Dodaj do ulubionych

nieudane eksperymenty

IP: *.192.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 19.06.04, 22:23
Jestem wlasnie po jednym takim :(((

wczoraj zaintrygowana przepisem na wieprzowine w polowkach pomaranczy -
przepis ze, skadinad bardzo dobrej, malej ksiazeczki z przepisami
tajskimi "zaszalalam" ...

do tych, ktorzy "spotkaja sie" z takim przepisem - nie warto, choc samo
mieso mielone z dodatkiem pomaranczy i paru innych (czosnek, cebulka, chilli,
blachan, cukier, pieprz, sos sojowy) jest calkiem niezle

Czy macie wsrod swoich doswiadczen podobne nieudane podejscia, experymenty?
Obserwuj wątek
    • aga857 Re: nieudane eksperymenty 19.06.04, 22:37
      -Placek włoski- duża ilośc startych jabłek wymieszanych w ciatem- zakalec
      straszny!!
      -Podobna sytuacja z ciastem bananowym.
      -Sernik z płatkami migdałowymi- miał być pulchniutki, a był taki wodnisty
      nieco...
      • jottka chyba 19.06.04, 22:45
        znam ten placek włoski - bardzo dobry wychodzi :) tylko jabłka w kawałki, a nie
        starte, i sodę sie dodaje dla rośnięcia, i nie można go w wysoką i wąską formę
        wsadzić, tylko raczej płasko rozłożyć
        • aga857 Re: chyba 19.06.04, 22:51
          No to chyba jeszcze raz sprobuję kiedyś :)
          • jottka Re: chyba 19.06.04, 22:55
            tzn. takie coś, co sie najpierw pokrojone jabłka z bakaliami miesza i zasypuje
            cukrem?

            bardzo to lubie, tylko że ja daje same orzechy w charakterze bakalii :)
            najpierw piekłam to w keksówce i faktycznie może ciężko rosnąć i być ciapowate
            koło jabłek, ale jak sie ciasto rozpłaszczy, to nie ma problemów
        • tuti tez polecam,ten włoski 29.10.04, 11:05
          jabkla w kwadraciki, najlepiej RENETY.. i chyba do tego te bakalie etc, i cukrem
          sie zasypuje, odstawia.. apotem make sie dodaje.
          ulubione moje ciasto.. mozna je jesc i jesc,trwalosc ma teoretycznie swietna..
          najlepiej lubie po kilku dniach..ale rzadko cos zostaje :)
    • linn_linn Re: nieudane eksperymenty 20.06.04, 09:25
      Do kotletow mielonych / pulpetow / dodaje zawsze strata skorke z cytryny. Mozna
      tez dodac z pomaranczy.
      • linn_linn Re: nieudane eksperymenty 20.06.04, 09:27
        Do ciasta bananowego podchodzilam 2-3 razy. Zawsze mialo byc wspaniale. Moze.
        Jesli ktos lubi smaki mdlo-slodkie. Wiecej nie bede probowac.
    • borgia1 Re: nieudane eksperymenty 20.06.04, 10:20
      Tia... Mam takie jedno wspomnienie...
      W zasadzie jest ok. Coś smakuje bardziej, coś mniej, ale było jedno danie,
      które wylądowało w całości w koszu. Zwało się to to Sum po rosyjsku. Danie z
      jednego z pierwszych numerów Kuchni... NIESTETY!!! Syf totalny. Może i ryba
      (tłusta i niesmaczna) była nieodpowiednia (zamrożona została przywieziena znad
      Zalewu Zegrzyńskiego), ale danie polegało na tym, że robiło się kawałki ryby w
      panierce, a potem w tejże panierce dusiło się w bulionie z jarzynami. Wyglądało
      ohydnie i ohydnie smakowało. I dlatego mam mały uraz do dań po rosyjsku...
      Z drugiej strony jednak pomidory po rosyjsku są genialne... Ostatnio też z
      kuchni rosyjskiej robiłam przepyszne kotlety schabowe z rybką i pomidorami...
      • Gość: Dorota Re: nieudane eksperymenty IP: *.lublin.sdi.tpnet.pl 20.06.04, 11:40
        Mozesz zdradzic ten sekrecik; jak sie robi pomidory po rosyjsku; bardzo mnie
        tez zaintrygowaly te schabowe z rybka w pomidorkach. Bede wdzieczna za
        uchylenie rabka tajemnicy. Pozdrawiam - Dorota
        • borgia1 Re: nieudane eksperymenty 20.06.04, 17:45
          Najzabawniejsze jest to, że podała ten przepis dziewczyna na innym forum, i
          chyba nie mogę. Też Dorota zresztą... Co do pomidorów, to zaraz poszukam, bo
          też z netu. Dodam od siebie, że autorem jest Marek Łebkowski...

          Pomidory w sosie rosyjskim - przepis nr 5896

          Porcja dla 4 osob. Czas przygotow. 30 min.
          500 g malych pomidorow.
          Sos rosyjski:
          100 ml oleju slonecznikowego,
          1 lyzka pasty pomidorowej,
          50 ml keczupu,
          2 lyzki miodu,
          1 cebula,
          sol, pieprz, estragon.

          1. Wybrac male, ladne, jedrne pomidory jednakowej wielkosci. Delikatnie umyc,
          sparzyc wrzatkiem, wlozyc na chwile do zimnej wody i obrac.
          2. Przygotowac sos. Cebule drobno posiekac. Miod podgrzac, dobrze rozetrzec.
          Dokladnie wymieszac sol z pieprzem, estragonem i oliwa. Dodac keczup, lyzke
          pasty pomidorowej, miod i posiekana cebule.
          3. Pomidory wlozyc do salaterki, zalac sosem i odstawic na 1 godz do lodowki.

          Źródło: Encyklopedia sztuki kulinarnej, tom 18 "Sałaty i sałatki", strona 30.
          From: apaczus@hot.pl (Radku's De Apaczu's)

          Polecam naprawdę gorąco
          • Gość: Dorota Re: nieudane eksperymenty IP: *.lublin.sdi.tpnet.pl 20.06.04, 17:53
            Serdeczne dzieki - wyprobuje. Pozdrawiam - Dorota
    • Gość: Agusia Ostatni nieudany eksperyment... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.06.04, 21:20
      Pierwszy chlebek bezglutenowy dla dziecka...
      Nieraz piekłam chleb dla nas. Pomyślałam co za problem? Mąkę pszenną zamienię
      różnymi bez glutenu, zamiast mleka woda i po problemie. Chlebkiem tym można
      było gwoździe wbijać.
      Teraz jeśli nie jestem pewna efektu wolę zapytać na forum (:-) lub poszukać
      przepisu.
    • cipcipkurka Re: nieudane eksperymenty 20.06.04, 22:07
      Ciasto z gruszkami z przepisów kuchni włoskiej. Właśnie przed godziną wywaliłam
      je do kosza - pierwszy raz w życiu!!!! Zaraz po upieczeniu było średnio
      jadalne, ale liczyliśmy, że jak swoje odstoi... Dziś nie dało się ugryźć :-(
    • brunosch Re: nieudane eksperymenty 21.06.04, 09:57
      Bakłażany - cokolwiek bym z nimi nie robił, zawsze są okropnie gorzkie, lub
      tylko gorzkawe. A wszystko wg dobrych rad - solę, spłukuję, opiekam etc, co ma
      ponoć pomóc w pozbyciu się goryczki.
      • Gość: zaskoczona Re: nieudane eksperymenty IP: 213.17.230.* 21.06.04, 10:51
        A ja ostatnio wręcz starałam się doszukać gdzie ta goryczka i nic nie czułam.
        Podobno są teraz różne gatunki bakłażanów. Nic z tego nie rozumiem.

        A mój nieudany numer polegał na usmażeniu kalmarów (wiele, wiele lat temu) w
        panierce bez świadomości, że najpierw trzeba je doprowadzić do miękkości. 100%
        w kuble. Na szczęście głupota nie rzuca się w oczy tak jak krzywe
        nogi.........:)
      • baky Bakłażany 21.06.04, 11:02
        brunosch napisał:

        > Bakłażany - cokolwiek bym z nimi nie robił, zawsze są okropnie gorzkie, lub
        > tylko gorzkawe.

        Ja robiłem w sobotę - wg. przepisu Senin. Goryczki nie czułem, bom naostrzył
        straszliwie sambalem i "sambalem" (tym moim znaczy sję).
        Ziałem ogniem aż do Wawelu!!!
      • hania55 Re: nieudane eksperymenty 23.06.04, 17:57
        Brunosch, może bakłażany same w sobie nie teges? Twarde muszą być i błyszczące,
        a po przekrojeniu nie powinno być widać pesteczek. Nasolić, opłukać, osuszyć
        ręcznikiem. Może jeszcze bez skórki raz zrób - powinno nie być ani śladu
        goryczki.
      • Gość: bazylka bakłażany IP: *.pentor.com.pl / *.pentor.com.pl 29.10.04, 12:17
        a ja ciągle szukam metody na bakłażany
        z goryczką jakoś nie mam problemów i strasznie je lubię
        tak strasznie, że jednego namiotowego lata na południu europy smażyliśmy te
        bakłażany w takich ilościach, ze chyba nam się wątroby zbuntowały (bo to jednak
        pije oliwę jak gąbka). niby nie czulismy się źle, wszystko było pyszne, ale
        jakoś nie mogliśmy.
        i do dziś staram się robić bakłażana na różne inne sposoby niż smażony w oliwie
        i ciągle jeszcze nie znalazłam tego idealnego sposobu...
      • hania55 Re: nieudane eksperymenty 29.10.04, 12:40
        Może kupujesz jakieś nie teges? Trudno jest, swoją drogą, o naprawdę dobre
        bakłażany.
    • sabba wyroby slodkie 21.06.04, 11:23
      nie sa moja specjalnoscia, a dlatego bo sie kiedys zrazilam robiac ciasto
      jablkowe z bialym winem. Tak bylo w przepisie. Wino bylo dobre, wiec doalam
      wiecej, dodajac jednoczenise maki zeby nie powstal zakalec. Kurcze, smak byl
      obrzydliwy!!!!!! Biale wino w ciescie w wiekszych ilosciach...bleeeeeeeeee

      Robilam rybe w pamierce z parmezanem. Smierdzial starymi skarpatkami po
      usmazeniu...fuj!
    • Gość: n0str0m0 Re: nieudane eksperymenty IP: 202.172.58.* 21.06.04, 12:16
      rybe marynowana w soku cytrynowym
      czas zamienia w zupe bez gotowania

      smuteczek ku przestrodze

      nostromo
      • Gość: nei-nei Re: nieudane eksperymenty IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.06.04, 16:05
        Z podobnej półki. Ryba pieczona w soku pomarańczowym i jakimiś ziołami.
        Paskudztwo!
        • Gość: aniel Re: nieudane eksperymenty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.06.04, 16:26
          ryba panierowana w ziarnach slonecznika i sezamie
          ale to chyba wina ryby, bo wyszlo strasznie suche (sama panierka byla super
          chrupiaca)
          mojemu psiakowi smakowalo :)
    • hania55 Re: nieudane eksperymenty 23.06.04, 17:53
      Np. eksperyment z ośmiorniczkami nie był udany. Kupiłam mrożone ośmiorniczki.
      Rozmroziłam i postanowiłam udusić w białym winie z czosnkiem i z ziołami. No i
      jakieś gumowate wyszły, wina wlałam za dużo - dało się zjeść, ale inny efekt
      sobie wyobrażałam.

      Oj i jeszcze najgorszy eksperyment - z móżdżkiem w kokilkach. Móżdżek najpierw
      przelewał mi się przez ręce, kiedy obierałam go z błonek, później nieziemsko
      śmierdział, kiedy go obgotowywałam, a na koniec wyszła niejadalna breja z
      zapieczona z jajkiem. Mąż zjadł trochę i próbował mi wmówić, że nie było takie
      złe, żeby mi nie robić przykrości po paru godzinach harówki z tym ohydztwem,
      ale ustaliliśmy, że móżdżku w naszym domu robić się nie będzie ;-)
    • julsza to byla musaka 29.10.04, 11:16
      niestety - wszystko plywalo w tluszczu - moze mieso za tluste, a i przeciez
      samym baklazanom o ile wiem to nie brakuje... nie wiem. podejme jeszcze probe -
      to wiem na pewno
      ciagle podejmuje walke z sernikami - juz wiem, ze sernix nie pomaga, wiec go
      nie dodaje
      innych spektakularnych nieudanych eksperymentow nie pamietam
      • mwookash Moja lista niewypałów 29.10.04, 13:53
        aż się boję spróbować ponownie :)

        1. Ciasto ptysiowe
        2. Majonez (raz wyszedł super, drugi raz się nie udało)
        3. Zapiekanaka z serkiem i makaronem na słodko (straszny blamaż)
        4. Naleśniki z melonem i czekoladą
    • gosiowo Re: nieudane eksperymenty 29.10.04, 11:44
      krem z kasztanow
      obrzydlistwo wyjatkowe
      4 osoby wokole efektu koncowego chodzily
      probowaly skubaly w koncu w koszu wyladowal
      brrr
      • siostraheli Re: nieudane eksperymenty 29.10.04, 11:48
        Zawsze robimy slaskie rolady w wersji z odrobina ryżu. Kiedys z braku ryzu w
        domu powstaly u nas rolady z chinskim wermiszelem ryzowym. o boze, co to za
        swinstwo bylo z okropnymi glutami w srodku.
    • Gość: bazylka Re: nieudane eksperymenty IP: *.pentor.com.pl / *.pentor.com.pl 29.10.04, 12:12
      z rzczy absolutnie nieudanych, to wywaliłam ostatnio do kibla spód do tarty z
      jabłkami (pierwszy raz mi się zdarzyło zrobić coś całkiem niejadalnego)
      jak napiszę, że ciasto wygladało jakby się zważyło, to znomu mi nie uwierzycie
    • Gość: p102 Re: nieudane eksperymenty IP: *.net-serwis.pl 29.10.04, 12:27
      salatka ze szparagow, truskawek, wedzonej ryby i czegos tam jeszcze (przepis z
      kuchni) ochyda, nie wyladowalo w koszu tylko dlatego, ze moj ojciec zje prawie
      wszystko.
    • lomas Orzechy marynowane totalna porażka (n/t) 29.10.04, 12:37
    • hania55 Re: nieudane eksperymenty 29.10.04, 12:39
      O, tak. Najgorszy to eksperyment z móżdżkiem w kokilkach. Najpierw niekończąca
      się ohyda płukania cielęcych zwojów mózgowych i oczyszczania ich z krwi i
      błonek. Już wtedy było mi niedobrze. Ale paskudna breja o niewypowiedzianie
      makabrycznym smaku, która wyszła w efekcie eksperymentu, przeszła wszelkie
      obawy. Zostawiliśmy z mężem pootwierane okna i poszliśmy na kolację "na miasto".
      • egipcjanka15 Re: nieudane eksperymenty 29.10.04, 13:43
        O rany, mozdzek. Zmora mego dziecinstwa.
        Do szkoly jeszcze nie chodzilam, w dzien zajmowali sie mna dziadkowie. Babcia
        tez gotowala dla wszystkich.
        U dziadkow w ogole z gotowaniem smiesznie bylo, bo na codzien gotowala babcia,
        ale od swieta tylko dziadek, nota bene swietnie gotowal, z pomyslem, nie bal
        sie nowosci, eksperymentow. Dziadek mial swoje ulubione, ukochane potrawy.
        No i nalesniki to koniecznie musialy byc z nadzieniem z mozdzku. Babcia smazyla
        nalesniki, a potem dziadek te breje przyrzadzal. Ja, wiedzac co nadchodzi,
        jeszcze podczas procesu smazenia sciagalam babci spod reki kilka nalesnikow "na
        sucho" i bylam bardzo zadowolona (nalesniki uwielbialam, choc ogolnie w
        dziecinstwie nie bylam "jadkiem") az do czasu siadania do stolu. Nie bylo mowy,
        zebym to bure, obrzydliwe cos do ust wziela, czego reszta rodziny jakos nie
        chciala przyjac do wiadomosci. Nie mowiac o tym, ze niezle juz bylam wypelniona
        zjedzonymi wczesniej nalesnikami, a babcia, ktora widziala przeciez jak je
        wciagalam, jakos nie wierzyla, ze moge najzwyczajniej wcale nie byc glodna. Do
        dzis mnie otrzasa na to wspomnienie, brrrrr
    • Gość: alienor Re: nieudane eksperymenty IP: *.crowley.pl 29.10.04, 14:15
      Ja mam mnostwo, niestety. Czasem sie nawet zniechecam i przestaje
      eksperymentowac na jakis czas, ale w koncu mi przechodzi i znowu zaczynam
      marnowac produkty spozywcze.
      W tym tygodniu chociazby, w ramach akcji jedzenia ryb, zaimprowizowalam salatke
      z makrela. Wrzucilam do niej: makrele w strzepkach, kozi twarozek, oliwki,
      suszone pomidory, kapary i orzeszki piniowe. Za spoiwo sluzyla lyzka oliwy z
      lycha musztardy. Mialo to, hm, bardzo wyrazisty smak: okazalo sie, ze makrela,
      kozi ser, pomidory i musztarda to za duzo dobrego. Wyszlo bardzo mocne i slone
      (choc nie solilam) i trzeba bylo intensywnie zakaszac chlebem, zeby toto zjesc.
      Miala w tym byc jeszcze swieza czerwona papryka, ale zostala unicestwiona dzien
      wczesniej w ramach innego eksperymentu. Ale nic to, moj M wytrzymal i dzielnie
      zjadl swoja porcje.
    • myshen82 heheh... 29.10.04, 16:54
      to teraz ja: już kiedyś pisałam o burakach z fetą które mogłabym wcinać
      codziennie... rozochocona postanowiłam z buraków i fety zrobić zapiekankę... nie
      przyszło mi do głowy, że dodane do zapiekanki pomidory puszczą sok i w efekcie
      miałam coś a la zupa buraczano-pomidorowa z pływającymi kawałkami fety... hmm aż
      tak złe to to nie było, ale spodziewałam się czegoś innego:)))

      Teraz historia, którą zawsze przypomina mi moja mama, gdy tylko biorę się do
      pieczenia ciast: robiłam jeszcze w liceum ciasto na taki jarmark szkolny, chyba
      w Walentynki... ponieważ było to moje pierwsze w życiu ciasto, postanowiłam
      zrobić coś prostego, bez drożdży... mama coś mi tam doradzała, ale ja się
      uparłam że zrobię śmietanowiec... ciasto wyszło chyba nie takie złe, ale ja
      postanowiłam je upiększyć... lukrem... ponieważ były walentynki, lukier miał być
      czerwony:) i chyba lepiej bym zrobiła zabarwiając go plakatówką, niż.... sokiem
      z buraków: w efekcie lukier miał kolor, jak to określiła moja rodzina, zwijając
      sie ze śmiechu: "kocich rzygowin"...

      ciasta oczywiście nikt nie ruszył:)

      więcej grzechów nie pamiętam:))
    • tinea0 Re: nieudane eksperymenty 30.10.04, 11:03
      Z moich wpadek:
      1. tort z kremem winno-gruszkowym - chcialam zablysnac na sylwestrowej imprezie
      u znajomych, kupilam gazete z przepisami i wpadl mi w oko sliczny rozowy tort,
      a ze w dodatku mial dodatek wina, to juz w ogole dla 16-latki byl to strzal w
      dziesiatke. Najpierw trzeba bylo namoczyc gruszki w winie zmieszanym z
      przyprawami, a potem do wina wsypac zelatyne, zmieszac ze smietana, dodac
      pokrojone gruszki i mial juz byc cud-krem do tortu. Gruszki moczone przez 2
      godziny w winie byly takie smaczne, ze postanowilam, ze je zostawie tak na cala
      noc, to bedzie jeszcze lepiej. Niestety, rano gruszki byly zdecydowanie mniej
      smaczne, ale z zapalem zabralam sie za robienie kremu. Najpierw zelatyna nie
      chciala sie za nic rozpuscic. Potem smietana nie chciala sie wmieszac. A jak
      juz wszystko przybralo konsystencje brudnorozowej mazi, zrozumialam, ze udalo
      mi sie przyrzadzic cos obrzydliwego, i ze z mojego tortu nici. Moja matka,
      ktora zniecierpliwiona przygladala sie moim poczynaniom (brudnymi garami
      zastawilam cala kuchnie) wyciagnela z szafki torebke kremu w proszku i zrobila
      krem, ale i tak bylam niepocieszona.
      2. placki kukurydziane - swego czasu usilowalam w zycie wprowadzic diete
      1000kcal z kolejnego madrego czasopisma, i na podwieczorek byly przewidziane
      wspomniane placuszki. Niestety, skladniki byly w ilosciach z rodzaju "1/8
      jajka" i mialam wielkie trudnosci, zeby 1/8 jajka oddzielic od 7/8 jajka, a
      efektem koncowym byl jeden placek o srednicy 3cm, twardy jak podeszwa i
      wyjatkowo ohydny.
      3. kluski (berberyjskie, jesli sie nie myle) - kluchy zrobione z gotowanych
      ziemniakow, cebuli i pietruszki. Ku mojemu zdumieniu moj maz twardo zjadl
      polowe - ja swoja porcja wywalilam do smieci.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka