zmotywować chorego do brania leków, nic więcej.
          • g.r.a.f.z.e.r.o Re: psychiatryk 16.10.10, 12:12
            berta-live napisała:

            > Bo choroby psychiczne leczy się lekami a nie pogadankami z psychologiem. Nie mó
            > wiąc o tym, że żeby takie pogadanki miały sens, to delikwent musi być w miarę d
            > obrym stanie. Łącznie z tym, że nie może być zamulony lekami. Dlatego jak ktoś
            > potrzebuje pomocy psychologa, to zazwyczaj udaje się po nią jak już wyjdzie ze
            > szpitala, w miarę dobrze się czuje i potrafi myśleć racjonalnie. W pierwszym et
            > apie leczenia, to psycholog ewentualnie może jakieś wsparcie dać, czy pomóc zmo
            > tywować chorego do brania leków, nic więcej.

            Dokładnie.
            Najważniejsze dla chorego, ale przede wszystkim dla jego rodziny/znajomych/wsparcia jest zrozumieć że choroba psychiczna to nie efekt słabej silnej woli i złego nastroju tylko choroba narządu jakim jest mózg.
            I nie chodzi tu o to że "dziewczyna niedobra" i "rodzina go nie wspiera" więc się powiesił, tylko o to że mózg mu szwankuje i dlatego nie jest w stanie nad emocjami panować i podejmuje takie decyzje.
            Wiadomo że leczenie chorób psychicznych lekami ciągle przypomina regulowanie zegarka młotkiem, ale zawsze lepsze to od mówienia "weź się w garść", bo przy odpowiednio małym młotku da radę ten zegarek wyregulować.
    • 2szarozielone Re: psychiatryk 17.10.10, 12:09
      Eeech... współczuję, wiem jakie to cholernie trudne, wspierać kogoś po próbie samobójczej.
      A co do rodziny... nie wiem, jak to w tym przypadku wygląda, ale w takich przypadkach naprawdę rodzina sama ma nerwy w strzępach... Jeśli te jego stany trwają już długo i chłopak próbował już kiedyś się zabić... To jest naprawdę paskudne uczucie - w każdej chwili i codziennie bać się, że on to może zrobić i to może się stać. I nic może tego nie zapowiadać.

      Mój tata wstał jak zawsze, pogadał ze mną podśmiewając się z newsów w radiowym serwisie informacyjnym, zjadł typowe śniadanie, z typową codzienną rutyną wypił kawę oglądając tvn24, wyszedł z domu i pojechał nad rzekę podciąć sobie żyły.

      Potem wieeeleeee miesięcy miałam serce w gardle - jak za długo nie wracał, jak wychodził gdzieś, nie mówiąc gdzie... nie wierzyłam w to, co mówi, byłam naprawdę naprawdę przerażona.

      Z tym nastrojem zresztą podobno często tak jest, że jak ktoś już podejmie decyzję, to jest radosny. Bo już ma Plan, wie, że problemy znikną, że już sobie wymyślił rozwiązanie... toi nastrój skacze :/
      • cookie_monsterzyca Re: psychiatryk 17.10.10, 20:51
        Okres obsesyjnego bania się o niego dopiero teraz się zaczyna, bo chce wyjść szybciej ze szpitala... A jak zrobił to raz to niby co go może powstrzymać od powtórki, tym bardziej, że sytuacja życiowa nie ulega zmianie ani odrobinę.
        Niby ma się lepiej, ale właśnie, weź tu wydumaj czy tak jest naprawdę, czy gra...
        Nie umiem tego rozszyfrować, mimo, że sama mam tę grę opanowaną do perfekcji, ja też uśmiechałam się radośnie kiedy w głębi duszy myślałam tylko o tym, że tam w łazience jest paczka takich ładnych srebrnych żyletek, czym by tu najlepiej znieczulić trochę nadgarstek i gdzie się skitrać żeby mi czasem nikt nie zrujnował planu.

        W jego wypadku jest tak, że ojciec alkoholik jest źródłem problemu, a matka chyba sobie nie radzi trochę z tym wszystkim, i w sumie z jednej strony nie ma jej się co dziwić, ale mam te ż wrażenie, że stosuje technikę wypierania negatywnych treści, lekceważy wszystko jak moja mamita.

        To była jego pierwsza próba. Leczyć się zaczął ponad 2 miesiące temu, zaczęło się od tego, że uświadomił sobie, że przesadza z alkoholem i w ślady ojca iść nie chce. Znacznie ograniczył, bo tolerancje miał naprawdę dużą. I od tego momentu się zaczęły jazdy i decyzja o wizycie u psychiatry.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka