Dodaj do ulubionych

Moje piwo ty ukochane

26.02.08, 21:53
No więc wszepili mi to draństwo chyba przy operacji kolana. Ale
wyjdę z tego draństwa, to jestem pewien tego. Byłem już w przychodni
hepato coś tam coś tam (po 3 miesiącach czekania, rotlf). Wiem,
wiem - zero alkoholu i stosuję się. Ale jak tu wytrzymać bez piwa
zimnego, ukochanego. Czy buteleczka bezalkoholowego (Lech nawet
podchodzi) też jest zupełnie wykluczona???. Zawartość w butelcznie
do 0.5 proc. ekstraktu. To dużo mniej niż w syropkach na kaszel.
Obserwuj wątek
    • mordeczek Re: Moje piwo ty ukochane 27.02.08, 00:38
      Bezolowiowe mozesz sobie czasem wypic.
      Ja polecam te gorzkie sorty: Becks lub Jever, na temat polskich piw niestety
      wiem za malo.
    • bananarama-live Re: Moje piwo ty ukochane 27.02.08, 06:23
      Mozna. Ja sobie wypije czasami frii alk, to poprostu napój.
    • jan-w Re: Moje piwo ty ukochane 27.02.08, 08:37
      To nie o ilość ekstraktu chodzi, ale o zawartość alkoholu.
      Napewno alkohol wątrobie nie pomaga, ale na zdrowy chłopski rozum, lepiej
      poczieszyć się jakąś mało procentową buteleczką, niż wpaść w depresję. Idąc
      ulicą wdychamy tyle świństw, że to MAŁE piwo, OD CZASU DO CZASU, specjalnego
      spustoszenia nie powinno zrobić. A za to nerki będziesz miał zdrowe ;-)
    • gamma101 Re: Moje piwo ty ukochane 27.02.08, 17:47
      Parę lat temu udowodniono statystycznie i wyliczono to matematycznie
      iż koincydencja dwóch czynników uszkadzających wątrobę - tj.
      alkoholu i HCV - 8 krotnie przyspiesza destrukcję narządu. Inaczej
      mówiąc, będąc "tylko" zakażonym HCV marskość może się pojawić po 40
      latach zakażenia. A jeśli sobie wątrobę dodatkowo "popieścisz"
      alkoholem (chodzi o zawartość C2H5OH) - marskość będziesz miał po 5-
      ciu latach. Twój wybór
      • bananarama-live Re: Moje piwo ty ukochane 27.02.08, 19:46
        Kolo pyta o bezalkoholowe. Oczywiscie sporo racji, ale takiej
        teorii, nie mozna brac tylko pod uwage. Leki , a nie wiemy czy nam
        sie cos po drodze nie trafi, maja tez ogromny wpływ na watrobe.
      • jan-w Re: Moje piwo ty ukochane 27.02.08, 19:51
        Na ten temat Mark Twain, napisał znakomitą historyjkę: Jeżeli człowiek nie
        będzie pił alkoholu, palił papierosów, nadużywał seksu, jadł soli, mięsa itp ,
        chodził spać z kurami itd itd, będzie żył ponad 200 lat.
        Ale po co?
        • mordeczek Re: Moje piwo ty ukochane 27.02.08, 19:55
          Jak sie czlowiek dalej tak bedzie "staral" jak do tej pory, to za 200lat bedzie
          po ziemi tylko wiatr gwizdal.
    • blanka-x Re: Moje piwo ty ukochane 03.03.08, 18:07
      Heheno czasem aż przychodzi ochota szczególnie w upalne dni. Jak to
      mówią lepiej strzelić se setk niż wypić piwo bo ono bardziej
      szkodzi. Ale wiadomo że nam nie wolno. Tym bardziej w okresie
      leczenia. Kiedyś lekarka powiedziała mojemu kumplowi że jak se
      wypije piwo raz na jakiś czas to nic mu nie będzie. No fakt. Ale czy
      warto? Lepiej się oszczędzać. Za jakiś czas minie Ci ochota na
      piwo....
      • stefffan Re: Moje piwo ty ukochane 08.03.08, 12:46
        właściwie, to cytując moją lekarką, powiedziała, że "od jednego czy
        dwóch piw nie umrę" - zaznaczam, że to dotyczyło okresu kuracji. Nie
        skorzystałem z rady, nie piję ani kropli, ale...skoro niejeden
        lekarz tak mówi, to może coś to znaczy??? W końcu polecają
        paracetamole na bóle po IFN, a to wali w wątrobę. Nie zabraniają
        ostrych antybiotyków, które uszkadzają wątrobę. No to kto tu ma
        rację - my, puryści-totalni abstynenci czy lekarze. Zaznaczam, nie
        słyszałem od żadnego medyka zalecenia całkowitej abstynencji.
        • jan-w Re: Moje piwo ty ukochane 08.03.08, 13:42
          Ani my-puryści, ani oni-lekarze.
          Rację mamy my-zdrowomyślący i korzystający ze światowych zasobów internetu, jak
          też własnych doświadczeń.
        • bananarama-live Re: Moje piwo ty ukochane 08.03.08, 13:53
          Szukasz usprawiedliwienia po wypitce ?
          O alk ,przynajmniej w czasie terapii, trzeba zapomniec.

          Myslisz ,ze bym czegos nie pyknął? Pyknął,pyknął - całą krzynke :-)
          • mordeczek Re: Moje piwo ty ukochane 10.03.08, 10:37
            ba!
            Paracetamol przepisuja podczas terapi, wychodzac z zalozenia ze chory sie wyleczy.
            Kiedys podczas terapi gdy kupilem 2 paczki Paracetamolu, pani w aptece zwatpila,
            jak lekarze moga przepisywac choremu na watrobe lekarstwo szkodliwe na watrobe.
            Skonsultowalem to wtedy z moim dokiem.
            On machnal tylko reka reka stwierdzajac, ze takie negatywne dzialanie
            Paracetamolu przez okres terapii w sumie nie ma znaczenia.
            Jednym slowem kolowrotek, dlatego trzeba samemu myslec o sobie...paracetamol
            bralem tylko w ostatecznosci. Kosztowalo mnie wieksze jeczenie 2 dni po
            zastrzyku ale bralem na week& wiec jakos sie przezylo. Szkoda tylko mi tylko
            bylo tych wolnych dni. :(
            • przegrany1985 Re: Moje piwo ty ukochane 10.03.08, 15:04


              No bez piwa trudno wytrzymać,zwłaszcza że widzisz jak inni
              piją...Nigdy nie masz stuprocętowej pewności gdzie załapałeś to
              świństwo...Ale jak choroba wyjdzie,a jest taka możliwość,to
              poczujesz się wygrany...
              • zemen100 Re: Moje piwo ty ukochane 27.08.08, 00:43
                ja tam pijam piwo dość regularnie - zdarza sie nawet ze 4 na jakiejs imprezie -
                szczegolnie teraz w wakacje. Na terapie jeszcze czekam, ale wyniki wogole mi
                sie nie pogarszaja.
                • jan-w Re: Moje piwo ty ukochane 27.08.08, 08:46
                  Ja bym jednak na twoim miejscu ograniczył. Skutki nie muszą być natychmiastowe,
                  ale kiedy się pojawią (a pojawią się z pewnością) będą nieodwracalne. I żadna
                  terapia tego nie zmieni. Interferon nie leczy wątroby i nie cofa zmian, a co
                  najwyżej daje szansę na zmniejszenie stężenia wirusa do nieznaczącej ilości.
                  Gorszy stan wątroby może uniemożliwić podjecie leczenia lub (najgorsza
                  możliwość) spowodować konieczność wstrzymania rozpoczętego leczenia.
                  • mameja21 Re: Moje piwo ty ukochane 28.08.08, 12:24
                    jan-w napisał:
                    a co
                    najwyżej daje szansę na zmniejszenie stężenia wirusa do nieznaczącej
                    ilości

                    Tak się zastanawiam, skąd u Ciebie to twarde i często głoszone
                    przekonanie ( wbrew opinii wielu lekarzy ), że PRZYNAJMNIEJ u części
                    osób nie następuje trwałe wyeliminowanie wirusa z organizmu.
                    • jan-w Re: Moje piwo ty ukochane 28.08.08, 22:11
                      Ależ oczywiście że u pewnej części leczonych następuje trwałe wyeliminowanie wirusa. Całkowicie się zgadzam z opinia lekarzy.
                      Wbrew pozorom określenie to nie oznacza jednak braku wirusa HCV w organizmie, a tylko spadek jego stężenia poniżej ilości arbitralnie uznanej za graniczną. Faktem jest że niskie stężenie daje sporą szanse na to że wirus już nie zaatakuje, ale fakty to fakty. Podobnie jest przecież z innymi bakteriami i wirusami żyjącymi w organizmie człowieka. Nie jest istotne że są, ale w jakiej ilości.
                      Z bardzo wielu pism na ten temat, polecam np: www.prometeusze.pl/pegintron_versus_pegasys.php
                      Gdzie można znaleźć informacje na temat jaki poziom wiremii określa się jako trwałe wyleczenia.
                      • mameja21 Re: Moje piwo ty ukochane 29.08.08, 09:48
                        jan-w napisał:

                        > Ależ oczywiście że u pewnej części leczonych następuje trwałe
                        wyeliminowanie wi
                        > rusa. Całkowicie się zgadzam z opinia lekarzy.
                        > Wbrew pozorom określenie to nie oznacza jednak braku wirusa HCV w
                        organizmie, a
                        > tylko spadek jego stężenia poniżej ilości arbitralnie uznanej za
                        graniczną.

                        Czyli uparcie zajmujesz cały czas to stanowisko.
                        Skąd wiesz czy - przynajmniej u CZĘŚCI osób - po leczeniu nie
                        występuje jego minimalne stężenie, ale jego całkowity brak ?
                        W linku, który podałeś nie ma odpowiedzi na to pytanie.
                        • jan-w Re: Moje piwo ty ukochane 29.08.08, 10:14
                          Nie "ja zajmuję stanowisko", tylko takie są wyniki badań naukowych.
                          Nie spotkałem nigdy (a czytałem dużo) żadnych poważnych prac naukowych w których
                          podano by: *wiremia po kuracji interferonem i dodatkami* wyniosła ZERO. Zwracam
                          uwagę, że nie chodzi o tekst opisowy typu "nastąpiło wyleczenie", albo "brak
                          wirusa" (co to oznacza, już wiemy), ale o stwierdzony poziom wiremii. Jeżeli
                          masz podstawy aby twierdzić że to się zdarza, podaj po prostu linki na poparcie
                          twojego stanowiska.
                          • chlopak2005 Re: Moje piwo ty ukochane 29.08.08, 10:45
                            Widzę, że wszystko musi być poparte świstkami ;/
                          • mameja21 Re: Moje piwo ty ukochane 29.08.08, 20:34
                            jan-w napisał:

                            > Nie "ja zajmuję stanowisko", tylko takie są wyniki badań naukowych.
                            > Nie spotkałem nigdy (a czytałem dużo) żadnych poważnych prac
                            naukowych w któryc
                            > h
                            > podano by: *wiremia po kuracji interferonem i dodatkami* wyniosła
                            ZERO. Zwracam
                            > uwagę, że nie chodzi o tekst opisowy typu "nastąpiło wyleczenie",
                            albo "brak
                            > wirusa" (co to oznacza, już wiemy), ale o stwierdzony poziom
                            wiremii. Jeżeli
                            > masz podstawy aby twierdzić że to się zdarza, podaj po prostu
                            linki na poparcie
                            > twojego stanowiska.

                            Ja narazie nie zajmuję stanowiska, natomiast zastanawia mnie Twoja
                            pewność. Do tej pory nie udało mi się nigdzie wyczytać, że dzięki
                            leczeniu u ŻADNEGO z pacjentów poziom wiremii nie osiągnął zero.

                            • jan-w Re: Moje piwo ty ukochane 29.08.08, 21:39
                              Nie spotkałem żadnych polskich ani zagranicznych wyników badan naukowych które potwierdziłyby usunięcie w 100% wirusa u kogokolwiek. Czytałem natomiast wiele, opisujących poziom wiremii u osób "trwale" wyleczonych. Także definicje określeń - brak wirusa, trwale wyleczony itp.
                              Ja także nie wyczytałem jeszcze nigdzie wyników badań naukowych informujących o tym że krasnoludki nie istnieją. Czy z tego wynika że krasnoludki istnieją? Nie. Dopóki ktoś nie udowodni że krasnoludki istnieją, przyjmuje się że ich nie ma.
                              To jest rózżica między nauką a "wishful thinking".
                              • mameja21 Re: Moje piwo ty ukochane 30.08.08, 09:24
                                jan-w napisał:

                                > Nie spotkałem żadnych polskich ani zagranicznych wyników badan
                                naukowych które
                                > potwierdziłyby usunięcie w 100% wirusa u kogokolwiek.

                                Czy badano pod tym kątem ( istnienia śladowych ilości wirusa )
                                WSZYSTKICH leczonych na całym świecie ?
                              • bananarama-live RE 30.08.08, 09:53
                                Mi wystarczy minus na papierze i nie wykrycie w surowicy. W kiszce
                                stolcowej moze siedziec. Jesli tam jest, to dzisiaj podkarmiłem go
                                jajecznica na pieczarkach + kakao Troche to połaczenie nie pasuje,
                                ale mi smakuje. Ja tu rzadze.
                                • jan-w Re: RE 30.08.08, 10:03
                                  W 100% się zgadzam :-) Sam jestem szczęśliwym posiadaczem (jak znaczna większość
                                  ludzi) groźnych bakterii: Gronkowiec złocisty i Helicobacteria Pylori. Ważne ze
                                  taka trzódka trzymana w małym stadku, jest bez znaczenia dla organizmu. Problem
                                  pojawia się kiedy pozwoli się im rozwinąć skrzydła. Dokładnie to samo dotyczy
                                  wirusa HCV, odrażającej bakterii Clepsiella itd.
                • jan-w Re: Moje piwo ty ukochane 27.08.08, 08:48
                  BTW: Jak się nazywa regularne picie alkoholu i niemożność zrezygnowania z tego
                  nawet w wypadku bardzo poważnych przyczyn aby tak uczynić?
                  • chlopak2005 Re: Moje piwo ty ukochane 27.08.08, 11:55
                    AA ?:D
    • sweettofcia Re: Moje piwo ty ukochane 11.09.08, 12:06
      witam wszystkich, chcialam powiedziec ze też mam HCV. Kiedy sie o tym
      dowiedzialam załamałam sie psychicznie, byłam przerażona,ale teraz staram sie z
      tym żyć,jednak nie jest to łatwe,zwlaszcza dla kogoś kto ciągle imprezuje i
      spożywa alkohol. Przez to cholerne hcv starałam sie nie spożywać alkoholu, przez
      co bardzo ucierpiało moje życie towarzyskie...bo jak tu wieczorkiem nie
      wyskoczyć z ekipą na browca albo na wagarach nie wypić wina kiedy wszyscy
      piją...tak sie poprostu nie da, zwłaszcza w wakacje :/ Tak sie nie da wiec w
      wakacje postanowilam zapomniec o hcv,czesto na imprezach wypijalo sie po kilka
      piw, eksperymentowalo sie tez z innymi uzywkami...no i teraz mam stracha czy aby
      nie zniszczyłam sobie mojej nadwrażliwej wątroby :/ wprawdzie nigdy mnie nie
      boli ale jednak po takich "treningach" mogła sie troche uszkodzić. Mimo to nie
      załuje ani minuty z tych wszystkich chwil kiedy razem z ekipa siedzielismy przy
      piwku czy winiaczu...
      • jan-w Re: Moje piwo ty ukochane 11.09.08, 14:22
        Jeżeli w tej samej ekipie nie możesz się napić soku, a nie piwa jak wszyscy,
        może warto zmienić ekipę ponieważ jest niepoważna? A może lepiej odważyć się i
        napić z nimi czegoś innego niż piwo. Wcale nie muszą być niedojrzali :-)
        • sweettofcia Re: Moje piwo ty ukochane 12.09.08, 13:35
          Przy soczku tez czesto siedzimy i przy kawie...tylko ze w wakacje trudno bylo
          nie pic czegos procentowego,a zwlaszcza z nimi xD No ale wakacje to byl
          wyjatkowy czas,ktory dla wielu juz sie skonczyl (dla mnie trwa do pazdz hehe)Eh
          czasami poprostu nie da sie nie pic...no ale tak ogolnie to staram sie byc
          abstynentem,a przyjaciolom wcale to nie przeszkadza...no moze czasem ale ogolnie
          to szanuja moja decyzje.
          • chlopak2005 Re: Moje piwo ty ukochane 12.09.08, 18:08
            Jan przesadzasz z tą zmianą ekipy itd:/. Można siedzieć z ludźmi, którzy piją
            itd. Trzeba mieć silną wole i powiedzieć "nie". Nie zawsze się pewnie uda. Taki
            "trening" zdrowy dla organizmu:).
            • jan-w Re: Moje piwo ty ukochane 12.09.08, 21:20
              Chyba nie zrozumiałeś mojego postu. Przecież to właśnie napisałem.
              Że należy mieć odwagę picia czego innego niż piwo, wśród pijących piwo, a jeżeli
              oni tego nie będą potrafili zaakceptować, to szkoda na nich czasu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka