Smierć a Bóg?

21.09.10, 20:55
dlaczego Bóg zabral mi najwazniejszą osobę w moim zyciu tak nagle? czy to bylo za karę? tak bardzo ufalam Bogu, a teraz czuje ze wcale go nie ma... czyje sie po prostu oszukana przez Boga...
    • kolter-xxl Re: Smierć a Bóg? 21.09.10, 21:12
      gosia-ab90 napisała:

      > dlaczego Bóg zabral mi najwazniejszą osobę w moim zyciu tak nagle? czy to bylo
      > za karę? tak bardzo ufalam Bogu, a teraz czuje ze wcale go nie ma... czyje sie
      > po prostu oszukana przez Boga...

      Odrzuć wiarę w gusła , mitycznego boga a będzie ci lżej.
    • feel_good_inc Re: Smierć a Bóg? 22.09.10, 08:34
      gosia-ab90 napisała:
      > dlaczego Bóg zabral mi najwazniejszą osobę w moim zyciu tak nagle? czy to bylo
      > za karę? tak bardzo ufalam Bogu, a teraz czuje ze wcale go nie ma... czyje sie
      > po prostu oszukana przez Boga...

      Ale o co ci chodzi? Przecież śmierć to najlepsze, co się może w życiu wiercy zdarzyć. Zabrał ją/jego ekspresową windą do nieba, a ty jeszcze narzekasz?
      Czy ty na pewno w te żydowskie bajki o Jezusie i zmartwychwstaniu wierzysz?
      • renebenay Wiara w boga to efekt zaklocen w mozgu 22.09.10, 09:26
        jw
    • piwi77 Re: Smierć a Bóg? 22.09.10, 10:50
      gosia-ab90 napisała:

      > dlaczego Bóg zabral mi najwazniejszą osobę w moim zyciu tak nagle? czy to bylo
      > za karę? tak bardzo ufalam Bogu, a teraz czuje ze wcale go nie ma... czyje sie
      > po prostu oszukana przez Boga...

      Mogło to się zdarzyć zarówno za karę jak i w nagrodę. W religii każda interpretacja jest możliwa, zależy ona od tego, z której strony na daną sprawę spojrzeć.
    • wayout Re: Smierć a Bóg? 22.09.10, 18:08
      gosia-ab90 napisała:

      > dlaczego Bóg zabral mi najwazniejszą osobę w moim zyciu tak nagle? czy to bylo
      > za karę? tak bardzo ufalam Bogu, a teraz czuje ze wcale go nie ma... czyje sie
      > po prostu oszukana przez Boga...

      Śmierć jest cały czas wokół, ludzie umierają co chwila, a jednak wierzyłaś w Boga. Czemu nie obchodziło Cię to wcześniej? Dlaczego wcześniej nie pytałaś się o to, że ludzie wokół cierpią śmierć, choroby, wojny , kataklizmy, tylko wierzyłaś w Boga bez zastrzeżeń? Czemu mnie pytałaś się: dlaczego istnieje cierpienie, jeśli jest Bóg?

      To jest właśnie znak odwrócenia się od Boga, życie dla samego siebie, dla swoich przyjemności, swoich doznań, swoich spraw. Dopóki nam jest dobrze, to obojętne jest nam cierpienie innych. To nazywa się ego. Ego to myśl przeciwna Bogu. To myśl by samemu być źródłem swej własnej mocy, by brać, a nie dawać.

      Ego to myśl by być oddzielnym, autonomicznym, żyć dla siebie. Ta myśl nas wygnała z raju. Z raju bycia razem. Ta myśl wytworzyła świat przeciwny Bogu. W świecie Boga nie ma śmierci, więc odwrócenie się od Boga powoduje, że doświadczamy iluzyjnego świata, w którym śmierć jest osią życia, w którym życie nierozerwalnie związane jest ze śmiercią. Patrzymy na śmierć i mówimy - to niemożliwe by istniał Bóg, skoro istnieje śmierć. Śmierć to najgenialniejszy wynalazek ego, czyli nas samych, który ma dowieść, że Bóg nie istnieje. I niemal wszyscy, czyli ci którzy patrzą a nie widzą, słuchają a nie słyszą, myślą, że śmierć jest realna i w ten sposób realizują plan życia bez Boga, zapominania Boga.

      Każde cierpienie w tym świecie to absurdalna kara, którą sami na siebie zsyłamy (to osobna historia), a równocześnie dowód, na to że Bóg nie może istnieć, bo jak może istnieć miłujący Bóg i cierpienie? To my wymyśliliśmy ten halucynacyjny świat, by ucieleśnić ideę śmierci Boga, ideę zwaną ego, ideę fałszywej autonomii. I dopóki nie zechcemy się obudzić, to musimy żyć w dualistycznym świecie nieustannej oscylacji pomiędzy plusem i minusem, dobrem i złem, ładnym i brzydkim, itd., żyć w świecie, w którym cierpienie jest nieuchronne.

      Pytaj się o co chcesz, rozumiem ból odejścia bliskiej osoby. Pozdrawiam :)



      • wayout Re: Smierć a Bóg? 22.09.10, 18:10
        Oczywiście ostatnie zdanie w pierwszym akapicie powinno brzmieć: czemu nie pytałaś się......sorki
      • gosia-ab90 Re: Smierć a Bóg? 22.09.10, 19:43
        Własnie taka jest prawda, ze wierzylam, bo nigdy nic zlego nie spotkalo mnie w zyciu i myslalam, ze to dzieki jakiejs opiece Boga. Hmm teraz wiem, ze trzeba bylo byc nienormalnym, zeby tak myslec... Ale chyba jest coś w tym, że póki się czegoś samemu nie doświadczy, to nie da sie do konca tego zrozumiec. Nie doswiadczylam nigdy wczesniej straty kogos bliskiego, wiec tez tego nie rozumialam, nie zastanawialam sie nad tym, bo to mnie bezposrednio nie dotyczylo. Chociaż przyszlo teraz mi do glowy to, ze moze Bog chcial tym zwrocic bardziej moja uwage na Niego. Choc skutek jest teraz zupelnie przeciwny. To wszystko jest takie dziwne, sama nie wiem co o tym wszystkim myslec. Po prostu trudno mi to wszystko zrozumieć..
        • wayout Re: Smierć a Bóg? 22.09.10, 21:33
          Jak możesz wierzyć, że Bóg chce na siebie zwrócić uwagę, zadając śmierć komuś bliskiemu? To straszna wiara. To wiara w jakiegoś potwora, a nie Boga. Bóg jest. Bóg jest ideą doskonałości. Ale jest. Jego byt jest realny, choć trudno pojąć w naszym świecie realność bytu idei.

          Masz dwie drogi i tak jest zawsze. Dopóki nie jesteśmy przebudzeni, to zawsze stoimy na rozdrożu. Albo zrozumiesz ideę jaką jest Bóg, a przez to zrozumiesz całość wszystkiego, albo będziesz dalej błąkać się w ciemności niezrozumienia. Tyle, że do tego zrozumienia nie wiedzie żadna religia, sekta, organizacja. Religie w okropny, straszny, przerażający sposób wykrzywiają obraz Boga. Religie to manipulacja ideą Boga w imię celów ego: władzy, wywyższania się, widzenia ludzi jako nierównych, jako lepszych i gorszych. Religie w istocie uniemożliwiają zrozumienie Boga. Twoja wiara jest zapewne wiarą religijną i dlatego nie jesteś w stanie pojąć jak to to wszystko możliwe, jak może równocześnie istnieć Bóg i cierpienie. Musisz uwolnić swój umysł. Ze wszystkich schematów. I zostanie Ci wówczas albo ateizm, który jednak nie udzieli Ci nigdy odpowiedzi, które zrozumiesz i zaakceptujesz albo wyprawa w głąb siebie. Jest to najbardziej fascynująca wyprawa i tylko ona wiedzie na spotkanie z żywym Bogiem, na spotkanie z Ideą, która nie ma żadnego materialnego substratu, choć jest Źródłem wszystkiego. Pozdrawiam Cię i dobranoc.
          • szczurek3 Fajne co piszesz 23.09.10, 10:32
            Bardzo fajny tekst napisałeś.

            Ja bardzo chciałbym wierzyć, że nie jestem tylko ciałem i że odnajdę sens istnienia tego świata, życia, siebie.

            Czytuję teraz dużo Dawkinsa. Ideę ateizmu łapię. Tylko jedna rzecz mi tu nie gra. Skoro sens istnienia to geny i DNA i namnażanie się, to dlaczego w doborze naturalnym wyewoluowały istoty, które zamiast po prostu żreć i się namnażać, dumają nad sensem swojego istnienia - przecież "genetycznie" to jest irracjonalne. Powinienem dużo zarabiać, mieć ciało Apolla i za przeproszeniem ru... co się da, żeby mieć jak najwięcej potomstwa - zamiast filozofować.

            Co do religii (różnych), całkowicie zgadzam się z tym, co piszesz. To są po prostu mafie - żerujące na ludzkich problemach i cierpieniu - oferujące im nagrodę i sprawiedliwość - po śmierci.

            Jeszcze powiem, że nauka idzie do przodu. Mamy prąd i półprzewodniki (dzięki którym możliwa jest wymiana myśli przez Internet), maszyny zastępujące ludzką pracę, hodowle zwierząt, które spożywamy itd. Znamy skład chemiczny gwiazd, ich wiek i umieszczenie w przestrzeni. To jest wspaniałe - że korzystamy z tego wszystkiego - ale tak naprawdę nie rozumiemy jak to działa - opisujemy to modelami cząstek elementarnych i wzorami matematycznymi i fizyką - ale my tego po prostu nie pojmujemy i tyle. Dlaczego więc chcemy to pojąć? Chcemy rozumieć? Co nas pcha do poznania? (nie do Poznania, tylko poznania :) ).

            Trochę SF:
            Wczoraj zastanawiałem się, że gdyby za jakiś czas postęp technologiczny byłby taki, że moglibyśmy (lub część ludzkości) egzystować bez ciał, załóżmy, że jako po prostu mózgi zanurzone w jakiejś odżywczej zupie, gdzie instalacja zapewnia samoczynne generowanie substancji odżywczych i odprowadzanie produktów przemiany np. w oparciu o energię Słońca i akumulatory. Nie mamy zmysłów, ale mamy metody efektywnej komunikacji pomiędzy mózgami. Mamy metody, żeby mózgi nie uległy starzeniu się. Jaki byłby sens istnienia takiego "basenu mózgów"? I teraz - jeżeli wracamy z tej wycieczki do rzeczywistości - jesteśmy tu i teraz z naszymi ciałami i śmiertelnością - czy ten sens jest inny czy taki sam?
            • wayout Re: Fajne co piszesz 23.09.10, 10:54
              Hej:) Miło znów Cię słyszeć (czytać). Czy nie może być tak, że sensem istnienia jest po prostu istnienie? Byt? Boga można rozważać jako pewien system logiczny, jako pewną filozofię. Tyle, że sens bytu dla bytu byłby wtedy, gdyby byt był zawsze szczęśliwy. Bo po co mieć byt, jeśli jest to związane z cierpieniem, czy też jeśli byt jest cierpieniem? Nie miałoby to sensu. Powstaje więc pytanie: dlaczego jest cierpienie? Jeśli uznamy wolność bytu (a musi być także wolny, jeśli ma mieć sens), to może on badać różne idee, które niekoniecznie są sensowne, by np. sprawdzić jak forma bytowania jest najlepsza. Taką ideą może być idea bycia w ciele, która jak widać nie za bardzo się sprawdza (patrząc na ilość cierpienia w naszym świecie i niespełnienie istot bytujących w ciele).

              Można zacząć doświadczać tych idei, poprzez obserwację umysłu, trenowanie w umyśle obserwatora i później badanie jak umysł kreuje całą rzeczywistość wokół. Bez tego doświadczenia, wszystko będzie wyłącznie spekulacją intelektualną, tyle samą warta co jakakolwiek inna. Pozdrawiam :)
            • feel_good_inc Re: Fajne co piszesz 23.09.10, 14:25
              szczurek3 napisał:
              > Czytuję teraz dużo Dawkinsa. Ideę ateizmu łapię. Tylko jedna rzecz mi tu nie gr
              > a. Skoro sens istnienia to geny i DNA i namnażanie się, to dlaczego w doborze n
              > aturalnym wyewoluowały istoty, które zamiast po prostu żreć i się namnażać, dum
              > ają nad sensem swojego istnienia - przecież "genetycznie" to jest irracjonalne.
              > Powinienem dużo zarabiać, mieć ciało Apolla i za przeproszeniem ru... co się d
              > a, żeby mieć jak najwięcej potomstwa - zamiast filozofować.

              No widzisz, wygląda na to, że nasza inteligencja to efekt uboczny ewolucji. Najpierw wyewoluowaliśmy duży mózg, który pozwalał na efektywne egzystowanie i polowanie w afrykańskim skwarze. Potem (lub jednocześnie) okazało się, że powiększony mózg i większa możliwa "liczba operacji na sekundę" przekłada się na zwiększoną przeżywalność, bo pozwala lepiej analizować otoczenie i współpracować w grupie, co przełożyło się na kumulowanie tych cech.
              Po przejściu do czasów współczesnych jasno widzimy, że "filozofowanie" mocno przekłada się na sukces ewolucyjny, bo te same procesy, które to "filozofowanie" napędzają, są odpowiedzialne za wiedzę i wynalazki, które ułatwiają człowiekowi życie i zwiększają sukces reprodukcyjny. O ile w skali jednego człowieka jest to mało widoczne, to spróbuj się zastanowić, ilu by żyło obecnie ludzi, gdyby nie przemysł i medycyna?

              Dzisiaj sytuacja się nieco zmieniła i widać pewien rozdział - ludzie inteligentni inwestują w karierę. Ludzie głupi mają natomiast dużo dzieci, ponieważ ci inteligentni im to umożliwiają. Jeżeli bawić się w SF, to można się zastanawiać, czy w gatunku dojdzie do rozdzielenia ścieżek ewolucyjnych na "oświeconych" i "roboli", czy też ze względu na przemiany społeczne sytuacja ta się odwróci. Ja osobiście stawiam na powstanie osobliwości technologicznej w ciągu najbliższego stulecia i drastyczną zmianę kierunku ewolucyjnego ludzkości. To, albo kolejne średniowiecze.
              • szczurek3 Odrobinka cynizmu 23.09.10, 14:52
                Jeżeli założyć, że kwiatem ludzkości i mądrości i najbliżsi Bogu są katoliccy kapłani, którzy się nie namnażają (przynajmniej w teorii...) to mamy do czynienia, pod kątem przeżywalności genów, z samoeliminacją najbardziej wartościowych istot na Ziemi.
                • feel_good_inc Re: Odrobinka cynizmu 23.09.10, 15:20
                  szczurek3 napisał:
                  > Jeżeli założyć, że kwiatem ludzkości i mądrości i najbliżsi Bogu są katoliccy k
                  > apłani, którzy się nie namnażają (przynajmniej w teorii...) to mamy do czynieni
                  > a, pod kątem przeżywalności genów, z samoeliminacją najbardziej wartościowych i
                  > stot na Ziemi.

                  Panie, i stąd ten cały upadek moralności! ;)
    • poker.face0 Re: Smierć a Bóg? 23.09.10, 16:18
      gosia-ab90 napisała:

      > dlaczego Bóg zabral mi najwazniejszą osobę w moim zyciu tak nagle? czy to bylo
      > za karę? tak bardzo ufalam Bogu, a teraz czuje ze wcale go nie ma...


      Za co czujesz się ukarana?
      • gosia-ab90 Re: Smierć a Bóg? 24.09.10, 14:48
        poker.face0 napisała:

        > gosia-ab90 napisała:
        >
        > > dlaczego Bóg zabral mi najwazniejszą osobę w moim zyciu tak nagle? czy to
        > bylo
        > > za karę? tak bardzo ufalam Bogu, a teraz czuje ze wcale go nie ma...
        >
        >
        > Za co czujesz się ukarana?

        Trochę tak glupio mi to wlasciwie pisac, bo mam 20 lat i umysl calkowicie scisly. Poki nie ma wzoru, wyliczeń i teorii to generalnie nie wierze, wiec nie do konca przemawia do mnie filozofia i wszystkie idee. Pomimo to, w Boga wierzylam jak naiwne dziecko, ze gdy pojde w niedziele do Kosciola i sie pomodli to bedzie wszystko dobrze. Az nagle stwierdzilam, ze nie jest potrzebna mi ta cala religijna otoczka, pomyslalam, ze wystarczy byc dobrym czlowiekiem i obcowac z Bogiem w sercu a nie na mszy pelnej falszywie poboznych ludzi. Przestalam chodzic do Kosciola, zmienilo sie moje myslenie. Rok od tego momentu zawalil sie caly moj swiat, dlatego przyszlo mi do glowy, to ze moze kara, ze jesli nic bym nie zmieniala, to nie spotkaloby mnie tyle tragedii.
        • pam_71 Re: Smierć a Bóg? 24.09.10, 15:07
          Gosi ... rak zabiera naszych bliskich, niezależnie czy wierzymy czy nie ... to nasza interpretacja faktów po faktach ... przynajmniej ja tak sobie TO tłumaczę ...
          Pisz na "Żałoba, strata, osierocenie.. " - tam pomagają ;-) Mnie przynajmniej pisanie tam pomogło uporać się ... ;-p
        • krytykantka07 Re: Smierć a Bóg? 24.09.10, 15:15
          gosia-ab90 napisała:

          > Przestalam chodzic d> o Kosciola, zmienilo sie moje myslenie. Rok od tego momentu zawalil sie caly mo> j swiat, dlatego przyszlo mi do glowy, to ze moze kara, ze jesli nic bym nie zm> ieniala, to nie spotkaloby mnie tyle tragedii.

          Dziwne myślenie...
          Tragedie są udziałem ludzi bez względu na to, czy chodzą do kościoła czy nie.
          A gdyby spotkały Cię tragedie, a chodziłabyś do kościoła to jakbyś sobie to wytłumaczyła?
          Nie byłaś dość dobra, a może bóg chce Cię doświadczyć...
          A gdyby spotkały Cię same dobre rzeczy to jakbyś sobie to wyjaśniła?
          Miłe złego początki?
          Nie powinnaś się czuć winna.
          Bóg nikogo nie karze.
          A już na pewno nie za to, że ktoś jest dobrym człowiekiem.
Pełna wersja