Gość: rzeźnik
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
27.06.07, 16:24
Reklamówka PO kłamie! Najsłynniejszy ostatnio polski lekarz Michał Mularczyk
wcale nie zarabia 1840 złotych, tylko ponad dwa razy więcej - ustaliła „Gazeta
Polska”. Jak sprawdziliśmy, doktor pracuje zarówno w szpitalach, jak i
prywatnych gabinetach. „W sumie miesięcznie zarabiam około 4 tysięcy złotych”
- stwierdził w końcu w rozmowie z nami.
„Oszukali” - głosi czerwony napis na tle przemawiającego premiera Kaczyńskiego
w reklamówce PO. Agresywny spot porównuje płace menedżerów w spółkach Skarbu
Państwa z pensją lekarza i nauczyciela. „Lekarz, po trzynastu latach pracy, ma
1840” - mówi lektor. W tle widać, o którego lekarza chodzi. Uwiarygodnia to
podpis „Michał Mularczyk”, wraz z wysokością pensji.
Tymczasem, jak ustaliła „GP”, to Platforma mija się w swej reklamówce z prawdą.
Mularczyk: zarabiam około 4 tysięcy
Odnaleźliśmy doktora Mularczyka i ustaliliśmy, że pracuje on zarówno w
publicznych szpitalach, jak i prywatnych gabinetach. W Warszawie lekarz ma
gabinet internistyczny przy ul. Bruna 26. Tam poinformowano nas, że doktora
nie ma, ale możemy skontaktować się z nim w Centrum Kardiologii Anin, gdzie
także przyjmuje pacjentów. To kolejna prywatna klinika. Z kolei w piśmie
„Puls”, miesięczniku Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie z października
2005, znaleźliśmy informację, że doktor dyżurował wówczas w dwóch szpitalach:
Grochowskim i Międzyleskim Szpitalu Specjalistycznym.
Skontaktowaliśmy się z doktorem Mularczykiem i zapytaliśmy, jak to możliwe, by
pracując w kilku miejscach, zarabiał tak niewiele. „1840 złotych zarabiałem w
szpitalu na pełnym etacie, w tej chwili pracując w nim na pół etatu mam około
920 złotych. W drugim szpitalu dyżuruję, pracuję w prywatnych gabinetach. W
sumie miesięcznie zarabiam około 4 tysięcy złotych” - wyjaśnił doktor.
W ostatnich latach doszły do tego także tantiemy za książki. Mularczyk jest
autorem i współautorem popularnych książek o odchudzaniu: „Dieta bez
wyrzeczeń” oraz „Dietetyka według Mularczyka”. Reklamuje się też na dwóch
domenach internetowych www.mularczyk.pl oraz www.dieta.org.pl. „Od kiedy
pamiętam, zawsze byłem grubasem” - czytamy zachętę do odchudzania na jednej z
nich.
Bielan: to przykra manipulacja
Nie są to wysokie zarobki jak na lekarza specjalistę. Sytuacja służby zdrowia
rzeczywiście jest ciężka.
Nie zmienia to jednak faktu, że autorzy reklamówki PO wprowadzili widzów w
błąd. Aż dwukrotnie zaniżyli płacę lekarza, co zaostrzyć miało pożądany przez
nich efekt - przedstawienie PiS w negatywnym świetle. I zaostrzyło w bardzo
poważnym stopniu - bo płaca 4 tysiące nie byłaby dla zwykłego obywatela
szokująco niska.
Grzegorz Schetyna, sekretarz generalny PO, którego spytaliśmy o doktora
Mularczyka, nie był chętny do rozmowy. „Nie mogę teraz mówić, proszę zadzwonić
jutro” - powiedział.
Adam Bielan, rzecznik prasowy PiS, skomentował: „To przykre, że PO,
wykorzystując trudną sytuację służby zdrowia, dopuściła się takiej manipulacji.”
Dr Mularczyk nie jest członkiem żadnej partii politycznej. „Zgodziłem się
pokazać twarz razem z moimi zarobkami, gdyż uważam, że Polacy powinni
wiedzieć, kto i za ile pieniędzy ich leczy. Wielu kolegów bało się to zrobić
ze względu na liczne aresztowania lekarzy” - powiedział nam.
Odpowiedzialna praca doktora
Jak stwierdził w rozmowie z nami doktor Mularczyk, na swoje dochody ciężko
pracuje: „Trzeba pokazać, jakim nakładem pracy. Miesięcznie pracuję około 380
godzin, co oznacza, że zarabiam około 10,50 na godzinę. Niedawno potrzebowałem
wynająć sprzątaczkę, zaproponowano mi, że mam jej płacić 15 złotych za
godzinę... Jak można porównywać te dwa zawody?!”
Podkreślił też, jak trudne zabiegi wykonuje: „Zajmuję się obrazowaniem i
naprawianiem tętnic wieńcowych (wkładanie różnych narzędzi do serca); robię
koronografie i plastyki wieńcowe. Mój ewentualny błąd może kosztować życie lub
utratę zdrowia pacjenta. To jest oczywiste, że płaca powinna być zależna od
odpowiedzialności, jaka na mnie ciąży.”
Zwrócił nam też uwagę na inne nieprawidłowości w służbie zdrowia: „Lekarz to
jedyny zawód, w którym wolno (i często trzeba) pracować dłużej niż 12 godzin.
Często bywa tak, że po 24 godzinach pracy (dyżur) muszę pracować dalej. To
jest horror, w ten sposób, ze zmęczenia, mogę zabić człowieka. Chyba nie
chciałby pan, żebym pana operował w trzydziestej godzinie pracy?”
Podkreślił też: „Za podobny czas pracy moi znajomi menedżerowie zarabiają
20–30 tysięcy złotych miesięcznie.”
Piotr Lisiewicz
27.06.2007 | W prasie | Partia | źródło: Gazeta Polska
www.pis.org.pl/article.php?id=8316