Dodaj do ulubionych

Club Golf czy Belinda w Side

IP: *.gdynia.mm.pl 29.04.08, 11:56
co wybrać? - hotele po sąsiedzku w podobnych cenach
Obserwuj wątek
    • Gość: ulka Re: Club Golf czy Belinda w Side IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.08, 17:43
      Obydwa maja dobre opinie:
      www.travelzone.pl/hotele/turcja/riwiera-turecka/golf-collection-club.html
      www.travelzone.pl/hotele/turcja/riwiera-turecka/belinda-club.html
    • serpente Re: Club Golf czy Belinda w Side 03.05.08, 10:56
      Tu masz filmik o Belindzie, może Ci pomoże się zdecydować :)
      www.thomson.co.uk/destinations/europe/turkey/turkey-antalya/side/hotels/club-belinda.html

      • Gość: ania w. Re: Club Golf czy Belinda w Side IP: *.gdynia.mm.pl 03.05.08, 11:32
        Wszystko byłaoby ok ,ale ten filmik jest o Club Belinda a nie o Belinda (to są 2
        różne hotele)
    • Gość: agagrusz Re: Club Golf czy Belinda w Side IP: *.adsl.inetia.pl 04.05.08, 17:34
      Byliśmy w zeszłym roku w hotelu Club Golf koło Side. Nie polecam. To znaczy nie
      ma jakiejś tragedii, ale jeśli możesz wybrać jakiś inny hotel, to wybierz ten
      inny hotel. Opinie ma dobre, fakt i to nas zmyliło. Poniżej wklejam naszą opinię
      zamieszczoną na forum zaraz po powrocie w odpowiedzi wlaśnie na te pozytywne
      opinie (gdzieś pewnie jest w wątkach archiwalnych):
      nie wiem czy my jakoś inaczej odebraliśmy ten hotel, czy może nie byl to ten sam
      hotel, czy moze w czasie miedzy waszym a naszym pobytem cos sie tam
      zmieniło??????????????
      Faktycznie jest duzo zieleni, jest zadbany ogród, pięknie tam pachnie, zwłaszcza
      wcześnie rano i wieczorem - super naprawdę. Pokoje tez ok, takie jak na
      zdjęciach w folderach, czyste, schludne, sprzątane codziennie, zresztą hotel tak
      samo - czysto i schludnie utrzymany.
      Obsługa - miła, nawet niektórzy umieją kilka słów po polsku, z "zajebiście"
      włcznie :)) Denerwowało nas delikatnie tylko to, ze sprzątali ze stołów jak się
      jeszcze nie zjadło i czasem zdarzało się tak, że szło się do szwedzkiego stołu
      np. po chleb, a jak się wracało, to talerza juz nie bylo, bo oni stwierdzili, ze
      juz skonczylismy jesc i talerz sprzątneli. Ale ok, brało się nowy, nie bylo
      problemu.
      Basen nie za duzy, ale mozna w nim było popływac, pozjeżdzać ze zjeżdzalni,
      śliskie kafle wokół basenu. Leżaków wystarczało.
      Jedzenie - jak myśle o tym jedzeniu to niedobrze mi sie robi. Wiekszość
      przetwarzana kilka razy na rózne sposoby - np. jajka na sniadanie na twardo, na
      obiad i kolację byly w sałatce. To samo z wędliną, to samo z kurczakiem. Jak
      wejdziesz pierwszy raz na stołówkę, to wydaje ci się, ze jedzenia jest duzo i
      jest w czym wybierać. Ale jak odrzucisz to, co jest z recyklingu to zostaje
      naprawdę niewiele. Zawsze mnie wkurzało, jak ludzie na forum pisali, ze jedzenie
      jest monotonne, bo przeciez wydawało mi się, że jak jest szwedzki stół, to jest
      duży wybór, ale jeśli chociaz w polowie to jedzenie było takie jak w tym hotelu,
      to juz rozumiem co mieli na myśli. I nie są to tylko nasze odczucia, w tym
      czasie kiedy my bylismy w Golfie, było duzo Polaków i oni dokładnie to samo
      mówili o tym jedzeniu.
      Woda do picia, która była w dystrybutorach takich jak u nas np. woda Eden, była
      nalewana z kranu - widzieliśmy to. W hotelu i na plaży. Nie dziwi więc nas fakt,
      ze najpierw ja wylądowałam w szpitalu pod kroplówkami, a potem mąż. Jak
      zobaczyliśmy skąd biorą wodę pitną, to już wiedzieliśmy po czym.
      Gdy wyjeżdża się na wycieczkę - można zamówić suchy prowiant dzień wcześniej w
      recepcji. Rano, przed wyjazdem do Pammukale odebraliśmy to - pełni optymizmu.
      Otwieramy a w środku: jedna kromka chleba, jeden plastereczek sera żótego i
      zdechła wędlinka, dwie małe śliweczki, masło, plastikowe sztućce (nie wiem do
      czego, bo chyba nie do tej góry jedzenia, którą nam dali). Oczywiście nic do picia.
      Napoje w hotelu były podawane w plastikowych kubkach. Dla tych co w Golfie nie
      byli - nie są to kubki jednorazowe. Zwykłe, pastikowe wielorazoego uzytku, z
      takiego twardego plastiku kubki - nam się kojarzą raczej z kubkami do mycia
      zębów, a nie z czymś, w czym podaje się drinki i napoje w hotelu. No i nie wiem
      czy ktoś widział jak te kubki są myte? My mieliśmy tę wątpliwą przyjemność -
      ledwo opłukane w zlewie przez pana barmana. Zakładając, że byliśmy tam we
      wrześniu, jest szansa, że piliśmy resztki drinków tych osób, które były tam w
      czerwcu.
      A teraz o "drinkach" - w pierwszym dniu po krótkim spacerze po okolicy,
      zjedzeniu śniadania i przespaniu się kilku godzin (przyjechaliśmy do hotelu z
      lotniska wcześnie rano) postanowiliśmy robić to, na co czekaliśmy z utęsknieniem
      licząc dni do urlopu - wygrzewać się na leżaczku przy basenie i popijać sobie
      jakiegoś fajnego drinka. Rozłożyliśmy się na leżakach przy basenie, idziemy do
      baru. I zonk - co można wziąć w Golfie w opcji All Inclusive? Rozrzedzoną wódkę
      z colą, śladowe ilości dżinu z tonikiem, raki z lodem lub wodą i cienkie wino.
      Aaa, było jeszcze coś, co niby piwem się nazywało. Oczywiście podawane w
      plastikowych kubkach do mycia zębów. Przez chwilę pomyśleliśmy sobie, że może to
      tak tylko w barze przy basenie podają, wiecie, woda, słońce, lepiej z alkoholem
      nie przesadzać. Ale niestety - taki zestaw był we wszystkich trzech barach
      niezależnie od pory dnia. W sumie najlepszy był bar na stołówce, gdzie można
      było dostać "piwo" w normalnej szklance i w wódce jakby mniej wody było. Były
      jeszcze takie słodzone napoje z automatu - jak ktoś lubi pić chemię podłączoną
      do wody kranówki, to można powiedzieć, że było to pyszne. Miało to nawet swój
      urok, bo naciskałeś guzik z napisem cherry, a leciało coś zielonego. Albo
      naciskałeś apple, a leciała gorąca woda - komuś pomieszały się rurki. Potem już
      nawet zakłady robiliśmy co się stanie, jak naciśniemy jakiś guzik. Przy
      odrobinie dobrej woli, mogło to być nawet śmieszne.
      Ogólnie mamy wrażenie, że opcja All w tym hotelu, to w ogóle jakaś porażka.
      Wszystko było po najmniejszej linii oporu, wszystko takie na pół gwizdka i żeby
      tylko chociaż pół euro na turyście zaoszczędzić. Zapewne zaraz znajdzie się
      kilka osób, które mi poradzą, zebym wakacje w domu spędzała, albo w Nałęczowie,
      ale, sami przyznajcie - jeśli mam ochotę napić się wódki, to dlaczego dostaję ją
      od razu z wodą? W końcu, skoro wybiera się hotel z opcją All Inclusive, to po to
      właśnie, by mieć możliwość wypicia tej wódki normalnie w barze z normalnej
      szkalnki, jeśli ma się na nią ochotę, tak? Jakbym chciała sobie wypić flaszkę w
      pokoju, to wziełabym opcję HB, albo w ogóle bez wyżywienia i kupiła ją w
      sklepie, ale po to jest chyba AI zeby nie musieć tego robić. Tak mi się
      przynajmniej wydawało do tej pory. I nie jest to tylko nasza opinia, ale także
      innych Polaków, którzy byli w Golfie w tym samym czasie co my.
      W recepcji bardzo, ale to naprawdę bardzo słabo mówią po angielsku. Zresztą jak
      wszędzie - głównie niemiecki.
      Wycieczki fakultatywne - wykupiliśmy dwie w lokalnym biurze Wunder Reisen kolo
      plaży - rejs statkiem po zielonym kanionie i wycieczkę do Alanii. Co do kanionu
      - ogólnie ok, widoki przepiękne, przewodnik standardowo mówił 10 minut po
      niemiecku i dwie po angielsku, ale z drugiej strony jak się chce, można
      informacje o Kanionie przeczytać w książce lub poszukać w necie. Rezerwując
      wycieczkę pytaliśmy, czy mąż, który jeździ na wózku, poradzi sobie na tej
      wycieczce. Usłyszeliśmy milion razy, ze no problem, no problem, że to tylko
      statkiem, ze do restauracji na lunch też no problem i ogólnie z niczym no
      problem, byle juz tylko zarezerwowac i zapłacić kaske. Po czym się okazalo, ze
      aby wejść na łódkę trzeba pokonać takie fajne schodki betonowe, a żeby zjeść
      lunch trzeba pokonać trzy razy tyle schodków - nierównych, stromych, raz
      betonowych, raz kamiennych, bez żadnych poręczy oczywiście. Dla zdrowych ludzi
      moze nie ma to znaczenia, dla nas natomiast miało. No i na naszych oczach jeden
      z turystów przewrócił się na tych schodach, spadł na strome skalne zbocze i
      fajnie sobie główkę rozciął. Jakby się nie zatrzymał w połowie tych skał i spadł
      do końca na dół, to z wakacji raczej by w worku wracał. Ale ogólnie no problem.
      Wycieczka do Alanii była super - bardzo fajna przewodniczka, od której już coś
      więcej dało się usłyszeć po angielsku, rejs statkiem, plantacja bananów, czas
      wolny w Alanii - bardzo miło spędziliśmy dzień.
      Warto wybrać się do Kapadocji - coś niesamowitego. Wycieczka męcząca, ale warta
      tego zmęczenia. I koniecznie w Kapadocji trzeba wybrać się na wieczór Turecki -
      pokaz tureckich tańców, taniec brzucha, ogólnie bardzo fajna zabawa i podobno o
      wiele lepiej zorganizowane, niż taki normalny wieczór turecki - z biura podróży
      czy z jakiegoś lokalnego biura.
      Gdyby tak podsumować - ogólnie wakacje raczej mieliśmy udane, minusy opisałam
      powyżej, reszta była ok, przede wszystkim ciepełko i słonko - po to się przecież
      w ciepłe kraje jedzie :) Jednak do Turcji raczej już nas nie ciągnie, za bardzo
      dok

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka