viking2
06.05.06, 04:25
Mam takie pytanie, troche zlozone:
Wiadomo, ze kobiety sa zaintereseowane moda, prawda? Nawet bardzo
zainteresowane: mozecie siedziec we 3 albo 4 i rozwazac jakis, nawet powazny,
problem. Wystarczy jednak, aby w Waszym zasiegu znalazl sie nowy egzemplarz
Burdy, Elle, Bazaar, czy nawet Claudii i najwieksze problemy przestaja
istniec, jesli tylko na godzine czy dwie. Juz niewazne, ze siostra sie
rozwodzi bo maz okazal sie dziwkarzem, Krzysio przynosi ze szkoly same paly i
zadaje sie z chuliganami, Magdzia - mimo swoich 13 lat - pali papierosy, ostro
sie maluje i juz kilka razy nie wrocila na noc... Moze to zreszta zle
okreslenie: nie tyle "juz niewazne", ile moze juz o wiele mniej wazne, niz
przed 5 minutami.
Inaczej mowiac, jestescie ogromnie zainteresowane tym, by wygladac modnie. No
dobrze, to teraz wyobrazmy sobie, ze w tym sezonie robia sie modne, powiedzmy,
czerwone sukienki przed kolana, koniecznie postrzepione u dolu, do nich
koniecznie zielone szpilki i zielona torebka. (Mozliwe, ze opowiadam herezje,
ale to nie o szczegoly garderoby mi chodzi). Przewazajaca wiekszosc z Was
bedzie wiec chciala sprawic sobie taka kreacje na wyjscie wieczorem, prawda?
No, i teraz dochodzimy do sedna: wyobrazcie sobie, ze jedna z Was, ubrana
zgodnie z ostatnia moda, idzie na przyjecie - a tam juz jest jakas inna
kobieta, ubrana w dokladnie taki sam ostatni krzyk mody. Wasza naturalna
reakcja jest instynktowna niechec (jesli juz nie "nienawisc od pierwszego
wejrzenia") do tej "rywalki" - a przeciez ona tylko czytala dokladnie ten sam
ostatni numere Elle czy Burdy i znalazla tam dokladnie te same porady i
nowinki ze swiata mody. Jesli wiec wiekszosc kobiet stara sie nadazyc za
ostatnim trendem (a on jest przeciez tylko jeden, bo inaczej nie bylby
"ostatni"), to skad sie bierze reakcja "ta suka ma taka sama sukienke i
pantofle jak ja"?