sid15
21.02.07, 11:13
Ordynator oddziału kardiochirurgii szpitala MSWiA w Warszawie Mirosław G.,
pacjenta wyceniał jak towar. Gdy trafiał na majętną rodzinę, wyciskał z niej
nawet 70 tys. zł. Nie gardził jednak pieniędzmi także od mniej zamożnych.
Brał od nich nawet kilkaset złotych - pisze "Fakt".
Już 50 osób złożyło zeznania w sprawie afery korupcyjnej. Byli pacjenci oraz
ich rodziny opowiedzieli śledczym o łapówkach, jakie przyjmował doktor
Mirosław G. Kolejne napływające do Centralnego Biura Antykorupcyjnego sygnały
są sprawdzane. Z zeznań świadków wyłania się przerażający obraz działalności
ordynatora. Lekarz wyceniał pacjentów niczym sprawny handlowiec -
informuje "Fakt".
REKLAMA Czytaj dalej
Dokładnie wybierał sobie ludzi, od których brał łapówki. Zawsze spotykał się
z rodziną chorych. Inni lekarze nie mieli do tego prawa. G. szczegółowo
wypytywał rodziny o dochody, mówił, że operacja będzie skomplikowana.
Sugerował od razu, iż np. za jej przyspieszenie czy konieczne badania trzeba
będzie zapłacić - opowiada "Faktowi" osoba związana ze śledztwem. Potem
następowała kolejna rozmowa.
Wówczas już - w zależności od sytuacji materialnej - żądał łapówki. Cennik
doktora nie był sztywny. Za przeszczep serca brał od 1,5 tys. zł do nawet 70
tys. zł. Gdy miał bogatego pacjenta, bez skrupułów wyciskał go jak cytrynę -
mówi "Faktowi" jeden ze śledczych.
Doktor podejmował się operacji bardzo ciężkich przypadków. Niestety, wielu
jego pacjentów umierało. Dlatego prokuratorzy badają, czy kardiochirurg kładł
pacjenta w beznadziejnym stanie na stół operacyjny, wiedząc, że ten nie
przeżyje. Dlaczego miałby to robić? Bo za każdą wykonaną operację płacono mu
dodatkowo.
Prowadzący śledztwo przyznają, że najprawdopodobniej doktor G. usłyszy nowe
zarzuty. Poza zabójstwem i wielokrotnym łapownictwem może być oskarżony o to,
że domagał się seksu za operację czy opiekę nad pacjentem. O tym "Fakt" pisał
jako pierwszy. (PAP)