wesolyromekmmv
23.02.06, 05:43
"Radio Maryja obraca rocznie milionami złotych, ale nikt nigdy nie
przeprowadził w nim kontroli skrabowej. O tym, co się dzieje w
finansach rozgłośni, nie wie nawet zarząd Prowincji Redemptorystów, któremu
radio formalnie podlega JERZY MORAWSKI Kariera Rydzyka jest równie
zastanawiająca, co tajemnicza. Kiedy ten skromny i prosty zakonnik (jak mówią
o nim inni ojcowie redemptoryści) wpadł na pomysł założenia radia? W drugiej
połowie lat osiemdziesiątych ojciec Tadeusz Rydzyk wyjechał z Polski na
wycieczkę do Rzymu z grupą studentów. Zamiast wrócić do klasztoru w Toruniu,
pojechał do Niemiec zachodnich. Nie wiadomo, czym się tam zajmował.
Poszukiwali go polscy ojcowie redemptoryści w Niemczech. Rydzyk jednak
przepadł, nie dawał znaku życia. Po ponad pół roku zgłosił się do polskiej
misji katolickiej w Monachium. Kierował nią wówczas redemptorysta ojciec
Jerzy Galiński. Współpracował on przez wiele lat z Radiem Wolna Europa w
Monachium. Odpowiadał za niedzielne transmisje mszy świętych do Polski dzięki
rozgłośni polskiej RWE. - Jesienią 1987 roku zjawił się u mnie ojciec Rydzyk -
wspomina ojciec Galiński. - Prosił o pomoc w uzyskaniu legalnego pobytu w
Niemczech. Powiedział mi, że mieszkał w Norymberdze u pastora ewangelickiego,
ale się z nim pokłócił. Był zdenerwowany. Biegał po pokoju, gestykulował.
Zaczynał coś mówić, nie kończył myśli. Ojciec Galiński podejrzewał, że Rydzyk
był w sytuacji jakiegoś kolosalnego zagrożenia egzystencjonalnego. Nie
chodziło o sprawy materialne. Sprawiał wrażenie człowieka, który stracił
grunt pod nogami. Zamierzał złożyć wniosek o azyl polityczny. Galiński mu to
odradzał. - Powody wystąpienia o azyl polityczny, jakie wymieniał ojciec
Tadeusz, były błahe. Nie miały nic wspólnego z działalnością opozycyjną w
kraju, bo takiej nie prowadził - wspomina ojciec Galiński. Gdy ojciec Rydzyk
zrozumiał, że nie ma co liczyć na azyl polityczny, postanowił wystąpić z
zakonu redemptorystów. Zwrócił się do diecezji Bamberg i monachijskiej, aby
przyjęły go jako księdza. Dostał odmowę. - To w Niemczech rzecz niesłychana.
Diecezje przyjmują każdego księdza, zbyt mało jest bowiem kapłanów.
Przypuszczam, że powodem odmowy była zła opinią, jaką ojciec Tadeusz otrzymał
od przełożonych w zakonie redemptorystów - mówi ojciec Jerzy Galiński.
Prowincjał Warszawskiej Prowincji Redemptorystów przysłał do Niemiec suspensę
dla ojca Tadeusza Rydzyka, czyli dokument zawieszający go w czynnościach
kapłańskich. Opiekun polskich redemptorystów w Niemczech po konsultacji z
prowincjałem postanowił jednak nie wręczać suspensy zagubionemu zakonnikowi,
ale poszukać innego rozwiązania. Pomyślano, że ojciec Rydzyk odnajdzie się
jako kapelan w jakimś zakonie niemieckim. Trafił do klasztoru sióstr
niemieckich w Oberstaufen. Oberstaufen leży w Alpach Bawarskich. Siostry
pamiętają Rydzyka. - Jesteśmy wspólnotą sióstr i prowadzimy dom dziecka -
mówi jedna z zakonnic. - Tutaj rok czy dwa lata mieszkał ojciec Tadeusz
Rydzyk, redemptorysta. Organizował wysyłki do Polski. Nie wiem dokładnie, co
wysyłał. Na pewno były to samochody. Prosił mnie o pieczątki. Chodziło o
sprawy celne. Tutaj odprawiał msze święte, również dla mieszkańców.
Przyjeżdżało do niego wiele osób i coś zabierały do Polski. Wiem, że podczas
pobytu tutaj ojciec Rydzyk kontaktował się z niemieckim Radiem Maryja w
pobliskim Balderschwang, gdzie obecnie mieści się Radio Horeb. W
Balderschwang Rydzyk odwiedzał lokalne Radio Maryja. Tam zapewne narodził się
jego pomysł polskiego Radia Maryja. Niemieckie Radio Maryja nie cieszyło się
dobrą opinią, zagrażało jedności diecezji augsburskiej; zarzucano mu
głoszenie skrajnych poglądów politycznych. - Diecezja augsburska odrzuciła
niemieckie Radio Maryja jako rozgłośnię katolicką - relacjonuje dziennikarz
Radia Wolna Europa w Monachium, który śledził losy rozgłośni. (Wolał pozostać
anonimowy, gdyż kontaktuje się z polską misją katolicką w Monachium,
opanowaną - jak mówi - przez zwolenników ojca Rydzyka.) - Lokalna prasa
bawarska publikowała wiele nazwisk polityków, które stały za tym radiem.
Trudno je zaliczyć do grona polityków sprzyjających Polsce. Dziś w
Balderschwang na miejscu niemieckiego Radia Maryja działa Radio Horeb. Mieści
się w tym samym budynku. Skromne warunki: jedno studio, konsoleta, archiwum.
Kieruje nim profesor teologii, proboszcz Richard Kocher. Nie ukrywa, że
diecezja augsburska miała sporo problemów z Radiem Maryja. - Pierwotna nazwa
Radio Maryja International musiała zostać zmieniona - mówi proboszcz Kocher. -
Biskup augsburski ustanowił nowego kapłana dla radia, który podjął
działalność zgodną z linią ordynariusza augsburskiego. Wyjaśnię to na
przykładzie. W ostatnich tygodniach prowadzi się w Niemczech dyskusję o
antysemityzmie. Jako radio przedstawiamy problem z punktu widzenia Biblii i
Kościoła katolickiego. W statucie Radia Horeb jest zapis o tym, że radio nie
może uprawiać polityki. Bunt w toruńskiej rozgłośni Podczas gdy niemiecki
Kościół katolicki doprowadził do zamilknięcia Radia Maryja, "siostrzane
radio" w Toruniu kwitło. Ojciec Rydzyk stworzył w rozgłośni atmosferę
bezwzględnego posłuszeństwa. W maju 1995 roku z radia jednej nocy odeszło
kilkanaście osób - wolontariuszy prowadzących audycje i redagujących
programy. Był to protest przeciwko niewpuszczeniu do rozgłośni przez ojca
Rydzyka współpracownika, również redemptorysty - ojca Eugeniusza Karpiela.
Karpiel miał wypadek, leżał w gipsie, po roku zamierzał wrócić do radia. -
Nasza grupa wolontariuszy w radiu była związana wcześniej z ojcem Karpielem,
jeszcze w czasach PRL. W większości studiowaliśmy w Toruniu, a ojciec był
naszym przewodnikiem duchowym. To on, a nie ojciec Rydzyk stanowił dla nas
punkt odniesienia. Gdy dowiedzieliśmy się, że nie wolno mu po chorobie wrócić
do pracy w radiu, odeszliśmy - mówi jedna z osób dawniej pracująca w
rozgłośni. Ojciec Karpiel przebywa w klasztorze redemptorystów w Krakowie. -
To było dla mnie ciężkie przeżycie, gdy okazało się, że po wyzdrowieniu nie
mogę wrócić do Radia Maryja - mówi ojciec Karpiel. - Tak postanowił ojciec
Rydzyk, a ojciec prowincjał to zaakceptował. Wtedy też z radia odeszło chyba
dwanaście osób, które chciały jak ja wiele rzeczy tam zmienić. Ojciec Karpiel
nie chce mówić o szczegółach, o nieporozumieniach z ojcem dyrektorem. To
sprawy wewnątrzzakonne. - Byłem w toruńskim radiu od początku - wyjaśnia
ojciec Karpiel. - Uważałem, że wiele rzeczy może wyglądać inaczej. Mój
stosunek do rozgłośni jest krytyczny. Programom trzeba by dodać świeżości,
aby zrobić radio bardziej otwarte, żywe, dla ludzi Długi ojca dyrektora Radio
Maryja mieści się w Toruniu. Podlega zarządowi Prowincji Redemptorystów w
Warszawie przy ulicy Pieszej 1. To zakon otrzymał koncesję na nadawanie
programu o nazwie Radio Maryja. Gdzie więc państwowe urzędy powinny kierować
korespondencję? Nikt tego nie wie. To pozwala ojcu Tadeuszowi Rydzykowi na
uniki i milczenie, jeśli jakaś sprawa jest dla niego niewygodna. Nie
odpowiada też na wezwania. Jako zakonnik ojciec Rydzyk podlega zarządowi
Warszawskiej Prowincji Redemptorystów. Zdawałoby się, że sprawia jej kłopoty.
Ale zarząd redemptorystów stoi za nim murem. W sprawozdaniu z pierwszej sesji
XII Kapituły Prowincjonalnej Prowincji Warszawskiej Redemptorystów,
obradującej w lutym tego roku, odnotowano: "ojciec prowincjał życzył, by
ojciec T. Rydzyk był jak najdłużej dyrektorem Radia Maryja i były jak
najlepsze relacje z nowym o. prowincjałem". Dlaczego mimo nacisków ze strony
Episkopatu, powołania specjalnej komisji do spraw Radia Maryja pod
przewodnictwem generała biskupa Leszka Sławoja Głódzia władze zakonu
wspierają Rydzyka? W relacji jednego z zakonników straszy on zarząd
prowincji, że jeśli zostanie odwołany z funkcji dyrektora Radia Maryja, to na
pokrycie długów związanych z działalnością Rydzyka