Dodaj do ulubionych

ciekawy wątek o Turcji

19.07.06, 21:55
Tureccy imamowie rozdają prezerwatywy


Paweł Szczerkowski 19-07-2006, ostatnia aktualizacja 18-07-2006 18:38

W meczetach w konserwatywnych regionach Turcji ruszyła kampania uświadamiania
seksualnego ludności


Panowie, to jest kondom - zdziwieni mężczyźni z niewielkiej wioski Kirkat na
wschodzie Turcji zebrani w zeszły piątek w meczecie na modły usłyszeli te
słowa zamiast tradycyjnego kazania imama. Wysłuchali następnie prelekcji
grupy wolontariuszy z towarzystwa farmaceutycznego o stosowaniu prezerwatyw.

Sprawa wywołała żywą dyskusję. Podejrzliwych początkowo ludzi uspokajał imam
Hamdin Acar, oświadczając, że używanie prezerwatywy "jest w zgodzie z naszą
religią". - Jaki jest z tego użytek, jeżeli mam już 15 dzieci? - pytał jeden
dość wiekowy pan, potem jednak sam zalecał młodym, by słuchali imama i
stosowali "nowy wynalazek". Po prelekcji rozdano aż 500 prezerwatyw.

Rozdawanie kondomów w meczecie w każdym państwie muzułmańskim uznano by za
ciężką obrazę religii. Ba, są i takie, w których groziłoby pewnie utratą
głowy. Ale w Turcji zaczęli to właśnie robić sami imamowie.

Rząd wciągnął ich do swojej najnowszej kampanii ograniczania przyrostu
naturalnego w zacofanych regionach kraju, gdzie bieda aż piszczy. Liczy, że
łatwiej będzie ją zwalczyć, jeśli liczba ludności nie będzie rosła tak
szybko. Problemów z przekonaniem imamów nie było, bo to rząd ich zatrudnia,
płaci pensje i dyktuje, co im wolno, a czego nie wolno głosić w
cotygodniowych piątkowych kazaniach.

Wykorzystanie w kampanii imamów, którzy w konserwatywnych wsiach i
miasteczkach sprawują rząd dusz, ma zapewnić jej powodzenie. Władze w Ankarze
zachęcił sukces poprzedniej akcji z udziałem duchownych pod hasłem: "Hej
dziewczyny, chodźcie do szkoły!". Zaczęła się w 2003 r. też na wschodzie
kraju, gdzie w wielu rodzinach nie pozwala się na edukację córek, widząc dla
nich przyszłość w jak najszybszym wyjściu za mąż i urodzeniu gromadki dzieci.

Imamowie sami chodzili od drzwi do drzwi i karcili ojców za to, że ich córki
siedzą w domach.

- Pierwszy nakaz, jaki Allah dał Mahometowi, brzmiał: "Czytajcie!". Nie
powiedział: "Czytajcie mężowie" albo "Czytajcie niewiasty" - takim argumentem
posługiwał się na przykład imam Zaki Tanriant w mieście Van.

Efekt był rewelacyjny. W szkolnych ławkach udało się posadzić 120 tys.
spośród pół miliona dziewczynek, które mimo obowiązku edukacji do szkoły nie
chodziły.

Tego typu kampanie mają na celu oprócz walki z biedą i zacofaniem także
poprawę statusu kobiet. W całym kraju pracuje zaledwie co czwarta, co
oczywiście dotyczy niemal samych dużych miast na zachodzie. W takich
regionach jak Batman czy Van kobiety wciąż są często traktowane jak własność
rodziny lub męża, to tam dochodzi do okrutnych morderstw honorowych. Ponura
tradycja, która każe krewnym pozbyć się kobiety za to, że np. umówiła się z
mężczyzną bez ich wiedzy albo tylko usiadła w autobusie obok nieznajomego,
nie daje się wciąż pokonać.

Pod wpływem Unii Europejskiej Turcja zaostrzyła ostatnio w tym zakresie swoje
prawo karne, a policja rzeczywiście wzięła się do roboty. Skutek na razie
jest jednak tylko taki, że rodziny rzadziej same zabijają kobiety, a częściej
zmuszają je do samobójstwa


serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,3492297.html
Obserwuj wątek
    • lepanto to też jest ciekawe 19.07.06, 22:04
      Turecka afera w Niemczech

      Bartosz T. Wieliński, Berlin 26-06-2006, ostatnia aktualizacja 25-06-2006 18:54

      Setki tysięcy niemieckich Turków zainwestowało w islamskich holdingach i
      straciło oszczędności życia. Miliony euro zasiliły konta tureckich polityków. A
      Ankara nie kwapi się z wyjaśnieniem sprawy


      O firmie Ympas ojciec Murata Yldrima usłyszał po nabożeństwie w meczecie pod
      koniec lat 90. Dwóch przedstawicieli holdingu namawiało Turków do inwestycji i
      obiecywało 50-proc. zysk. - Musicie zrobić, by Turcja nie wpadła w ręce w Żydów
      i amerykańskich banków - przekonywali.

      Stary Yldrim przekazał holdingowi 50 tys. marek uzbierane podczas 30-letniej
      pracy w fabryce Daimlera. Przekonał dwie córki, by wpłaciły po 25 tys. marek.

      Zainwestowanych pieniędzy już Yldrimowie nie zobaczyli. Ympas z hukiem
      zbankrutował, a inwestorzy zostali na lodzie. Wszystko wskazuje na to, że
      pieniądze, które stracili niemieccy Turcy, dostali ludzie rządzącego dziś
      Turcją premiera Recepa Erdogana, szefa Partii Sprawiedliwości i Rozwoju.

      Inwestycja zgodna z islamem

      Ympas to jeden z kilku tureckich holdingów, które w latach 90. rozpoczęły
      ekspansję wśród niemieckich Turków. Sposób zarabiania opatentowano 20 lat
      wcześniej w tureckim świętym mieście Konya. Tam akwizytorzy chodzili od drzwi
      do drzwi, namawiając mieszkańców, by zainwestowali w przedsięwzięcie całkowicie
      zgodne z islamem.

      Islam zabrania pobierania odsetek, ale dopuszcza wypłatę udziału w zysku. I tak
      działały holdingi. Ci, którzy przekazali akwizytorom pieniądze, zostawali
      udziałowcami przedsięwzięcia. Holding miał inwestować pieniądze w fabryki i
      hotele, a potem wypłacać udziałowcom ich dolę.

      W Niemczech holdingi bazowały na pobożnych Turkach, których rekrutowały za
      pośrednictwem meczetów i reklam w tureckiej kablówce. W telewizji pokazywano
      swastyki i domy w tureckich dzielnicach podpalane przez niemieckich
      skinheadów. - Tyle dla nich pracowaliście, a oni tak się wam odwdzięczają -
      komentował lektor. Później na ekranie pojawiały się sklepy i hotele, które
      powstały dzięki holdingom.

      Kolos na glinianych nogach

      Jeszcze na początku XXI wieku interes kwitł. Według rozmaitych szacunków
      holdingom zaufało od 200 do 300 tys. ludzi, którzy wpłacili 25 mld euro.

      Pod koniec lat 90. Ympas zainwestował w sieć supermarketów, gdzie
      sprzedawano "muzułmańskie towary" - od tureckiego jedzenia po poprawną
      religijnie odzież. Przy okazji można było zostać udziałowcem w holdingu.

      Sklepy dosłownie szturmowano. - Z Berlina ludzie przywozili po 800 tys. marek i
      inwestowali je w Ympas - opowiada jeden z byłych pracowników holdingów.

      Ale okazało się, że firma to kolos na glinianych nogach, który w 2004 r. z
      hukiem się rozleciał. Prawnicy badający sprawę odkryli, że w supermarketach i
      innych przedsięwzięciach holdingu marnotrawiono pieniądze.

      Wymiar sprawiedliwości był jednak bezsilny, bo pieniądze powierzano często "na
      gębę" akwizytorom holdingu, którzy zgodnie gwarantowali uczciwość swoim
      honorem. Gdy okazało się, że nie ma szans na odzyskanie pieniędzy, przez
      tureckie dzielnice przetoczyła się fala demonstracji i samobójstw.

      Pieniądze płyną do Turcji

      Dziś wiadomo, że pieniądze Ympasu i innych holdingów cichcem trafiały do Turcji
      i zasilały konta tamtejszych islamistów. Holdingi były powiązane z założonym w
      Niemczech ugrupowaniem tureckich islamistów Milli Görüs, które założył w latach
      70. późniejszy turecki premier Necmettin Erbakan, mentor obecnego premiera
      Recepa Erdogana.

      Milli Görüs poprzez sieć związanych z organizacją meczetów napędzało holdingowi
      klientów, a gotówkę wysyłano do Turcji jako wsparcie dla Partii Dobrobytu,
      której szefował Erbakan. Z tych samych środków korzystała później Partia
      Sprawiedliwości i Rozwoju Erdogana.

      W partii tego ostatniego aż roi się od ludzi, którzy zajmowali kierownicze
      stanowiska w Ympasie i innych holdingach. Jak podaje "Die Welt", ludzie
      zamieszani w gigantyczne oszustwa są nawet członkami rządu.

      Ankara wyjaśnia sprawę powoli. Komisja śledcza w tureckim parlamencie powstała
      dopiero w 2003 r., ale trzeba było kolejnych dwóch lat, by rozpoczęła pracę. Do
      tej pory nie zaczęła pracy z niemieckimi prokuratorami.

      Komisją kierują bowiem ludzie premiera. Niemieccy Turcy poskarżyli się w tej
      sprawie kanclerz Angeli Merkel. Ta przekazała skargę Erdoganowi podczas jego
      niedawnej wizyty w Berlinie. Turecki premier wzruszył jednak ramionami.

      Na spotkaniu w berlińskim kinie Urania jeden z obecnych nazwał premiera
      złodziejem. Erdogan odparł, że złodziejami są ci, którzy go oskarżają.

      serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34262,3441182.html
    • lepanto Plaga honorowych samobójstw w Turcji 07.09.06, 19:58
      serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,3523480.html
      Plaga honorowych samobójstw w Turcji


      Dan Bilefsky, The New York Times2006-08-16, ostatnia aktualizacja 2006-08-18
      14:28


      17-letnia Derya otrzymała polecenie popełnienia samobójstwa w sms-ie. Wiadomość
      brzmiała: "Zhańbiłaś naszą rodzinę. Zabij się sama i uwolnij nas od hańby, albo
      my cię zabijemy"

      Jak powiedziała Derya, jej wina polegała na tym, że związała się z chłopakiem,
      którego poznała w szkole
      Derya opowiada, że kiedy wiadomość o jej związku dotarła do rodziny, matka
      ostrzegała ją, że ojciec ją zabije, ale ona nie chciała słuchać. Wtedy też
      zaczęła otrzymywać te straszne smsy, w których bracia i wujkowie grozili jej
      śmiercią. Czasem dostawała nawet 15 wiadomości dziennie, a każda z nich była
      jak wyrok śmierci.

      Ogarnięta wstydem i lękiem o własne życie postanowiła spełnić żądanie swojej
      rodziny i rzuciła się do rzeki Tygrys, ale przeżyła. Następnie próbowała się
      powiesić, ale została w porę odcięta ze stryczka przez wujka. Potem próbowała
      podciąć sobie żyły.

      - Ataki rodziny były skierowane bezpośrednio na mnie. Czułam się tak, jakbym
      popełniła największy grzech świata - powiedziała w schronisku dla kobiet, w
      którym zamieniła swój czador na T-shirt i dżinsy. Derya odmówiła podania
      nazwiska, bojąc się, że rodzina będzie chciała nadal ją prześladować. - Czułam,
      że nie mam prawa okrywać rodziny hańbą, że nie mam prawa żyć, więc postanowiłam
      uszanować wolę krewnych i umrzeć.

      Śmierć córki za wolność syna

      W Batman oraz sąsiednich miejscowościach położonych w południowo-wschodniej
      Anatolii, biednym regionie rolniczym z silnymi wpływami konserwatywnego islamu,
      próby samobójcze podejmowane przez młode kobiety powtarzają się co kilka
      tygodni. Młode kobiety są kamienowane, wieszane, rozstrzeliwane lub grzebane
      żywcem. Kobiety karane są w ten sposób za to, że odważyły się spojrzeć na
      chłopaka, że założyły mini, że wyraziły chęć pójścia do kina, dobrowolnie
      odbyły stosunek, lub zostały zgwałcone przez obcego lub członka rodziny.

      W nadziei na przystąpienie do Unii Europejskiej, Turcja zaostrzyła kary za
      ataki na kobiety i dziewczęta, które dopuściły się wyżej
      opisanych "przestępstw", Mimo to kobiety giną nadal. Aby uchronić swoich synów
      przed poniesieniem surowej kary za zabicie siostry, rodzice zmuszają córki, aby
      same odebrały sobie życie.

      - Rodziny zhańbionych dziewcząt dokonują wyboru pomiędzy nakazaniem synowi, by
      zabił siostrę, tym samym skazując go na spędzenie reszty życia w więzieniu, a
      zmuszeniem córki, żeby zabiła się sama - mówi Yilmaz Akinci, pracownik grupy
      ds. rozwoju rolnictwa w regionie. - Nie chcąc tracić obojga dzieci, większość
      rodziców wybiera tę drugą opcję.

      Grupy kobiet działające na tym terenie twierdzą, że istnieje wiele dowodów
      wskazujących na to, że coraz częściej okryta hańbą rodzina zamyka dziewczynę na
      wiele dni zostawiając jej trutkę na szczury, pistolet lub kawałek sznura, i
      mówiąc jej, że jedyną drogą do zmazania hańby rodziny jest jej śmierć.

      Batman to ponure, pokryte kurzem miasto, zamieszkałe przez 250 tys. osób.
      Religia zderza się tam z oficjalną świeckością Turcji. W Batman rozgrywa się
      akcja ostatniej książki tureckiego pisarza Orhana Pamuka,
      zatytułowanej "Śnieg", opowiadającej o śledztwie dziennikarskim w sprawie
      epidemii samobójstw wśród nastolatek w tym mieście.

      W ciągu ostatnich sześciu lat w Batman popełniono lub usiłowano popełnić 165
      samobójstw. Aż w 102 przypadkach na swoje życie targały się kobiety. Według
      danych ONZ, od początku tego roku, w Batman samobójstwo popełniło 36 kobiet.
      ONZ szacuje, że każdego roku, pod pretekstem zmazania hańby z rodziny, na całym
      świecie z rąk krewnych ginie około 5 tys. kobiet. Większość tych zabójstw jest
      dokonywana na Bliskim Wschodzie.

      Śmieć za dżinsy

      W czerwcu ONZ wysłało do Turcji specjalnego wysłannika, Yakina Ertruka, w celu
      zbadania sprawy. Stwierdził on, że tylko część samobójstw było autentycznych.
      Pozostałe to zabójstwa honorowe upozorowane na samobójstwa lub nieszczęśliwe
      wypadki.

      - Telefon dzwoni cały czas - mówi Mehtap Ceylan, członek zespołu ds.
      zapobiegania samobójstwom działającego na terenie Batman. Ostatnio otrzymała
      telefon z informacją o 16-latce, która, zgodnie z tym, co powiedziała rodzina,
      popełniła samobójstwo, bo nie pozwolono jej nosić dżinsów. Tymczasem sąsiedzi
      twierdzą, że dziewczyna była szczęśliwa, a dżinsy nosiła już od wielu lat.

      -Coś tu się nie zgadza - mówi Ceylan. -Rodzina samobójczyni twierdzi, że w
      trakcie śniadania, dziewczyna po prostu wstała od stołu, przeszła do
      sąsiedniego pokoju i przystawiła sobie pistolet do głowy. Opowiadając o tym
      zachowywali się tak, jakby nic się nie stało.

      Psychologowie pracujący na tym terenie twierdzą, że dużą rolę w zjawisku
      samobójstw odgrywają niepokoje społeczne w regionie, potęgowane przez
      terroryzm. Wiele ofiar pochodzi z rodzin, które przywędrowały do miast, bo w
      ich rodzinnych wioskach toczą się walki między wojskami tureckimi a oddziałami
      partyzantów kurdyjskich, dążącymi do stworzenia w południowo-wschodniej Turcji
      niepodległego państwa.

      Młode kobiety, takie jak Derya, które do tej pory wiodły spokojne życie pod
      ścisłą kontrolą rodziny, chronione przez surowe zasady islamu wyznawane przez
      krewnych, nagle znalazły się w samym środku nowoczesnej Turcji, z dostępem do
      randek internetowych i MTV. To nagłe przejście jest źródłem niebezpiecznych
      napięć pomiędzy wartościami świeckiej republiki, które dziewczyny chcą przyjąć,
      a rodziną, i czasem prowadzi nawet do śmierci dziewczyny. Cena, którą
      dziewczęta płacą jest bardzo wysoka.

      Gdy kobieta jest podejrzana o związek pozamałżeński, jej krewni płci męskiej
      zwołują spotkanie rady rodziny, która wydaje wyrok. W przypadku, gdy wieści o
      hańbie rodziny przedostały się już do lokalnej społeczności, rodzina zazwyczaj
      decyduje, iż jedynym sposobem na przywrócenie honoru jest śmierć kobiety.

      Unia Europejska ostrzegła Turcję, że uważnie przygląda się pracom nad zmianami
      w prawach kobiet, a brak postępu w tej dziedzinie będzie hamowało wejście
      Turcji do Unii.

      Do niedawna, wyrok śmierci wykonywał zazwyczaj młodszy brat zhańbionej
      dziewczyny, który nie osiągnął jeszcze pełnoletności, dzięki czemu mógł liczyć
      na łagodny wymiar kary - zaledwie parę lat więzienia. Dodatkowo, długość tej
      kary mogła być jeszcze skrócona jeśli udowodniono, że krewny został
      sprowokowany do popełnienia morderstwa.


      W ciągu ostatnich dwóch lat Turcja unowocześniła swój kodeks karny i w tej
      chwili tzw. zabójstwa honorowe, bez względu na wiek zabójcy, są zagrożone karą
      dożywotniego więzienia. Dlatego niektóre rodziny zaczęły poszukiwać innych
      sposobów rozwiązania problemu, takich, jak na przykład, zmuszenie dziewczyny do
      popełnienia samobójstwa lub zabicie jej, a następnie upozorowanie samobójstwa.

      Kobieta wysłannikiem piekieł

      Aby zlikwidować podziemie zabójstw honorowych, Ka-Mer, lokalna grupa kobiet,
      uruchomiła gorącą linię dla kobiet obawiających się o swoje życie. Ka-Mer
      pomaga również zagrożonym znaleźć miejsce w schronisku oraz uzyskać zakaz
      zbliżania się do nich przez krewnych, którzy grozili im śmiercią.

      Ayten Tekay, pracownik socjalny współpracujący z regionalnym centrum Ka-Mer w
      miejscowości Diyarbakir, twierdzi, że ze 104 kobiet, które zgłosiły się do
      grupy w tym roku, ponad połowa była niewykształcona i nie potrafiła czytać ani
      pisać. - Czasem rodzina wcale nie chce zabijać kobiety, ale zmusza ją do tego
      presja społeczna i niekończące się plotki - dodaje Tekay.

      - Musimy wyciągać te zabójstwa na światło dzienne i uświadomić kobietom ich
      prawa - mówi Tekay . - Prawo można zmienić dość szybko, ale zmiana kultury i
      mentalności to proces długotrwały.

      Derya przeszła terapię, po której znów jest rozmowna i pełna
    • lepanto Muzułmańskie stroje kąpielowe 07.09.06, 20:05
      Muzułmańskie stroje kąpielowe

      Marta Kazimierczyk2006-08-10, ostatnia aktualizacja 2006-08-09 20:18

      Tradycyjne muzułmanki nie mogą rozbierać się na plaży, ale chcą korzystać z
      uroków lata. Dlatego coraz częściej decydują się na stroje kąpielowe, które
      zakrywają je od stóp do głów
      Długie spodnie, obszerna bluza, kamizelka i dwuczęściowe szczelne nakrycie
      głowy przypominające kaptur. Aż tyle rzeczy - w przeróżnych wzorach i kolorach -
      musi na siebie włożyć pobożna muzułmanka, która chce popływać, nie obrażając
      przy tym Allaha.

      Kostiumy są zrobione z szybkoschnących syntetyków, przepuszczają słońce, a
      przed wszystkim są dużo wygodniejsze od codziennych obszernych ubrań, w których
      tradycyjne muzułmanki do tej pory musiały się kąpać. O ile w ogóle decydowały
      się przyjść na plażę.

      - Muzułmańskim konserwatystom plaże zawsze kojarzyły się wyjątkowo grzesznie -
      tłumaczy Murat Cemrek, socjolog z uniwersytetu w Ankarze. - Jednak nawet oni
      zaczynają się modernizować, chcą korzystać z lata, zachowując muzułmańskie
      wartości.

      To właśnie umożliwiają nowe kostiumy, dlatego liczba chętnych na ich zakup
      rośnie błyskawicznie i coraz więcej firm widzi w nich szansę na świetny biznes.
      W samej Turcji rocznie sprzedaje się ich kilkadziesiąt tysięcy, a szefowie
      Hasemy - jednej z pierwszych firm zajmujących się sprzedażą takich kostiumów -
      narzekają, że nie nadążają z produkcją.

      Poza Turcją sprzedają je w Egipcie, USA, Wielkiej Brytanii i Australii. Podobno
      zaopatruje się u nich nawet żona tureckiego ministra spraw zagranicznych.

      Powstaje też coraz więcej sklepów internetowych (Jelbab.com, Ali Baba,
      Hasema.com), w których oprócz tradycyjnych hidżabów, dżilbabów i abaj można
      kupić "nowoczesne" kostiumy.

      Nie tylko pływanie stanowi problem dla pobożnej muzułmanki. Większość dyscyplin
      sportowych wymaga odpowiedniego stroju, zwykle zbyt dla niej śmiałego. Jednak
      coraz częściej pojawiają się pomysły, jak im pomóc. Nike już w zeszłym roku
      stworzyło linię strojów do siatkówki dla muzułmanek - pierwsze wypróbowały je
      dziewczyny z obozu dla somalijskich uchodźców w Kenii.

      Także australijska firma Ahiida projektuje muzułmańskie stroje sportowe - to
      ich dziełem jest hijood - połączenie hidżabu i kaptura (ang. hood), dużo
      wygodniejsze niż tradycyjna zasłona.

      Chociaż coraz więcej hoteli w krajach muzułmańskich ma osobne baseny i plaże
      dla kobiet, gdzie muzułmankom wolno nosić nawet najbardziej skąpe bikini, to
      jednak takie hotele zwykle są bardzo drogie, a większość kobiet musi radzić
      sobie inaczej.

      - Muzułmańskie kostiumy dają religijnym Turczynkom wolność. Mogą korzystać z
      plaży jak reszta obywateli - twierdzi turecka teolog Hidajet Sefkatli Tuksal.
      Według Tajjiby Taylor, szefowej "Azizah Magazine", czasopisma dla amerykańskich
      muzułmanek, "te kostiumy to dopiero początek". - Jestem pewna, że będzie
      powstawało coraz więcej takich pomysłów, bo skromność w ubiorze i zachowaniu to
      dla muzułmanki przepustka do życia w społeczeństwie - twierdzi. - Za 15 lat w
      samych Stanach Zjednoczonych będzie wielki muzułmański rynek i wielki popyt na
      takie produkty. Myślę, że firmy sportowe już zaczynają to rozumieć.

      Nie wszystkim podobają się nowe pomysły w muzułmańskiej modzie. Turecki pisarz
      Reha Muhtar w artykule dla dziennika "Sabah" bezlitośnie wykpił tradycyjne
      kostiumy. - W życiu nie widziałem nic tak dziwacznego, już lepiej, żeby ich
      właścicielki w ogóle nie przychodziły na plażę - stwierdził.

      Inny turecki publicysta Ahmet Hakan w gazecie "Hurriyet" twierdzi, że
      muzułmańskie kostiumy są "głupie, dziwaczne i całkowicie w złym guście". Ich
      artykuły wywołały prawdziwą burzę wśród tradycyjnych muzułmanów, a szef
      największej tureckiej firmy produkującej ubrania dla kobiet Tekbir Giyim
      stwierdził, że Hakan nie jest dobrym muzułmaninem.

      Jednak według tureckiego fotografa Zejnela Abidina Aggula także w takich
      kostiumach kobiety mogą wyglądać atrakcyjnie. - Wszędzie gdzie są kobiety, jest
      piękno - twierdzi. - I wcale nie muszą być rozebrane. Często wystarczy kawałek
      stopy czy para pięknych oczu

      serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34262,3539807.html
    • margopoznan Re: ciekawy wątek o Turcji 07.09.06, 21:56
      hm, czytam o tym co piszesz i zastanawiam się gdzie ja byłam? Poznałam Turka z
      Van, byłam w Batman... dlaczego nie zauważyłam rzeczy o których
      piszesz?????????? ja wiem że istnieją tam konserwatywni muzułmanie ...ale żyją
      też tam ludzie którzy myślą bardziej po europejsku. Proszę cię pisząc takie
      posty dodaj zawsze że są to dane z książek, lub artykułów i że nie wszyscy
      ludzie mieszkający na tym terenie są tak zacofani. Polacy czytający takie posty
      mają zwyczaj generalizowania problemu i wynikają z tego problemy....
      A ludzie mieszkający na tych terenach czują się zażenowani i nie wiedzą co
      mówic.....
      • lepanto Re: ciekawy wątek o Turcji 24.02.07, 19:43
        sorrrrrrrrrrrrry wielkie ,
        ale przy kazdym poście zaznaczyłem źródło.
        to taki wiersz co sie zaczyna na www.


        Oczywiscie że możesz z tym polemizować. To tylko tekst z gazety , a nie prawda
        objawiona przez boga.
        Tak jest w całej zachodniej demokracji.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka