jaktheparrot
15.11.06, 00:07
W zeszlym tygodniu mialem watpliwą przyjemność siedzieć w bliskim
sąsiedztwie pana, który natychmiast po starcie postanowił zdjąć buty i
wystawić opatulone w wełniane skarpetki stopy w stronę przejścia, muskając
nimi stewardessy. Niezwlocznie uraczył się też piwem, bo przeciez było już
grubo po jedenastej rano.
Rozumiem zmęczenie stóp, ale ten lot trwał tylko trochę ponad półtorej
godziny.
Wstyd wam czasem za współpasażerów?
pzdr
Jak