Gość: Ja
IP: *.bazapartner.pl
04.05.04, 03:06
Skandal na scenie
Podczas unijnej imprezy Jan Borysewicz wyrzucił z koncertu gości z Niemiec,
Holandii i Francji oraz władze województwa lubuskiego. – Wy tam, w tych
garniturach, wypier...ć z tych ławek! Dla emerytów nie gramy! – krzyczał ze
sceny lider rockowej kapeli.
Występ Lady Pank miał być punktem kulminacyjnym Międzynarodowych Spotkań na
Sulęcińskim Rynku. Jeszcze na długo przed rozpoczęciem koncertu w centrum
miasta zgromadziło się ok. ośmiu tysięcy fanów zespołu. Przed sceną
przygotowano ławki, na których zasiedli przedstawiciele miejscowych i
wojewódzkich władz oraz goś-cie z zachodniej Europy. Reszta publiczności
pozostała za barierkami.
Bo nie zagramy!
Liderzy Lady Pank przybyli na koncert z ponad godzinnym spóźnieniem. –
Borysewicz już jak wysiadał z busa zachowywał się dziwnie – zauważyła fanka
zespołu. – Idący przodem menedżer pokazywał mu, gdzie są rozłożone kable,
żeby się nie potknął.
W końcu lider Lady Pank stanął na scenie i zaczął stroić gitarę. Spojrzał na
pierwsze rzędy siedzących w ławkach gości i bez ogródek rzucił do mikrofonu: –
Wy tam w tych garniturach, wypier... z tych ławek! Dla emerytów nie gramy.
Po pewnym czasie, dalej brzdąkając na gitarze, Borysewicz stwierdził: – No
dalej, wypier... cie, bo nie zagramy!
Goście z pierwszych rzędów zaczęli wychodzić, jednak nie wytrzymał burmistrz
Sulęcina Michał Deptuch, który wbiegł na scenę. – Ja tu jestem burmistrzem
tego miasta i nie będzie mi pan gości obrażał – rzucił do trzymanego przez
muzyka mikrofonu.
Borysewicz stwierdził, że ,,on tu nikogo nie obraża’’. Nie wiadomo, co
powiedzieli sobie panowie poza mikrofonem, jednak na odchodnym burmistrz
pogroził jeszcze wirtuozowi palcem przed nosem i... rozpoczął się koncert.
Bez garnituru, a też niezadowolony
Tego jednak nie oglądali już goście sulęcińskich władz, którzy poszli w siną
dal. – Wsiadłam do samochodu i pojechałam. Czułam się bardziej zażenowana niż
obrażona – mówi wicewojewoda Joanna Kasprzak–Perka.
Jednym z nielicznych lubuskich samorządowców, który obejrzał sulęciński
występ Lady Pank był poseł sejmiku lubuskiego Marek Zaręba. Samorządowiec
miał podwójne szczęście: nie dosyć, że się na koncert spóźnił, to jeszcze
przyszedł w koszulce polo. – Kiedy dotarłem pod scenę dziwiło mnie, że ławki
dla VIP-ów są puste – mówi Zaręba. – Usiadłem z córką w pierwszym rzędzie, a
wkrótce pojawili się fani, wpuszczeni przez ochroniarzy zza barierek.
Zaremba wyszedł z koncertu bardzo zawiedziony. – Usłyszałem zaledwie kilka
utworów Lady Pank, bo liderzy zespołu co chwila schodzili ze sceny do
namiotu, pewnie, żeby się dopić – mówi Zaręba.
Niech przeproszą!
Wczoraj udało się nam skontaktować z menedżerem Lady Pank Markiem Machem. –
Zespół jest przede wszystkim kapelą rockową, która gra koncerty dla żywej
publiczności, bawiącej się razem z grupą tuż pod sceną – mówi Mach. –
Stwarzanie sztucznego dystansu dzielącego zespół od publiczności jest
lekceważeniem tej publiczności. Nie mamy nic przeciwko gościom, ale nie może
być tak, że władza robi imprezę dla samej siebie, a publiczność stanowi tylko
tło.
- Zespół istnieje 22 lata i nigdy nie ukrywał się ze swoim rockowym
wizerunkiem – dodał na koniec Mach. Jestem pewien, że sens wypowiedzi
Borysewicza został źle odczytany. Jeżeli ktoś poczuł się urażony, jest mi
przykro.
Zupełnie innego zdania jest jednak szef sulęcińskiego ośrodka kultury Bartek
Skrzypczak. – Nie dosyć, że liderzy zespołu byli pijani w sztok, to jeszcze
grupa grała standardy innych autorów, żeby tylko przedłużyć imprezę do
zakontraktowanych 75 minut – mówi Skrzypczak. – Będziemy domagać się ze
strony Lady Pank przeprosin dla mieszkańców Sulęcina.
DARIUSZ DUTKIEWICZ
(95) 742 16 83
ddutkiewicz@gazetalubuska.pl