Gość: real
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
12.05.06, 14:38
Bodaj dwa lata temu byłem na urlopie k. Ińska.
Pojechałem do uroczej leśniczówki (nie pamiętam nazwy)leżącej nad jeziorem.
Jezioro od strony leśniczówki nienajgorzej zasyfione.
Ale poszedłem wzdłuż brzegu.
W całym pasie przybrzeżnym w trzcinach pływały martwe ryby.
10, 15 centymetrowe.
Byłem przekonany, że ktoś kłusował prądem.
Ale okazało się, że to były zawody wędkarskie koła wędkarskiego z Drawska.
Sympatyczni wędkarze nie zabierali złowionych rybek do domu, tlko puszczali
je wolno.