Dodaj do ulubionych

nitce72 nie dawajcie zwierząt

02.11.06, 13:23
pamiętacie historię: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
f=70&w=50571372&v=2&s=0

nitka72 wzięła kotkę, która jak się potem okazało mieszkała wraz z inną u
starszej babci. Po śmierci tej babci, koty zostały wyrzucone na ulicę.
Starszą kotkę złapała sąsiadka i zawiozła do schroniska. Młodszą znalazła
Tasza.
Kotka została zawieziona do TOZ-u. Została uruchomiona akcja szukania domu
łącznie z zagraniczną akcją. I wtedy się pojawiła nitka72, która "zna" się na
kotach bo już miała i wzięła ją do siebie. tylko, że zamiast oswoić kota z
nowym miejscem puściła ją swobodnie po dużej chałupie. Co doprowadziło do
tego, że kot zaczął robić gdzie popadnie.
Ale najlepsze na koniec - nitka72 oddała w ostatnich dniach kota z powrotem
do TOZ-u.
Dlatego proszę wszystkich, nie oddawajcie zwierząt tej kobiecie. Bo dla niej
zwierze to zabawka.
Jej poprzedni kot został przez kogoś zabity na jakimś wyjeździe. A tego sama
oddała. Ta kobieta nie ma zielonego pojęcia o kotach.
Obserwuj wątek
    • ja_aska Re: nitce72 nie dawajcie zwierząt 02.11.06, 13:25
      jaja:(
      • aneczqs Re: nitce72 nie dawajcie zwierząt 02.11.06, 13:27
        Tylko skąd mam wiedzieć ze nitka to nitka?
        • dominkadg Re: nitce72 nie dawajcie zwierząt 02.11.06, 13:30
          tu niestety jest problem..jedyne co wiem, to to, że kobieta mieszka na
          prawobrzeżu w domku i ma siedmoletniego synka..
          jak Tasza dojdzie do siebie (dopiero co wróciła ze szptala) pewnie sama więcej
          coś napisze
    • xyz-xyz Re: nitce72 nie dawajcie zwierząt 02.11.06, 14:59
      Ta kobieta nie ma zielonego pojęcia o kotach.

      *Ja nie mam pojęcia ani o kobietach, ani o kotach. A mam i jedno i drugie:))
    • dominkadg Re: nitce72 nie dawajcie zwierząt 02.11.06, 16:37
      no właśnie - masz....
      a ona po tygodniu oddała, czy zamierzasz żonę lub kota oddać?
      • Gość: nitka 72 Re: nitce72 nie dawajcie zwierząt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.06, 17:59
        Witam to ja nitka. Rzeczywiscie oddalam kota po 8 dniach spowrotem do TOZu.
        Miał mieć 6 miesięcy był ponad roczny ale to nie wazne bo jesli byłby w domu to
        z robieniem do kuwety nie byłoby problemu. W tym problem ze on nigdy domu nie
        widział co zreszta potwierdziła pani weterynarz z tozu .Został wzięty
        pogryziony z ulicy , wysterylizowany i tam tez zostanie odwieziony do swojego
        srodowiska jak sie wyraziła pani z toz. Oddałam ja bo to była jedyna możliwość
        a jestem oskarzana tak jakbym z niej ugotowała zupę. Po adopcji tego kota
        dzwoniłam kilka razy do jednej z pań z forum mówiąc że kot brudzi. Uczyłam go
        po prostu jak dziecko ,sadzałam do kuwety i dawałam nagrody za wysiusianie
        się .Niestaty działo się tak jak byłam przy tym, kiedy kot chodził po
        mieszkaniu sikał gdzie chciał a kiedy wysikał się na łóżko syna stwierdziłam że
        to nie ma sensu . Poza tym ta kotka była super kiedy chciała jeść czasem
        poleżała na kolanach ale wówczas kiedy chciało się ją pogłaskać warczała. Nie
        wiem o co jej chodziło .Było mi przykro i niezręcznie ją odwozić ale chciałam
        uczciwie postawić sprawę a nie wyrzucać kota byle gdzie bo przecież i tak nikt
        by się nie dowiedział. Bardzo lubię koty ale przykro mi nie wyobrażam sobie
        zycia w krótko mówiąc smrodzie, bo w pokoju gdzie zrobiła kilka razy wyczuwało
        się ten zapach pomimo sprzątania. Opowiedziałam o tej całej sytuacji pani
        wterynarz z tozu i nic nie ukrywam. Uważam ponadto te wasze pseudo apele za
        bardzo krzywdzące bo nie znacie mnie ani dobrych rzeczy które zrobiłam dla
        zwierzat a przede wsztstkim dla kotów. Poza tym wypowiadanie się z pogardą że
        jakiegoś tam kota mi zabiło jest prostackim lekcewazenie dobrych obyczajów nie
        mówiąc o uczuciach moich i mojego dziecka bo to nie był jakiś tam kot tylko
        nasz ukochany kot. To byłoby na tyle.
        • absztyfikant Re: nitce72 nie dawajcie zwierząt 02.11.06, 18:31
          Czytam, czytam i oczy przecieram ze zdumienia. Jesli jednak bedziecie powolywac
          forumowa komisje sledcza, to na mnie mozecie liczyc:))))
          • ja_aska nitka 02.11.06, 18:38
            osiem dni? chciałaś takiego kota nauczyć wszystkiego w tydzień? rozumiem, że
            masz niewielkie (tak zakładam) doświadczenie w wychowywaniu zwierząt z ulicy
            ale ja uczyłam myszowatą przez kilka ładnych tygodni. a i dzisiaj, po kilku
            miesiącach robi mi czasami różne numery.
            • Gość: sprawiedliwy Re: nitka IP: *.system.szczecin.pl 02.11.06, 18:41
              nie rozumiem, chyba lepiej,że oddała, przecież nie wywaliła na ulicę , nie
              zrobiła krzywdy, przesadzacie
          • andreas.007 Re: nitce72 nie dawajcie zwierząt 02.11.06, 19:11
            absztyfikant napisał:

