Gość: ii
IP: *.jetstream.xtra.co.nz
01.07.06, 11:21
Dużą ilość wątków na tym forum stanowią kłótnie przechodzące w pyskówki.
Pozostający w kraju wytykają emigrantom, że jest im źle, więc mają nie udawać,
że jest im dobrze, a emigranci malują czarny obraz Polski sugerując głupotę
tym, którzy jeszcze nie wyjechali. Nie mówię oczywiście o wszystkich
uczestnikach forum, tylko o tych uczestniczących w tych pyskówkach.
Trudno mi Was, obie strony, zrozumieć.
Do pozostających w Polsce: wyjazdy zmniejszają konkurencję na rynku pracy i GW
napisała już kilka ciekawych artykułów o skutkach tego - są to skutki raczej
korzystne dla tych, którzy zostali w kraju. Wdzięczność za "usunięcie się z
drogi" byłaby w tej sytuacji bardziej zrozumiała niż agresja.
Do emigrantów: wiem, że wyjazd, nawet do lepszych warunków materialnych, bywa
bolesny ze względu na konieczność zmierzenia się z barierami kulturowymi i
tęsknotą za znanym otoczeniem i jeśli się ten wyjazd odczuwa jako wymuszony,
pozostaje żal do Polski, że nie dała takich szans i pragnienie, żeby teraz
Polsce było źle i żeby odczuła boleśnie tę "stratę", jaką jest Wasz wyjazd.
Jednak bez sensu jest agresja wobec Polski jako całości. Udział większości
Polaków w tworzeniu polskiej rzeczywistości jest nikły (często, fakt, na
własne życzenie).
Myślę, że obie strony żywią wobec siebie zawiść. Pozostający zawiść o
pieniądze, jakie zarabiają emigranci - pieniądze trudne do zarobienia tak samo
łatwo i w takiej samej ilości, gdy się pozostaje w Polsce. Emigranci - zawiść
o brak kłopotów, jakie ma emigrant: rozłąki z rodziną, barier językowych i
kulturowych, zaczynania od zera itp. To uczucia, które można zrozumieć, ale
czy trzeba się gryźć? Czy nie możemy jedni drugim powiedzieć: podziwiamy waszą
odwagę i współczujemy (szczerze, nie z pełną wyższości złośliwością) wam w
przeżywanych trudnościach, życząc wam poradzenia sobie z nimi i pokazania
światu, co (w sensie pozytywnym) potrafi Polak; podziwiamy waszą decyzję
pozostania, życzymy poradzenia sobie w walce z negatywnymi aspektami polskiej
rzeczywistości i współczujemy (też szczerze), gdy się skarżycie na problemy z
pracą, płacą i urzędnikami, kibicując wam w walce o zmiany na lepsze?
Z tego wszystkiego, co dotyczy obecnej emigracji, najsmutniejsze dla mnie są
te kłótnie (pojawiające się nie tylko tutaj), a nie sam fakt rozmiarów
emigracji czy jej istnienia.
Naiwnie apeluję o pokój, albo przynajmniej o przedyskutowanie tematu w
spokojniejszej atmosferze.
Jeśli mój status emigrancki ma jakieś znaczenie, to: wyjechałam, wracać przez
najbliższe lata nie zamierzam, kierunek nietypowy, ale też byłe imperium
brytyjskie (NZ).