cpt_stowarzyszenie
06.01.08, 14:09
Z wielkim smutkiem dowiedziałem się, że zmarła
Halina Gaińska
Bedziemy o Tobie pamiętać!
Konstanty Ildefons Gałczyński
Spotkanie z matką
Ona mi pierwsza pokazała księżyc
i pierwszy śnieg na świerkach,
i pierwszy deszcz.
Byłem wtedy mały jak muszelka,
A czarna suknia matki szumiała jak Morze Czarne.
z cyklu: MATKI SOLIDARNOŚCI
Halina Gaińska (l.76)
Sierpień '80 zastał ją na wakacjach, ale jej syn pracował w stoczni,
więc przychodziła tam, żeby go moralnie wspierać.
26 sierpnia w I Liceum Ogólnokształcącym, gdzie pracowała, zaczęła
się rada pedagogiczna. Część nauczycieli zdecydowała się poprzeć
zryw robotników i utworzyć związek zawodowy. Przygotowali postulaty.
Żądali m.in. odpolitycznienia szkół i uczelni, zniesienia
przymusowej matury z języka rosyjskiego, reformy programu nauczania
historii i języka polskiego. Domagali się utworzenia niezależnych
związków zawodowych. Została przewodniczącą Solidarności
nauczycielskiej. Potem – delegatem na zjazd regionu i I zjazd
krajowy Solidarności.
– Za pomocą jednego telefonu i jednej maszyny potrafiliśmy
zorganizować strajk nauczycieli w całym województwie. To było coś
wspaniałego. – wspomina początki Solidarności. – To byli ludzie
oddani sprawie, bezinteresowni.
Po ogłoszeniu stanu wojennego, gdzieś między godziną piątą a szóstą
rano, na wycieraczce przed drzwiami mieszkania znalazła skrawek
kartki z informacją, że zarząd regionu otoczony. Jurczyk i Wałęsa
aresztowani. Wszyscy mają udać się do stoczni. Spakowała swoje
rzeczy i poszła do stoczni.
– Był poranek zimowy, dozorcy odgarniali śnieg, od czasu do czasu
przejechała nyska milicyjna, ale był spokój. Miasto spało – wspomina
W stoczni dostała zadanie, żeby zorientować się co się dzieje na
mieście i powiadomić działaczy, którzy nie zostali aresztowani, żeby
przyszli do stoczni. Chodziła po mieście, od domu do domu.
– Pojechałam też do Oli Fenrych zorientować się czego potrzebuje, bo
jej mąż już był aresztowany – opowiada. – Wróciłam do stoczni w
nocy. To był mój pierwszy dzień stanu wojennego. Noc spędziłam na
krzesłach.
Kolejnej nocy zaczęła się pacyfikacja stoczni. Pojawiły się czołgi
i suki milicyjne. ZOMO i cywilni pracownicy SB wtargnęli do
świetlicy.
– Odbierano nam dowody osobiste. Jednych puszczano do domów, innych
do suki. To wszystko odbywało się wśród krzyków robotników w naszej
obronie. Gdybyśmy wtedy poprosili ich o pomoc, na pewno doszłoby do
przelewu krwi – wspomina.
Tekst: Kinga Konieczny/Gazeta Wyborcza
z wystawy MATKI SOLIDARNOŚCI