Gość: Artur
IP: *.ss.shawcable.net
07.06.06, 07:38
Takie byly czasy, milicja nie gardzila groszem, ktory mogl jej wpasc tu i owdzie.
Pamietam, ze kiedys chcialem kupic kilka dolarow i znajomy z kontaktami w MO zaprowadzil mnie przed Pewex w okolicach Marszalkowskiej w Warszawie. Mial tam byc jakis cinkciarz gotowy do przeprowadzenia wymiany. Bylismy, ale go nie widzielismy.
Wtedy znajomy wszedl do pobliskiej restauracji gdzie przy stoliku przy oknie z widokiem na Pewex siedzial sobie tajniaczek milicyjny majacy oko na cinkciarza - zeby mu sie nic nie stalo. Poniewaz potrzebowalismy dolary ten tajniaczek okazal sie tak uprzejmy, ze nas zaprowadzil do cinkciarza osobiscie. Byl gdzies tam na tylach. "Od niego sobie kupcie so potrzebujecie" powiedzial. Kupilismy.
Milicja wtedy kontrolowala handel dewizami i zdeprawowanie bylo do tego stopnia, ze dochodzeniowka zapewniala bezpieczenstwo handlarzom dewizami.