Gość: mamoniowa
IP: 212.244.77.*
11.01.05, 08:12
Ojciec, wujek, dziadek i sąsiad oskarżeni
Dziesięć lat więzienia grozi czterem mężczyznom oskarżonym o molestowanie
trzech 2-, 4- i 5-letnich dziewczynek. Wśród domniemanych sprawców są ojciec,
wujek i dziadek ofiar.
To jedna z najbardziej bulwersujących spraw toczących się przed szczecińskim
sądem. Ze względu na ochronę dzieci proces toczy się z wyłączeniem jawności.
Wszyscy świadkowie zostali już przesłuchani.
Wczoraj sądowi z powodów proceduralnych nie udało się ogłosić wyroku. Ma
zapaść na kolejnej rozprawie, która odbędzie się w ciągu miesiąca.
Oskarżeni mieli wykorzystywać seksualnie trzy dziewczynki 2-, 4- i 5-letnią.
Według prokuratury dramat rozgrywał się w mieszkaniu na obrzeżach Szczecina.
Jednorodzinny dom należy do 47-letniego Sylwestra L., ojca dziewczynek oraz
60-letniego Zygmunta G., dziadka ofiar. W wykorzystywaniu dzieci mieli
uczestniczyć także 50-letni Wojciech W, wujek oraz 55-letni Mieczysław K.,
sąsiad. Mężczyźni nie przyznają się do winy.
Sprawa wyszła na jaw w połowie 2003 r. Policjanci dostali informację o dwóch
dziewczynkach pozostawionych bez opieki na boisku szkolnym koło domu. Sąd
nakazał ich umieszczenie w pogotowiu rodzinnym.
Tu dziewczynki zaczęły się dziwnie zachowywać. Kładły się na koleżankach
wykonując ruchy przypominające stosunek płciowy. Zaniepokoiło to pracowników
pogotowia i Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. Sprawą zajęła się policja.
Przesłuchano dziewczynki. Dwie najstarsze opowiedziały, co przeżyły w domu.
Najmłodsza - dwuletnia, która nie umiała jeszcze mówić, pokazywała zachowania
oskarżonych na pluszowych misiach.
Psycholog stwierdził, że dziewczynki nie mają skłonności do konfabulacji i
mówią prawdę. We wrześniu czwórka mężczyzn został aresztowana. Przebywają w
areszcie do dzisiaj. Podczas procesu matka dziewczynek, zarzuciła im, że
zmyśliły całą historię.
Siostry trafiły do rodziny zastępczej. Niedawno wraz z nowymi rodzicami
wyjechały ze Szczecina.
-Teraz są bardzo szczęśliwe. Mają wspaniałych nowych rodziców - powiedział
Przemysław Borowiecki z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie.