big2.munich
28.12.05, 16:04
Wyobrazcie sobie podobna sytuacje: macie 25 lat, skonczone studia w Polsce i
mozliwosc wyjazdu do USA. Oczywiscie korzystacie z tej szansy - na
miejscu "czeka" na Was ciezka praca sprzataczki, poczatkowo malo zarabiacie,
bo nie znacie jezyka. Po rocznym kursie jezykowym plus obyciu wsrod
Amerykanow, w koncu trafia sie lepszy zarobek - wprawdzie rowniez jako osoby
sprzatajacej, ale u bardzo bogatych ludzi. Tu tez przez przypadek doszly Was
sluchy mozliwosci nostryfikacji Waszego polskiego dyplomu w Stanach, ale za
kolosalna sume 60 tys. dolarow (ta suma to tylko moj wymysl - nie wiem ile
tak naprawde kosztuje nostryfikacja). I teraz pytanie do Was:
Zbieracie pieniazki na nostryfikacje wyrzekajac sie wszelkich przyjemnosci,
w tym modnych ubranek (na ktore Was stac, przy "nowych" zarobkach) czy tez
korzystacie z pobytu w USA obkupujac sie w modne rzeczy, troszke
oszczedzajac, by po przypuscmy 6-ciu latach wrocic do kraju?