            > Czytam, czytam i oczy przecieram ze zdumienia. Jesli jednak bedziecie
            powolywac
            > forumowa komisje sledcza, to na mnie mozecie liczyc:))))
            ---------------------------------------

            Weźcie Absztyfa on zna sie na wszystkim
            ma pewnie doswiadczenie w róznych komisjach i organizacjach PRL!
            Zawsze na niego mozna było liczyc!
        • rudolfrudy Re: nitce72 nie dawajcie zwierząt 02.11.06, 18:45
          Sorry, mowa byla o "jakims wyjezdzie" nie o "jakims kocie". Nie wiem, ale mimo
          wszystko nas kociarzy i przede wszystkim ta kotke bardzo zawiodlas. Tasza
          pisala, ze ona byla bardzo ufna, ze musiala byc u kogos w domu. A 8 dni na
          socjalizacje kota w nowym srodowisku, kota zestresowanego po pogryzieniu i
          pobycie w lecznicy, to chyba troche malo. Trzeba bylo poradzic sie weterynarza,
          popytac fachowcow, poszukac w literaturze, ktorej teraz sporo na ten temat
          (nawet pozycje poswiecone psychologii kotow i tego typu problemom wlasnie) i
          probowac to rozwiazac nie pozbawiajac tej kotki szansy na dom. Kot to nie
          przedmiot, na ktory udziela sie gwarancji co do jego cech i wlasciwosci i ktory
          mozna oddac do sklepu, jesli nie spelnia oczekiwan. To zywe i czujace
          stworzenie, za ktore czlowiek ponosi pelna odpowiedzialnosc.
          • ja_aska Re: nitce72 nie dawajcie zwierząt 02.11.06, 19:03
            i chyba każdy z nas uważa, że lepiej oddać niż wyrzucić. ale zawód zostaje.
    • kotbehemot6 Re: nitce72 nie dawajcie zwierząt 02.11.06, 19:30
      Dziki kot, który nie był nigdy w domu , nigdy w domu dobrze czuć się ni ebędzie chociaż nieba byście mu przychylili-a właśnie t było z kotkiem nitki.
      Bardzo łatwo osadzać, nie znając sytuacji bezpośredni, nitkę znam i wiem ile wysiłku i wyjątkowo dobrej woli i dobrego serca włożyła by kotu dać dom...ale kot najwyraźniej wolał powrót do swojego naturalnego środowiska. Pani ,która dała anans na forum,że otejk był kotkiem domowym i ma pól roku, delikatnie mówiąć mijała sie z prawdą.
      Bardzo jestem ciekawa jak wszyscy świetnie znający sie na kotach przymusilibyśie dzikiego , ponad rocznego kota do domowych obyczajów? pewnie z czystym sumieniem byście sobie żyli w zaszcanym i śmierdzącym domu/
      • ja_aska Re: nitce72 nie dawajcie zwierząt 02.11.06, 20:30
        nie oceniam ale sie dziwię kocie. osiem dni? nawet dla "domowego" kociaka to
        mało. nie zyje w zaszczanym ani zasranym domu. ale troche pracy przy czterech
        kotach mnie to kosztowało. i trochę dłużej niż tydzień. biorąc do domu te psuje
        wiedziałam na co sie porywam.
        • kotbehemot6 Re: nitce72 nie dawajcie zwierząt 02.11.06, 20:37
          swoje koty uczyłam w 1 ( słownie jeden)dzień obsługi kuwety. O ile dobrze pamiętam perypetie Nitki trwały dłużej niż 8 dni, a znam te dzieje dosyc dokładnie i kotka była 24 godziny na dobę prowadzana do kuwety, co jej ie szkodziło w momentach niebytnośći czy nieuwagi skorzystać złóżka, posłógi, tapczanu, fotelu itd... Powtórzę za nitką ,ze dorosłego dzikiego kota nie nauczy se domowych zwyczajów ......a rzucanie tego typu oskarżeń jest bardzo delikatnie mówiąc nie fair i niesprawiedliwe..zwłaszcza se nitka uratowała zycie niejednemu kotu i na kotach zna sie lepiej niż niejeden dyskutant z tego forum.

          taaa jakże łatwo wydawać wyroki znająć( nawiaem mówicć ciekawe skąd) tylko jedną wersję wydarzeń
          • ja_aska Re: nitce72 nie dawajcie zwierząt 02.11.06, 21:07
            widocznie miałas szczęście. ja moje brałam z gorszych środowisk i nie miały
            żadnych pozytywnych nawyków. może było trudniej. wiesz staram się zachowac
            umiar ale chyba brak mi cierpliwości. w miarę kulturalnie mogę stwierdzoć:
            widziały gały co brały.
            • kotbehemot6 Re: nitce72 nie dawajcie zwierząt 02.11.06, 21:20
              niekoniecznie "widziały gały..." kobieta z ogłoszenia wyraźnie mówiąćwprost kłamała i najnormalniej wświecie uwierzono jej...to ona sie powinna tłumaczyć z kłamstwa a nie nitka.

              Moje koty to piwniczne brudaski( oprócz jednego) ale przy odrobinie pomysłwości nauczenie młodego kotka nie jest problemem...ale rocznego dzikusa-niewykonalne
    • dominkadg Re: nitce72 nie dawajcie zwierząt 02.11.06, 22:53
      Przykro mi bardzo, ale Taszę znam dłużej. I jej wierzę. Szczególnie, że również
      rozmawiałam z wetem z TOZ-u.
      Kot był domowy, po śmierci kobiety nie wiadomo jak długo był na podwórku i skąd
      miał ranę na głowie.
      Żaden zdrowy kot, jeżeli jest wzięty do domu nie robi poza kuwetą. I wiem to z
      autopsji. Zajmuję się kotami od ponad 5 lat i przez moje ręce przewinęła się
      już niejedna kocia bieda. Sama mam w domu cztery.
      Kot zdrowy może robić poza kuwetą, jeżeli jest jeszcze inny kot w domu, którego
      nie toleruje albo gdy człowiek zrobi mu coś złego.
      Apeluję, żeby Ci nie dawać zwierząt bo się na nich nie znasz. A kot dziki,
      żyjący cały czas na wolności nie wchodzi ludziom na kolana. Proces ten zachodzi
      dopiero po długim okresie czasu. Wiem, bo jeden z moich kotów był dzikusem
      wziętym prosto z podwórka, gdy miał już trzy lata. I trzy lata trwało zanim
      przyszedł na kolana.
      Ale nawet najbardziej dziki kot, który był przeze mnie brany tylko na leczenie
      nigdy nie robił poza kuwetę a na 100% widział ją pierwszy raz.
      Dlatego z własnego doświadczenia, z doświadczenia Taszy, która działa na rzecz
      kotów jeszcze dłużej niż ja, napisałam ten apel.
      I podtrzymuję go.
      Bo nie bierze się zwierzaka i jak coś nie pasi to się go oddaje. Tylko stara
      się dotrzeć do sedna i rozwiązać problem.
      • kotbehemot6 Re: nitce72 nie dawajcie zwierząt 02.11.06, 23:17

        > Apeluję, żeby Ci nie dawać zwierząt bo się na nich nie znasz. A kot dziki,
        > żyjący cały czas na wolności nie wchodzi ludziom na kolana. Proces ten zachodzi- nie prawda na moim osiedlu koty zaczepiją ludzi i co bardziej zaprzyjażninym"opiekunom" pozwalaą sie pieścić
        >

        Przykro mi bardzo, ale Taszę znam dłużej. I jej wierzę. Szczególnie, że również
        >
        > rozmawiałam z wetem z TOZ-u.

        to dziwne ,ze Tasz nie zatrzymała kotki u siebie..kłamstwem było twierdzenie ,ze kotka jest młoda i tak samo że przebywała w domu- to samo z tego co wiem powiedziała wet z TOZu- ktos kłamie. Skoro a znała poprzednia właścicielkę i tak kocha koty to czemu sie nimi nie zaopiekowała tylko pozwoliła biegać po pdwórku

        eluję, żeby Ci nie dawać zwierząt bo się na nich nie znasz.
        bzdura Nitka zna kocią nature lepiej niż ktokolwiek inny

        Prponuję abyś zanim napiszesz apel skontaktowała się z osoba której on dotyczy, krzywdzić ludzi z tytułu fałszywie pojmowanej miłości do zwierząt jest chwytem poniżej pasa. Dla mnie a jest osobą która chętnie by wzięła wszystkie koty żyjące dziko w imie swoiście pojmowanej dobroci dla zwierząt...powodzenia życze tylko niech nie wprowadz w błąd innych, fałszywie licząć na to ze "jakos to będzie"kot żyjący na wolności zawsze będzie wolał wolnośc od ciepłej kanapy i da temu wyraz w taki czy inny sposób

        i powtórze już po raz ostatni, obrzucić kogoś błotem nić o sprawie nie wiedząc, bo relacja tylko jednej strony jest żadną wiedzą jest w moich oczach karygodna -pojęcia nie masz ile wysiłku włożyła nitka by kotek miał dom, nie widziałaś ani kota ani miejsca w ktroym był , nie znałaś jego natury i nie widziałaś czy mu czegokolwiek brakło do szcęścia, a ferujesz wyroki-gratuluje dobrego samopoczucia. I masz odwagę jeszce napisac publicznie że poprzedni kot zginął jakoś na jakimś podjeżdzie-wstyd, nie masz o sprawie choćby bladego pojęcia a oczerniasz osobę, której nigdy nie widziałaś i nic nie wiesz..Uśpiłam kota-teżm nie oczerń bo dokonałam straszliwej zbrodni- bardzo wygodne
        • dominkadg Re: nitce72 nie dawajcie zwierząt 02.11.06, 23:37
          Zastanawia mnie w takim razie jeden fakt - skoro Nitka jest takim znawcą
          zwierząt szczególnie kotów to w jaki sposób nie zauważyła od razu, że jest to
          dziki kot tylko potrzebowała na to aż ośmiu dni?
          Tasza dała ogłoszenie. Nikt Nitki nie przymuszał, że ma wziąć tego kota. Sama
          po niego pojechała.. Taszy nawet przy tym nie było. Sama rozmawiała z wetem.
          Osoby zajmujące się kotami od razu widzą czy kot jest dziki czy nie. Rozumiem,
          że od samego początku Nitka miała świadomość, że jest to kot dziki i powinien
          żyć na wolności. Czy dopiero po ośmiu dniach to zobaczyła.
          Rozumiem, że najlepszą obroną jest atak. Ale wpierw go przemyśl bo jedna
          wypowiedź zaprzecza drugiej.
          Znawca, któy dał sie nabrać widząc na własne oczy kota.
          Dziewczyna, która dała ogłoszenie będzie teraz skarżona, że sama kota nie
          wzięła do domu. Po pierwsze wzięła na noc jak tylko kotka wskoczyła jej na
          ręce. Nie zatrzymała jej bo sama już ma dwa i szła do szpitala. Denatki nie
          znałą. Dowiedziała się po kilku dniach, że kot był u tej babci a jej syn po jej
          śmierci wyrzucił kota z domu. Ale wtedy już kot był u Nitki.
          Ulży Ci jak napiszę, że mam świadomość, że czasami trzeba zwierzę uśpić. Że
          sama musiałam to zrobić?
          Co jeszcze napiszesz?
          • kotbehemot6 Re: nitce72 nie dawajcie zwierząt 02.11.06, 23:50
            w jaki sposób nie zauważyła od razu, że jest to
            > dziki kot tylko potrzebowała na to aż ośmiu dni?

            bo trudno dzikego kota zamkniętego w klatce poznać od udomowionego

            że od samego początku Nitka miała świadomość, że jest to kot dziki i powinien
            > żyć na wolności. Czy dopiero po ośmiu dniach to zobaczyła.

            nie miała była zapewniana prze Tasze właśnie że koteczek był kotkiem domowym


            Dziewczyna, która dała ogłoszenie będzie teraz skarżona, że sama kota nie
            > wzięła do domu. Po pierwsze wzięła na noc jak tylko kotka wskoczyła jej na


            dziewczyn a która wzięła kota by dać mu donm i została okłamana stwiana jest pod pręgieżem


            Co napisze..ponownie to samo, zanim cokolwiek powiesz zwłaszca publicznie zbadaj sprawę dokładnie , najlepiej poznając sytuacje z dwóch stron. Skrzywdziłas dobrego człowika który wiele dobrego zrobił i robi....Wymagasz od innych konsekwencji własnych czynów i a os siebie nie wymagasz tak prostej zasady,ze zanim się coś powie a tym bardziej oskarży trzeba być całkowicie pewnym...nie mogłaś byc pewna bo nic nie wiesz..... Pozdrawiam
            • ja_aska Re: nitce72 nie dawajcie zwierząt 03.11.06, 07:41
              może jestem uprzedzona bo kota oddała ale jakoś trudno mi przyjąć do wiadomości
              twoje racje kocie. mimo wszystko uważam, ze osiem dni to aż brzmi śmiesznie.
              małpe mozna nauczyć migowego a kot w końcu mądrzejszy.
              • aneczqs Re: nitce72 nie dawajcie zwierząt 03.11.06, 08:43
                tylko 8 dni, albo aż 8. Do mnie 6-tygodniowy kotek wrócił po 2 dniach, bo nie
                przyzwyczaił się do miejsca ustawienia kuwety i za głośno miałczał.
                Chyba nigdy nie zrozumiem pseudo-przyjaciół zwierząt.
                • Gość: llka Re: nitce72 nie dawajcie zwierząt IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.11.06, 11:33
                  Mój kocur spędził na ulicy kilka lat. Podchodził do ludzi, owszem, ale jednak był to dziki kot - bał się psów (moich też, bo go parę razy na ulicy pogoniły), nie widział na oczy kuwetki, nie miał własnej miski itp. Płakał jak się go głaskało po grzbiecie, bo nie wiedział co to jest głaskanie...Jak go chciałam pocałować w łepetynę, dostałam w ucho tak, że bi aniołki zagrały...
                  Nie wiem ile może mieć lat, od 4 wzwyż, pewnie...Umarłby na wielkim mrozie zeszłej zimy, zaprosiłam go, poszedł za mną chętnie. Dziś jest pieszczochem, nie wyściubia nosa za drzwi (na początku chciał zwiać przez okno), z psami sobie radzi. I przybył jeszcze jeden kot i jest to miłość niewiarygodna... :)

                  Z kuwetki nauczył się korzystać w dwa dni. Pierwsze nieszczęście przydarzyło mu się pod drzwiami, więc tam postawiłam kuwetkę, potem ją przesuwałam po pół metra w stronę łazienki...Trzeiciego dnia już stała w łazience. Trzeba czasu i cierpliwości. I, może to zabrzmi romatycznie - miłości. Nie ma stworzenia, ktore nie czuje, że się go kocha! Rozumnego stworzenia, oczywiście...Nie wiem jak węże :)
                  Jeśli kot leje gdzie popadnie, to znaczy, że ma jakiś problem. Pewnie się boi. Nie czuje się akceptowany. Ale nie jest zabawką - nie wyobrażam sobie oddać do klatki...Sorry - NIE.
                  To związek na zawsze. Tak to widzę. Śmiem twierdzić, że trochę się na tym znam.
              • Gość: anka Obrzydliwe zachowanie milosniczek kotow. IP: *.ac.tuniv.szczecin.pl 03.11.06, 13:38
                Czy czlowiek nie ma prawa oddac kota bo stwierdza ze nie da rady go
                wychowac? Ma i dobrze jesli robi to uczciwie i nie wyrzuca z auta lub z okna.
                Sama mam 3 koty, a w moim domu od zawsze byly koty i nikt nie powie ze jest
                przez to znawca.
                Bywaja koty, ktore nigdy nie beda korzystac z kuwety i koniec.Tak sie zdarza.
                Kazdy z moich kotow ma inne upodobania i przyzwyczajenia i nie moge
                powiedziec ze wszystko nawet po tylku latach jestem w stanie przewidziec.

                To nadal tylko zwierzeta i mimo ze z milosci nadajemy im wiele ludzkich cech
                one nadal kieruja sie instynktem.

                Ktos chcial pomoc, ale nie dal rady i koniec. Nie jestescie upowaznione do
                osadzania , opluwania itd. Wstyd i juz. Nie znam Nitki, nie znam Was ,ale
                sposob atakowania i prania brudow jest okropny.
            • dominkadg Re: nitce72 nie dawajcie zwierząt 03.11.06, 13:14
              Wypunktuję, żebyś zrozumiała:
              - po pierwsze nie pisałam o jakimś kocie tylko o jakimś wyjeździe (zamiast się
              emocjonować, prosiłabym o dokładne przeczytanie)
              - po drugie Tasza dała ogłoszenie, nie było jej przy adpocji kota, pisała że
              kota znalazła na podwórku
              - po drugie w jednym z wątków dotyczących adopcji Twoja koleżanka sama
              opowiadała jak to kot wskoczył jej na ręce i że w samochodzie jakoś się
              zachowywał, zresztą sama zachęcała do adopcji kotów z TOZ-u
              - błotem nie obrzuciłam, tylko zaapelowałam
              - bawisz się w adwokata wysyłając mi maile i kładąc mój apel na karb mojego
              wieku, że niby małolata jestem..niestety małolatą nie jestem, choć mąż mnie
              pocieszył, że i tak młodo wyglądam
              - mój apel jest wynikiem tego, że znam Taszę, znam wetów z TOZ-u, mam
              wieloletnie doświadczenie z dzikimi kotami
              - znawca kotów, który tak świetnie rozumie koty nie rozpoznaje kota dzikiego
              dla mnie znawcą nie jest
              - Tasza sama po kilku dniach dowiedziała się, że kot był przetrzymywany w domu
              a po śmierci właściciela został wyrzucony na ulicę
              - oskarżenia, że niby jak taka dobra to czemu poozwoliła chodzić po podwórku a
              nie wzięła go do domu są tak żałosne, że nawet ich komentować nie będę
              - nikt Nitce nie przywoził tego kota, nikt jej nie namawiał, sama go wzięła
              - jeżeli ja nic nie wiem tak samo Ty nic nie wiesz, jest 1:1; tylko że ja kotów
              jak biorę to nie oddaję, widzę czy kot nadaje się do adpocji czy nie
              - dla mnie jest ważniejsze dobro kota, któy nadal jest w TOZ-ie; który był w
              domu, został z niego wyrzucony, znalazł dom i znowu go oddano
              - co do osób tak bardzo działających, kiedy ogłaszałam że poszukuję kociarzy
              chcących działać byłaś nawet zainteresowana, szkoda tylko że jednym jedynym
              mailem. Wszyscy, którzy działąją wiedzą, że razem można lepiej pomóc zwierzętom.
              - możesz mi dalej wypisywać, że nic nie wiem..Twoje prawo..tylko, że za dużo
              sprzeczności jest w tym co piszesz
              Apel dalej podtrzymuję.
              • Gość: normalny Re: nitce72 nie dawajcie zwierząt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.06, 13:26
                przekonaliście mnie, w życiu nie wezmę do domu żadnego kota, dzięki wam
                zrozumiałem na co mogę się narazić kiedy się "nie sprawdzę " lub z innych
                powodów będę musiał zrezygnować, bo nie jestem fachowcem od kotów

                zaadoptuję świnkę morską
                • Gość: wet Re: do nitki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.11.06, 13:48
                  Gość portalu: normalny napisał(a):

                  > przekonaliście mnie, w życiu nie wezmę do domu żadnego kota, dzięki wam
                  > zrozumiałem na co mogę się narazić kiedy się "nie sprawdzę " lub z innych
                  > powodów będę musiał zrezygnować, bo nie jestem fachowcem od kotów
                  >

                  To nie bierz. Lepiej żebyś nie brał, jesli masz skrzywdzić.
                  Łatwo cię było przekonać do niebrania.

                  A to do nitki:

                  Jak mogłaś ją oddać do klatki?? Trzeba było szukać innego, cierpliwszego domu. Jak się czułaś odwożąc to stworzenie? Zmarnowałaś kota...Komu teraz zaufa?

                  Nie bierz więcej zwierząt. To nie sklep, że możesz sobie wybrać, zaadoptowany zwierzak ma różne obciążenia, różną historię. Trzeba to brać pod uwagę. Może się oswajać krócej lub dłużej, może mieć lęki, chorować. Chciałaś mieć maskotę? Ranny, zabiedzony kot potrzebuje czasu. Ty byś nie potrzebowała?
                  8 dni...zaiste już powinien siadać na kolankach, mruczeć, być śliczny, błyszczeć i kochać...dziewczyno...

                  Kotka została skrzywdzona. Tyle.

                  I nie ma tu znaczenia ilu kotom pomogłaś...Przynajmniej dla TEJ kotki nie ma to znaczenia.

                  I nie oceniam cię. Oceniam to, co ZROBIŁAŚ.

                  Jeszcze raz proszę, nie bierz więcej. Masz dziecko, czego go uczysz, że można żywe stworzenie wziąć, oddać, kupić, zrezygnować...? Taki stosunek do zwierząt może się przełożyć na stosunek do ludzi.

                  Jestem weterynarzem. Mądry człowiek przychodzi do mnie (nie konkrtenie, ale jest nas paru) i pyta. I dostaje odpowiedź. Gdybyś mnie zapytała, usłyszalabyś, że przerażonego kota nie puszcza się po calym domu, bo będzie sikał, teren obcy. Takiego kota zamyka się przez kilka dni np. w łazience, wchodzi do niego, mówi, karmi, oswaja, głaszcze, Wstawia tam kuwetę, on się uspokaja i potem poszerza mu się teren otwierając drzwi. Nie można tak z klatki na przestrzeń.

                  Ten kot JEST młody. Nie ma roku, nie gadaj głupot. Jeśli to zdjęcie, które widzieliśmy jest zdjęciem tego kota, to ma jakieś pół roku. Jesli wskoczył człowiekowi na kolana nie był zupełnie dziki i na pewno otwarty na kontakt. To udało ci się zmarnować.

                  Polecam rybki. prostsze w obsłudze.
                  • Gość: dociekliwy do wet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.06, 14:04
                    a ile kotków uspiłeś ?
                    • Gość: wet Re: do wet IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.11.06, 14:15
                      O co pytasz? O cierpiące koty z niewydolnością nerek, zatruwanym organizmem, duszące się w przebiegu chorób zakaźnych, koty w comie, krzyczące z bólu po spotkaniu z samochodem? Czy o bezpańskie? Nie biegam ze strzykawką po osiedlach. O co pytasz?
                      Uważasz, że eutanazja zwierząt jest czymś złym, jak rozumiem...

                      To może też nie bierz. Bo w razie poważnego cierpienia zafundujesz mu kaźń. Są tacy właściciele. Wzywają weterynarza do domu po 10-godzinnej agonii z wyciem z bólu przy chorym na nowotwór biedaku...Na co liczą? Nie wiem. Wiem jak trudna jest to decyzja, ale w niektórych przyapdkach jedyna. Cierpienie zwierząt nie ma mistycznego znaczenia.
                      • Gość: dociekliwy Re: do wet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.06, 14:19
                        dla mnie prezentujesz moralność Kalego, piętnujesz innych, nie chcesz widzieć
                        swoich grzechów

                        > Uważasz, że eutanazja zwierząt jest czymś złym, jak rozumiem...
                        >
                        > To może też nie bierz.

                        bez obaw, z całą pewnością nie wezmę, dlatego,ze kocham zwierzęta
                        • ja_aska Re: do wet 03.11.06, 14:21
                          prawda czasem bywa okrutna. dobry wet powie kiedy nalezy skrócić mękę. zły
                          powie, że mozna jeszcze poczekać.
                          • Gość: nitka 72 Re: do wszystkich IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.06, 15:58
                            Mam pytanie - w jaki to sposób ja zmarnowałam kota???????????????????? Watpię
                            czy te wszystkie bezdzietne stare panny miały by tyle miłości gdyby musiały
                            prać codziennie kołdrę i koc z kocich sików. Bo powtarzam to miał być DOMOwY
                            KOT! A wy postepujecie jak dobrzy akwizytorzy byle zakręcić żeby poszło i wtedy
                            macie poczucie że zrobiliście coś dobrego, tylko że czyimiś rękoma. I jeszcze
                            jedno wy chyba jesteście nienormalni jeżeli jeszcze trzymacie tego kota w
                            klatce. A przepraszam - to w imie miłości do zwierzat. Niech sobie posiedzi w
                            tej klatce jeszcze z rok napewno zrozumie że to dla jego dobra . Wypuście go na
                            wolność bo to dziki kot. Bardzo żałuję ze wogóle dałam się nabrać na to i że
                            nie wypuściłam tego kota .
                            • Gość: Gosc Re: do wszystkich IP: *.globalconnect.pl 03.11.06, 16:05
                              Jak mozesz twierdzic, ze dziki, skoro jego historia jest znana i zostala tu juz
                              kilkakrotnie opisana?
                              • Gość: nitka 72 Re: do wszystkich IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.06, 16:31
                                Skoro to taka znana historia to ją zekranizujcie może to będzie hit. Kobiety z
                                tego forum nakręcaja się jak perpetum mobile a ja rozmawiała z panią wet z tozu
                                która to potwierdziła .A tak wogóle to się ode mnie odczepcie i siądżci na
                                kogoś innego ,bo z tego to forum słynie.
                                • Gość: Gosc Re: do wszystkich IP: *.asternet.pl 03.11.06, 17:40
                                  Ten film to dobry pomysł, pod warunkiem, że zgodzisz się w nim zagrać. Aha, i
                                  wypowiadaja się tu nie tylko kobiety, a najbardziej miarodajną wypowiedzią jest
                                  wypowiedź weta.
                            • Gość: xx Re: do wszystkich IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.11.06, 01:08
                              Gość portalu: nitka 72 napisał(a):

                              > Mam pytanie - w jaki to sposób ja zmarnowałam kota???????????????????? Watpię
                              > czy te wszystkie bezdzietne stare panny miały by tyle miłości gdyby musiały
                              > prać codziennie kołdrę i koc z kocich sików.

                              Osobiście nie jestem bezdzietną starą panną. Mam trójkę dzieci. I zwierzaki. Codziennie prałam koce, kołdry, dywany, kiedy przygarnęłam ciężko chorego psa. Ale miał szanse i dziś jest zdrowym, pięknym psem.

                              Zgadzam się z weterynarzem, to czego właśnie nauczyłaś swoje dziecko - wróci.
                              Oddałaś zabawkę do sklepu, bo była wybrakowana i nie działała jak trzeba.
                              Sama chciałaś kota, bo była jakaś strata, o ile pamiętam i kot miał być. Ale, jak widać, szukałaś TOWARU nie żywego stworzenia.

                              To też do ciebie wróci. A jak ci zacznie być gorzej - przypomnij sobie tę kotkę z dziurą w główce.
                        • Gość: :)) Re: do wet IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.11.06, 00:58
                          Gość portalu: dociekliwy napisał(a):

                          > dla mnie prezentujesz moralność Kalego, piętnujesz innych, nie chcesz widzieć
                          > swoich grzechów

                          Tak jakiś pacan napisał do lekarza weterynarii...Bo weterynarz usypia zwierzęta...Ludzie! A co ma robić? Wysłać zwierzaka na radioterapię?! Udawać, że nie widzi cierpienia, pleść o nadziei, czy ciągnąć kasę od właściciela?

                          Skąd się biorą takie przygłupy?

              • Gość: Tasza Re: nitce72 nie dawajcie zwierząt IP: *.chello.pl 03.11.06, 18:34
                Poniekąd ja jestem sprawczynią całego zamieszania dlatego pozwolę sobie
                przedstawić własną i tym samym pewnie najbliższą prawdzie wersję zdarzeń a
                chciałabym zacząć od momentu, gdy kicia trafiła już do Nitki72 ponieważ to, co
                było "przed" opisałam w forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?

                Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że nie jestem fanatycznym poszukiwaczem
                potrzebującym pomocy zwierząt ani też nie działam w imieniu żadnej organizacji.
                To, że zdarzyło mi się nie pozostawać obojętnym w sytuacjach wobec których inni
                najczęściej obojętni pozostają pozwoliło mi poznać osoby, które zawodowo
                i prywatnie działają pod szyldem Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami -
                w "podbramkowych" okolicznościach zawsze można na nich liczyć.

                Również to, że więcej niż kilka razy udało mi się "pomóc", gdy była taka
                potrzeba jest wyrazem zwykłej empatii - nie wyobrażam sobie, by można było
                zareagować inaczej.

                Tak było i tym razem.

                Następnego dnia po tym jak znalazłam małą postanowiłam rozwiesić w okolicy
                ogłoszenia o poszukiwaniu właściciela kotki (wiszą do tej pory - róg Parkowa/
                E. Plater), gdyż sądząc po okazywanej przez Nią ufności byłam pewna, że komuś
                się zagubiła. Dopiero po jakimś tygodniu, wtedy kocia była już u Nitki odezwała
                się kobieta z cenną informacją, bym zaprzestała poszukiwań - właściciel, jej
                sąsiadka, od dwóch tygodni nie żyje a jej syn w ramach przygotowań mieszkania
                do sprzedaży dwie kotki wypuścił "na wolność". Starszą - kilkuletnią, która nie
                potrafiła na tej "wolności" się odnaleźć i siedziała na klatce schodowej,
                zawiozła do schroniska natomiast mała - o której wypowiadała się "kocię" -
                zniknęła. Choć w tym czasie byłam w kontakcie telefonicznym z nitką (- na
                dolegliwości kuwetowe sugerowałam zamknięcie w łazience lub innym
                pomieszczeniu - następnego dnia usłyszałam, że kot biega po ogrodzie!!!?)nie
                zdążyłam poinformować jej o tym, gdyż ... pojechałam rodzić - 26.10.06
                powitałam moją córeczkę.

                I tym samym do kotbehemot6:


                >Pani ,która dała anans na
                forum,że otejk był kotkiem domowym i ma pól roku, delikatnie mówiąć mijała sie
                z prawdą<.

                >kobieta z ogłoszenia wyraźnie mówiąćwprost kłamała i najnormalniej wświecie
                uwierzono
                jej...to ona sie powinna tłumaczyć z kłamstwa a nie nitka<

                Wierz mi, nie zdecydowałabym się w 39 miesiącu ciąży targać dzikiego kota na V
                piętro, a dodam, że mieszkam bez windy. Wzięłam ją tego wieczoru do domu, gdyż
                sytuacja był po prostu DRAMATYCZNA!!! Kocina miała bardzo paskudną ranę na
                głowie (ewidentnie pies) i rozpacz w oczach. Gdybyście mogli zobaczyć jej
                wdzięczność i poczucie ulgi po tym jak niosłam ją na rękach do domu.

                Dla takich chwil naprawdę wartu TO ROBIĆ.

                Natomiast jeśli chodzi o:

                kotbehemot:
                >to dziwne ,ze Tasz nie zatrzymała kotki u siebie..kłamstwem było
                twierdzenie ,ze kotka jest młoda i tak samo że przebywała w
                domu- to samo z tego co wiem powiedziała wet z TOZu- ktos kłamie. Skoro a znała
                poprzednia właścicielkę i tak kocha koty to czemu sie nimi nie zaopiekowała
                tylko pozwoliła biegać po pdwórku<

                Mam już dwie kotki, poza tym w kontekście mojej sytuacji tym bardziej nie
                jestem zwolniona od kierowania się zdrowym rozsądkiem.


                O decyzji Nitki dowiedziałam się dopiero wczoraj, bo też dopiero wczoraj
                wyszłam ze szpita. Przykro mi, gdyż zapewniała, że o nic nie powinnam się
                martwić, że DA JEJ SZANSĘ.

                Z drugiej strony jednak myślę, że może to i lepiej, bo nie każdy kot pasuje do
                każdego człowieka i na odwrót. Szkoda tylko, że towarzyszyły temu takie
                okoliczności i że skazała małą na dalszą niepewność i poszukiwania.

                W czasie gdy dawałam anons tutaj podobne ogłoszenie ukazało się na dwóch
                berlińskich kocich stronach (dominikadg zadeklarowała chęć zawiezienia jej do
                Niemiec) , i tam również odzew był szybki: zgłosiło pięć osób chętnych do
                adopcji. Nitka była bliżej.

                Teraz nie ukrywam, że BARDZO liczę na to, że przygarnię Ją Ktoś, kto na nią
                zasługuje.

                P.S. Dziękuję Dominice za "przejęcie" sprawy oraz wetowi za trafne
                skomentowanie sytuacji.









                • kakq Tasza 03.11.06, 18:54
                  wielkie gratki :)
                  masz wielkie serducho
                  pzdr
                • Gość: Tasza Re: nitce72 nie dawajcie zwierząt IP: *.chello.pl 29.11.06, 18:20
                  Po ponad trzech tygodniach powracam do tematu ponieważ mam dobrą wiadomość.

                  Od tygodnia kotka mieszka wraz z moimi rodzicami i ich psem. Jak na "dzikiego"
                  kota ma zdumiewające maniery; moja mama mimo, że nigdy nie była miłośniczką
                  kotów jest nią oczarowana. Ponieważ rodzice mają sporej wielkości dom z ogrodem
                  (sytuacja jakby analogiczna do warunków nitki) zastosowali się się do sugestii
                  zrobienia jej kwarantanny w łazience i choć była to zaledwie doba (postanowili
                  zaryzykować)małej nie zdarzyło się załatwić gdzie indziej jak TYLKO W KUWECIE. I
                  nawet fakt, że została pogryziona przez psa nie zniechęca jej do bardzo
                  przyjacielskich układów z psiakiem rodziców. Ogólnie jest tak jak pisałam od
                  samego początku: TO WYJĄTKOWA KOTA, mimo nienajlepszych doświadczeń jest
                  wyjątkowo ufna w stosunku do wszystkich, rozrabia na całego - co z racji jej
                  wieku jest zupełnie zrozumiałe i mam nadzieję, że nie spotka ją juz nic złego
                  ani ze strony ludzi jak i zwierząt.



                  Pozdrawiam

                  • ja_aska tasza 29.11.06, 19:34
                    serdecznie pozdrawiam:-)
                  • rudolfrudy Re: nitce72 nie dawajcie zwierząt 29.11.06, 20:17
                    Rowniez serdecznie pozdrawiam! Ciesze sie, ze tak to sie skonczylo.
                    • Gość: albert_c Re: nitce72 nie dawajcie zwierząt IP: 83.168.96.* 30.11.06, 00:44
                      super ze sie tak potoczylo, jednak niemniej przemyslenie i pytanie czy nitka tez
                      by po 8 dniach oddala dziecko 'bo robi'...

                      przeciez to jest chore rezygnowac z kociaka po 8 dniach, jak napisala Aska, a ja
                      dodam moja ulubienica szara Beastie jeszcze dzis po ponad 3 latach wpolnego
                      zapoznawania sie, zdaza sie ze jak sie na mnie wqurQ%$#* to mi nie zrobi do kuwety.
                      i co?

                      i super, staram sie po kazdym takim razie poprawic siebie, nie ją!

                      ;-)

                      pozdrowienia dla kociarzy

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka