etrusek
11.09.05, 23:02
Zazwyczaj tego nie robie jako opiekun forum, ale hotel Bayar Beach był
bohaterem reportażu w TVN (Superwizjer) i w związku z tym pozwolę sobie
przekopiować treść opinii ze strony
superwizjer.onet.pl/1246302,archiwum.html
Reporterka Superwizjera podając się za turystkę pojechała z polskim biurem
podróży na turecką Riwierę do zachwalanego hotelu, w którym miało czekać
mnóstwo atrakcji. Już pierwszego dnia okazało się, że reklamy biura to czyste
fantazje. Hotel był miejscem, w którym nie tylko nie dało się wypocząć, ale
wręcz można było stracić zdrowie. Czy trzeba strzec się polskich biur podróży?
(...)
Na własnej skórze postanowiliśmy przekonać się, co czeka przeciętnego
polskiego turystę, który ma w kieszeni około półtora tysiąca złotych i
zdecyduje się powierzyć te pieniądze profesjonaliście z biura podróży.
Skorzystaliśmy z oferty biura Wezyr, które zaproponowało nam hotel Bayar Beach
w tureckiej Alanyi. Miało tam na nas czekać mnóstwo atrakcji: szwedzki stół,
dwa baseny, darmowa łaźnia turecka, siłownia, sauna oraz pokoje z widokiem na
morze. Pamiętając o nieprzyjemnych doświadczeniach naszych widzów podpisaliśmy
umowę, prosząc, by wyraźnie zaznaczono w niej, że oferta gwarantuje nam
klimatyzowane pokoje.
Hotel Bayar Beach okazał się jednak zupełnie niepodobny do pięknych obrazków,
które pokazano nam w biurze podróży. Pokój, w którym zakwaterowano reporterki
Superwizjera przypominał raczej pomieszczenie w hotelu robotniczym z dawnych
lat niż apartament w trzy i pół gwiazdkowym hotelu w śródziemnomorskim
kurorcie. Brudna wykładzina na podłodze, łazienka z liszajami na kafelkach,
zepsuta lodówka, łóżko, które samo się składa. Z okna widok na ruchliwą ulicę,
dzielącą hotel od plaży, i wielki plac budowy. I przede wszystkim niesprawna
klimatyzacja. Przy 40 stopniowym upale na zewnątrz nie dało się w pokoju
wytrzymać.
Takie warunki były nie tylko w naszym pokoju. Wczasowicze z Polski zażądali
wyjaśnień od rezydentki Wezyra. Ta obiecała, że klimatyzacja zacznie działać
po południu. Obietnica nie przekonała tych turystów, którzy spędzili tam już
kilka dni – skarżyli się, że słyszą to od początku pobytu. Okazało się też, że
niektórzy wczasowicze dostali pokoje zupełnie nie takie, o jakich była mowa w
umowie – np. małżeństwo z dwójką dorosłych dzieci miało dostać dwa pokoje –
dostało jeden, w którym trudno było się ruszyć, bo meble niemal szczelnie
przylegały do siebie. W końcu rezydentka zaproponowała w ramach rekompensaty
gratisowy pakiet wycieczek. Pierwsza z wycieczek nie zachwyciła. W programie
rejsu statkiem wzdłuż tureckiej Riwiery przewidziano wpłynięcie do
gigantycznej groty, cumowanie przy tzw. jaskini zakochanych i – dla odważnych
– skok do morza z 10-metrowej skały. Niestety, na statek wpuszczono ok. 100
osób. Dla wielu zabrakło leżaków, leżeli więc jak ściśnięte szprotki. Z trzech
obiecanych jaskiń zobaczyliśmy ostatecznie jedną.
Po interwencji u przedstawiciela biura Wezyr w Alanyi, pokój, który dostały
reporterki Superwizjera, zwiedziły panie z kierownictwa hotelu. Zaproponowały
w zamian inny, niewiele lepszy. Tymczasem zepsuła się toaleta. Na szczęście na
wieczór zapowiedziano wizytę zwierzchnika rezydentów, pana Roberta. Pan Robert
był wyraźnie zdenerwowany, niezbyt uprzejmy i miał ochotę, jak najszybciej
uciec z hotelu. Zrobił to, na odchodnym zapewniając, że klimatyzacja zacznie
działać w nocy. Reporterce Superwizjera udało się wydobyć od niego pogląd na
współczesne metody zapewniania turystom komfortu – klimatyzacja jest
niezdrowa, wszędzie zastępuje się ją wentylatorami. Niedopowiedziany wniosek –
nie ma z czego robić afery.
Jednak nazajutrz pan Robert zaproponował nam przeniesienie do 5-gwiazdkowego
hotelu z klimatyzacją. Ale nic za darmo. Musieliśmy podpisać oświadczenie, że
zrzekamy się jakichkolwiek roszczeń wobec biura. Inni turyści z Bayar Beach
nie zgodzili się, by po 12 dniach upiornego pobytu, na dwa dni przed powrotem,
przeprowadzać się. Musieliby podpisać oświadczenie o zrzeczeniu się wszelkich
praw do reklamacji i odszkodowania. Jednak uparli się i w końcu rezydent
podpisał ich reklamacje i przekazał je do biura. W biurze jednak – zabrakło
pieczątek do podbicia reklamacji.
Nasze ostatnie dni w 5-gwiazdkowym hotelu wreszcie przypominały wakacje. W
takim hotelu mogliśmy być od samego początku. Wystarczyło przed wyjazdem
dokładnie poszukać w Internecie informacji. Turyści na forach nie tylko
krytykują złe oferty, ale też polecają te dobre. Wydaje się, że nie warto też
korzystać z tzw. okazji, warto za to dorzucić kilkaset złotych i zamiast
koszmaru przeżyć prawdziwe wakacje.