Dodaj do ulubionych

O jaki głód i pragnienie chodzi Jezusowi

09.10.07, 09:14
www.mateusz.pl/czytania/20071009.htm
"Wiele razy Jezus troszczył się o głód i pragnienie ludzi, i to w sposób tak
konkretny, że dla ich zaspokojenia dokonał cudów: rozmnożenia chlebów,
przemiany wody w wino. Głód jednak i pragnienie, o jakich mówi w
błogosławieństwach, nie są głodem i pragnieniem ciała., lecz ducha.
„Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą
nasyceni” (Mt 5, 6), mówi Jezus i ma na myśli zgłodniałych i spragnionych nie
pokarmu i napoju materialnego, ale sprawiedliwości, czyli doskonałości,
świętości."

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 287
Obserwuj wątek
    • fleuret Re: O jaki głód i pragnienie chodzi Jezusowi 09.10.07, 09:34
      Czytając powyższe, przypomniał mi się pewien fragment Ewangelii, którego nie
      rozumiem. Może ktoś wytłumaczy dlaczego drzewo figowe zostało przeklęte i uschło?
      Mk 11, 11-25 Nieurodzajna figa.

      Jezus przybył do Jerozolimy i wszedł do świątyni. Obejrzał wszystko, a że pora
      była już późna, wyszedł razem z Dwunastoma do Betanii. Nazajutrz, gdy wyszli z
      Betanii, uczuł głód. A widząc z daleka drzewo figowe, okryte liśćmi, podszedł ku
      niemu zobaczyć, czy nie znajdzie czegoś na nim. Lecz przyszedłszy bliżej, nie
      znalazł nic prócz liści, gdyż nie był to czas na figi. Wtedy rzekł do drzewa:
      «Niech już nikt nigdy nie je owocu z ciebie».(...) . Przechodząc rano, ujrzeli
      drzewo figowe uschłe od korzeni. Wtedy Piotr przypomniał sobie i rzekł do Niego:
      «Rabbi, patrz, drzewo figowe, któreś przeklął, uschło». Jezus im odpowiedział:
      «Miejcie wiarę w Boga. Zaprawdę powiadam wam : Kto powie tej górze : "Podnieś
      się i rzuć w morze", a nie wątpi w duszy, lecz wierzy, że spełni się to, co
      mówi, tak mu się stanie. Dlatego powiadam wam: Wszystko, o co w modlitwie
      prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie. A kiedy stajecie do
      modlitwy, przebaczcie, jeśli macie co przeciw komu, aby także Ojciec wasz, który
      jest w niebie, przebaczył wam wykroczenia wasze».
      • z2006 Re: O jaki głód i pragnienie chodzi Jezusowi 10.10.07, 10:25
        fleuret napisała:

        > Może ktoś wytłumaczy dlaczego drzewo figowe zostało przeklęte i uschło?
        Uschło dla naszego pouczenia. Jeśli nie przynosi się owoców w postaci dobrych
        uczynków spełnionych w stanie łaski uświęcającej, to czeka nas wieczna śmierć
        duchowa - piekło.
        • fleuret Re: O jaki głód i pragnienie chodzi Jezusowi 10.10.07, 10:41
          z2006 napisał:

          > Uschło dla naszego pouczenia. Jeśli nie przynosi się owoców w postaci dobrych
          > uczynków spełnionych w stanie łaski uświęcającej, to czeka nas wieczna śmierć
          > duchowa - piekło.

          Proszę zwrócic uwagę na zdanie;
          "Lecz przyszedłszy bliżej, nie znalazł nic prócz liści, gdyż nie był to czas na
          figi."
          Drzewo nie było w okresie owocowania...dlaczego więc zostało zniszczone? to nie
          była przypowieść tylko realne zdarzenie.
          • z2006 Re: O jaki głód i pragnienie chodzi Jezusowi 10.10.07, 16:07
            Może chodziło o to, że dobre czyny należy spełniać w porę i nie w porę.
            • fleuret Re: O jaki głód i pragnienie chodzi Jezusowi 10.10.07, 19:32
              Pomyślałam podobnie.
              zwłaszcza, że później następują słowa o górze
              czyli owoc ma szansę pojawić się nie w porę...wbrew prawom natury.
      • abmiros Re: dla fluret: O jaki głód i pragnienie chodzi 31.10.07, 03:17
        fleuret napisała:

        > Czytając powyższe, przypomniał mi się pewien fragment Ewangelii,
        którego nie
        > rozumiem. Może ktoś wytłumaczy dlaczego drzewo figowe zostało
        przeklęte i usch
        > ło?
        > Mk 11, 11-25 Nieurodzajna figa.
        >
        > Jezus przybył do Jerozolimy i wszedł do świątyni. Obejrzał
        wszystko, a że pora
        > była już późna, wyszedł razem z Dwunastoma do Betanii. Nazajutrz,
        gdy wyszli z
        > Betanii, uczuł głód. A widząc z daleka drzewo figowe, okryte
        liśćmi, podszedł k
        > u
        > niemu zobaczyć, czy nie znajdzie czegoś na nim. Lecz przyszedłszy
        bliżej, nie
        > znalazł nic prócz liści, gdyż nie był to czas na figi. Wtedy rzekł
        do drzewa:
        > «Niech już nikt nigdy nie je owocu z ciebie».(...) . Przechodząc
        rano
        > , ujrzeli
        > drzewo figowe uschłe od korzeni. Wtedy Piotr przypomniał sobie i
        rzekł do Niego
        > :
        > «Rabbi, patrz, drzewo figowe, któreś przeklął, uschło». Jezus im
        odpo
        > wiedział:
        > «Miejcie wiarę w Boga. Zaprawdę powiadam wam : Kto powie tej
        górze : "Podn
        > ieś
        > się i rzuć w morze", a nie wątpi w duszy, lecz wierzy, że spełni
        się to, co
        > mówi, tak mu się stanie. Dlatego powiadam wam: Wszystko, o co w
        modlitwie
        > prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie. A kiedy
        stajecie do
        > modlitwy, przebaczcie, jeśli macie co przeciw komu, aby także
        Ojciec wasz, któr
        > y
        > jest w niebie, przebaczył wam wykroczenia wasze».

        Sama Ewangelia wg. Marka mowi, ze to drzewo bylo urodzajne, skoro
        bylo okryte liscmi. Sama Ewangelia wg Marka mowi, ze po prostu to
        nie byl czas na figi(Mk 11.13).

        Ktos uwaznie czytajacy zauwazy, ze Jezus byl w zlym humorze, i
        przeklal niewinne drzewo figowe bo nie znalazl na nim owocu.
        Powinien byl pomyslec, ze to nie czas na figi, zanim wogole zaczal
        szukac.

        Obciazyl drzewo figowe wina, a pozniej, kiedy uswiadomil sobie, ze
        nieslusznie, bo nie byl to czas na figi, pokretnie wyjasnial cala
        sprawe apostolom.

        Taki jest oczywisty sposob odczytania tego fragmentu Ewangelii
        wg.Marka. Czy mozna to odczytac inaczej?

        Dalsza czesc Ewangelii wg Marka, 11, wskazuje, ze Jezus byl wtedy w
        zlym humorze i robil rzeczy ktore zgodnie z prawem wowczas panujacym
        w Swiatyni nie powinien byl robic: przepedzil przekupniow, chociaz
        postepowali legalnie; nie uzasadnil kaplanom swojego prawa do
        swojego postepowania: 11,33: odpowiedzieli wiec Jezusowi:

        "Nie wiemy". Jezus im rzekl: wiec i ja nie odpowiem wam, jakim
        prawem to czynie".

        Co ma piernik do wiatraka? To, ze kaplani nie umieli odpowiedziec na
        pytanie Jezusa, nie upowaznia Jezusa do rozrobek wobec ludzi, ktorzy
        postepuja legalnie, i wyzywania ich od zbojcow.
        • fleuret Re: dla fluret: O jaki głód i pragnienie chodzi 31.10.07, 08:12
          Biblia opowiada nam o świecie takim, jakim widzi go Bóg, a nie o takim, jakim go
          widzimy my sami – to po pierwsze.
          Po drugie - Boga nie można zamknąć nawet w religii. On nie daje się zamknąć w
          więzieniu i sam troszczy się o organizację swej własnej wolności działania,
          czego przykłady daje w całej Biblii. Zdarza się często, że czyni On coś
          przeciwnego niż to, czego zdaje się wymagać właściwa zasada postępowania. Bóg
          nie przestrzega literalnie swego Prawa i tego właśnie nie pojmują niektórzy
          ludzie. Dla nich religia to regulamin...Inteligencja Żydów pozwala by /z
          ludzkiego punktu widzenia/ Bóg czasem przeczył sam sobie...
          • abmiros Re: dla fluret: O jaki głód i pragnienie chodzi 31.10.07, 20:40
            Co masz na mysli kiedy piszesz "Biblia"? Glownie chodzi mi o to, czy
            masz na mysli tylko to, co chrzescijanie nazywaja "Stary Testament",
            czy lacznie z tym, co chrzescijanie nazywaja "Nowy Testament"?
            Pytam, aby na przykladach wykazac Ci, ze Biblie (jak by ja nie
            okreslac) pisali bardzo omylni ludzie, a w tym celu musze wiedziec,
            jakie dobierac przyklady.

            Juz tylko temu co piszesz mozna zarzucic:

            Jezeli traktowac pojecie "Bog" filozoficznie (a nie anegtotycznie
            ani teologicznie), to znalezc mozna u wielu filozofow, ze to
            jest "cos" niepojetego, niewyobrazalnego, przekraczajacego ludzkie
            mozliwosci zrozumienia, dajacego sie jedynie przezyc, ale nie ujac w
            slowa, czyli krotko mowiac -Bog to jest przezycie emocjonalne, a
            wiec indywidualne, niepowtarzalne, nieporownywalne pomiedzy
            poszczegolnymi ludzmi. Sama piszesz: "Boga nie mozna zamknac nawet w
            religii".

            Jezeli tak, to skad ktokolwiek, lacznie z Toba, wie jaki swiat widzi
            Bog?

            Zreszta na poczatku naszej rozmowy uzgodnijmy, ze bedziemy stosowali
            wspolne zasady logiki i nie mieszali do niej dowolnych naszych
            osobistych przezyc, interpretacji, definicji, przekonan, wyobrazem,
            pragnien, nadziei-wszystkiego tego, co jest subiektywne. Czyli na
            poczatek: skad wiesz, co widzi Bog, co mysli Bog, co lubi Bog,
            itd?
            • z2006 Nieomylność 01.11.07, 13:48
              www.mateusz.pl/ksiazki/js-sd/Js-sd_47.htm
              • abmiros Re: Nieomylność 02.11.07, 17:03
                z2006 napisał:

                > www.mateusz.pl/ksiazki/js-sd/Js-sd_47.htm

                Jest to spory tekst, zatytulowany "Szukajacym Drogi". Autor Jacek
                Salij OP. (OP=Ordo Praedicatorum, Zakon Braci Kaznodziejow, celem
                tego zakonu glosic wyniki kontemplacji. Dominikanie).

                Tekst ten mozna skwitowac nastepujaco: stwierdzenia nie majace
                realnego odpowiednika. Nie ma w tym tekscie prawdy ani rzeczowej,
                ani logicznej. Np. wszystko to, co Jacek Salij pisze o Jezusie
                jako "synu Boga", nie ma rzeczowego odpowiednika.

                Tekst Jacka Salija jest rowniez nielogiczny, bo Jacek Salij
                przyjmuje nierealne zalozenia o Jezusie jako Synu Boga na zasadzie
                dogmatu, czyli na zasadzie autorytetu Kosciola, bez kontroli
                krytycznej i bez wzgledu na zgodnosc z doswiadczeniem, i w oparciu o
                te nierealne zalozenia usiluje skonstruowac wywod logiczny. Tak
                skonstruowany wywod nie jest wywodem logicznym, lecz dowolna,
                pozornie tylko uporzadkowana skladanka dowolnych stwierdzen.

                Nie mozna na zasadzie nierealnego dogmatu budowac wywodu logicznego,
                dlatego proponuje: jezeli powolujesz sie na wiare w autorytety,
                (jezeli powolujesz sie na dogmaty), a twoj rozmowca nie zgadza sie z
                tymi dogmatami, przerwij rozmowe. Jezeli jestes "zlotousty", mozesz
                oszukac, ale to bedzie tylko oszustwo, jak wszystkie dogmatyczne
                stwierdzenia Kosciola. Istota dogmatu polega na tym, ze dogmatu
                niemozna go uzasadnic ani rzeczowo, ani logicznie, lecz trzeba
                powolac sie na wiare w autorytety.

                Autorytety wybieramy dowolnie, Twoje prawo dobierac sobie autorytety-
                tak samo jak i moje, ale jezeli dobierzemy rozne autorytety, male
                prawdopodobienstwo abysmy doszli do uzgodnionych wnioskow. Rozmowa z
                takim partnerem moze byc o tyle owocna, ze moze dac Ci nowy material
                do przemyslen, ale tego nie spelnia tekst Jacka Salij.

                O znaczeniu dogmatu dla chrzescijanstwa pisal juz dwa tysiace lat
                temu Pawel z Tarsu w Pierwszym Liscie do Koryntian 15,1-19. Ten
                tekst Pawel konczy nastepujacym stwierdzeniem: "Jezeli tylko w tym
                zyciu w Chrystusie nadzieje pokladamy, jestesmy bardziej od
                wszystkich ludzi godni politowania".

                Kosciol wielokrotnie popelnial bledy, sam sie do tego przyznawal,
                wiec nie moze byc dla nikogo autorytetem. Nowy Testament to
                rojowisko wewnetrznych niekonsekwencji i sprzecznosci, wiec nie moze
                byc dla nikogo autorytetem. Jednym slowem nie nalezy, ani Kosciola,
                ani Nowego Testamentu, brac na zasadzie dogmatu, lecz trzeba je brac
                analitycznie i krytycznie. Jestescie do tego zdolni? Jestescie
                zdolni obejsc sie bez dogmatu? Chociazby na zasadzie zaufania do
                samego siebie, do wlasnego poczucia krytycznego i logicznego, do
                swiadectwa zmyslow waszych i innych uczciwych ludzi?
                • avchdega-27 Nieomylność Abmirosa (1) 02.11.07, 23:39
                  abmiros napisał:

                  > Tekst ten mozna skwitowac nastepujaco: stwierdzenia nie majace realnego
                  odpowiednika. Nie ma w tym tekscie prawdy ani rzeczowej, ani logicznej.

                  Zapomiałeś dodać, że to TWOJE subjektywne zdanie. Bez tej uwagi powyższa
                  wypowiedź brzmi niezwykle apodyktycznie:) Wyobraź sobie, że ja takich problemów
                  z tekstem o. J. Salija nie mam, a do najgłupszych chyba nie należę.

                  > Np. wszystko to, co Jacek Salij pisze o Jezusie jako "synu Boga", nie ma
                  rzeczowego odpowiednika.

                  No fakt, o. Salij nie pisze o Zbawicielu Świata jak o „panu Stachu spod
                  szesnastki“:) To TWÓJ sposób postrzegania Syna Bożego.

                  Tekst Jacka Salija jest rowniez nielogiczny, bo Jacek Salij przyjmuje nierealne
                  zalozenia o Jezusie jako Synu Boga na zasadzie dogmatu, czyli na zasadzie
                  autorytetu Kosciola, bez kontroli krytycznej i bez wzgledu na zgodnosc z
                  doswiadczeniem, i w oparciu o te nierealne zalozenia usiluje skonstruowac wywod
                  logiczny. Tak skonstruowany wywod nie jest wywodem logicznym, lecz dowolna,
                  pozornie tylko uporzadkowana skladanka dowolnych stwierdzen.

                  A może Ty po prostu masz problemy ze zrozumieniem czytanego tekstu?
                  Proponuję Ci przeczytanie sobie pierwszej z rzędu fachowej recenzji wystawy, ot
                  chociażby tzw. sztuki współczesnej. Czy myśli i sformułowania wyrażane przez
                  „eksperta” od oceny współczesnych „instalacji” można rzeczywiście zawsze
                  właściwie zrozumieć, znając jedynie znaczenie poszczególnych, wypowiadanych w
                  takich ocenach (krytykach) słów i wyrażeń? Czy krytyk sztuki chwaląc „dzieło” w
                  postaci wypchanego po brzegi smalcem nocnika, jako „genialną interpretatcję
                  grawitacyjnych paradoksów kosmosu” rzeczywiście rekomenduje jednocześnie jego
                  „twórcę” do pracy w laboratorium ośrodka lotów kosmicznych NASA?

                  Przyjmij proszę do wiadomości, że rozmawiając o zagadnieniach z zakresu fizyki
                  należy stosować terminologię i argumentację fizyka, a nie biologa czy historyka.
                  Ks. Salij jest TEOLOGIEM i formułuje myśli zgodnie z zasadami i terminologią
                  teologiczną, podczas gdy Ty domagasz się od niego stosowania prozaicznej logiki.


                  > Nie mozna na zasadzie nierealnego dogmatu budowac wywodu logicznego,

                  Tylko CO to ma wspólnego z TEOLOGIĄ o. Salija?

                  > dlatego proponuje: jezeli powolujesz sie na wiare w autorytety, (jezeli
                  powolujesz sie na dogmaty), a twoj rozmowca nie zgadza sie z tymi dogmatami,
                  przerwij rozmowe.

                  Zapomiałeś dodać: „I nie zapomnij zapytać twojego, katoliku, rozmówcę czy się
                  przypadkiem na ciebie nie obraził“:)

                  > Jezeli jestes "zlotousty", mozesz oszukac, ale to bedzie tylko oszustwo, jak
                  wszystkie dogmatyczne stwierdzenia Kosciola.

                  Znów zapomiałeś dodać, że to TWOJE zdanie, a nie obligatoryjna, jedynie słuszna,
                  bezdyskusyjna i prawdziwa opinia, obowiązująca od zaraz także katolików:)


                  > Istota dogmatu polega na tym, ze dogmatu niemozna go uzasadnic ani rzeczowo,
                  ani logicznie, lecz trzeba powolac sie na wiare w autorytety.

                  Każdy dogmat jest UZASADNIONY TEOLOGICZNIE i to nam, ktolikom w zupełności
                  wystarcza. Ty naturalnie możesz być odmiennego zdania:)

                  > Autorytety wybieramy dowolnie, Twoje prawo dobierac sobie autorytety- tak samo
                  jak i moje, ale jezeli dobierzemy rozne autorytety, male prawdopodobienstwo
                  abysmy doszli do uzgodnionych wnioskow.

                  Co fakt to fakt. Jednakże do „uzgodnionych wniosków“ nie możemy dojść nie ze
                  względu na indywidualny dobór autorytetów, ale przede wszystkim dlatego, że my
                  mówimy o wszechmogącym Synu Boga żywego, a Ty o nierozgarniętym „panie Stachu
                  spod szesnastki“.
                  Aż dziw bierze, że tego nie dostrzegasz:)

                  > Rozmowa z takim partnerem moze byc o tyle owocna, ze moze dac Ci nowy material
                  do przemyslen, ale tego nie spelnia tekst Jacka Salij.

                  Znowu pozwolę sobie zauważyć, że teologiczny tekst o. Jacka Salija zupełnie nie
                  pretenduje do miana „materialu dla owocnych przemyśleń“ logika Abmirosa,
                  natomiast doskonale inspiruje duchowo znakomitą większość wierzących rzymskich
                  katolików.

                  • avchdega-27 Nieomylność Abmirosa (2) 02.11.07, 23:40
                    abmiros napisał:

                    > O znaczeniu dogmatu dla chrzescijanstwa pisal juz dwa tysiace lat temu Pawel z
                    Tarsu w Pierwszym Liscie do Koryntian 15,1-19. Ten tekst Pawel konczy
                    nastepujacym stwierdzeniem: "Jezeli tylko w tym zyciu w Chrystusie nadzieje
                    pokladamy, jestesmy bardziej od wszystkich ludzi godni politowania".

                    Św. Paweł Apostoł (a nie Twój kumpel, „Paweł z Tarsu“) pisał nie o dogmatach,
                    ale o PRAWDACH WIARY i w ich kontekście należy rozumieć zacytowane przez Ciebie
                    zdanie zakończenia jego listu. Bez uznania za PRAWDZIWĄ Dobrej Nowiny o
                    Zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa, jak i wary w Jego słowa o naszym
                    zmartwychwstaniu do życia wiecznego, chrześcijaństwo (a nie tylko rzymski
                    katolicyzm) rzeczywiście nie miałöby najmniejszego sensu.

                    > Kosciol wielokrotnie popelnial bledy, sam sie do tego przyznawal, wiec nie
                    moze byc dla nikogo autorytetem.

                    No popatrz, „nie może być dla nikogo autorytetem“, a jednak JEST nim dla milionów:)
                    Być może te miliony nic nie wiedzą jeszcze o jedynie słusznej prawdzie,
                    ujawnionej w niezwykle logicznym wywodzie przez niejakiego Abmirosa.


                    > Nowy Testament to rojowisko wewnetrznych niekonsekwencji i sprzecznosci, wiec
                    nie moze byc dla nikogo autorytetem.

                    No i znowu popatrz, „ NT nie może być dla nikogo autorytetem“, a inspirował tylu
                    świętych i mądrych ludzi, humanistów i filozofów, ludzi czyniących dobro,
                    zmieniających oblicze naszej ziemi, że wymienię choćby tylko Matkę Teresę z
                    Kalkuty czy Mahatmę Gandhiego...
                    Widocznie oni też byli po prostu głusi na druzgoczące, logiczne analizy różnych
                    Abmirosów:)
                    Tak przy okazji: Określanie Pisma Świętego jako „rojowiska wewnetrznych
                    niekonsekwencji i sprzecznosci“ to w/g Ciebie „kulturalne poszukiwanie prawdy“,
                    które z bluźnierstwem i obrazą naszych świętości nie ma absolutnie nic
                    wspólnego, prawda?

                    > Jednym slowem nie nalezy, ani Kosciola, ani Nowego Testamentu, brac na
                    zasadzie dogmatu, lecz trzeba je brac analitycznie i krytycznie.

                    A nie obrazisz się, jeśli dalej będziemy Kościół i Nowy Testament „brali na
                    takich zasadach“, jakie NAM odpowiadają? Czy pytam dostatecznie kulturalnie?

                    > Jestescie do tego zdolni? Jestescie zdolni obejsc sie bez dogmatu? Chociazby
                    na zasadzie zaufania do samego siebie, do wlasnego poczucia krytycznego i
                    logicznego, do swiadectwa zmyslow waszych i innych uczciwych ludzi?

                    Człowiek jest zdolny do odrzucenia KAŻDEGO dogmatu, ba, nawet każdej
                    najprostszej i najprawdziwszej, udowodnionej prawdy. Jest też zdolny do
                    bluźnierczego wykpienia Boga, uczynienia zeń groteskowej karykatury,
                    sprowadzenia Go do poziomu przygłupa w rodzaju „pana Stacha spod szesnastki“...

                    Ale wytłumacz mi proszę, Z JAKIEGO POWODU my, katolicy mielibyśmy takiego
                    „zdolnego“ człowieka naśladować?

                    Pozdrawiam

            • fleuret Re: dla fluret: O jaki głód i pragnienie chodzi 04.11.07, 14:32
              abmiros napisał:

              > Jezeli tak, to skad ktokolwiek, lacznie z Toba, wie jaki swiat
              widzi Bog?

              Jeśli chodzi o mnie, to swoją wiedzę o Bogu czerpię z Objawienia
              oraz świadectwa innych osób.


      • avchdega-27 Nie mylmy św. Marka z Alem Gorem:) 02.11.07, 19:35
        fleuret napisała:

        > Czytając powyższe, przypomniał mi się pewien fragment Ewangelii, którego nie
        rozumiem. Może ktoś wytłumaczy dlaczego drzewo figowe zostało przeklęte i uschło?

        Przytoczona perykopa jest przede wszystkim OPISEM, a więc subjektywną
        interpretacją Autora. To nie Pan Jezus opowiada o tym zdarzeniu, ale
        subiektywnie kojarzących fakty Ewangelista Marek, który dodatkowo całą historię
        znał jedynie z przekazu, prawdopodobnie od św. Piotra.

        Wydarzenie zostało poza tym opisane przez starożytnych, zupełnie innymi
        kategoriami rozumujących ludzi, dla których cudowny „znak” uschnięcia drzewa był
        zjawiskiem o wiele ważniejszym od drugorzędnej i nie gorszącej ich kwestii jego
        „winy” czy też „niewinności”. Co więcej ten wydedukowany przez nich i
        dopowiedziany jedynie na marginesie związek przyczynowo-skutkowy, wcale nie
        zostaje aż tak jednoznacznie potwierdzony przez samego Pana Jezusa, zupełnie
        tak, jakby i dla Niego kwestia ta nie miała istotnejszego znaczenia.

        Nie należy zapominać że ludzie w czasach ziemskiej działalności Syna Bożego nie
        znali jeszcze problemu ochrony przyrody, a uschnięte drzewa postrzegano
        conajwyżej jako niezwykle cenny materiał opałowy. Ludzie ci byli ponadto
        (całkiem słusznie!) przekonani, że wszelka roślinność i wszelkie stworzenie
        istnieje tylko i wyłącznie z łaski wszechmogącego Boga, a ten NIE MUSI SIĘ
        NIKOMU TŁUMACZYĆ, decydując o ich życiu czy śmierci. „Przeklęcie” drzewa
        odebrane zostało więc w pierwszym rzędzie jako objaw mocy Bożej, bez
        świętokradczego wnikania w kwestię jego zasadności.

        Perykopę o nieurodzajnym drzewie figowym znaleźć można także u św. Mateusza,
        który chociaż dobrze znał przekaz markowy, w swoim opisie tego zdarzenia nic już
        nie mówi o tym, iż działo się to w czasie, w którym fig na drzewie być jeszcze
        nie mogło (por. Mt.21,19-22).
        Niby drobny szczegół, a jakże ważny, bo pominięcie tej kwestii w sposób dobitny
        potwierdza zupełną jej nieistotność. Gdyby była ona ważna, gdyby Mateuszuwi
        chodziło od ostrożną KRYTYKĘ Pana Jezusa za rzucenie niesprawiedliwej klątwy, to
        by jej w swoim opisie na pewno nie pominął. Ale także dla tego Ewangelisty
        ważniejsza jest sprawa nadprzyrodzonego ZNAKU potwierdzającego boską moc Syna
        Bożego, a nie los nieistotnej i całkowicie zależnej od woli Boga "rośliny".

        Tylko - analizujący oba przekazy w sposób dosłowny - przerażony dewastacją
        przyrody, skutkami tzw. efektu cieplarnianego człowiek współczesny, któremu
        nawet na własnej posesji nie wolno bezkarnie wycinać rosnących tam drzew, ma
        problemy z jezusowym „przekleństwem”; Apostołowie i Ewangeliści takiego problemu
        nie mieli.

        Drastyczne opisy są zresztą cechą charakterystyczną Ewangelii w/g św Marka.
        Także takie, a nie inne przedstawienie zdarzenia z drzewem figowym jest
        absolutnie spójne z jego ogólną interpretacją postaci Jezusa, a mianowicie jako
        pełnego nadprzyrodzonej (boskiej) władzy, suwerennego w poczynaniach, ale i
        absolutnie niezrozumiałego (nawet dla własnej, posądzającej go o „postradanie
        zmsyłów” rodziny, jak i dla przebywających z nim uczniów) potężnego Mesjasza,
        który bardzo często wzbudzał kontrowersje, a czasem wywoływał wręcz niepokój i
        grozę.

        Poprzez ostrą formę omawianej perykopy Ewangelista próbuje jedynie uwypuklić
        boską władzę Pana Jezusa, a przede wszystkim wagę następującego bezpośrednio po
        niej nakazu bezwzględnego zawierzenia Bogu, nakazu silnej wiary w Jego
        nieomylność, zwłaszcza wtedy, gdy Go nie rozumiemy. Wagę wiary, która jest w
        stanie „przenosić góry”, choćby nawet takie „znaki” same w sobie nie miałyby
        zbytniego sensu.

        Inaczej rzecz ujmując, w przekazie tym nie chodzi tak bardzo o nieistotne dla
        ówczesnych ludzi szczegóły, (czyli o los mniej lub bardziej „sprawiedliwe”
        niszczonego drzewa figowego, czy sensowność przenoszenia gór), ale o ukazanie
        mocy Mesjasza, Jego suwewrennego działania i konieczności silnej wiary w
        słuszność Jego świętego, choć często na sposób ludzki niewytłumaczalnego,
        niepojętego, i niezrozumiałego postępowania.

        Ale markowe postrzeganie postaci Pana Jezusa nie jest przecież jedyne, a w
        świetle wszystkich czterech Ewangelii wzbogaconych dodatkowo teologicznymi
        interpretacjami duszpasterskich (apostolskich) Listów, „trudna” (dla
        współczesnego człowieka!) perykopa o radykalnym potraktowaniu drzewa figowego
        staje się rzeczywiscie tylko jednym z niezbyt istotnych szczegółów. Postać Pana
        Jezusa nabiera właściwych kształtów i właściwego wymiaru dopiero wtedy, gdy
        uwzględni się cały nowotestamentowy przekaz i człowiek wierzący nigdy nie
        powinien o tym zapominać.

        Na koniec przypomnę, że i u św. Łukasza jest perykopa, a właściwie historia, w
        której Pan Jezus opowiada o nieurodzajnym drzewie figowym i jego losach.
        Oczywiście jest to przypowieść i chociaż w tym wypadku Panu Jezusowi nie chodzi
        o takie czy inne drzewo, ale o Bożą cierpliwość i miłosierdzie wobec nie
        przynoszących „owoców” ludzi, to jednak z treści tego tekstu wyłania się
        zupełnie odmienny wizerunek ukrytego pod postacią ogrodnika Syna Bozego, który
        nieurodzajne drzewo nie tylko nie „przeklina”, ale wrecz cierpliwie się o nie
        troszczy i wstawia za nie u Właściciela ogrodu.

        Oto ta przypowieść:

        „I opowiedział im następującą przypowieść: Pewien człowiek miał drzewo figowe
        zasadzone w swojej winnicy; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł.
        Rzekł więc do ogrodnika: Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na
        tym drzewie figowym, a nie znajduję. Wytnij je: po co jeszcze ziemię wyjaławia?
        Lecz on mu odpowiedział: Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw; ja okopię je i
        obłożę nawozem; może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz je wyciąć.”
        (Łk 13,6-9)

        Pozdrawiam
        • fleuret Re: Nie mylmy św. Marka z Alem Gorem:) 04.11.07, 14:39
          Dziękuję za tak wyczerpujące omówienie tematu :)
    • abmiros Pytanie dla z2006. 02.11.07, 01:52
      z2006 napisał:

      > www.mateusz.pl/czytania/20071009.htm
      > "Wiele razy Jezus troszczył się o głód i pragnienie ludzi, i to w
      sposób tak
      > konkretny, że dla ich zaspokojenia dokonał cudów: rozmnożenia
      chlebów,
      > przemiany wody w wino. Głód jednak i pragnienie, o jakich mówi w
      > błogosławieństwach, nie są głodem i pragnieniem ciała., lecz ducha.
      > „Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem
      oni będą
      > nasyceni” (Mt 5, 6), mówi Jezus i ma na myśli zgłodniałych i
      spragnionych
      > nie
      > pokarmu i napoju materialnego, ale sprawiedliwości, czyli
      doskonałości,
      > świętości."
      >
      > O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
      > Żyć Bogiem, t. III, str. 287

      Na poczatku tego tekstu jest mowa o konkretnym, biologicznym
      glodzie, glodzie zmyslowym, ktory Jezus (podobno, w co ja nie
      wierze), zaspokajal czyniac cuda. W drugiej czesci tego tekstu jest
      mowa o glodzie umyslowym, ale nie ma mowy o sposobie, na jaki Jezus
      ten umyslowy glod zaspokajal. Byloby interesujace dowiedziec sie, na
      czym polega to "zaspokajanie". Bez tej informacji mamy do czynienia
      z pustym, bezwartosciowym, stwarzaniem nadziei

      Zwrocmy przy tym uwage, ze sprawiedliwosc to przyznawanie innym praw
      ktore im przysluguja, doskonalosc to najwyzszy stopien cech
      dodatnich, a swietosc to wyraz najwyzszej religijnej oceny. To nie
      sa synonimy i nieuczciwoscia jest, przez stawianie ich obok siebie,
      sugerowanie czytelnikowi, ze chodzi tutaj o to samo.

      Indoktrynacja to wpajanie (w tym wypadku) falszywych przekonan za
      pomoca nieustepliwej dlugotrwalej propagandy. Te "cuda" sa juz
      powtarzane od dwoch tysiecy lat i towarzyszy im komentarz tej
      jakosci co powyzej w tekscie z2006.

      A teraz moje, abmirosa, pytanie do z2006: czy mam prawo ten tekst
      nazwac jeszcze jednym przejawem koscielnej indoktrynacji?
      • z2006 Re: Pytanie dla z2006. 02.11.07, 10:03
        abmiros napisał:

        > Na poczatku tego tekstu jest mowa o konkretnym, biologicznym
        > glodzie, glodzie zmyslowym, ktory Jezus (podobno, w co ja nie
        > wierze), zaspokajal czyniac cuda. W drugiej czesci tego tekstu jest
        > mowa o glodzie umyslowym, ale nie ma mowy o sposobie, na jaki Jezus
        > ten umyslowy glod zaspokajal.
        Zaspokojenie następuje po śmierci. Dlatego Jezus uzywa czasu przyszłego.

        Byloby interesujace dowiedziec sie, na
        > czym polega to "zaspokajanie".
        Polega ono na wejściu do Królestwa Niebieskiego, pocieszeniu, nasyceniu
        sprawiedliwością i tak dalej.

        > Zwrocmy przy tym uwage, ze sprawiedliwosc to przyznawanie innym praw
        > ktore im przysluguja, doskonalosc to najwyzszy stopien cech
        > dodatnich, a swietosc to wyraz najwyzszej religijnej oceny. To nie
        > sa synonimy i nieuczciwoscia jest, przez stawianie ich obok siebie,
        > sugerowanie czytelnikowi, ze chodzi tutaj o to samo.
        Ja to rozumiem w ten sposób, że "kto złamał jedno przykazanie, złamał wszystkie"
        i zestawienie różnych błogosławieństw ma nie dopuścić zadowolnie kogoś, kto na
        przykład jest miłosierny według ledzkiej oceny a nie jest czystego serca.
        >
        > A teraz moje, abmirosa, pytanie do z2006: czy mam prawo ten tekst
        > nazwac jeszcze jednym przejawem koscielnej indoktrynacji?
        Nie, ponieważ ten tekst głosi prawdę, a nie fałsz.
        • abmiros Kolejne (uprzejme) pytanie dla z2006. 02.11.07, 18:38
          Czy w ramach dyskusji kulturalne negowanie prawdziwosci dogmatow
          wiary rzymskokatolickiej traktowane jest przez katolikow jako
          bluznierstwo?

          (Ja przez bluznierstwo rozumiem uwlaczanie temu, co jest przez
          religie uwazane za dogmat, za swiete, dlatego kulturalne negowanie
          prawdziwosci dogmatow, negowanie pozbawione okreslen mogacych byc
          uwazane za obrazliwe, wg mnie nie jest bluznierstwem.

          Wg mnie samo negowanie prawdziwosci dogmatow, deklarowanie niewiary
          w dogmaty, uzasadnianie tej niewiary, nie jest bluznierstwem. Wg
          mnie, jezeli jest uprzejme w ramach przyjetych norm kulturalnego
          wyrazania opinii, to negowanie dogmatow jest po prostu dochodzeniem
          prawdy).
          • avchdega-27 Kulturalne bluźnierstwa Abmirosa:) 02.11.07, 21:39
            abmiros napisał:

            > Czy w ramach dyskusji kulturalne negowanie prawdziwosci dogmatow wiary
            rzymskokatolickiej traktowane jest przez katolikow jako bluznierstwo?

            Karolicy nad dogmatami nie dyskutują lecz przyjmują je i wierzą w ich słuszność.

            Niekatolicy, ateiści, agnostycy i wszyscy inni mogą sobie negować słuszność
            katolickich dogmatów do woli. W oczach katolików oczywiście bluźnią, ale tak
            długo jak ich bluźnierstwa nie są prowokowane przez katolików, pozostają one
            przede wszystkim problemem bluźnirców, a nie katolików.

            > (Ja przez bluznierstwo rozumiem uwlaczanie temu, co jest przez religie uwazane
            za dogmat, za swiete, dlatego kulturalne negowanie prawdziwosci dogmatow,
            negowanie pozbawione okreslen mogacych byc uwazane za obrazliwe, wg mnie nie
            jest bluznierstwem

            Nie bardzo można zorientować się o co właściwie Ci chodzi:)

            Czyżby negacja słuszności dogmatu nie była jego uwłaczaniem? Czy operowanie
            określeniami uznanymi PRZEZ CIEBIE za nieobraźliwe rzeczywiście uniemożliwia
            formułowanie bluźnierczych wypowiedzi?

            No i generalne pytanie: Czy Ty rzeczywiście nie uwłaczasz naszym
            rzymsko-katloickim świętościom?

            Pozwolę sobie przyjrzeć się pod tym kątem Twoim wypowiedziom.

            Cytat :

            „Jezus byl w zlym humorze, i przeklal niewinne drzewo figowe bo nie znalazl na
            nim owocu. Powinien byl pomyslec, ze to nie czas na figi, zanim wogole zaczal
            szukac. Obciazyl drzewo figowe wina, a pozniej, kiedy uswiadomil sobie, ze
            nieslusznie, bo nie byl to czas na figi, pokretnie wyjasnial cala sprawe apostolom.“

            Dla nas Pan Jezus jest bezgrzesznym Synem Boga żywego, jedną z Osób Trójjedynego
            Bóstwa, Panem Wrzechświata, wszechmocnym i godnym największej czci i chwały
            Podmiotem naszego kultu, czyli KWINTESENCJĄ świętości, a Ty ośmielasz się o Nim
            mówić, jak o nierozgarniętym „panu Stachu spod szesnastki“, który miewa „złe
            humory“, nie zna się na botanice, a poza tym wydaje nieuzasadnione wyroki, z
            których następnie się wycofuje, tłumacząc wszystko „pokrętnie“.

            Cytat:

            „Dalsza czesc Ewangelii wg Marka, 11, wskazuje, ze Jezus byl wtedy w zlym
            humorze i robil rzeczy ktore zgodnie z prawem wowczas panujacym w Swiatyni nie
            powinien byl robic: przepedzil przekupniow, chociaz postepowali legalnie;
            (...)Co ma piernik do wiatraka? To, ze kaplani nie umieli odpowiedziec na
            pytanie Jezusa, nie upowaznia Jezusa do rozrobek wobec ludzi, ktorzy postepuja
            legalnie, i wyzywania ich od zbojcow.“

            I znowu mamy do czynienia z „panem Stachem spod szesnastki“, w „złym humorze“,
            „łamiącym prawo“, „rozrabiającym“ i „ubliżającym“ uczciwym handlarzom, zupełnie
            jakby był po kilku wódkach...

            No to jak to jest, uwłaczasz katolickim świętościom, czy nie?
            Czy prześmiewcze epitety pod adresem naszego najświętszego Podmiotu kultu są
            bluźnierstwem, czy też powinniśmy je odbierać (zgodnie z Twoją SUBJEKTYWNĄ oceną
            jako „kulturalne poszukiwanie prawdy“?

            Pozdrawiam
            • avchdega-27 O ateistach, komentarzach i listkach figowych (1) 03.11.07, 12:00
              abmiros napisał:

              > Ja (...)

              I tu właśnie „leży pies pogrzebany“.
              Podczas gdy my, rzymscy katolicy mówimy o Bogu, Jego stawiając w centrum
              Wszechświata, ateista zawsze czyni to z samym sobą. To on jest tym centrum, on
              WIE, on PRZEJRZAŁ, on ODRZUCA, on krytykuje i uświadamia.

              Tak przy okazji podaję Ci, ateisto-agnostyku, definicję agnostycyzmu i jego
              relacji do ateizmu. Może Ci się do czegoś przyda. Myślę, że zapoznawszy się z
              nią, nie będziesz już mieszał PRZECIWSTAWNYCH sobie pojęć:), a to pozwoli na
              dokładniejsze określenie pobudek jakie Tobą kierują.

              „Agnostycyzm (gr. ἄγνωστος ágnōstos — "nieznany, niepoznawalny") - pogląd,
              według którego nigdy nikomu nie uda się dowieść istnienia lub nieistnienia Boga,
              bądź negujący całkowicie lub częściowo możliwość poznania bytu. (...)W swym
              stanowisku przeciwstawia się ateizmowi i teizmowi. „ (
              pl.wikipedia.org/wiki/Agnostycyzm )

              > w mojej wypowiedzi która krytykuje avchdega-27 mowie, ze Jezus
              przeklal drzewo za nieurodzajnosc wtedy, kiedy z natury nie moglo
              ono miec owocow, i komentuje to, ze Jezus powinien był pomyslec,
              zanim przeklal to drzewo.

              Nie chciałbym się powtarzać, ale w/g rzymskich katolików dobrych rad „myślenia“
              możesz udzielać panu Stachowi spod szesnastki, a nie WSZECHWIEDZĄCEMU. Rzymscy
              katolicy są zdania, że Zbawiciel świata ZAWSZE wiedział, co czyni i czynił to
              CELOWO w swej, często niepojętej dla nas, świętej, sprawiedliwej doskonałości:)

              > Z krytyki avchdega-27 wynika, ze oczekiwanie od Jezusa tego, czego oczekuje
              się od kazdego czlowieka przy zdrowych zmyslach, a mianowicie pomyslunku, jest
              dla katolikow
              bluznierstwem. Dziekuje. Zapamietam.

              I znowu to „ja“. To „ja“ oczekuję, aby Pan Jezus wykazał się „zdrowymi
              zmysłami“, „ja“ żądam, aby kierował się „pomyślunkiem“ itd... Taki homocentryzm
              (są mocniejsze określenia takiej postawy, których nie użyję, abyś się nie
              obraził:)), jest dla rzymskich katolików bluźnierstwem, niestety, i fajnie, że
              będziesz próbował to „sobie zapamiętać“.

              > Avchdega-27 w jego krytyce mojej wypowiedzi na przykladzie przypowiesci o
              przekletym drzewie figowym robi, sluszny zreszta, wyklad na temat roznicy w
              znaczeniu przyrody dla czlowieka z czasow Jezusa, a czlowieka z czasow Al Gore,
              czlowieka z dnia dzisiejszego.
              Podoba mi się to, ponieważ avchdega-27 wskazuje w ten sposob, jak anachroniczne
              sa Ewangelie.

              Noooo, Pismo Święte to rzeczywiście bardzo stary i nieustanny bestseller:) Ma
              oczywiście jeszcze kilka innych przymiotów, które my rzymscy katolicy doskonale
              rozpoznajemy, a „ja“-jcarze niekoniecznie:)

              > Ewangelie i caly Nowy Testament to rzeczywiscie teksty nie dosc, ze pelne
              sprzecznosci i niekonsekwencji wewnetrznych, ale również anachroniczne, budzace
              na kazdym kroku pytania i watpliwosci(...)

              Zwłaszcza dla kogoś, kto siebie samego uważa za źródło wszechwiedzy:)
              > Nowego Testamentu nie należy czytac nie majac pod reka komentarza dobrego
              historyka.

              Tak, tak:) Koniecznie HISTORYKA!
              Podobnie jak niesposób zrozumieć napełnionego smalcem nocnika, bez komentarza
              dobrego znawcy (biednego, sparaliżowanego Hawkinga?) kosmicznych czarnych dziur:)

              > Zreszta historia Kosciola Rzymskokatolickiego to historia zmieniajacych się
              komentarzy do Starego i Nowego Testamentu.

              Historia Kościoła, to poszukiwanie Prawdy, zbliżanie się do Niej, coraz większe
              rozmiłowywanie się w Niej. Kościół – jak każda społeczność – ROZWIJA SIĘ,
              ulepsza w poszukiwaniu sprawiedliwej i doskonałej Świętości. Kiedyś grzesznie
              zabijał niewiernych (jak dzisiaj fundametalistyczny islam), a dzisiaj zbiera
              trędowatych i umierających na ulicach Kalkuty – na przykład.
              • avchdega-27 O ateistach, komentarzach i listkach figowych (2) 03.11.07, 12:03
                abmiros napisał:

                > Ja korzystam z ksiazki Pismo Swiete Starego i Nowego Testamentu, Wydawnictwo
                Pallottinum, 1990. Podtytuly w Bilii nadaje wydawca, to nie sa fragmenty
                oryginalu. Do przypowiesci „Nieurodzajne Drzewo Figowe”sam tytul jaki nadal temu
                fragmentowi wydawca jest wprowadzajacy w blad, bo to drzewo figowe było urodzajne.

                Eeeeee tam! Skąd WIESZ, że „było urodzajne“? Nie mówi o tym ani jeden werset
                żadnej z Ewangelii! Fakt, że w/g św. Marka „nie był to czas na figi“ nic nie
                mówi o urodzajności, czy nieurodzajności drzewa i kto jak kto, ale rozmiłowany w
                logice agnostyk powinien wyczuwać zasadniczą różnicę:) Także żaden starożytny
                „historyk“ nie podaje, że zrywał z tego właśnie drzewa fig w latach poprzednich,
                tych PRZED jego uschnięciem:)

                Tak więc – agnostyku – nie da się udowodnić, że to Ty masz rację, a nie autor
                tytułu tej perykopy, a skoro tak, to stoją naprzeciwko siebie dwa sprzeczne
                twierdzenia... Jak myślisz, za JAKIM opowiemy się my, rzymscy katolicy?

                > Do fragmentu o drzewie digowym nie ma przypisu, który moglby posluzyc, czy to
                mnie, czy fleuret, za wskazowke, jak to czytac.

                „Dla chcącego nie ma nic trudnego“.
                Ktoś, kto poszukuje prawdy nie tylko „kulturalnie“, ale i wytrwale i z
                determinacją (jak przynajmniej niektórzy rzymscy katolicy, np. ja:)) dotrze do
                przekonywujących komentarzy. Choćby tej w Katolickim Komentarzu Biblijnym,
                oficyny wydawniczej „Vocatio“ w Warszawie (ISBN 83-7146-080-5), w którym na
                stronie 1018 (całe dzieło ma – bagatela – 2213 stron!) w rozdziale 47-ym, odstęp
                71-szy, pod tytułem „Ewangelia według świętego Marka“, można znaleźć nie tylko
                zacytowaną w innym moim wpisie interpretację, ale i piękną SYMBOLICZNĄ wykładnie
                tego, o dziwo JEDYNEGO znaku-cudu, jaki Pan Jezus uczynił w okolicach Jerozolimy.

                Ponieważ podejrzewam, że jednak nie sprawisz sobie tak prędko omawianego
                Komentarza (bo i po co? Ty i tak już wszystko wiesz, prawda?), a także z myślą o
                innych, którzy przypadkiem zabłądzą na nasz wątek, pozwolę sobie w skrócie
                opisać w/w symbolikę.

                1. Głodny Pan Jezus podchodzi do drzewa („głodny“ rzeczywistej i prawdziwej czci
                Boga Pan Jezus postanawia udać się do „miasta Dawidowego“ – Jerozolimy i do
                Przybytku Boga – Świątyni Jerozolimskiej).

                2. Szuka w konarach drzewa fig, a odnajduje jedynie niejadalne liście
                (Jerozolima okazuje się zupełnie nieprzygotowana na przyjście Syna Czlowieczego,
                a w Świątyni zamiast modlitw, odbywa się „legalny“ handel i przekupstwo).

                3. Pan Jezus wymawia słowa proroczej klątwy: „Niech już nikt nigdy nie je owocu
                z ciebie“ (poprzez odrzucenie Mesjasza Jerozolima wraz z Świątynią skazuje się
                na „uschnięcie“, na upadek autorytetu „uczonych w piśmie“ i „starszych ludu“).

                4. Pan Jezus opuszcza miasto i w drodze powrotnej jego uczniowe stwierdzają fakt
                uschnięcia drzewa (Syn Człowieczy zostaje zabity na krzyżu, Jerozolima się od
                Niego odwraca i „usycha“, a dokładniej zostaje wraz ze wpaniałą Świątynią
                doszczętnie zniszczona przez wojska Vespazjana w 71 roku. Zniszczenie jest tak
                dokumentne, że do dziś po Świątyni pozostała tylko Ściana Płaczu...)

                5. Pan Jezus wzywa przerażonych znakiem uczniów do głębokiej wiary w Jego
                posłannictwo (wielu żydowskich historyków i filozofów jest zdania, że losy
                Izraela wyglądałyby ZUPEŁNIE INACZEJ, gdyby do odrzucenia Drugiej Osoby Boskiej
                jednak nie doszło.)

                No i jak Ci się podoba ta teologiczna wykładnia? Ta symbolika?

                No ale fakt, niesamowitość zjawiska czarnych dziur nie można zrozumieć,
                oglądając „genialną interpretatcję grawitacyjnych paradoksów kosmosu“, czyli
                nocnik napełniony smalcem:) Trzeba się wcześniej otworzyć na INNĄ terminologię:)
                • avchdega-27 O ateistach, komentarzach i listkach figowych (3) 03.11.07, 12:04
                  abmiros napisał:

                  > Kosciol glosi Pismo Swiete, ale nie ostrzega, ze to sa starocie demonstrujace
                  sposób myslenia czlowieka sprzed dwoch tysiecy lat.

                  Nie wiem, co upoważnia Ciebie, ateistycznego agnostyka, który wypiął się na Pana
                  Boga i nie cierpi Jego Kościoła, do wyrokowania o tym CO i JAK tenże Kościół
                  głosi? To dość ważne pytanie, bo okazuje się, że Kościół akurat jest niezwykle
                  dumny ze swoich „staroci“, czci je jako Słowo Boże i ciągle na nowo inspiruje
                  się Nim:) Być może jeszcze tego nie wiedziałeś, ale teraz już wiesz (z pierwszej
                  ręki, od rzymskiego katolika) i przestaniesz wreszcie opowiadać bzdury:)

                  > Drzewo figowe to male piwo wobec problemu nowotestamentowego homoseksualizmu.

                  W Piśmie Świętym NIE MA „problemu homoseksualizmu“, pomijając może jeden z
                  fragmentów Listu św. Pawła, w którym ten – w/g Ciebie homoseksualista –
                  NAPIĘTNUJE podobne praktyki, a chodzi mi o ten oto fragment:

                  „Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie
                  się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani
                  mężczyźni współżyjący z sobą,“ (1 Kor 6,9)

                  Dziwne, „homoseksualista“, czczony przez Kościół jako św. Paweł Apostoł, NIE
                  CHCE posiąść królestwa Bożego! Byłaby to paranoja do kwadratu – powiedziałbym,
                  już nawet nie jako rzymski katolik, ale trzeźwo myślący człowiek:)

                  > W tamtych czasach, kiedy powstawaly pisma Nowego testamentu, dominujaca w
                  basenie srodziemnomorskim była kultura grecko-rzymska, wysoko ceniaca
                  homoseksualizm. Na terenie Palestyny kultura ta zetknela się z kultura judaizmu,
                  gdzie homoseksualisci byli
                  zabijani.

                  Ale CO ten krótki wykład na temat historii homoseksualizmu ma wspólnego z naszą
                  dyskusją? A może Ci się ta figa, a właściwie „listki figowe“ z seksem skojarzyły? :D

                  > Sa autorzy którzy uwazaja, ze Jezus, i obok niego praktycznie tworca
                  chrzescijanstwa, Pawel z Tarsu, (...) byli homoseksualistami którzy wnosili w
                  judaizm milosc. Dalsza czesc tego kierunku rozmyslan, to poszukiwanie odpowiedzi
                  na pytanie, jaka to milosc, która wnosili? Autorzy, którzy podnosza ten aspekt
                  znajduja w Nowym Testamencie wskazowki na slusznosc swoch podejrzen o
                  homoseksualizmie Jezusa i Pawla z Tarsu. Obydwaj byli bezzenni, a wśród Zydow to
                  było niecodzienne. Zydowska rodzina to zupelnie co innego, niż rodzina o ktorej
                  mowi Jezus w Ewangeliach, u Zydow sa dzieci!, itd..

                  No, zgadzam się:) Jest WIELU RÓZNYCH AUTORÓW, nawet takich co wypisują głupoty o
                  jakichś „kodach da Vinci“ i inszych sensacjach:) Albo ten „autor“, co to grób
                  Pana Jezusa odnalazł:) Lub ta najnowsza autorka, która głosi, że Pan Jezus był
                  przebraną za mężczyznę kobietą:)

                  Wcześniej napisałeś, że każdy sam odpowiada za dobierane przez siebie
                  autorytety, czy jakoś tak, więc może Ty dobieraj sobie „swoich autorów“, a
                  rzymskim katolikom pozwól dobierać ICH autorytety, zgoda?

                  Zdradzę Ci, że my, rzymscy katolicy bardzo nie lubimy się wstydzić, za nasze
                  autorytety; z „ja“-jcarzami bywa różnie, czasem im głupszy autorytet, tym
                  bardziej przekonany i radośniejszy „ja“-jcarz.

                  > W Ameryce jest chrzescijanska grupa religijna, która pikietuje pogrzeby
                  zolnierzy amerykanskich zabitych w Iraku plakatami, ze ich smierc to jest kara
                  Boga za amerykanskie tolerowanie homoseksualistow.

                  No nieźle porąbana grupa, to fakt.
                  Ale „w tej Hameryce, to panie, wszystkie takie jakieś dziwne“ – jak mawiał
                  małorolny chłop Ignacy Lepper z suwalskiego. „Zamiast porządnego trącenia się
                  kelichem na grobie pomarłych krewnych, świento jakiegoś Halogena łobchodzą“...

                  :)

                  > Chrzescijanstwo zawsze było i jest balaganem sposobow rozumienia -Pisma-.
                  Balagan ten jest odzwierciedleniem balaganu w samym -Pismie-. Tylko ateizm
                  (odrzucanie wszelkich bogow wymyslonych przez religie), i agnostycyzm
                  (poszukiwanie prawdy przez badanie przyrody i naukowe, niedogmatyczne podejscie
                  do prawd do tej pory znalezionych), może umozliwic przyjazne wspolzycie ludzi w
                  ramach spoleczenstw. (...)

                  Pragnę Ci zwrócić uwagę, że znajdujesz się na „Forum bez bluźnierstw“ i jeśli
                  szanowny Admin uzna, że w swoim „kulturalnym poszukaniu prawdy“ jednak posuwasz
                  się zbyt daleko, to Twoje jedynie słuszne teorie i całą tą
                  ateistyczno-agnostyczną, manipulatorsko-propagandową paplaninę może po prostu
                  wymazać.

                  (Mam nadzieję, że sipsałeś sobie wszystko na boku „dla potomnych“:))

                  > W czasie, kiedy pisalem niniejsza wypowiedz, pojawily się na moim ekranie nowe
                  teksty avchdega-27. Przeczytalem je. Dziekuje. Ustosunkuje się do nich osobno w
                  ramach ilustrowanych symbolem :).

                  Nie ma ZA CO dziękować! Ja również dziękuję za przeczytanie „nowych tekstów“ i z
                  niecierpliwością oczekuję na „ustosunkowanie się“.

                  :)

                  Pozdrawiam

                  • abmiros Czy nawracanemu na katolicyzm ... 03.11.07, 18:22
                    Czy nawracanemu na katolicyzm nie wolno skomentowac katolickich
                    dogmatow negatywnie? Tylko wolno mu skomentowac je pozytywnie? Musi
                    je albo przyjac, albo wysluchac lub przeczytac je w milczeniu?
                    • abmiros Avchdega-27 definiuje wojujacy katolicyzm. Polecam 03.11.07, 18:34
                      Avchdega-27 definiuje wojujacy katolicyzm. Polecam go tym ktorzy
                      chca wiedziec, na czym wojujacy katolicyzm polega.
                      • avchdega-27 Szkoda:( 03.11.07, 22:08
                        abmiros napisał:

                        > Avchdega-27 definiuje wojujacy katolicyzm. Polecam go tym ktorzy
                        > chca wiedziec, na czym wojujacy katolicyzm polega.

                        No cóż, widzę, że nie pogadamy:(

                        Szkoda, bo nawet wstawiłem się za Ciebie do Admina, licząc, że jednak
                        rozbierzesz moje przemyślenia na czynniki pierwsze i będę musiał myśleć od nowa.

                        Z tym miom rzekomym „wojującym katolicyzmem“ przesadzasz.

                        Ja wiem, wy ateiści przyzwyczailiście się do sytuacji, że jak się na rzymskiego
                        katolika tupnie, jakimś „homoseksualnym Jezusem“ czy innym szokującym
                        stwierdzeniem obrzuci, to ten natychmiast z trwogą złapie za różaniec, a
                        komputer na wszelki wypadek wodą święconą skropi. Albo – i na to liczycie
                        najbardziej – „nastawi drugi policzek“.

                        Ateista uważa, że bronić Pana Boga katolikowi po prostu nie wypada (Pan Bóg sam
                        se doskonale poradzi, a jeszcze schowanie miecza do pochwy rozkaże), a tego wg
                        Was „wstrętnego Kościoła“ bronić przecież nie można, bo każdy WIE, jaki on jest,
                        prawda?

                        Więc kiedy spotykacie się z zupełnie nieoczekiwanym oporem, to natychmiast
                        tracie animusz, albo żadacie od nas chrześcijańskiej pokory, do której jesteśmy
                        przecież „odgórnie“ zobligowani.

                        Przykro mi, ale muszę Cię w tym względzie rozczarować. Taki już jestem, że
                        przedkładam ostrą polemikę nad skrapianie monitora wodą święconą, więc wychodzi
                        na to, że nie jestem zbyt wygodnym partnerem w dyskusjach światopoglądowych z
                        ateistami.

                        Ale oczywiście moje uszczypliwości i kpinki, na które przy takich okazjach sobie
                        pozwalam, wcale nie oznaczają agresji czy nawet niechęci w stosunku do moich
                        adwersarzy. Przeciwnie, odpisując im w sposób wyczerpujący, daję chyba
                        dostatecznie do zrozumienia, że traktuję ich poważnie, szanuję ich i respektuję.
                        Jeśli dokładnie przejrzysz sobie moje teksty, z łatwością stwierdzisz, że nigdy
                        nikomu (także Tobie) niczego nie narzucałem i nie narzucam, bo KAŻDY człowiek,
                        niezależnie od wyznawanego światopoglądu, zasługuje na szacunek i ma niezbywalne
                        prawo do własnych wyborów. Wynika to z nauki samego Pana Jezusa i jest
                        centralnym elementem nauki mojego Kościoła.

                        Ale skoro KAŻDY człowiek zasługuje na szacunek, to także i rzymski katolik, a
                        nie tylko ateista, agnostyk czy innowierca. Z dobrego serca radzę Ci o tym
                        zawsze pamiętać.

                        Pozdrawiam
                        • abmiros Re: Szkoda:| 04.11.07, 18:04
                          avchdega-27 napisał:

                          > No cóż, widzę, że nie pogadamy:(

                          Juz pogadalismy. Masz jeszcze o czym do pogadania?-powiedz. Jestes
                          na forum, miejscu publicznych wystapien, przemowien. Z tym, ze
                          jezeli przyniesiesz na forum swoich bogow, stwarzasz mozliwosc
                          bluznierstwa.

                          Jezus poszedl do Swiatyni i tam zachowywal sie prowokacyjnie. Ja nie
                          ide do waszych kosciolow aby tam zachowywac sie prowokacyjnie.
                          "Forum bez bluznierstw", na ktore wnosi sie swietosci, ktorych
                          kwestionowanie moze byc uwazane za bluznierstwo, jest prowokacja-
                          jezeli to jest forum otwarte. "Gazeta" stwarza mozliwosci utworzenia
                          forum na ktore dostep jest ograniczony. Przeniescie sie tam ze
                          swoimi swietosciami, jezeli nie macie intencji prowokowanie tego, co
                          nazywacie bluznierstwem.

                          Wchodzicie na forum otwarte z intencja, ze bedziecie nawracac.
                          Ponawiam moje pytanie: jak mozecie nawracac bez poddawania swoich
                          swietosci i dogmatow pod dyskusje? Jaka to bedzie dyskusja, jezeli
                          bedziecie usuwac z niej wypowiedzi kwestionujace te swietosci?

                          Ksiega Kaplanska 24,13-16:

                          -Wtedy Pan powiedzial do Mojzesza: "Kaz wyprowadzic bluznierce poza
                          oboz. Wszyscy ktorzy go slyszeli poloza rece na jego glowie. Cala
                          spolecznosc ukamieniuje go. Potem powiesz Izraelitom: ktokolwiek
                          przeklina Boga swego, bedzie za to odpowiadal. Ktokolwiek bluzni
                          imieniu Pana, bedzie za to odpowiadal. Cala spolecznosc ukamieniuje
                          go. Zarowno tubylec, jak i przybysz bedzie ukarany smiercia za
                          bluznierstwo przeciwko Imieniu-.

                          Pretensja Jezusa ze jest Mesjaszem (Mateusz 26:64-65) i Synem Boga
                          (Jan 10:31-36) byla traktowana przez zydow jako bluznierstwo.

                          Jezus zmienil definicje bluznierstwa w stosunku do Starego
                          Testamentu:

                          (Marek 3:28-29):-Zaprawde powiadam wam, wszystkie grzechy i
                          bluznierstwa, ktorych by sie ludzie dopuscili, beda im odpuszczone.
                          Kto by jednak zbluznil przeciwko Duchowi Swietemu, nigdy nie otrzyma
                          odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego-.

                          Pawel uwaza swoja dzialalnosc przed nawroceniem za bluzniercza
                          (Pierwszy List do Tymoteusza, 1:13), ale Pawel tlumaczy sie swoja
                          wowczas niewiara i sadzi, ze na tej podstawie jego bluznierstwa sa
                          mu odpuszczone.

                          Podsumowanie: nie usuwajcie kulturalnych wypowiedzi z otwartego
                          forum na ktorym nawracacie. Jezeli wasza wiara jest prawdziwa, to
                          one zaszkodza tylko bluzniercy. Wg definicji Jezusa ja nie jestem
                          bluznierca, moze wg definicji Akwinaty, ale to osobna historia. Ja
                          sadze, ze Jezus nie byl nikim innym, jak najzwyklejszym czlowiekiem,
                          ktory jadl, pil i trawil, i chyba dobrze trawil, bo mial niezla
                          figure, jak to pokazuja plaskorzezby z wczesnych wiekow n.e., ktore
                          przedstawiaja go jako pasterza.

                          Chrzescijanstwo zmienialo sie w ciagu wiekow, wraz z tym zmieniala
                          sie definicja bluznierstwa. Katolicyzm robi wrazanie tej odmiany
                          chrzescijanstwa, w ktorej obecnie tacy jak avchdega-27 definiuja
                          bluznierstwo. Dobrze wiedziec, dlatego polecam.
                          • abmiros Najwiekszy problem chrzescijanstwa. 05.11.07, 03:22
                            Chrzescijanstwo odkad pojawily sie ewangelie ma problem z ponownym
                            przyjsciem Jezusa, ktore mialo nastapic krotko po wniebowstapieniu:

                            Ewangelia wg Mateusza 16:27,28.
                            "Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z
                            aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania.
                            Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają
                            śmierci, aż ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w królestwie
                            swoim".


                            Ewangelia wg Marka, 8:38, 9:1.
                            "Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi przed tym pokoleniem
                            wiarołomnym i grzesznym, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie,
                            gdy przyjdzie w chwale Ojca swojego razem z aniołami świętymi.
                            Mówił także do nich: Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu
                            stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą królestwo Boże przychodzące w
                            mocy".

                            Ewangelia wg Lukasza, 9:26,27.
                            "Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi, tego Syn Człowieczy
                            wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w swojej chwale oraz w chwale
                            Ojca i świętych aniołów.
                            Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają
                            śmierci, aż ujrzą królestwo Boże".

                            Zapowiedzi Jezusa cytowane powyzej sa najwiekszym problemem
                            fundamentalistow biblijnych od poczatku chrzescijanstwa, bo
                            wskazuja, ze Jesus sie mylil, twierdzac, ze przyjdzie ponownie
                            jeszcze w jego czasach. U Mateusza 24 jest opis dramatycznych
                            wydarzen przed ponownym przyjsciem Jezusa (zacmienie slonca,
                            ksiezyca, spadajace gwiazdy, i inne), ale jest i uspokojenie, ze
                            czas oczekiwania na te wydarzenia zostanie skrocony:

                            Ewangelia wg Mateusza 24:22.
                            "Gdyby ów czas nie został skrócony, nikt by nie ocalał. Lecz z
                            powodu wybranych ów czas zostanie skrócony".

                            a nastepnie sa nastepujace zdania zdania:
                            Ewangelia wg Mateusza: 24:32-34
                            "A od figowego drzewa uczcie się przez podobieństwo! Gdy jego
                            gałązka staje się soczysta i liście wypuszcza, poznajecie, że zbliża
                            się lato. Tak samo i wy, kiedy ujrzycie to wszystko, wiedzcie, że
                            blisko jest, we drzwiach. Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to
                            pokolenie, aż się to wszystko stanie".

                            I co? 2 tyciace lat to ile pokolen?-i nic.
                          • avchdega-27 Cieszę się, 05.11.07, 09:26
                            Oba Twoje wpisy przeczytałem i postaram się odpowiedzieć na nie jak najszybciej.

                            że pogadaliśmy i dalej gadamy:), bo ja oczywiście „mam jeszcze o czym do
                            pogadania” – żeby Twoim słowami odpowiedzieć Ci na postawione pytanie.

                            A więc do wkrótce!

                            Pozdrawiam
                            • avchdega-27 Cieszę się, 05.11.07, 09:38
                              że pogadaliśmy i dalej gadamy:), bo ja oczywiście „mam jeszcze o czym do
                              pogadania” – żeby Twoim słowami odpowiedzieć Ci na postawione pytanie.

                              Oba Twoje wpisy przeczytałem i postaram się odpowiedzieć na nie jak najszybciej.

                              A więc do wkrótce!

                              Pozdrawiam

                              (Trochę namieszałem stylistycznie w mojej poprzedniej odpowiedzi:( Sorry!)
                          • avchdega-27 O tym co komu wolno i gdzie (1) 05.11.07, 19:01
                            > „Juz pogadalismy. Masz jeszcze o czym do pogadania?-powiedz. Jestes na forum,
                            miejscu publicznych wystapien, przemowien. Z tym, ze jezeli przyniesiesz na
                            forum swoich bogow, stwarzasz mozliwosc bluznierstwa.”

                            > „Jezus poszedl do Swiatyni i tam zachowywal sie prowokacyjnie. Ja nie ide do
                            waszych kosciolow aby tam zachowywac sie prowokacyjnie."Forum bez bluznierstw",
                            na ktore wnosi sie swietosci, ktorych kwestionowanie moze byc uwazane za
                            bluznierstwo, jest prowokacja-jezeli to jest forum otwarte. "Gazeta" stwarza
                            mozliwosci utworzenia forum na ktore dostep jest ograniczony. Przeniescie sie
                            tam ze swoimi swietosciami, jezeli nie macie intencji prowokowanie tego, co
                            nazywacie bluznierstwem.”

                            No, niestety jest trochę inaczej niż twierdzisz.

                            Obaj jesteśmy na PRYWATNYM forum niejakiego z2006. W Gazecie taka możliwość
                            istnieje. Jeśli ktoś sobie życzy założyć prywatne forum i ustalić na nim własne
                            „reguły gry” – może to uczynić. I wcale nie ma obowiązku zamykać swojego forum,
                            tzn. dopuszczać do czynnego uczestnictwa tylko osoby przez siebie wybrane, albo
                            utajniać je tzn. ukryć, zrobić niewidocznym dla ogółu, jeśli zależy mu na tym,
                            aby poczytać je sobie mogli również ludzie przypadkowi.

                            Nie zamykając forum, prywatny admin pozwala automatycznie na WSZELKIE wpisy, ale
                            wcale nie musi to oznaczać, że je na forum pozostawi. Zwykle analizuje on
                            wszystkie wątki i wypowiedzi, a jeśli jakiś wpis nie odpowiada JEGO założeniom
                            wstępnym (które zwykle można przeczytać na stronie głównej takiego forum w
                            formie krótkiego opisu i zestawienia obowiązujących reguł), ma jak najbardziej
                            prawo taki wpis wymazać.

                            Reguły te nie są żadną „prowokacją”, ale najzwyklejszym korzystaniem z praw
                            ustalonych przez wlaściciela portalu www.gazeta.pl .

                            Tak więc chcąc na tym konkretnym forum „kulturalnie poszukiwać prawdy”, musisz
                            się liczyć z tym, że z2006 odniesie inne wrażenie i któryś z Twoich wpisów
                            usunie. Radzę Ci przeczytać sobie założenia wstępne tego forum, w myśl których
                            admin POZWALA coprawda na wpisy niekoniecznie zgodne „z nauczanie Kościoła
                            Katolickiego”, ale też pisze wyraźnie, dlaczego założył swoje forum i pozostawia
                            samemu sobie jako, że tak się wyrażę, „dzierżawcy”, szerokie pole do
                            interwencji, do czego MA PRAWO.

                            Gazeta Wyborcza posiada bardzo dużo for, mieniących się religijnymi. Na
                            większości z nich terminy „religia” czy „Kościół” użyto dla „zmyły”, a fora te
                            tak właściwie służą do wylewania gnojówki na wszystko co z terminami tymi jest
                            związane.

                            Tak więc jeśli zależy Ci na kopaniu katolików i gnojeniu ich świętości, nawet
                            niekoniecznie kulturalnie, znajdziesz mnóstwo wirtualnej przestrzeni dla tego
                            typu praktyk, więc nie skarż się, że Cię tu tak skrzywdzili, bo wymazali Ci
                            jeden „krytyczny” wpis, który ja zresztą prawie w całości zacytowałem w mojej
                            odpowiedzi.

                            Tutaj obowiązują INNE zasady i kropka. Tutaj nikt nie napisał Ci przecież, że
                            jesteś niedoinformowanym kretynem, bo nie wierzysz w Boga, a mniej więcej taki
                            właśnie wydźwięk mają Twoje „kulturalne” wpisy dotyczące katolików, chociaż
                            oczywiście chodzi tu o ich świętości i ich wiarę.

                            Teraz kilka słów wyjaśnienia odnoście Pana Jezusa udającego się do świątyni
                            jerozolimskiej, co w sposób absolutnie błędny porównujesz do twoich wpisów na
                            tym – obcym Ci ideowo – forum.

                            Mógłbym skwitować to nieadekwatne porównanie wykładnią katolicką, a mianowicie,
                            że wchodząc do świątyni, Pan Jezus tak właściwie wchodził DO SWOJEGO DOMU, jako
                            że był Synem Bożym, a świątynia była właśnie domem Jego Ojca. Dlatego właśnie
                            my, rzymscy katolicy, nie gorszymy się tak bardzo świętym gniewem, jakim zapałał
                            Pan Jezus, widząc jak to z JEGO domu uczyniono „jaskinę zbójców”. Że tak właśnie
                            rozumował, świadczy chociażby cytat z proroka Izajasza (Iz 56,7), jakim posułżył
                            się w uzasadnieniu przepędzenia handlarzy. Przypomnę może odpowiedni wers: „I
                            rzekł do nich: Napisane jest: MÓJ dom ma być domem modlitwy, a wy czynicie z
                            niego jaskinię zbójców” (Mt 21,13. por. Mk 11,7; Łk 19,46).

                            Ale nawet jako „zwykły człowiek” (określenie Twoje, bo już np. żydzi czy
                            muzułmanie widzą w Panu Jezusie conajmniej proroka!) Jezus z Nazaretu, Syn
                            Józefa i Marii, był również żydem i miał prawo bez ograniczeń wchodzić do
                            świątyni i poruszać się w niej gdzie chciał, za wyjątkiem miejsca zwanego
                            Świętym Świętych, do którego wstęp mieli tylko wyznaczani cyklicznie kapłani.

                            Więc to nie było tak, że Pan Jezus był w świątyni jerozolimskiej„na obcym
                            terenie”( jak np. abmiros na „Forum bez bluźnierstw”), ale wręcz przeciwnie:
                            zgodnie wykładnią katolicką był u siebie, a zgodnie z prawem mojżeszowym miał
                            jako żyd i mężczyzna prawo odwiedzać świątynię tak często jak chciał.

                            Oczywiście takie częste odwiedziny wiernych i pielgrzymów były też na rękę
                            kapłanom i starszyźnie żydowskiej, bo związane były z załatwianiem wielu
                            zupełnie świeckich spraw i usług, za które całkiem normalnie płacono, a także ze
                            składaniem darów, ofiar itd., w czym oczywiście przede wszystkim partycypowali
                            właśnie kapłani.

                            Nie należy zapominać, że w czasach Pana Jezusa Świątynia Jerozolimska była
                            przede wszystkim INSTYTUCJĄ (dlatego piszę ją w tym wypadku dużą literą) z
                            własną strażą, urzędnikami, uczonymi itp., a także, że sam teren świątyni
                            składał się z wielu placów, obszernych krużganków i pomieszczeń, nawet z
                            krużgankiem dla innowierców. I to tam właśnie, w tych licznych krużgankach i na
                            placach kupczono, wymieniano walutę, handlowano zwierzętami ofiarnymi, a przy
                            okazji też oszukiwano i wyzyskiwano pielgrzymów i wiernych, i to te – powiedzmy
                            delikatnie – nie mające prawie nic wspólnego z rzeczywistym kultem praktyki tak
                            bardzo rozgniewały Pana Jezusa, że: „począł wypędzać wszystkich sprzedawców i
                            kupujących, którzy się tam znajdowali: powywracał stoły zmieniających pieniądze
                            i stoiska sprzedawców gołębi.”(Mt 21,12) Ciekawe, że to tak gorszące Ciebie
                            wydarzenie, nie przeszkodziło wcale Panu Jezusowi w późniejszym dalszym
                            nauczaniu na terenie tejże świątyni i – jak powiada Pismo św. – tylko
                            arcykapłani i uczeni w piśmie „natychmiast zaczęli się zastanawiać, jak by Go
                            zgładzić. Obawiali się Go bowiem, bo cały lud zachwycał się Jego nauką.” (Mk
                            11,18)...
                            • avchdega-27 O tym co komu wolno i gdzie (2) 05.11.07, 19:03
                              abmiros napisal:

                              > „Wchodzicie na forum otwarte z intencja, ze bedziecie nawracac. Ponawiam moje
                              pytanie: jak mozecie nawracac bez poddawania swoich swietosci i dogmatow pod
                              dyskusje? Jaka to bedzie dyskusja, jezeli bedziecie usuwac z niej wypowiedzi
                              kwestionujace te swietosci?”

                              Po pierwsze, skąd przyszło Ci do głowy, że „my” chcemy kogoś nawracać? Na
                              podstawie czego dochodzisz do takich wniosków? Nie chcę mówić za innych, ale np.
                              ja absolutnie nie mam misjonarskich zapędów. Przecież czym innym jest otwarte i
                              odważne dawanie świadectwa swojej wiary, upublicznianie takich czy innych
                              katolickich tekstów i katolickiej wykładni Pisma św., upowszechnianie
                              katolickiego postrzegania świata itd., (co czyni na SWOIM prywatnym forum także
                              z2006), a czym innym namawianie czy nakłanianie kogoś do przyjęcia katolicyzmu,
                              czyli nawracanie. Bo do dawania świadectwa rzeczywiście zostaliśmy przez naszego
                              Pana zobligowani. Do nawracania już niekoniecznie lub dokładniej – nie wszyscy,
                              bo z katolickimi misjonarzami jest już nieco inaczej, chociaż nawet oni w
                              krajach misyjnych są obowiązani przede wszystkim do bardzo konkretnej POMOCY, a
                              przekonując ludzi do katolicyzmu, muszą być bardzo delikatni i zawsze
                              uwzględniać zastane tradycje i postrzeganie świata.

                              Tak więc, od uprawianego na tym forum czynnego krzewienia Słowa Bożego do
                              nawracania na katolicyzm, jest mniej więcej tak samo daleko, jak od idei
                              komunizmu do realnego komunizmu w wydaniu stalinowskim.

                              Zawsze wkurza mnie ten pseudozarzut rzekomego „nawracania”, pojawiający się
                              przeważnie wtedy, gdy otwarcie głosimy niewygodną dla ateistów i innowierców
                              NASZĄ prawdę. Zwykle towarzyszy mu jeszcze inny, a mianowicie wytykanie nam
                              naszej rzekomej „świętoszkowatości”, zarzut robienia z siebie jakichś chodzących
                              z rozmodlonymi oczyma i pouczających innych ludzkich ideałów, podczas gdy my po
                              prostu przedstawiamy zasady naszej wiary, których i mam czasem trudno
                              przestrzegać w 100 %-ach.

                              Jeśli więc ja mówię np., że Pan Jezus jest NASZĄ świętością, to przecież nie
                              znaczy to, że próbuję nawracać Cię na katolicyzm, bo ja tą wypowiedzią nawet nie
                              twierdzę, że sam ZWASZE zachowuję się tak, jak chciał tego Pan Jezus, prawda? Ja
                              po prostu przedstawiam moje stanowisko, moją – że tak powiem – pozycję wyjściową
                              w dyskusji z kimś niewierzącym i spodziewam się tym samym, że mój adwersarz to
                              jakoś uwzględni w swoich wywodach i zaniecha udowadniania mi, że moja Świętość
                              była homoseksualnym, rozrabiaczem i niepoważnym kłamcą.

                              Czy aż tak trudno to zrozumieć?

                              Tak więc w rozmowie ze mną możesz sobie podważać katolickie dogmaty, ale niech
                              to podważanie nie będzie takie prześmiewcze, a do tego jeszcze apodyktyczne,
                              nachalne, jakbyś głosił jakieś banały i ogólnie znane rzeczy i dziwił się, że
                              ktoś może mieć w tej kwestii inne zdanie. Nie wierzysz np. w życie pozagrobowe –
                              to nie wierz, ale nie próbuj mi tłumaczyć jak nierozgarniętemu smarkaczowi, że
                              życie takie NIE ISTNIEJE. Powtarzam raz jeszcze: ja nie oceniam Twojej niewiary
                              jako wyniku ociężałości umysłowej, więc Ty także nie traktuj mnie jak przygłupa,
                              a będzie się nam całkiem nieźle dyskutowało.
                              • avchdega-27 O tym co komu wolno i gdzie (3) 05.11.07, 19:05
                                abmiros napisal:

                                > „Ksiega Kaplanska 24,13-16: -Wtedy Pan powiedzial (...)”

                                Nie bardzo rozumiem co chesz wyrazić tym cytatami, nie obraź się, ale trochę to
                                wszystko chaotycznie wygląda, więc nie będę ustosunkowywał się do poszczególnych
                                perykom, bo musiałbym się zbyt wielu rzeczy domyślać, więc skupię się jedynie na
                                „podsumowaniu”.

                                > „Podsumowanie: nie usuwajcie kulturalnych wypowiedzi z otwartego forum na
                                ktorym nawracacie.”

                                No właśnie sęk w tym, że Twoje wypowiedzi ani nie są zbytnio kulturalne, ani my
                                nie staramy się nikogo nawracać. Wszystko to opisałem szczegółowo powyżej.

                                > „Jezeli wasza wiara jest prawdziwa, to one zaszkodza tylko bluzniercy.”

                                Znowu coś mieszasz. Właściwie powinienem mówić tylko za siebie, ale niech Ci
                                będzie, przyjmę tą narzuconą mi przez Ciebie „liczbę mnogą”, mając nadzieję, że
                                z2006 i inni katolicy z tego forum się na mnie nie pogniewają.

                                No więc U NAS nie ma żadnego „jeżeli”! Nasza wiara JEST dla nas prawdziwa i nie
                                podoba się nam, gdy ktoś bluźni z naszych świętości. My mu tego nie zabraniamy,
                                ale akurat z2006 postanowił, że na JEGO forum tego typu rzeczy nie będzie
                                dopuszczał (upubliczniał).

                                > „Wg definicji Jezusa ja nie jestem bluznierca, moze wg definicji Akwinaty, ale
                                to osobna historia.”

                                Może według definicji jakiegoś Twojego „jezusa”, bo w/g Pana Jezusa rzymskich
                                katolików jesteś bluźniercą, nazywając Go rozrabiaczem, homoseksualistą i czymś
                                tam jeszcze. Nic na to nie poradzę, taka jest LOGIKA katolicyzmu.

                                > „Ja sadze, ze Jezus nie byl nikim innym, jak najzwyklejszym czlowiekiem, ktory
                                jadl, pil i trawil, i chyba dobrze trawil, bo mial niezla figure, jak to
                                pokazuja plaskorzezby z wczesnych wiekow n.e., ktore przedstawiaja go jako pasterza”

                                No właśnie! I takiemu, dawno już zmarłemu „jezusowi admirosa” rzeczywiście
                                „zwisa” czy się go obrzuca gnojem czy chwali, podobnie jak wystawionemu w
                                mauzoleum „do oglądania” Leninowi „zwisa” opinia o nim byłych ofiar komunizmu...
                                Zresztą w/g Ciebie obaj zapadli się przecież w nicość i wcale nie wiedzą o
                                postrzeganiu ich dawnej ziemskiej działalności.

                                Tak więc skoro tak bardzo zależy Ci na dalszym zajmowaniem się spuścizną
                                jakiegoś trupa, to nikt nie zabrania Ci tego robić, ale nie wymagaj od nas,
                                żebyśmy brali w tym udział. Nasz Jezus jest nie tylko tym historycznym Jezusem z
                                Nazaretu, ale także zmartwychwstałym Chrystusem, Synem Najwyższego, który z
                                Twoim trupem nie ma nic, ale to nic wspólnego!

                                > „Chrzescijanstwo zmienialo sie w ciagu wiekow, wraz z tym zmieniala sie
                                definicja bluznierstwa.”

                                Wybacz, ale to zdanie należy do gatunku „super-orginalnych” banałów w rodzaju:
                                „zawód piekarza zmieniał się na przestrzeni dziejów, a wraz z nim zwiększała się
                                ilość gatunków pieczywa.”

                                Przecież nikt nie twierdzi, że chrześcijaństwo się nie zmieniało i że definicja
                                bluźnierstwa zawsze była taka sama, ale NA TYM konkretnym forum, założonym przez
                                mającego konkretne wyobrażenia o bluźnierstwie wobec wyznawanych świętości
                                człowieka, pewne sformułowania są uznawane za bluźniercze i podlegają kasacji.
                                Punkt.




                                >Katolicyzm robi wrazanie tej odmiany chrzescijanstwa, w ktorej obecnie tacy jak
                                avchdega-27 definiuja bluznierstwo.

                                No proszę! Tak oto awansowałem na „doktora katolicyzmu”, który ustala definicje:)
                                Chyba jednak trochę mnie przeceniasz.

                                Tak przy okazji.
                                „Odmiany” to mamy jabłek, śliwek czy „odmianę losu”; katolicyzm natomiast, jest
                                dość istotną liczebnie CZĘŚCIĄ chrześcijaństwa, a niektórzy twierdzą nawet, że
                                najważniejszą:)
                                A przypisywanie Synowi Bożemu pededrastii, czy robienie z Niego niepoczytalnego
                                rozrabiaki, ZAWSZE było, jest i będzie uznawane za bluźnierstwo przez
                                PRZYTŁACZAJĄCĄ większość chrześcijan od samych początków tej religii, nie tylko
                                przez rzymskich katolików.

                                Pozdrawiam
                                • abmiros Nauka a religia (1) 06.11.07, 03:57
                                  Jezeli Bog proponowany przez religie istnieje, to rzadzi przyroda.
                                  Rzadzi, to albo ustala jej prawa, albo kieruje nia na bierzaco, od
                                  przypadku do przypadku. To drugie rozwiazanie raczej nie ma miejsca,
                                  bo zjawiska przyrody daja się przewidziec w oparciu o badania nauki.
                                  W miare rozwoju nauki, (nie religii), powieksza się zakres
                                  mozliwosci przewidywania.

                                  Jeżeli wiec Bog istnieje, to nauka badajac prawa przyrody bada
                                  boskie prawa. Religie wysuwaja te sama pretensje, a mianowicie, ze
                                  to one badaja boskie prawa.

                                  Nauka lepiej przepowiada przyszlosc od religii. Np. jeżeli obecnie
                                  religie chcialyby przepowiadac zjawiska przyrody, musza siegnac do
                                  odpowiedniej dziedziny nauki, (w przypadku przepowiadania pogody do
                                  meteorologii), nie do swoich, religijnych wynikow badan. Zreszta w
                                  praktyce religie to przyznaja i wycofuja się z tych dziedzin, w
                                  które weszla nauka.
                                  • abmiros Re: Nauka a religia (2) Holbach. 06.11.07, 04:06
                                    [Do poprzedniego tekstu: biezaco, nie "bierzaco"].

                                    Odrzucam bogow proponowanych przez religie (mój ateizm) i zawieszam
                                    sad nad istnieniem Boga jako absolutu (mój agnostycyzm, na który
                                    zreszta nadal szukam mozliwie najlepszego okreslenia). Dumam nad
                                    podejsciem Holbacha (1723-1789, jeden z encyklopedystow. Odrobine
                                    poprawiam jego tezy, np. tam, gdzie on pisze „maszyna” ja
                                    pisze „komputer” i ujmuje jego tezy, które biore z encyklopedii, po
                                    swojemu-czyli co zlego w tym co ponizej, to moja wina.

                                    1. Czlowiek jest rodzajem komputera, caly wszechswiat jest rodzajem
                                    komputera.
                                    2. Prawa rzadzace wszechswiatem sa ustalone, zafiksowane, nie
                                    dowolne, dlatego nauka może je badac, polegac na wynikach tych
                                    badan, i uzupelniac te wyniki w miare nowych odkryc.
                                    3. Jakosc to cecha majaca swoje zrodlo w materii, ktorej poznawanie
                                    rozszerza nauka.
                                    4. Każdy czlowiek jest motywowany przez interes wlasny. Szczescie to
                                    stan nieprzerwanej przyjemnosci. Zdrowy organizm to podstawa
                                    przyjemnosci. (tutaj chcialoby mi się rozszerzyc cala sprawe na
                                    rodzine, dzieci, seks, ale nie chce przedluzac).
                                    5. Zadaniem nauczania jest przekazywanie zasad etyki naturalnej
                                    kolejnemu pokoleniu..
                                    6. Wiedza polega na wrazeniach zmyslowych, dlatego nauka powinna
                                    zastapic religie (!).
                                    7. Chrzescijanstwo jest jedynie przesadem kultywowanym przez ksiezy
                                    którzy chca zachowac swoja wladze nad ludzmi, (a obecnie w praktyce
                                    zwalniajac rzadzacych od odpowiedzialnosci za wyniki rzadzenia na
                                    zasadzie: im gorzej, tym lepiej dla zycia pozagrobowego). System
                                    etyczny chrzescijanstwa wynika z falszywego domagania się, abysmy
                                    kochali innych bardziej niż siebie samego, rzecz niemozliwa.
                                  • avchdega-27 A co to znowu za wpisy? 06.11.07, 08:59
                                    abmiros napisał:

                                    > Jezeli Bog proponowany przez religie istnieje, (...)

                                    A możesz mi jeszcze zdradzić jaki związek mają obie części tych
                                    antychrześcijańskich, ateistyczno-agnostycznych wyznań z tematem niniejszego wątku?

                                    Podobne pytanie nasuwa się też zresztą w związku z Twoim wpisem na temat
                                    jakiegoś – Twoim zdaniem – „największego” problemu chrześcijaństwa.

                                    Wygląda na to, że chyba postanowiłeś ten wątek wykorzystać jako platformę ataków
                                    na chrześcijaństwo, a przeróbki porad w rodzaju: „jak demaskować wierzących”
                                    rodem z „Racjonalisty” czy innego antyklerykalnego śmiecia próbujesz nam tutaj
                                    sprzedać jako „kulturalne poszukiwanie prawdy”?

                                    Nie wiem jak długo jeszcze admin będzie tolerował tą Twoją zabawę, ale ja prawdę
                                    powiedziawszy, zaczynam mieć jej dosyć. Ale żebyś czasem nie pomyślał, że unikam
                                    polemiki wyjaśnię może jeszcze tylko, że głównie chodzi mi o mój czas, którego
                                    nie mam aż tak dużo, aby dyskutować z Twoimi kolejnymi lapidarnymi i niezbyt
                                    mądrymi, prawdopodobnie powielanymi z innych for i publikacji zaczepkami.

                                    Do „problemu” z zapowiedzią ponownego przyjścia Pana Jezusa jeszcze się
                                    ustosunkuję, (w moim własnym, osobnym wątku, bo temat tego jest zupełnie inny),
                                    ale będzie to raczej już ostatnia moja odpowiedź na rozmaite i ciągle na nowo
                                    powielane „problemy”, nie tylko oczywiście przez Ciebie, ale też przez różnych
                                    innych zapiekłych ateisto-agnostyków na licznych, tzw. „religijnych” forach.

                                    Wychodzę z założenia, że każdy człowiek, któremu naprawdę zależy na odnalezieniu
                                    prawdy, na pewno ją kiedyś odnajdzie i to na własną rękę – jeśli oczywiście
                                    szczerze się o to postara. Nie należy przy tym zapominać, że rozpatrując sprawy
                                    trudne, kontrowersyjne poszukujący odpowiedzi człowiek powinien zapoznać się z
                                    RÓŻNYMI interpretacjami, poszperać w RÓŻNYCH źródłach... Niestety mam nieodparte
                                    wrażenie, że Ty czynisz to bardzo jednostronnie i subiektywnie, zupełnie jakbyś
                                    szukał źródeł potwierdzenia TWOJEJ, gotowej już prawdy, a nie prawdy objektywnej.

                                    Także forma dyskusji mi się nie podoba.

                                    Ja staram się dokładnie odpowiadać na Twoje pytania czy analizować Twoje
                                    twierdzenia (cytując je dokładnie), a Ty zamiast ze mną polemizować, wyciągasz
                                    kolejne „haki na katoli”, bez ustosunkowania się do moich odpowiedzi.

                                    Tak „dyskutować” się raczej nie da.
                                    Nie jestem żadnym, dysponującym nieograniczoną ilością czasu, zawodowym
                                    egzegetą, mam rodzinę, pracuje zawodowo i posiadam kilka absorbujących mnie
                                    zainteresowań, a także jedno wielkie zamiłowanie, które przez tworzenie tych
                                    moich długich, pozostających bez Twojego echa, wpisów coraz bardziej zaniedbuję.

                                    Pozdrawiam
                                    • z2006 Re: A co to znowu za wpisy? 06.11.07, 11:36
                                      avchdega-27 napisał:

                                      > Nie wiem jak długo jeszcze admin będzie tolerował tą Twoją zabawę,
                                      A czy Twój dyskutant wypisuje jakieś jawne bluźnierstwa?
                                      • avchdega-27 Re: A co to znowu za wpisy? 06.11.07, 12:31
                                        z2006 napisał:

                                        > A czy Twój dyskutant wypisuje jakieś jawne bluźnierstwa?

                                        Oprócz tych, które już wypisał, jak narazie nie, ale to się jeszcze może
                                        zmienić, bo coś sobie tak myślę, że on postanowił zarzucić nas tutaj anty
                                        religijną i antychrześcijańskią propagandą, a ta bez bluźnierstw się raczej
                                        obejść nie może:)

                                        W moim ostatnim wpisie dałem wyraźnie do zrozumienia, że ja na takie
                                        „pączkowanie” zarzutów i to bez konkretnego ustosunkowania się do moich
                                        odpowiedzi, nie mam ochoty. Szkoda mi po prostu na to czasu. Mój adwersarz
                                        stosuje metodę konfrontowania mnie z kolejnymi „problemami” (zupełnie
                                        odbiegającymi od tematu wątku), bez uzgodnienia ze mną poprzednich, które
                                        szeroko omówiłem.

                                        Tak nie można dyskutować. To jest dziecinada w rodzaju:

                                        Kasia (do Marysi): A waszego tatę zamknęli we więzieniu.

                                        Marysia: Wcale nieprawda, tata jest elektrykiem i pojechał tam nareperować
                                        zepsuty transformator.

                                        Kasia: A wasza mama ma kochanka, widziałam jak wczoraj od niej wychodził.

                                        Marysia: Wcale nieprawda, to był wój Stefan, brat mamy.

                                        Kasia: A wasz pies jest nierasowy i nasikał w korytarzu.

                                        Marysia: Wcale nieprawda, nasz pies jest mało znanej rasy buldogów ugandyjskich,
                                        a korytarza nie zasikał, bo od dwóch tygodni leży w lecznicy dla zwierząt

                                        Marysia: A wasze auto jest kradzione.

                                        Kasia: Wcale nie, bo...

                                        Itd. itp.

                                        Jak ktoś z naszych forumowych przyjaciół ma ochotę na taką dyskusję – z
                                        przyjemnością odstępuję adwersarza:)

                                        Pozdrawiam

                                • abmiros Re: O tym co komu wolno i gdzie (3) 06.11.07, 04:15
                                  Ustosunkuje sie do tego jutro, pozwolisz? Na dzisiaj tylko jedno
                                  pytanie: cz sa w "Gazecie" inne fora, niz prywatne? Ja zreszta nie
                                  chcialem krytykowac "Gazety", lecz tych, co wynosza swoje swietosci
                                  na rynek. Jest jeszcze kilka innych, podstawowych nieporozumien
                                  miedzy nami. Pozdrawiam.
                                  • abmiros Re: O tym co komu wolno i gdzie (3) 07.11.07, 07:00
                                    W poprzedniej mojej odpowiedzi na Twoje, avchdega-27 posty,
                                    napisalem:

                                    > Ustosunkuje sie do tego jutro, pozwolisz? Na dzisiaj tylko jedno
                                    > pytanie: czy sa w "Gazecie" inne fora, niz prywatne? Ja zreszta nie
                                    > chcialem krytykowac "Gazety", lecz tych, co wynosza swoje swietosci
                                    > na rynek. Jest jeszcze kilka innych, podstawowych nieporozumien
                                    > miedzy nami. Pozdrawiam.

                                    Dzisiaj chcialbym ustosunkowac sie do Twoich wypowiedzi n.t.
                                    zachowania się Jezusa w swiatyni.

                                    Cytuje (fragment) co napisales:

                                    „Mógłbym skwitować to nieadekwatne porównanie wykładnią katolicką, a
                                    mianowicie,
                                    że wchodząc do świątyni, Pan Jezus tak właściwie wchodził DO SWOJEGO
                                    DOMU, jako że był Synem Bożym, a świątynia była właśnie domem Jego
                                    Ojca. Dlatego właśnie
                                    my, rzymscy katolicy, nie gorszymy się tak bardzo świętym gniewem,
                                    jakim zapałał
                                    Pan Jezus, widząc jak to z JEGO domu uczyniono „jaskinę zbójców”.
                                    „Że tak właśnie
                                    rozumował, świadczy chociażby cytat z proroka Izajasza (Iz 56,7),
                                    jakim posułżył
                                    się w uzasadnieniu przepędzenia handlarzy. Przypomnę może odpowiedni
                                    wers: „I
                                    rzekł do nich: Napisane jest: MÓJ dom ma być domem modlitwy, a wy
                                    czynicie z
                                    niego jaskinię zbójców” (Mt 21,13. por. Mk 11,7; Łk 19,46).

                                    Mój komentarz: Nie ma zwiazku pomiedzy Iz 56,7 a Mt 21,13, Mk 11, 7;
                                    Lk 19,46.

                                    Dominic Crossan (uwazany w Ameryce za autorytet n.t. Jezusa), w
                                    swojej ksiazce JESUS, A REVOLUTIONARY BIOGRAPHY, A STARTLING ACCOUNT
                                    OF WHAT WE CAN KNOW ABOUT THE LIFE OF JESUS” interpretuje
                                    zachowanie się Jezusa jako symboliczne zburzenia swiatyni.

                                    Oto, co pisze Crossan (str. 131): (tlum. moje): Po pierwsze i
                                    generalnie, nie bylo absolutnie nic zlego z zadnym kupowaniem,
                                    sprzedawaniem, lub wymiana pieniedzy prowadzonymi na zewnecznych
                                    czesciach Swiatyni. Nikt nie kradl ani nie defraudowal, ani nie
                                    czynil nieczystymi swiete miejsca kultu. Czynnosci te były
                                    absolutnie koniecznymi skladnikami fiskalnej podstawy dzialania
                                    swiatyni”.

                                    Dodam jeszcze do tego, ze wymiana pieniedzy była konieczna bo monety
                                    rzymskie zawieraly podobizny cesarzy, a na terenie swiatyni
                                    zabronione były wszelkie wizerunki.

                                    Uzasadnienie, ze nie ma zwiazku miedzy Starym a Nowym Testementem w
                                    sprawie zachowanie sie Jezusa w swiatyni stwierdzmy przez porownanie
                                    tekstow:

                                    Izajasz 56,4-12

                                    56,4 Tak bowiem mówi Pan: Rzezańcom, którzy przestrzegają moich
                                    szabatów i opowiadają się za tym, co Mi się podoba, oraz trzymają
                                    się mocno mego przymierza,
                                    56,5 dam miejsce w moim domu i w moich murach oraz imię lepsze od
                                    synów i córek, dam im imię wieczyste i niezniszczalne.
                                    56,6 Cudzoziemców zaś, którzy się przyłączyli do Pana, ażeby Mu
                                    służyć i ażeby miłować imię Pana i zostać Jego sługami - wszystkich
                                    zachowujących szabat bez pogwałcenia go i trzymających się mocno
                                    mojego przymierza,
                                    56,7 przyprowadzę na moją Świętą Górę i rozweselę w moim domu
                                    modlitwy.
                                    56,8 Całopalenia ich oraz ofiary będą przyjęte na moim ołtarzu, bo
                                    dom mój będzie nazwany domem modlitwy dla wszystkich narodów.
                                    56,9 Wyrocznia Pana Boga, który gromadzi wygnańców Izraela: Jeszcze
                                    mu innych zgromadzę oprócz tych, którzy już zostali zgromadzeni.
                                    56,9 Wszystkie zwierzęta polne, przyjdźcie, by się napaść, i wy,
                                    wszystkie zwierzęta leśne!
                                    56,10 Stróże jego - są wszyscy ślepi, niczego nie widzą. Oni wszyscy
                                    to nieme psy, niezdolne do szczekania; marzą sennie, wylegują się,
                                    lubią drzemać.
                                    56,11 Lecz te psy są żarłoczne, nienasycone. Są to pasterze
                                    niezdolni do zrozumienia. Wszyscy oni zwrócili się na własne drogi,
                                    każdy bez wyjątku szuka swego zysku.
                                    56,12 Chodźcie! Ja wezmę wina; upijmy się sycerą! Jutro będzie
                                    podobne do dziś, ponad wszelką miarę.
                                    Cytuje Mateusz 21, 13 i sasiednie.
                                    21,12 A Jezus wszedł do świątyni i wyrzucił wszystkich
                                    sprzedających i kupujących w świątyni; powywracał stoły
                                    zmieniających pieniądze oraz ławki tych, którzy sprzedawali gołębie.
                                    21,13 I rzekł do nich: Napisane jest: Mój dom ma być domem
                                    modlitwy, a wy czynicie z niego jaskinię zbójców.
                                    21,14 W świątyni podeszli do Niego niewidomi i chromi, i uzdrowił
                                    ich.

                                    Musze konczyc. Nie wybieram sie wiecej Cie zameczac, chyba, ze Cie
                                    to interesuje. Powiedz. Jestes na otwartym forum. Gdybys chcial
                                    wejsc np. na "Kolko rozancowe" bylaby to inna historia. Pozdrawiam.
    • avchdega-27 Do z2006. 03.11.07, 11:57
      Drogi Adminie!

      Szkoda, że skasowałeś ostatnią wypowiedź czcigodnego Abmirosa, bo właśnie
      przygotowałem mu – chyba dość przekonywującą odpowiedź. Przewidziałem coprawda
      Twoją reakcję, ale miałem nadzieję, że się jeszcze powstrzymasz, przynajmniej do
      opublikowania mojej odpowiedzi.

      Dlatego umieszczę ją, choć znajdują się w niej prawie wszystkie – moim zdaniem
      pocieszne bardziej, niż bluźniercze – części wpisu mojego rozmówcy.

      Oczywiście forum jest „Twoje“ i gdybyś uznał, że i moją odpowiedź, już chociażby
      ze względu na w/w cytaty, należy skasować, to wiedz, że się nie pogniewam.

      Wyczuwam Twoje motywacje i chociaż osobiście bardziej jestem odporny na
      bluźniercze sformułowania, szanuję ją, a nawet trochę podziwiam.

      Ukłony.

      Avchdega-27
      • z2006 Re: Do z2006. 04.11.07, 08:48
        OK.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka