pan_niemota
03.07.06, 07:13
tak sobie pomyślałem że dorzuce swój grosik do dyskusji o jednym z
największych pracodawców na wyspach zjednoczonego królestwa
primo - moje zamiary.
Będąc jeszcze w Polsce szukałem sposobu żeby nie mając kasy w kieszeni móc się
spakować, wylecieć na wyspy i legalnie pracować. To się z Tesco udało,
mieszkam 5 min na piechotę od sklepu, 10 min od stacji kolejowej, 2 min od
autobusu.
Wyjechałem pożyczając kasę na samolot (pięć stówek) plus grosik w kieszeni,
który zresztą mam do dziś. Po tygodniu miałem rower, po drugim komputer, w
trzecim wysłałem kase do Polski .... Mam co jeść, gdzie spać, wszystkie
formalności związane z legalnością pracy (NIN, HO itp) załatwione do dwóch
miesięcy (w końcu trzeba wysłac pocztą, przelać pieniążki, gdzieś tam
dojechać, dogadac się przez telefon itd), mam telefon stacjonarny i internet w
domu, kolega sobie kupił dodatkową lodówkę (bo ta co dostaliśmy pękała w
szwach) itd itp. Po prostu od pierwszej chwili da się tu spokojnie żyć
secundo - moje nastawienie do zycia
Nigdy sie nie wstydziłem tego co robię. dlatego nie ma sensu "ukrywać" że
zap... fizycznie i do tego w hipku. Przyjechałem tu z nastawieniem ze tesco to
odskocznia, i tego zamiaru się trzymam (a jestem tu póki co czwarty miesiąc).
Szukam, w kilku miejscach już byłem ale robotę za wyżej niż minimalna krajowa
już mam, minimum dla mnie na dziś to robota w dzień dająca bez "owertajmów" tę
samą kasę.
tertio - sama praca
Na pewno nie jest rozwijająca, w końcu co może być rozwijającego w tym żeby
wziąć opakowanie z dużą ilościa produktów, otworzyć je i poukładac na półce
albo też wystawić klatkę z samochodu, ustawić na odpowiednie miejsce i
przeładować na inna klatkę. Po prostu fizyczna praca.
Oczywiście organizacja pracy. Ja przyjechałem do sklepu, w którym nasi
krajanie już pracowali. Pierwsze dwa dni i zap... jak inni nasi. I to ciagłe
narzekanie, że angole to mogą wolniej a nikt im nie zwróci uwagi, a my musimy
i wogóle i w szczególe... Po dwóch tygodniach dostałem swoja alejkę że mam ją
robić sam. Oj, jak ktoś mi podkręca srubkę to ja ją odkręcam dwa razy
szybciej. W trzecim tygodniu już miałem poważną rozmowę na temat czasu mojej
pracy. Ja - co jest nie tak Odp - za pozno konczysz, ja - ok, mowisz o
rezultacie, ale powiedz mi w ktorym momencie popelniam blad, w koncu jestem na
swoim miejscu, caly czas pracuje i sie nie obijam (a tak naprawde to po prostu
metoda strajku wloskiego) itd itp. W kazdym badz razie jak mam dużą dostawe,
to zawsze mam pomoc, managerowie wiedzą że jak dostanę nieposortowane wózki to
się na pewno nie wyrobię. Tyle mam satysfakcji, że znalazłem swój sposób na
przerobienie managerów którzy chcą podkręcać śróbki nie dając w zamian nic
ekstra, czyli nie ma znaczenia, czy robisz lepiej czy gorzej, szybciej czy
wolniej, po protu robota musi być wykonana. Moja metoda na angoli - robić
dokładnie to co oni. Uśmiech, wszystko mam w d... i robić tyle zeby sie nie
czepiali.
Poza tym dla angoli w pewien sposób następuje moda na Polskę i polaków. W
końcu jest nas tutaj na prawdę sporo. Dlatego też sporo z nich np. lubi sie
uczyć różnych mniej lub bardziej cenzuralnych słów w naszym języku. Kolejna
kupa śmiechu, jak rozmawiamy po polsku, dziewczyna obok "in English, please" a
odpowiedź pada "of course, but you must learn Polish language, wtedy się z
nami dogadasz". My w śmiech, ona "what did you said?" i po kolejnej operacji
tłumaczenia śmieje się z nami.
Zresztą język. Raz, poza jakimiś słownikami czy podręcznikami wiadomo że
podstawą jest rozmowa. Nawet o pierdułach typu futbol, sposób dojazdu,
spędzanie wolnego czasu itd. Taki mały przykład - dla nas wymowa "polisz"
kojarzy się z nazwą naszego języka. Ale właśnie przy "wykładaniu chemii w
hipermarkecie" dowiedziałem się o różnicy między "polisz" a "poulisz".
zainteresowanych odsyłam do słownika. W każdym bądź razie na początku żeby
zrozumieć o czym gadają między sobą przez kilka dni musiałem słuchac radia i
dopiero wtedy już spokojnie dało mi się gadać. Te pierwsze wskazania do
miejsca pracy "bejkn", "kolsloł". Bądź tu człowieku mądry i pisz wiersze o co
im chodzi :)
no dobra, odbiegłem od tematu tesco (czyżby?)
praca jest ok, podstawa jak się czegoś nie wie to umieć sie zapytać żeby
dostać jak najprecyzyjniejszą odpowiedź. Nie dać sobie wejść na głowę, bo bo
będą po niej jeździć. Robić swoje i - co dla niejtórych jest na prawdę sztuką
- obserwować jak robia inni, a nie dawać z siebie wszystko za nic (nic więcej,
ofkors). Uważam, że jeżeli nie będziemy tego pilnowac to bardzo szybko dojdzie
do sytuacji jak w polsce, czyli do wykorzystywania pracownika w imię
polepszania efektywnosci pracy managera.
Ciekawi mnie, jakie wy macie odczucia no i rady dla pozostałych uczestników
akcji przerzucania sił roboczych "z ziemi polskiej do obcej".
Enjoy