Gość: Fan
IP: *.torun.sdi.tpnet.pl
17.08.01, 16:47
Dużo jeżdżę po Polsce, rozmawiam z ludźmi z różnych zakątków kraju i muszę Wam
powiedzieć, że kiedy gadka idzie na luzie, nie wszyscy mogą zrozumieć, o co mi
chodzi, kiedy mówię "jo", "toć". Poza Toruniem staram się więc nie używać tych
słów, ale nie zawsze się to udaje. Kiedy już tak powiem, ludzie patrzą się na
mnie jak na ufo. Kiedyś też miałem taką historię, że jak wracałem z kumplami z
gór, zatrzymaliśmy się gdzieś w barze pod Piotrkowem, a jedna z obecnych tam
laskek mówi do nas - wy jesteście z Torunia. Trochę nas zdziwiła, ale za chwile
wytłumaczyła nam, po czym poznała. Pamiętam, że kumple z wojska też na początku
nie bardzo wiedzieli o co chodzi piernikom, ale potem już sami używali tych
zwrotów. Czy ktoś wie, skąd "jo" i "toć" wzięło się w toruńskiej mowie? Możnaby
tłumaczyć, że to pierwsze jest zniekształceniem niemieckiego "tak", ale czy
napewno? Toć musi być przecież jakieś wytłumaczenie, nie?:)