janbezmarii
10.01.04, 15:34
Pamiętam jak dziś, miałem wtedy 6 lat. Nie chodziłem jeszcze do szkoły i
były dni kiedy moi rodzice nie mieli czasu by się mną opiekować, wtedy
zawsze opiekowała się mną babcia.
Zabierała mnie do swojej pracy (czekałem na tą chwile każdego wolnego dnia )
a pracowała w wieżowcu telewizji na jednym z ostatnich jego pięter. Nie
pamiętam dokładnie czym się zajmowała - jedno jest pewne, była to
gastronomia (Bufet albo restauracja o ile się tam jakaś znajdowała).
Kiedy pracowała w pocie czoła lepiąc pierogi śmiejąc się przy tym z
koleżankami ja stawałem przy oknie (oczywiście na taborecie bo ledwo co
sięgałem do parapetu ) i spoglądałem na Szczecin.
Zawsze ten widok zapierał mi dech w piersiach (mgła stwarzała iluzję
wielkiej niekończącej się metropolii). Zamierałem w bez ruchu na długi
czas, i obserwowałem uliczki, samochody ronda ... . Zaczynałem swoją
magiczną podróż po mieście od nie istniejącego już Placu Lenina , ileż to
radości sprawiały mi te śmieszne wzorki, o których mówiono mi, że są
herbami miast zaprzyjaźnionych ze Szczecinem, a potem szybowałem między
uliczkami Naszego Pięknego Miasta...
Gdy babcia kończyła pracę, ja jeszcze zahipnotyzowany spoglądałem przez okno,
potem odwoziła mnie do domu... i kończyła się moja przygoda z gmachem
telewizji
Zawsze widok babci w drzwiach mojego rodzinnego domu wywoływał uśmiech na
mojej twarzy. Ożywały wspomnienia i panował klimat ogólnego podniecenia.
Mój „drapacz chmur” zawsze kojarzyło mi się ze Szczecinem.
Szczecin - Bałem się jego szarości, czułem przed nim respekt, ale zawsze go
kochałem i jego widok wywoływał u mnie szybsze bicie serca, a mój „drapacz
chmur” zawsze kojarzyło mi się ze Szczecinem, był moim prywatnym
szczęściem, wspomnieniem którego nikt mi nie zabierze, ucieczką w krainę
marzeń...
_
Sentymentalny JanBezMarii