ellena_cyganka
07.07.09, 17:22
Muszę, po prostu muszę wam opowiedzieć jakie magiczne miałam
popołudnie.
Zapisałam się na wizyte do lekarza ogólnego po recepty, więc gnałam
z pracy z językiem na brodzie, bo i tak byłam spóźniona. Siedział w
poczekalni Pan z 11 numerkiem, ja miałam 9, więc nastawiłam się nja
szybkie wejście, ale szanowny oczekujący w poczekalni nie przyjął
tego do wiadomości, ostatnio zrobiłam się dość asertywna i nie
odpuściłam. Zwykła utarczka jak to w poczekalni, aż w końcu coś mnie
olśniło, tracić nerwy i klasę z powodu pięciu minut i powiedziałam
do rzeczonego: wie Pan co, ja poczekam, mnie się tak bardzo nie
śpieszy, proszę wejść. To było jak za dotknięciem czarodziejskiej
różdzki, Pan nagle okazal się przemiły i zaproponował, żebym ja
oczywiście weszłą pierwsza, bo to jemu się nie śpieszy, w końcu
obiecał trzy minuty (słowa dotrzymał) i wszedł pierwszy. W aptece
byłam szybciej niż on, nie straciłam ani minuty z mojego życia, Boże
ludzie kłócą się o 10 minut ze swego marnego życia, żeby potem
trawić całe godziny przed telewizorem.