kleki-petra
15.05.06, 10:36
Ja nie wiem czy teraz wyjechanie na wyspy jest tak wspaniałomyślną sprawą. Co
ja tu patrze po ofertach pracy to wszędzie prawie 5,5 f/h i to wcale nie za
małpią robotę bo przykładowo opieka nad osobami starszymi czy przyżądzanie
pasz dla zwierząt na gospodarstwie to nie są "psie fuchy", ale całkiem
poważna sprawa. A przecież nie dostaje się 5,5 funciaka do łapy, ale tą kwote
po odjęciu podatku 22% oraz składek na ubezpieczenie i zostaje marne... 3,5
funta? Licząc że tydzień pracy to max 45 h daje to w sumie 157,5 funta
tygodniowo. I teraz się zaczyna - odliczając mieszkanie, żarcie i maxymalnie
ograniczone "dodatki" typu leki czy fryzjer, zostaje dokładnie... 7,5 funta
na tydz!
Przemnażając odpowiednio wychodzi mi dokładnie 2000 zł OSZCZĘDZONEJ kaski na
rok! To po to tam ludzie wyjeżdżają? Po 2000 zł :D ? Aaa jeszcze potem trzeba
tu po powrocie zapłacić od tego podatek... policzcie sobie jeszcze bilety i
prowiant to zostaje Wam ZERO, albo jeszcze gorzej. Nic z tego nie rozumiem.
Więc co trzeba by robić żeby oszczędzić większe pieniądze? Sprzedawać fajki
przesyłane przez rodzinę z Polski? A może zatrudnić się na czarno?
Z drugiej strony nie rozumiem tego, że skoro z obliczeń mniej czy bardziej
dokładnych wychodzi mi taka lipa, to czemu wszyscy tam siedzą? Koledzy
powracali, chwalili się że przez rok oszczędzili po 60 tysiaków... niby skąd?
To albo ściema, bo im wstyd że nic nie mają, albo musieli tam naprawde
pojechać jak na mydle...