Podobno Staszek się bardzo zeszmacił

IP: 212.76.46.* 30.11.10, 13:20
Podobno Staszek się bardzo zeszmacił i przestał się ukrywać

(...)Staszek był kiedyś poważnym redaktorem poważnego tytułu prasowego. Teraz jest nikim. Tak się jakoś poukładało, że został prawie bez środków do życia. Nie mówię już nawet o wygodnym gabinecie z sekretarką i widokiem na Warszawę lub Poznań, ale po prostu – zwyczajnie brakuje mu na życie.(...)

(...)Staszek postanowił jakoś dorobić – założył firmę szkolącą ludzi. Ale jedynym jego kontrahentem jest … PiS. Szkoli więc Staszek pisowców a to ze sztuki prezentacji, a to z zachowania przed kamerami itp.(...)

(...)Tyle tylko, że Staszek wciąż pisuje w prasie i jakoś się tak dziwnie składa, że zawsze, ale to zawsze, jego komentarze są przychylne PiS-owi i szczególnie nieprzychylne PJN-owi.(...)

Tekst linka
    • Gość: kokos Re: Podobno Staszek się bardzo zeszmacił IP: *.uk2net.com 30.11.10, 20:41
      Podobno pewien redaktor pewnej gazety był w archiwum msw. Tyle tylko, że ten redaktor wciąż pisuje w prasie i jakoś się tak dziwnie składa, że zawsze, ale to zawsze, jego komentarze są przychylne ubekom oraz tajnym współpracownikom i szczególnie nieprzychylne IPN-owi.

      Migalski wuj.
      • ewa9717 Re: Podobno Staszek się bardzo zeszmacił 30.11.10, 21:29
        Czy to ten Staszek, który zatopił "Wprost"?
        • Gość: kokos2 Re: Podobno Staszek się bardzo zeszmacił IP: *.253-204-206.VIC.netspace.net.au 01.12.10, 16:53
          Czy to ten Adaś, który zablokował lustrację i dekomunizację w Polsce? Zawsze to lepiej, gdy wiedza ekskluzywna (archiwum msw jest w Moskwie) taką pozostanie.
          • Gość: Kir Re: Podobno Staszek się bardzo zeszmacił IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.10, 17:15
            Krystyna Grzybowska

            Tekst zamieszczony w tygodniku WPROST z dnia 5 marca 2000 r.


            Anatomia zła
            ----------

            W NRD starano się doścignąć i prześcignąć KGB

            Nienawiść - intensywne i głębokie uczucie, które może rozstrzygająco wpływać na
            działania ludzi. Odzwierciedla zawsze wzajemne stosunki w życiu społecznym,
            będąc emocjonalnym wyrazem nieprzyzwyciężalnych sprzeczności między klasą
            robotniczą i burżuazją (...). Nienawiść jest zasadniczą częścią czekistowskich
            uczuć i podstawą namiętnej i nieubłaganej walki z wrogiem (...). Nienawiść musi
            być świadomie obecna i wzmacniana także w pracy konspiracyjnej, jako siła
            napędowa trudnych zadań operacyjnych. Ta definicja nienawiści pochodzi ze
            "Słownika pracy polityczno-operacyjnej" opracowanego na polecenie Ericha
            Mielkego, ministra bezpieczeństwa państwowego NRD.

            W czasach NRD był to druk ściśle tajny, wydany kilkakrotnie w nakładzie zaledwie
            kilkuset egzemplarzy. W 1993 r. opublikowano faksymile tego słownika, a później
            jego książkowe wydanie z komentarzami. Dzisiaj każdy, kto gotów jest wydać 40
            marek, może się dowiedzieć, jakiego języka używano w Stasi i co dokładnie
            oznaczały umieszczone w nim hasła. Tylko jedno określenie Informeller
            Mitarbeiter (nieformalny informator) zawiera 53 definicje, pokazujące cały
            zakres działania wschodnioniemieckich szpicli policji politycznej.

            Polacy tego nie wiedzą, Polacy nie znają języka swojej służby bezpieczeństwa z
            okresu komunizmu. Nie wiedzą nawet, czy cytowana na wstępie nienawiść wchodziła
            w jego skład i czy miała takie samo, czekistowskie zabarwienie. Proces
            lustracji, który z takimi trudnościami i przy wtórze gwałtownych protestów
            ledwie się rozpoczął, jest w Polsce rzeczywiście kaleki, ponieważ odbywa się w
            pustej przestrzeni. Możemy się tylko domyślać albo powoływać na tzw. powszechne
            doświadczenie społeczne, dlaczego, na czyje polecenie, po co, w jakim celu SB
            zwerbowała tego czy innego obywatela jako swojego współpracownika.

            Społeczeństwo zjednoczonych Niemiec wie właściwie wszystko, a w każdym razie
            znacznie więcej niż polskie. Równolegle z otwarciem teczek osobowych, z
            udostępnieniem każdemu zainteresowanemu jego własnych akt, rozpoczęto w RFN
            publikowanie najbardziej tajnych dokumentów, przedstawiających wzajemne
            zależności między partią i bezpieką, między SED i Stasi, pokazujących miejsce
            policji politycznej w państwie i społeczeństwie, całą strukturę i pragmatykę
            służbową Stasi. Niemieckie opracowania, a zebrała się już tego cała biblioteka,
            sporządzone w większości wypadków przez naukowców, pokazują wpływ i późne skutki
            komunizmu (czy też realnego socjalizmu) na wszystkie dziedziny życia - politykę,
            gospodarkę, społeczeństwo rodzinę, mentalność. Wszystko to zostało
            udokumentowane i przedstawione opinii publicznej. Otwarto nawet archiwa
            enerdowskiego MSZ.

            Szczegółowość opisu rzeczywistości wschodnioniemieckiej jest imponująca. W 1989
            r., w ostatnim okresie istnienia NRD, działało w tym kraju 150 tys.
            nieformalnych współpracowników Stasi. Podczas 40 lat istnienia NRD było ich
            ponad milion. Wszyscy musieli mieć kryptonimy, które nie powinny były się
            powtarzać. Nadawanie pseudonimów było więc gigantyczną pracą, wymagającą
            intelektualnego wysiłku. Tą dziedziną zajęła się doktor filologii germańskiej
            Ingrid Kühn, która opracowała i wydała analityczny słownik kryptonimów Stasi.
            Część oficerów prowadzących szła na łatwiznę, nadając swoim kapusiom po prostu
            imiona od bezpieczniackiego bierzmowania: Zygfried, Dieter, Ingrid albo nazwy
            geograficzne - Spree, Dresden, Elbe. Niektórym zdrabniano ich własne imiona i na
            przykład Adelheid pisała donosy jako Addi. Ale byli także oficerowie, którzy
            wykazywali się żywą inteligencją, ambicją i fantazją. Mężczyźnie o nazwisku
            Licht (Światło) nadano pseudonim Dunkel (Ciemność). Pewien fryzjer z Halle
            donosił jako Figaro, księgowy wielkiej firmy miał kryptonim Manko, a dentysta -
            Brücke (Mostek). Szef powiatowej stacji sanitarno-epidemiologicznej podpisywał
            swoje donosy jako Mikrob.

            Lekarze otrzymywali kryptonimy stosowne do zawodu - Hipokrates, Albert
            Schweitzer, Robert Koch i Rentgen. Pewien fizyk miał pseudonim Einstein,
            profesor historii starożytnej Ramzes, a dyrygent chórów podpisywał swoje donosy
            na pierwszego tenora jako Beethoven. Beethoven nie był zresztą jedynym, który
            śpiewał dla Stasi. Robili to także Falco, Prince i Presley. Dziennikarze mieli
            również ambitne pseudonimy: Goethe, Schiller, Brecht i Kafka. Pisarzy zaliczono
            do świata zwierząt i donosili jako Gołąb, Mrówka, a nawet Pszczoła. W całej NRD
            był tylko jeden Mercedes, donosiciele kręcili się po mieście głównie jako
            Trabanty, Wartburgi, Moskwicze, Wołgi i Skody. Poloneza - o ile wiadomo - nie
            było. W niektórych kryptonimach można odkryć cień osobistego stosunku oficera
            prowadzącego Stasi do kapusia - Don Juan, Wenus, Ekstaza i Eros. Ale w szeregach
            Stasi musiały się zalęgnąć także prądy opozycyjne, skoro ponadawano informatorom
            takie pseudonimy, jak Argus, Kapuś, Przyklejony. Jeden z pastorów miał kryptonim
            Judasz. Na temat srebrników, jakie otrzymywali szpicle, też opublikowano
            udokumentowane opracowania.

            Niemcy wiedzą nie tylko, jakie kryptonimy mieli donosiciele, ale również kim
            byli w rzeczywistości. Sześćset stron liczy sobie książka pt. "Nieoficjalni
            współpracownicy Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego - socjologiczna analiza
            składu społecznego armii donosicieli". Ma ona wydźwięk przygnębiający. Donosili
            wszyscy, ze wszystkich środowisk. I na wszystkich, nie wyłączając najbliższej
            rodziny. Najbardziej gorliwe w pracy dla Stasi okazały się jednak enerdowskie
            kobiety. Ich działalności poświęcona jest osobna praca "Nie można było ich
            zliczyć. Kobiety i Stasi" Anette Maennel.

            Przeanalizowano wpływ działalności Stasi na poszczególne środowiska. Joachim
            Walther po trzech latach żmudnych badań wydał książkę zatytułowaną "Obszar
            zabezpieczenia - literatura. Pisarze i służba bezpieczeństwa w NRD". Jest to
            historia kontroli sprawowanej przez służby Ericha Mielkego nad literaturą i jej
            twórcami od momentu powstania do upadku NRD. Książka bezwzględna, wymieniająca
            po nazwisku wszystkich szpicli wśród pisarzy, z nazwiskami, kryptonimami i
            zakresem działalności. Z książki tej wynika, że nie tylko organizacje pisarzy
            (Związek Pisarzy, Pen Club i Akademia Sztuki) były całkowicie kontrolowane przez
            donosicieli, ale także cała wschodnioniemiecka kultura, nie wyłączając wysokich
            partyjną rangą urzędników państwowych. Walther przytacza m. in. zobowiązanie do
            współpracy ze Stasi podpisane przez Alexandra Abuscha, ministra kultury NRD,
            który był następnie informatorem o kryptonimie Ernst. Różnica polegała na tym,
            że od kogoś w randze ministra zobowiązanie odbierał sam Erich Mielke.

            Opublikowano w Niemczech wiele prac poświęconych metodom niszczenia niepokornych
            pisarzy i intelektualistów. W żargonie Stasi nazywano to "demontażem
            osobowości". Tylko jednej akcji prowadzonej w 1961 r. przeciwko dramaturgowi
            Heinerowi Müllerowi i jego sztuce poświęcono grubą analityczną książkę.
            "Demontaż osobowości" oznaczał szeroki wachlarz działań. Od rozpuszczania
            pogłosek o zboczeniach seksualnych, homoseksualizmie, deprawacji nieletnich,
            poprzez podawanie środków medycznych prowadzących do zaburzeń psychicznych, aż
            po morderstwo. Najważniejsze w tych wschodnioniemieckich analizach jest jednak
            prześledzenie procesów decyzyjnych. Postanowienia o izolowaniu kogoś ze
            społeczeństwa lub całkowitym wyeliminowaniu były decyzjami politycznymi. Nie
            zapadały na szczeblu poszczególnych wydziałów i departamentów Stasi, tylko w
            gronie dysponentów służby bezpieczeństwa w Komitecie Centralnym SED i jego
            Biurze Politycznym. Anatomia służby bezpieczeństwa w NRD została opracowana do
            najdrobniejszych szczegółów - jej historia, struktura i metody. Można przeczytać
            dostępne powszechnie opracowania o funkcjonowaniu Stasi w kościołach, szkołach,
            uczelniach, aparacie wymiaru spr
    • Gość: Kir Re: Podobno Staszek się bardzo zeszmacił IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.10, 13:02
      > (...)Tyle tylko, że Staszek wciąż pisuje w prasie i jakoś się tak dziwnie skład
      > a, że zawsze, ale to zawsze, jego komentarze są przychylne PiS-owi i szczególni
      > e nieprzychylne PJN-owi.(...)
      czyj to zatem pogląd wpisujący się w teorię spiskową z ciągle pokrzywdzonym prezesem krytyce podlegali tzw "pisowscy dziennikarze za brak obiektywizmu,rzetelności i uczciwości dziennikarskiej przecież sam PiS odżegnywał się od nich twierdząc, że to nie ich członkowie można zatem domniemywać,że tutaj raczej funkcjonowała chęć jakiegoś odwetu czy zemsty ,samo podejście do sprawy podsłuchiwania deziennikarzy czy lekcekceważącego stosunku tworzenia ich list
Pełna wersja