sloggi
19.05.06, 12:17
Kilka lat temu Pyrzyckie Przedsiębiorstwo Komunalne otrzymało Zintegrowany
Certyfikat Jakości. Został on przyznany przez Centrum Promocji Polski w
Olsztynie, które jak się niedawno okazało wręczało nic niewarte tytuły za
pieniądze. Dziś w Pyrzycach nikt nie pamięta, kto i ile zapłacił za lipny
certyfikat.
Aferę z olsztyńskim CPP ujawniła "Rzeczpospolita" i Radio Zet. Okazało się, że
działająca od 10 lat instytucja wręczała certyfikaty za pieniądze. Za jeden
płaciło się ok. 8 tys. zł. Zdaniem "Rzeczpospolitej" szef CPP Andrzej Cieślak
ma na koncie kilka aktów oskarżenia i wyroków.
Jan Lemparty, dyrektor PPK, przyznaje, że był to dziwny certyfikat, bo zakład
nie musiał robić nic, aby go otrzymać. W przeciwieństwie do ostatniego ISO
9001:2000, dokumentu świadczącym o spełnieniu przez firmę europejskich norm
dotyczących zarządzania. Firma zabiegała o niego przez rok i musiała spełnić
określone warunki.
To stara historia. Na pewno to nie my byliśmy inicjatorem tamtego certyfikatu.
Teraz to boję się wziąć jakiekolwiek wyróżnienie mówi J. Lamparty.
Okazuje się, że lipnych certyfikatów w gminie mogło być więcej. Burmistrz
Pyrzyc Kazimierz Lipiński potwierdził nam, że ubiegały się o niego jeszcze
inne placówki ówczesny Młodzieżowy Dom Kultury i Pyrzycki Dom Kultury.
Wiem jedno, że gmina nie zapłaciła za ten certyfikat ani złotówki. Z tego co
pamiętam, to oni złożyli ofertę jak normalna firma. Ja nie mam wywiadu
gospodarczego, który pozwoliłby uniknąć takich sytuacji wyjaśnia K. Lipiński.
Faktem jest, że olsztyńskie centrum działało bardzo sprytnie. Do swoich
certyfikatów zdołało przekonać nie tylko PPK, ale koszalińskie wodociągi,
magistrat w Bornem Sulinowie, Goleniowie i Kołobrzegu, a nawet byłego wojewodę
koszalińskiego.
/kurier.sz/