fistoffury
04.09.06, 17:02
Krzysztof Piotrowski przypomniał rozwój sytuacji w stoczni od 2001 roku.
Kłopoty z uzyskaniem kredytów, niechęć banków do ich udzielania, trudne
rozmowy
w Warszawie.
- Naraziliśmy się, bo bez pytania weszliśmy w branżę paliwową - mówi
Piotrowski. - Solą w oku i łakomym kąskiem był terminal paliwowy Porta
Petrol.
SLD aby go przejąć rozwalił stocznię. Od końca 2001 roku rozpuszczano w
Warszawie plotki, że zarząd holdingu dopuścił się malwersacji, dlatego
stocznia
ma kłopoty. To nikt inny, tylko pan Piechota grzmiał z trybuny sejmowej, że
kto
to widział, aby stocznia zajmowała się paliwami i składała się z 30 spółek.
Piotrowski podkreślił, że nie było żadnych przesłanek ani gospodarczych
ani formalno-prawnych do ogłoszenia upadłości holdingu w lipcu 2002 roku.
Przypomniał okoliczności aresztowania członków zarządu holdingu.
- W połowie czerwca Janik zapowiedział, że będą aresztowania i na początku
lipca nas zamknięto - mówił Piotrowski. - Jeszcze przed aresztowaniem 27
czerwca powołano biegłego, który w ciągu 9 dni sporządził ekspertyzę na
podstawie której przesiedzieliśmy kilka miesięcy. Okazał się geniuszem, bo w
ciągu tych paru dni przebrnął przez 54 tysiące stron dokumentów. Zrobił
ekspertyzę na zamówienie. Wszystko było sterowane podobnie jak ten komitet
protestacyjny i marsze stoczniowców po ulicach.