kruszynka301
14.03.04, 18:59
Czasami czuję się ofiarą kuchenną;. Na początku znajomości mąż był przyzwyczajony do jadania w restauracjach, ciasta kupował w cukierni. Jego poprzednia dziewczyna nic nie potrafiła zrobić, jego mama też nie bawiła się w gotowanie. Taki stan rzeczy uważał za naturalny.
Niestety, ja zmieniłam diametralnie jego przekonanie;). Lubię gotować, piec, z reguły wszystko mi wychodzi.
Tylko - czasami naprawdę nie chce mi się upiec ciasta, nie mam ochoty na przygotowanie obiadu. Tymczasem słyszę: prooooszę, zrób ciasto, żadne mi tak nie smakuje...... marzę o galaretce z kurczaka...... łobuz (mąż) posuwa się już tak daleko, że jak jego prośby nie skutkują, wysyła córę, która z niewinnką minką mówi, że jest "głodna na ciasto takie jak zawsze..."
W piątek siedziałam w pracy do 20.00, a do 23.00 piekłam sernik, babkę - teściowa przyjeżdżała po długiej nieobecności, więc nie miałam wyjścia.
Następnego dnia, mąż z połowę ciast oddał swojemu tacie i koledze z pracy - bo "przecież oni uwielbiają te ciasta i czekają na nie".
Czasami jestem zła na siebie - gdybym nie potrafiła piec, byłoby w porządku - tak - MUSZĘ piec, nawet gdy padam ze zmęczenia.
Czy Wy macie podobne rozterki?
pozdrawiam
Gosia (teraz trochę w lepszym humorze, właśnie zrobiłam Tiramisu z przepisu na forum - ale miałam ochotę i chwilkę czasu.....