Dodaj do ulubionych

Skąd biorą tych idiotów?

06.07.05, 16:54
Słuchajcie, mój kolega pracuje w takim branżowych pisemku komputerowym - CRN.
Koleś jest bardziej informatykiem niż dziennikarzem,wiec naczelny postanowił
go nauczyć zawodu.
Bardziej pikantne cytaty zamieszczam poniżej, a jesli znacie inne kuriozalne
stwierdzenia redaktorów błagam wpisujcie.
Dodam tylko,ze wszystkie cytaty dotyczą sposobów robienia wywiadów.

1.Dziennikarz musi wiedziec wszystko i gadac z ludzmi po to by potwierdzali to
o czym on wie

2. Jak sie redaguje wywiad - drukuje sie go na kartkach i patrzy sie na nie z
gory po czym sie go redaguje

3.Dzienniakrz musi zadawac skomplikowane pytania by nie wychodzil na idiote

4. Nie ważne co mówi rozmówca,ważne żeby czytelnik po przeczytaniu pytania
powiedział - ale to mądry człowiek ten redaktor

i co Wy na to?
Obserwuj wątek
    • curtiz Re: Skąd biorą tych idiotów? 11.07.05, 11:08
      W prasie codziennej obowiązują zupełnie inne przykazania: 1) czytelnik to
      debil, więc pisz tak, jakbyś to musiał tłumaczyć debilowi. 2) jeżeli
      dziennikarz nie rozumie o czym pisze, to czytelnik - debil tym bardziej nie
      zrozumie, więc z materiału wybieraj tylko to, co rozumiesz.

      Ale to co przytoczyłeś jak najbardziej pasuje mi do prasy fachowej.
    • lilith76 Re: Skąd biorą tych idiotów? 11.07.05, 16:33
      zasłyszane kiedyś od pewnego naczelnego:
      - Niektórzy zostają dziennikarzami aby zbawiać świat, inni aby wstawać po 11.00.
      • tiaa1 Re: Skąd biorą tych idiotów? 11.07.05, 19:53
        :)))))))))))))))))
        normalnie jako hasło dnia sobie zapisałam ;P
        • curtiz Re: Skąd biorą tych idiotów? 14.07.05, 09:28
          Znalazłem taki tekst w gazecie Fakty i Mity. Strasznie mnie rozbawił,
          szczególnie, gdy akurat ten tygodnik stoi na straży warsztatu i zasad etyki
          dziennikarskiej, nie mówiąc już o ambicjach. Potem pomyslałem sobie, że w
          sumie rudno zaprzeczyć temu, co mówi organizator kursu.
          Poza tym - widziałem mnóstwo stażystów w cenionych mediach, często studentów
          dziennikarstwa, których poziom wiedzy i umiejętności był dokładnie taki sam,
          jak uczestników kursu, bo na studiach nie dowiedzieli się nic. A wielu
          doświadczonych dziennikarzy to przecież marzy, by w Gali lub Vivie móc pisać o
          skarpetkach Wiśniewskiego....


          www.faktyimity.pl/archiwum/index.phtml
          Archiwum Numer: 20(272)

          a to polska właśnie

          Pisać każdy może

          Marzy ci się praca w zawodzie dziennikarza? Nic prostszego!
          W Łodzi, w agencji Star Press, zapłacisz jedynie 45 zł (plus 20 zł za
          certyfikat) i już jesteś reporterem całą gębą.


          Taki certyfikat ma swoją wartość. Co prawda tylko estetyczną, ale zawsze.
          Możesz go sobie na przykład powiesić nad łóżkiem... Bo nie radziłabym pokazywać
          się z nim w żadnej szanującej się gazecie, gdyż najpewniej wylecisz za drzwi.
          Ale na razie jeszcze o tym nie wiesz...

          Uwiedziona ogłoszeniem przyczepionym do latarni zamierzam doedukować się z
          zakresu żurnalistyki w agencji prasowej, o której w redakcji „FiM” (ani żadnej
          innej) nikt nie słyszał.
          Nie? No to usłyszą, kiedy paniom i panom redaktorom pomacham przed nosem
          glejtem potwierdzającym mój profesjonalizm. Wykształcenie dziennikarskie da
          się, rzecz jasna, zdobyć i innymi sposobami, ale wymagają one o wiele większych
          nakładów finansowych i zaangażowania. W Łodzi dziennikarstwo można przez trzy
          lata studiować w Wyższej Szkole Humanistyczno-Ekonomicznej (czesne 500 zł za
          miesiąc). Z kolei studenci dowolnego kierunku filologicznego na Uniwersytecie
          Łódzkim mają szansę wybrać płatną specjalizację dziennikarską (ok. 600 zł za
          kurs); dla polonistów przyjemność ta jest bezpłatna. Zajęcia trwają trzy
          semestry i obejmują m.in.: lingwistyczną analizę tekstów, prawo prasowe,
          retorykę, etykę dziennikarską, współczesne życie kulturalne i komunikację
          interpersonalną. Ćwiczenia na uniwerku i w WSHE prowadzą znani dziennikarze, a
          poza tym należy odbyć praktyki w prasie, radiu i telewizji, przygotować kilka
          prac zaliczeniowych itp., itd. Słowem – zapieprz.
          Istnieje jeszcze kilka specjalistycznych kursów w policealnych szkołach. Ceny
          zwykle oscylują w granicach 400–1000 złotych, a poziom bywa, delikatnie mówiąc –
          zróżnicowany. Jednak żadna z tych propozycji nie przebija edukacyjnej oferty
          agencji Star Press, która za 65 zł z każdego matołka zrobi pismaka.
          Postanowiłam dowiedzieć się, o co właściwie chodzi...
          Agencja Star Press mieści się w dwóch izdebkach wynajętych w budynku należącym
          do łódzkiej PWSFTViT przy ulicy Łąkowej. Szef, tytułujący się redaktorem
          naczelnym Zbigniew H., obiecuje pracę najlepszym ze swoich studentów. Bardzo
          ładnie, wszak należy walczyć z bezrobociem. Tyle że pan Zbych otwarcie głosi,
          że jego celem jest wyciągnięcie kasy od uczniów – tak mówił i ani piorun z
          jasnego nieba, ani żaden inny szlag go nie trafił. Chwali się też, że kiedyś
          pisywał dla łódzkiego „Expressu Ilustrowanego”. Dlaczego już tam nie pracuje –
          nie wiadomo. W lokalnym środowisku dziennikarskim krążą plotki, że stracił
          posadę za przeprowadzanie fikcyjnych wywiadów z gwiazdami... Teraz pan redaktor
          ma własną firmę.
          Agencja Star Press podobno współpracuje z kolorowymi pisemkami dla gospodyń
          domowych i gazetami polonijnymi. Z warsztatów dowiaduję się, że naszych rodaków
          zza oceanu bardziej niż to, co dzieje się w macierzy, interesuje, jaki kolor
          bielizny i czy w ogóle nosi Renata Beger. „Dobra plotka jest podstawą sukcesu” –
          mawia pan Zbyszek, niewysoki, potargany facet o obliczu okrągłym jak bochen
          chleba. Przyznaje, że popełnił błąd, kurde blade... Warsztaty są za tanie i
          ludzie przez to nie mają do niego zaufania. Coś w tym jest, bo sama jakoś nie
          wierzę, że w ciągu kilku godzin uzyskam biegłość w redagowaniu informacji
          prasowych. Ale zobaczymy... Stawiam pierwszy krok.
          Nasz arcykapłan żurnalistyki na zajęcia przybywa spóźniony i z mokrymi
          kudełkami. Właśnie umył włosy i teraz wyciera się kolorowym ręcznikiem.
          – Tak to jest, jak się mieszka na dworcu – dowcipkuje. Mamy się rozluźnić i
          czuć jak u siebie w domu. Przed rozpoczęciem warsztatów trwających siedem
          godzin i rozłożonych na trzy spotkania, trzeba uiścić opłatę. Należy też
          wręczyć prowadzącemu czystą płytę CD, na którą pan redaktor zgra... zeskanowane
          z miesięcznika „Press” porady dotyczące dziennikarskiego rzemiosła. Tyle
          teorii, bo zajęcia mają być praktyczne do bólu. W pokoiku oprócz mnie są
          jeszcze cztery osoby: czterdziestoletni ogrodnik, studentka, tegoroczny
          maturzysta i artystka malarka.
          Towarzyska pogawędka. Co jak co, ale gadane to red. H. ma, natomiast wysoką
          kulturą osobistą poszczycić się nie może. Klnie jak szewc i stosuje
          seksistowskie zagrywki: – Masz tatuaż? – pyta z błyskiem w oku i w ten sposób z
          mety przechodzimy na ty. „To, że czasem zachowuję się jak cham, nie znaczy, że
          jestem chamem” – przekonuje. Otóż znaczy!
          Ale przyjmijmy roboczo, że nie. Co do dziennikarstwa, to twierdzi, że podstawą
          warsztatu ma być pisanie informacji prasowych. Wszelkie inne formy (wywiady,
          reportaże, felietony itp.) to ich pochodne. Teraz burza mózgów: wymyślamy
          tematy informacji, które przygotujemy na następne spotkanie. Idzie opornie.
          Ogrodnik napisze o zaśmieconych gazonach, ja – o kradzieżach w łódzkim pubie.
          – Pamiętajcie, że news jest nie wtedy, kiedy pies pogryzie człowieka, tylko
          kiedy człowiek pogryzie psa – uściśla naczelny, cytując Twaina. Ten news to
          jego fetysz. Istotą dziennikarstwa w wydaniu pana Zbycha jest pogoń za
          sensacją. Ploty i odwracanie kota ogonem. Do tego bulwarowa stylistyka:
          napastliwy tytuł i takiż lid. Poziom godny dziennika „Fakt”. Jeszcze parę
          anegdot i przyszli żurnaliści rozchodzą się na łowy. Ja też, ale wracam, żeby
          wykonać krok drugi.
          Katastrofa! Redaktor z zapałem kreśli skomponowaną przeze mnie informację. – To
          nie jest żaden news! – krzyczy poirytowany. Z wypowiedzi moich rozmówców
          pozostawia pojedyncze frazy, co całkowicie zmienia sens przekazu. Prosta
          notatka o niczym przekształca się nagle w hiperboliczne, sensacyjne
          doniesienie. Podobno tak powinno być. W tekście nieopatrznie użyłam
          partykuły „właściwie”, która diabelnie rozsierdziła redaktora: – Można cię
          właściwie przelecieć czy właściwie nie? – pyta. Właściwie nie można, chociaż…
          Pokornieję i obiecuję poprawę.
          Pocieszam się, że pozostałym uczestnikom zajęć wcale nie poszło lepiej. Pan
          Zbyszek jest niezadowolony, ponieważ skomponowane przez nas informacje są...
          własnością agencji i gdyby były na odpowiednim poziomie, mógłby je dalej opylić
          zainteresowanym mediom. Wobec tego byłoby lepiej, żebyśmy przynosili tykające
          bomby zegarowe, zamiast miłych, lekkich i przyjemnych tekścików obyczajowych.
          Natomiast język powinien być prosty jak drut.
          – Piszecie dla idiotów. Większość społeczeństwa nie rozumie czytanego tekstu,
          więc ambicje literackie lepiej schować do szuflady.
          Ze słów prowadzącego wynika, że etyka dziennikarska ogranicza się do tego, aby
          jawnie i świadomie nie kłamać, lecz nie ma też obowiązku pisania prawdy. Po tym
          wykładzie wymyślamy sobie kolejny temat na tekst i spotkanie się kończy. W
          końcu upragniony dyplom.
          Ostatnie zajęcia ograniczają się do krytycznej oceny spłodzonych w pocie czoła
          materiałów i wesołej pogawędki przypieczętowanej rozdaniem certyfikatów. Z
          naszej grupy wyłamuje się pan ogrodnik, stw
          • curtiz Re: Skąd biorą tych idiotów? 14.07.05, 09:30
            stwierdziwszy, że dziennikarstwo nie jest jednak jego powołaniem. Trudno, nie
            dostanie dyplomu, ale zaoszczędzi dwie dychy. Naczelny swoje i tak zarobi.
            Teraz, jak obiecywał, proponuje nam współpracę. Mamy zbierać materiały i
            pisywać teksty na zamówienie. Na razie żadnych konkretów, ale zarobki w
            perspektywie kilku miesięcy obiecuje zawrotne. Niech no tylko porządnie
            rozkręci interes...
            Żeby zostać dziennikarzem w agencji Star Press, nie trzeba mieć nawet matury.
            Trzeba mieć talent, no i 7 godzin „studiów” za sobą. Podobno amatorzy są w
            dziennikarstwie najlepsi. Jak, niestety, w wielu innych dziedzinach w tym
            kraju, a już na pewno – w polityce...
            Warsztaty prasowe redaktora H. byłyby niezłym wprowadzeniem do pisania
            informacji, gdyby stanowiły np. element zajęć dodatkowych w zoo. O ile
            szympansy (czyli naczelne) by to wytrzymały.
            Niestety, jeśli ktokolwiek chce traktować dziennikarstwo poważnie – niewiele
            się tu nauczy. Chyba że szczytem ambicji jest pisanie o tym, jak często Michał
            Wiśniewski zmienia skarpetki...


            MAŁGORZATA
            • Gość: Kir Re: Skąd biorą tych idiotów? IP: *.lubsza.sdi.tpnet.pl 14.07.05, 11:35
              -:DDDD.Smieję się bo już wyobraziłem sobie Ciebie z Pismakiem w duecie i miny tych
              o których byście pisali albo reakcje po tym o czym byście pisali:))).
              Od pewnego czasu nie widzę Pismaka na forum.Zresztą mu się nawet nie dziwię.
              Pozdrawiam
              Kir
    • Gość: tintin Re: Skąd biorą tych idiotów? IP: *.itpp.pl 12.07.05, 01:40
      Hmmmm.
      Kiedy oglądam telewizję - to prawie każdy stosje się do tych punktów (z wyjątkiem 2)
      A kiedy patrze na to co w gazetach - to właściwie wszystko się zgadza.:)
      Ale najbardziej uniwersalny punkt to oczywiscie 1.
      Przekleństwo każdego dziennikarza - który musi znaleźć tzw eksperta żeby ten
      powiedział banał.
      Np. dziennikarz wie ze Polska nie jest przygotowana do ataku terrorystycznego
      ale ktos to musi powiedziec :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka