dolor
28.07.13, 20:23
Artykuł w Dzienniku:
zdrowie.dziennik.pl/aktualnosci/artykuly/434064,syndrom-dda-to-mit-spor-dr-witkowskiego-z-prof-mellibruda.html
Bardzo ciekawie pisze prof. Mellibruda:
"- Moim zdaniem autor albo nie posiada podstawowej wiedzy w tej sprawie albo z premedytacją tworzy skandalizujące i dezorientujące oskarżenia - mówi prof. Mellibruda - DDA to nie jest nazwa zaburzenia tylko stwierdzenie faktu, że ktoś w dzieciństwie wychowywał się w rodzinie, której życie było zaburzone przez patologiczne picie rodzica lub innych opiekunów - tłumaczy."
To może cytat kogoś, kto posiada wiedzę podstawową:
"SYNDROM DDA:
Zespół utrwalonych osobowościowych schematów funkcjonowania psychospołecznego powstałych w dzieciństwie w rodzinie alkoholowej, które utrudniają osobie adekwatny, bezpośredni kontakt z teraźniejszością i powodują psychologiczne zamknięcie się w traumatycznej przeszłości. Powoduje to przeżywanie i interpretowanie aktualnych wydarzeń i relacji przez pryzmat bolesnych doświadczeń z dzieciństwa. Zniekształcenia te nie są przez DDA uświadamiane. Schematy te są destrukcyjne i powodują wiele zaburzeń pacjenta w kontakcie z samym sobą oraz z innymi osobami, szczególnie z tymi, z którymi pacjent jest w bliskich związkach. (Zofia Sobolewska-Mellibruda)"
A co sam Mellibruda ma do powiedzenia o syndromie, który spopularyzował?
www.dda.charaktery.eu/index.php?option=com_k2&view=item&id=160%3Atrzy-miliony-dda&Itemid=1
"Czy syndrom DDA to stały zbiór cech, które można rozpoznać u każdej osoby wychowanej w rodzinie alkoholowej? Może się tak wydawać, ale to nieprawda. Ile osób, tyle syndromów DDA."
Czyżby więc jedyną różnicą między osobami z syndromem DDA, a bez niego, było to, że DDA różnią się między sobą?
"Obserwacje kliniczne profesjonalnych psychoterapeutów oraz solidne badania naukowe pokazują, że wiele zjawisk zaliczanych do syndromu DDA u wielu DDA nie występuje, natomiast zjawiska te nieraz występują u osób, które nie wychowały się w rodzinie alkoholowej. Muszę się jednak przyznać, że pod koniec lat 80. i później sam bardzo przyczyniłem się do popularyzacji nazwy „syndrom DDA” w Polsce. Nie żałuję tego i sądzę, że było to kiedyś bardzo pożyteczne, bo po pierwsze, pomogło upowszechnić różne formy pomocy dla DDA oraz pozyskać publiczne środki na finansowanie tej pomocy. Po drugie, u DDA rozwinęło się poczucie przynależności do wspólnoty obejmującej w Polsce i na świecie ogromną rzeszę ludzi, także osób znaczących społecznie – ze świata kultury, polityki i biznesu. Po trzecie, DDA uwolniły się od deprecjonujących skojarzeń z „marginesem społecznym”."
Jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi o publiczne środki na finansowanie...
"Kto ma DDA?
Zainteresowanie mediów problematyką DDA stale się zwiększa. Dziennikarze zadają różne pytania: Czy każde dziecko alkoholika jest „skazane” na uzależnienie? Co może je przed tym uchronić? Z czym DDA nie radzą sobie w swoim dorosłym życiu? Jakiej pomocy potrzebują? Co powoduje, że DDA nie potrafią skorzystać z pomocy? Co może zrobić DDA, którego bliscy nie chcą sobie uświadomić problemu? Jak może pomóc DDA ktoś, kto nie ma tego typu doświadczeń?
Wielu psychologów stara się odpowiedzieć na te pytania, ale ja dostrzegam u siebie pewną niechęć do wypowiadania się w tych kwestiach, chociaż zajmuję się tymi problemami od ćwierć wieku. Jak odpowiedzieć na takie pytania, skoro dotyczą one 2–3 milionów dorosłych Polaków?"
Ciekawą rzecz dostrzega, może to skutek nieprzepracowanej traumy z przeszłości?
Czy "powszechność" problemu utrudnia jego badanie? Bo co, bo statystyka wrogiem psychoanalityka?
Właściwie nic potem dziwnego, że np. w badaniach, porównujących kobiety DDA z grupą kontrolną np. "pomimo braku jakichkolwiek różnic pomiędzy grupami w zakresie stosowania używek DDA były przekonane, że piją częściej niż grupa kontrolna, aby rozładować napięcie".