z2006
02.08.09, 08:26
mateusz.pl/czytania/2009/20090802.htm
"Jezus był realistą i doskonale potrafił rozpoznać intencje i
pobudki ludzi. To nie głód prawdy i Boga porusza i motywuje tłumy,
lecz głód chleba. Władcy tego świata potrafią te niskie i przyziemne
skłonności wykorzystać dla swego pożytku i dlatego ukuli
zasadę: „Chleba i igrzysk”. Taka jest cena wolności: za jadło i
rozrywkę ludzie są nieraz gotowi zrezygnować z najwyższych wartości,
można ich za bezcen kupić, zniewolić, poniżyć. Bóg nigdy i za nic
nie odbiera człowiekowi wolności, szanuje nas za każdą cenę, nawet
za cenę życia swego Syna.
Bóg nie myśli o sobie, lecz o nas. Nie jest egoistą, który chce nas
wykorzystać, lecz miłującym Ojcem, który pragnie nas obdarować. I
robi to. Ponieważ szanuje nasze człowieczeństwo i jego potrzeby,
najpierw daje nam chleb, który jest niezbędny do ziemskiego życia.
Czy to za pośrednictwem ziemi rodzącej ziarno, które człowiek swoją
pracą zamienia w chleb, czy to bezpośrednio, gdy ziemia jest
niewydolna, a trzeba kogoś nakarmić, jak to było na pustyni za
czasów Mojżesza i Jezusa. Bóg wie, że potrzebujemy chleba
powszedniego, a my wiemy, że powinniśmy Go o to prosić, nawet jeśli
i tak musimy włożyć w niego mnóstwo swojej pracy. Ostatecznie chleb
zawsze jest darem Bożym.
Ale Bóg wie, że nie samym ziemskim chlebem żyje człowiek, że
człowieczeństwo to nie tylko doczesne potrzeby, lecz także i
wieczne. Jednakże głód wartości nieprzemijających nie jest tak
dokuczliwy jak burczenie w brzuchu. Na krótszą metę da się żyć bez
Boga, prawdy, dobra, wolności, o samym tylko mięsiwie i cebuli. Głód
duszy można zagłuszyć chlebem i igrzyskami. Ale tylko do czasu.
Niestety, nieraz czas ten upływa dopiero z chwilą śmierci i człowiek
nie zdąży się nasycić Chlebem Życia. Dlatego Bóg walczy o nas, chce
w nas rozbudzić głód i apetyt na coś więcej, niż tylko chleb i
igrzyska – pokarm ciała i psychiki. Bóg chce uwrażliwić i nakarmić
naszego ducha.
Ale może to uczynić jedynie prośbą i perswazją, przy pomocy prawdy.
Bo do jedzenia Chleba Życia nie da się nikogo zmusić. Nawet Bóg musi
czekać, aż człowiek sam zechce skosztować i jeść. A kiedy zechce?
Dopiero wtedy, gdy uwierzy w Chrystusa! Stąd warunkiem godnego
przystąpienia do Komunii św. jest żywa wiara. Bez wiary można co
najwyżej połknąć „poświęcony opłatek”, jak mówią niektórzy. Ale to
jeszcze nie jest Komunia św.
Sądzę, że Żydzi zdawali sobie jakoś z tego sprawę, że warunkiem cudu
jest wiara i posłuszeństwo wobec Boga. Ale nie wiedzieli dokładnie,
na czym miałoby ono polegać. A w zasadzie aż za dobrze wiedzieli:
było to w tamtych czasach dość proste, bo Prawo Starego Przymierza
drobiazgowo określało, na czym polega wola Boża w poszczególnych
szczegółowych sytuacjach. Ale jak ubogie są słowa prawa bez miłości,
jak łatwo uczynić je pustymi i nic nie znaczącymi, a nawet
nieludzkimi. I dlatego Jezus mówi, że najpierw musi być wiara, która
te słowa ożywi.
Ale tu odezwała się nieufna i prawnicza mentalność Izraelitów, a
może raczej pyszna i przekorna natura każdego człowieka. Kim Ty
jesteś, żebyśmy Cię mieli słuchać? Może byś tak uczynił jakiś cud,
żeby się wykazać? Zadziwiające, jak nierozumny i niekonsekwentny
potrafi być człowiek, gdy coś jest mu nie na rękę! Jeszcze przed
chwilą szukał i dziękował Jezusowi za cud, a teraz nagle jakby
zupełnie o tym zapomniał! Cóż, może za mało jeszcze znali Jezusa, za
mało z Nim przebywali, nie potrafili Go dobrze słuchać i dlatego Mu
nie ufali? Dość, że Jezus postanowił w tym momencie odkryć karty i
objawić wszystko. Co – o tym usłyszymy w najbliższe niedziele. Czy
jednak potrafimy usłuchać i zaufać Bogu?"
Ks. Mariusz Pohl