chaladia 23.01.02, 21:56 Khartoum North Power Station, Project 2, Lata 1989-1992. Czy jest na tym Forum ktoś, kto tam wtedy był? Chaladia Bolandi, Wówczas QS na tym Projekcie. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
chaladia Re: Khartoum North Power Station 2 01.02.02, 08:14 No co? Przez projekt przewinęło się pewno z pół tysiąca osób, w tym kilkudzisięciu inżynierów i co? Żaden tu nie zagląda? Chaladia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: chaladia Re: Khartoum North Power Station 2 IP: 212.69.73.* 06.02.02, 21:06 No to jak się nie odzywacie, to będę wzywał "po imieni i otczestwie" 1. Dr.n.med. Roman "Vet" Zawadzki, obecnie jeśli się nie mylę, ordynator gdzieś w Polsce południowej. Facet, któremu wielu zawdzięcza życie. Zjeździł pół świata, zanim trafił na budowę KNPS2 łatał lotników PZL-u w ich bazie w El-Hassaheisa. To jakieś 150 km na południe od Chartumu. Mając narzędzi i leków tyle, ile mógł zabrać do podręcznej walizeczki, łatał ludzi rannych w dowolnie poważnych karastrofach lotniczych, leczył malarię itp. Z reguły z pozytywanym skutkiem. Co więcej, jego rubaszna pogodność i umiejętność przekazania wiary, że "wszystko będzie dobrze" pomagała na załamania psychiczne lepiej niż prozac, którego zresztą jeszcze wtedy nie było na świecie. Gdy zjawił się na naszej budowie i zobaczył swój gabinet - niewielki pokoik z klimatyzacją, wymalowany chlorokauczukiem stwierdził: "panowie, tu to ja nawet trepanację będę mógł przeprowadzać". A fama głosiła, że wcześniej przeprowadzał takie operacje w słomianych chatach, przy naftowej lampie, w czasie burzy piaskowej na pustyni (właśnie w takich warunkach najczęściej rozbijają się samoloty opylające szarańczę. Ciekawe, że pacjenci to przeżywali... Poza tym, facet miał "oko" do wykrywania malarii. Powiada kiedyś do mnie: "jutro jedziemy na badanie krwi, bo coś mi się nie podobasz" - no i okazało się, że miałem malarię. Dał mi jakieś pastylki do połkniecia po śniadaniu i poradził, żebym został następnego dnia na campie. Nie miałem na to ochoty, bo samemu siedzieć w baraku smutno, i coś tam miałem w pracy pilengo do zrobienia. Rano czułem się na tyle dobrze, że zamiast samochodem, jak wszystcy, na odległą o kilometr budowę pojechałem rowerem (przy porannej temperaturze +20 stopni C to była niezła poranna rozgrzewka). Siadłem do komputera i coś tam liczyłem. Po godzinie chciałem sięgnąć do segregatora. Wyciągam ręką, chwytam - i odnoszę wrażenie, że segregator przykleił się do biurka, nijak go ruszyć, jakby 50 kG ważył. Chcę wstać, nie mogę podniść się z fotela, upiorny całkowity brak sił. Dopiero potem się dowiedziałem, że tak ma byc, bo wszystkie zarażone czerwone krwinki mi "padły" i miałem chwilowo niesamowitą anemię... Ale się z tego wykaraskałem bez większych kłopotów. Kiedy indziej, gdy malaria mnie dopadła, a lekarza nie było i miałem atak - no to już nie było śmieszne. Staliśmy z kolegą na 48 stopniowym upale pod klimatyzatorem, ale od tej strony od której leci gorące powietrze, zawinięci w koce i się trzęśliśmy. .. Odpowiedz Link Zgłoś