IP: *.mofnet.gov.pl 27.07.05, 08:38
1969 r. - tzw.próbna matura w schronisku na Turbaczu (marzec lub kwiecień).
Wieczór, siedzimy przy bridżu i piwie.Otwierają się drzwi, wchodzi dwóch
mężczyzn w zielonych swetrach, sukiennych zielonych spodniach. Po sali toczy
sę szmer: Wyszyński, Wyszyński. Obok idzie Karol Wojtyła. Podchodzi do
naszego stolika - mogę pokibicować ?;
pożegnanie Jana Pawła II na krakowskim lotnisku Balice - I Pielgrzymka do
Polski. Zażyczył sobie spotkania z ochraniającymi go oficerami SB. Każdemu
podał rękę. Ja stojąc w szeregu innych funkcjonariuszy - jak niedojrzały
szczeniak, lekceważąco żując gumę, zamaskowany ciemnymi okularami, lekko
skłoniłem głowę i uścisnąłem jego prawicę. Byłem zły, kiedy popatrzył na mnie
spod oka, w którym lśniło rozbawienie. Wyraźnie w nim czytałem - "i tak
jesteś mój";
noc po śmierci Papieża. Nie mogę spać. Taka tragedia. Sam siebie nie
rozumiem. Nie rozumiem co się ze mną dzieje. W pewnym momencie, wyraźnie
czuję koło siebie czyjąś obecność. Wiem, że to Jan Paweł II. Czuję silne
klepnięcie w lewe ramię i słyszę słowa "wracaj". Jeszcze się nie poddaję,
jestem pragmatykiem,myślę racjonalnie. Kolejne noce, nie mogę spać -
bezwiednie robię rachunek sumienia. Sen, spokojny sen, przychodzi po podjęciu
decyzji. 5 kwietnia po raz pierwszy od 36 lat idę do spowiedzi. Taki mały,
prywatny cud. On to wiedział już podając mi rękę na lotnisku.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka