Gość: krust
IP: 83.168.106.*
05.04.05, 17:23
Popadliśmy w histerię i dewocję.
– Sytuację w Polsce porównuję z tym, co pokazują stacje w innych krajach. Tam
sprawa śmierci Jana Pawła II i jego następcy również jest tematem szeroko
komentowanym, ale – co charakterystyczne – większość materiałów filmowych
pochodzi z Polski. Anglicy, Francuzi, Niemcy pokazują Polskę jak kraj
egzotyczny, dziw natury. Kraj, w którym przepełnione są kościoły, a na ulicy
kłębią się tłumy płaczących ludzi. Gdyby papież nie był Polakiem, nie
przeżywalibyśmy tego w ten sposób. Patrząc na wydarzenia ostatnich dni
obserwujemy połączenie dwóch elementów: sentymentu narodowego –
patriotycznego, czy wręcz nacjonalistycznego – z sentymentami religijnymi.
Obawiam się, że z następcą Jana Pawła II liczyć się nie będziemy. Bo Jan
Paweł II był „naszym papieżem”, nowy będzie „obcy”, niezależnie od tego, kim
będzie i jaką politykę będzie uprawiał.
Gdzie są granice śmieszności? Da się je wyznaczyć?
– Śmieszność zaczyna się tam, gdzie powierzchowne gesty i puste słowa są
ważniejsze od refleksji. Dziennikarze zaczepiają na ulicach przypadkowych
ludzi i pytają o wrażenia, odczucia po śmierci papieża. Słyszymy straszne
banały. Nie pada ani jedno refleksyjne zdanie. To również dotyczy tzw.
autorytetów. Zadziwiła mnie niesłychanie np. wypowiedź Leszka Kołakowskiego
w „Gazecie Wyborczej”. Jest tak pusta, tak żadna, że trochę wstyd.
PS. Niektóre refleksje są, zdaje się, przesadzone. Ale czy wszystkie ?