Gość: miłosz
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
21.11.04, 05:56
Wojna kaloryferowa
Tygodnik "Wprost", Nr 1147 (21 listopada 2004)
Czy polskie sądy zmuszą niemieckie firmy do wypłaty odszkodowań za zawyżanie
opłat za ciepło?
Przed sądami toczy się polsko-niemiecka wojna. Na rozpatrzenie czeka prawie
dwa tysiące pozwów przeciwko spółdzielniom, które naliczając opłaty za
ogrzewanie, zastosowały wadliwe metody niemieckich firm rozliczeniowych. Jeśli
sądy uznają argumenty powodów, niemieckie firmy, które praktycznie
zmonopolizowały polski rynek rozliczeń za ciepło, będą musiały zwrócić
lokatorom kilkaset milionów złotych. Wkrótce w Człuchowie ma zapaść wyrok w
sprawie Wiktora Zakrzewskiego. Biegli potwierdzają, że został on oszukany
przez spółdzielnię wykorzystującą system rozliczeń niemieckiej firmy
Skibatron. Korzystny dla Zakrzewskiego wyrok będzie oznaczał lawinę kolejnych
orzeczeń nakazujących spółdzielniom wypłaty odszkodowań.
Wszystko zaczęło się od artykułu "Wprost" - "Zrobieni na ciepło" (nr 20/2002).
Ujawniliśmy wówczas, że ponad cztery miliony Polaków płaci za ciepło więcej,
niż powinno. Dzieje się tak z powodu przyjęcia systemów rozliczeń zużycia
ciepła będących wierną kopią niemieckich rozwiązań. Tymczasem w Niemczech
stosuje się zupełnie inne rozwiązania w budownictwie, izolacji i ogrzewaniu
budynków. Mieszkania w Polsce - poprzez automatyczne przeniesienie niemieckich
standardów - są arbitralnie zaliczane do różnych kategorii zużycia ciepła, co
pozwala podwyższać ceny. Zyski niemieckich firm rozliczających w Polsce
zużycie ciepła szacuje się na 200 mln zł rocznie.
Badania wykazały, że stosowane u nas obecnie metody rozliczeniowe powodują
błędy sięgające 200-800 proc. (czasem nawet 2000 proc.). Badania prowadził
m.in. dr inż. Mieczysław Dzierzgowski z Instytutu Ogrzewnictwa i Wentylacji
Politechniki Warszawskiej. - Niemieckie systemy rozliczania nie uwzględniają
"uciekania" ciepła między poszczególnymi mieszkaniami. W efekcie dokładamy do
ogrzewania mieszkań sąsiadów, którzy na przykład zakręcają kaloryfery -
wyjaśnia Dzierzgowski.
Oszukacze podzielniki
Po artykule "Wprost" sądy zalało kilka tysięcy pozwów. Nie wszyscy chcieli
jednak czekać na wyroki po latach. W łódzkiej spółdzielni Lokator mieszkańcy,
którzy sześć lat walczyli o powrót do starego, ryczałtowego systemu
rozliczania, po prostu zdemontowali podzielniki. Potem zanieśli je do gabinetu
prezesa spółdzielni. Przez najbliższe dwa lata będą płacić ryczałtowo za
ogrzewanie. W spółdzielni Nowe Miasto w Rzeszowie przeprowadzono sondaż na
temat podzielników: zdecydowana większość mieszkańców chce ich wymiany na
dokładniejsze - elektroniczne.
W łódzkiej spółdzielni Bawełna jedna z lokatorek wywiesiła tabelę, w której
przedstawiła, w jaki sposób mieszkańcy są oszukiwani przez system
podzielników. W ciągu kilku następnych tygodni zarząd spółdzielni zalała fala
reklamacji. Sławomir Siwa z polskiej firmy rozliczeniowej Unitol mówi, że
część spółdzielni zaczyna już ogłaszać przetargi na usługi rozliczeniowe. -
Zrobiłoby tak więcej spółdzielni, ale problemem jest to, że czekają one na
wyroki sądów w sprawie odszkodowań - mówi Siwa.
Rozliczeniowa samowolka
W polskich mieszkaniach jest zamontowanych około 9 mln podzielników. Ponad
połowa z nich błędnie wskazuje ilość zużytego ciepła. Choć obok niedokładnych
podzielników cieczowych można też stosować dokładniejsze - elektroniczne,
montowane są tylko te pierwsze. Głównie dlatego, że polecają je spółdzielniom
niemieckie firmy rozliczeniowe kontrolujące 70 proc. naszego rynku. Większość
tych firm stosuje tzw. współczynniki kalkulacyjne. Są one przyjmowane bez
jakichkolwiek badań charakterystyki konkretnych budynków: jakości materiałów,
z jakich je zbudowano, stanu ich zużycia czy rozkładu mieszkań.
W Polsce nie ma jednoznacznych przepisów, które regulowałyby sprawy
indywidualnego rozliczania kosztów ogrzewania w budownictwie wielorodzinnym.
Wprawdzie Centralny Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Techniki Instalacyjnej Instal
wydaje zalecenia, wedle których firmy powinny rozliczać zużycie ciepła, ale
dopuszcza stosowanie "systemów firmowych", czyli włas-nych, dowolnych
rozwiązań. Gdyby firmy chciały skontrolować działanie swoich podzielników,
musiałyby przeprowadzić kontrole w kilku milionach mieszkań, co oznaczałoby
wielomilionowe wydatki. Większości firm nie da się zresztą skontrolować, bo są
to spółki-córki firm niemieckich, które przygotowują rozliczenia w Niemczech.
- Wiele z tych firm wykazuje w Polsce straty, choć obsługa podzielników jest
bardzo zyskowna. Spółki te zamawiają na przykład sprzęt rozliczeniowy w
Niemczech i kupują go od swojej firmy-matki wielokrotnie drożej, niż gdyby
taki sam sprzęt nabywały w Polsce. Firmy te mają oczywiście zyski, lecz ich
nie ujawniają, tylko transferują do Niemiec - mówi Sławomir Siwa z polskiej
firmy rozliczeniowej Unitol.
Koniec oszustw?
- Nie chodzi tylko o pieniądze, bo kwota nie jest duża. Ważniejsze jest dla
mnie orzeczenie potwierdzające stosowanie bezprawnych praktyk - mówi Wiktor
Zakrzewski czekający na ogłoszenie wyroku przez człuchowski sąd. Ten wyrok i
konieczność wypłat odszkodowań spółdzielniom i milionom lokatorów mogą zmusić
niemieckie firmy do zmiany systemów naliczania opłat. Poszkodowani domagają
się, by firmy, którym udowodni się oszustwa, wycofały się z polskiego rynku.
Niezależnie od wyroków sądów, większość lokatorów jest świadoma, że ich
rachunki za ciepło brały się z sufitu. Oznacza to, że nie dadzą się dłużej
oszukiwać, a poza tym będą płacić mniej w przyszłości. To ważne w obliczu
spodziewanych podwyżek cen ciepła spowodowanych wzrostem cen gazu i ropy.