buddy_valastro 19.10.12, 11:56 Co trzymacie w domu/lodówce na wypadek niespodziewanych gosci? Poza piwem? Macie zelazny zapas czy potrawe ktora robicie na szybko, jesli goscie ktorzy wpadli tylko na kawe zasiedza sie do kolacji? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: kim Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych IP: *.centertel.pl 19.10.12, 12:32 Nie. Kombinujemy na biezaco z tego co jest w kuchni. Piwa tez nie - nikt z gosci nie chce pic piwa, bo tuczy i robi sie po nim wielki bęben. Odpowiedz Link Zgłoś
default Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 19.10.12, 13:06 Niespodziewanym gościom daje herbatę, kawę, wodę mineralną. Ewentualnie ciasteczka lub orzeszki na przegryzkę - jeśli akurat mam. Nie kombinuję dla nich jedzenia z tego co w lodówce, ani tym bardziej nie trzymam dyżurnych dań czy produktów. Jak ktoś przychodzi niespodziewanie to raczej nie powinien oczekiwać że dostanie jeść. Odpowiedz Link Zgłoś
squirk Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 19.10.12, 13:14 Nie miewam niespodziewanych gości, jeśli komuś wpadnie nagle do głowy, że sobie mnie bez uprzedzenia odwiedzi, to nie odwiedzi. Dla gości zapowiedzianych z niewielkim wyprzedzeniem mam ciastka, herbatę, kawę, drobne przekąski typu marynowana ciliegia z fetą. :-) Odpowiedz Link Zgłoś
kk345 Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 19.10.12, 14:03 > , drobne przekąski typu marynowana ciliegia z fetą. Marynowana czereśnia z fetą? Intrygujące Odpowiedz Link Zgłoś
squirk Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 19.10.12, 14:06 Ciliegia to gatunek chili, zrobiłam wg tego przepisu - grubajadzia.blogspot.com/2011/08/antypasti-papryczki-nadziewane.html - i polecam. :-) Odpowiedz Link Zgłoś
thiessa Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 19.10.12, 20:21 Rowniez robilam z tego przepisu. Bardzo polecam. Odpowiedz Link Zgłoś
kk345 Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 20.10.12, 19:09 Ciliegia to po włosku czereśnia:) Odpowiedz Link Zgłoś
tofunapatyku Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 19.10.12, 13:27 Często w takich wypadkach wyjmuje gotowe ciasto francuskie, do tego jakieś powidła i w 20 minut mam pyszne rogaliki. Jak mi goście wpadną w porze obiadowej to wyjmuje zapas suszonych pomidorów plus to co jest akurat w lodówce i jest pyszny makaron :) Ja na przykład nic nie mam przeciwko niespodziewanym gościom :) to dla mnie miłe, że o mnie pomyśleli i że nie jestem w warszawskim łańcuchu odwiedzin z dwutygodniowym planowaniem ;) Odpowiedz Link Zgłoś
squirk Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 19.10.12, 13:40 Ja mam i sama też ludzi w ten sposób nie zaskakuję, ludzie w mieszkaniach mieszkają, to ich azyl, twierdza i mogą chcieć mieć spokój i odpocząć po pracy czy ciężkim tygodniu, mogą nie mieć nastroju, chcieć powłóczyć się po mieszkaniu w piżamie i z nikim nie musieć rozmawiać. Sama tak miewam i moi znajomi też mogą tak mieć, nie psujemy sobie tego wzajemnie. :-) Odpowiedz Link Zgłoś
bartek_44 Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 21.10.12, 23:20 Zawsze stoi gdzieś pół litra.., żurku. Jakby co, siekam czosnek, cebulkę, jakieś mięsko i w olej, za chwilę litr wody, potem żurek i po dwudziestu minutach jest pożywna zupka. Zawsze można podać z grzankami. Niespodziewani goście (jeśli już tacy są), przeważnie coś przynoszą. W ramach rewanżu robię ciasto - mam kilka przepisów, których przygotowanie trwa ok. 40 minut (włącznie z pieczeniem) - wtedy jednym uchem uczestniczę w rozmowach przy okazji się nie nudząc. Odpowiedz Link Zgłoś
mlekozsiadle Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 19.10.12, 13:33 Moi znajomi i rodzina to dobrze wychowani ludzie, którzy się zapowiadają wcześniej. Nigdy nie mamy z żoną problemów, o których piszesz. Odpowiedz Link Zgłoś
trypel Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 19.10.12, 13:39 problemów? :) to chyba kwestia podejscia- dla Was szklanka jest zawsze pusta... wszyscy wiedzą że do mnie sie mozna zwalić bo ja to lubię. I czesto niespodziewanie zapraszam do domu z chwili na chwilę. I bardzo to lubię :) Zawsze jakies kluchy są, zawsze jakis ser, pare puszek pomidorów, zamrazalnik uzupelniamy na bieząco więc goscie (również bardzo głodni) to nie problem. A na spragnionych na stałe czeka 5-10 l wina. Odpowiedz Link Zgłoś
tofunapatyku Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 19.10.12, 13:46 No ja właśnie też nie rozumiem, gdzie tu problem :) czy to nie fajnie, że moi znajomi wiedzą że jestem gościnna/y? że można wpaść i pogadać zamiast siedzieć z kalendarzem w ręku i się zastanawiać czy nadszedł już odpowiedni moment na spotkanie? Odpowiedz Link Zgłoś
squirk Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 19.10.12, 13:54 Nie, nie jest fajnie kiedy znajomi w ogóle nie interesują się tym, czy potencjalny odwiedzany ma ochotę na gości i nie ma innych planów. Od tego są telefony i umawianie się, żeby ludzi w ich własnych domach nie zaskakiwać tylko dlatego, że ma się ochotę pogadać i nie obchodzi odwiedzającego to, czy druga strona też ma. Jestem gościnna do przesady - dla ludzi, którzy szanują mnie i fakt, że ja tu mieszkam i mogę nie mieć ochoty pogadać wtedy, kiedy oni chcą. Moi znajomi dzwonią i uprzedzają, umawiamy się, żadna filozofia ustalić wspólny termin zamiast wpadać komuś nagle do mieszkania bez zastanowienia się nad tym, czy on w ogóle chce kogokolwiek zobaczyć i robić mu kawę. :-) Odpowiedz Link Zgłoś
squirk Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 19.10.12, 13:49 To kwestia wychowania i szacunku dla ludzi - szanuję fakt, że w mieszkaniu się mieszka a nie prowadzi lokal 24/7. Jeśli nie mam pewności, że ktoś ma nastrój do przyjmowania gości, dobry humor, brak innych zajęć i nie chce zwyczajnie pobyć sam to nie wpadam do niego bez uzyskania tej pewności z możliwie dużym wyprzedzeniem. Jestem w tej kwestii bardzo stanowcza, mieszkanie to mieszkanie, ładowanie się tam komuś bez zapowiedzi i pewności, że odwiedzany w ogóle chce w danym momencie gościa mieć, jest po prostu nie w porządku. Goście umówieni są rozpieszczani i moga wpaść do mnie na 3 dni z dwójką energicznych dzieciaków i yorkiem z ADHD, staję na głowie, żeby czuli się jak najlepiej. Lubię gości ale nie prowadzę otwartego domu. :-) Odpowiedz Link Zgłoś
trypel Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 19.10.12, 13:57 nie zgodze się że to kwestia wychowania. A już z szacunkiem nie ma nic wspólnego. Ja wolę opcję dom otwarty i zawsze o tym wszystkich informuję, wbrew pozorom jesli mamy inteligentnych znajomych to domyślą się że do tych sie nie wpada bo nie lubią a do tych zawsze można. Też tak mamy że do części umawiamy sie 2 tyg wcześniej a do innych zajeżdżamy z marszu nawet bez telefonu (jak nie bedzie to trudno). Jestem domatorem ale lubię pełny dom :) a wczesniejsze planowanie wieczorów z przyjaciółmi ma w sobie tyle uroku co kupa jeżozwierza (dla nas oczywiscie). Odpowiedz Link Zgłoś
squirk Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 19.10.12, 14:05 To jest w ogromnym stopniu kwestia szacunku a wcześniejsze planowanie jest także po to, aby zdążyć dołożyć wszelkich starań, żeby wieczór był jak najbardziej udany. Brak jakichkolwiek doświadczeń z fekaliami zwierząt egzotycznych nie pozwala mi zastosować równie udanego porównania więc ograniczę się do stwierdzenia, że goście niespodziewani nie są u nas mile widziani bo mieszkanie jest dla nas azylem, miejscem cichym, ciepłym i spokojnym, odpoczywamy tu, cieszymy się towarzystwem własnym i naszych zwierząt, włączamy w to gości kiedy obie strony mają na to ochotę i na szczęście przyjaźnimy się z ludźmi mającymi to samo podejście. ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
buddy_valastro Re: Danie glowne : usczypliwosc 19.10.12, 14:24 Nie oczekuję uszczypliwości a jedynie konkretnych rad co podajecie jesli jest "jesli". Tak, mam dosc czesto niespodziewanych gosci. Albo zapowiedzianych na kawe, ktorzy zostaja do czasu kolacji. Nawet jedno - czy dwugodzinne wyprzedzenie niczego tu nie zmienia, pozwala tylko upiec świeze ciasto które staram sie miec w domu zawsze. Tu gdzie mieszkam sklepu do ktorego moge po poludniu wyskoczyc nie ma, a z dostawa do domu moge jedynie kupic bimber ;) Podaje makarony, staram sie miec w domu ciasto francuskie na tarte dla doroslych, proszek gofrowy na gofry dla dzieci, robie i zamrazam pierogi ruskie czy z miesem, mam jabłka na racuchy czy pankejki. Macie jakies inne pomysly? Za danie glowne z tematu postu dziekuje...... Odpowiedz Link Zgłoś
squirk Re: Danie glowne : usczypliwosc 19.10.12, 14:29 Może jakieś risotto czy tortille? Ser zwykle ma się w domu, tortille mają długi termin ważności. Albo placki ziemniaczane czy ziemniaczano-cukiniowe z różnimy dodatkami, bliny czy naleśniki. :-) Odpowiedz Link Zgłoś
klara551 Re: Danie glowne : usczypliwosc 20.10.12, 19:31 Ponieważ nie lubię zakupów robię je raz na tydzień oczywiście za wyjątkiem warzyw i owoców.Zawsze są jajka więc omlet z wędliną i ziołami z parapetu to chwila. Albo jajka w sosie tatarskim czy na szybko chińszczyzna z woka na mrożonych warzywach z krewetkami z zamrażarki.Mam mrożone grzyby,często też jakieś pieczone mięso,więc nie mam problemów z przyjęciem niespodziewanych gości. A w razie totalnej pustki ot choćby tosty francuskie/chleb tostowy lub bułka smażone na patelni po wcześniejszym zanurzeniu w rozbitym jajku.Podana z bitą śmietaną lub posypana pudrem z cynamonem czy z dżemem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Renia Re: Danie glowne : usczypliwosc IP: *.180.73.61.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 20.10.12, 21:06 Ja robię bigos także we weki,kiedy dostaję gości otwieram słoiki i podgrzewam w garnku. Na talerze do tego chleb,masło i to co mam w lodówce.Także robię leczo w słoiki,gdy ze słoika włoze do garnka wkładam kiełbasę i mam szybką i podzielną kolację.To by było na ciepło.Mam w domu konserwy rybne i także szynkę konserwową. Zależy ilu gości dostanę to zawsze na niespodziewanych jest jedzenie.Przeciesz wiem że jeśli u mnie są dłużej ,to chcę aby odemnie głodni nie wyszli. Odpowiedz Link Zgłoś
lashqueen Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 19.10.12, 14:45 squirk napisała: > To jest w ogromnym stopniu kwestia szacunku Dokładnie tak. Szanowanie czasu innych osób, ich obowiązków. Nie chodzi o to, że się kogoś nie lubi, czy nie chce się z nim spotkać, ale o to, że czas może być najzwyczajniej na to nieodpowiedni. Mnie samej byłoby głupio zwalić się komuś całą rodzinką na głowę, podczas gdy gospodarze domu są w środku jakichś ważnych obowiązków, a może uprawiają dziki seks na kuchennym blacie po długiej abstynencji, może mają akurat kogoś u siebie, jakeś ważne spotkanie. W takich sytuacjach naprawdę nie wypada zawracać ludziom głowy. Odpowiedz Link Zgłoś
jop Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 19.10.12, 19:58 Też mi się wydaje, że wariant "mój dom jest w 100% czasu dostępny dla niezapowiedzianych znajomych" to jakaś opcja wyłącznie dla bezdzietnych bezrobotnych singli. Odpowiedz Link Zgłoś
roseanne Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 19.10.12, 20:02 nie jestem singlem, mam dzieci ( co prawda juz dorosle prawie), wszyscy sa chetnie widziani :) Odpowiedz Link Zgłoś
tofunapatyku Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 20.10.12, 08:57 nie jestem singielką, nie mam dzieci, ale pracuję ;) Odpowiedz Link Zgłoś
bene_gesserit Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 20.10.12, 21:19 A ja myślę, ze to zależy. Są ludzie - całe grupy, ktorzy lubią odwiedzać się spontanicznie, bo byli w pobliżu albo zatęsknili. I to jest ok, jeśli wszyscy się na to zgadzają. Są ludzie, ktorzy wolą się przygotować na wizytę - i to też jest ok. Natomiast nie jest ok wartościowanie ktorejs z tych dwóch postaw - że ci niewychowani, albo szacunku dla ludzi nie mają. Bo to trochę tak, jakbyśmy oceniali nasz styl zycia jako lepszy tylko dlatego, ze jest nasz. Głupie i swiadczy o braku manier. Odpowiedz Link Zgłoś
roseanne Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 19.10.12, 14:37 zawsze mam makaron :-) podstawowe jarzyny i nabial piwa nie, ale wino i owszem nie mam za to "zelaznych" ciastek do kawy Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Agni Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych IP: *.dynamic.chello.pl 20.10.12, 09:50 Różnie bywa:-) generalnie ja jestem z tych, co kochają mieć wypchane zapasami szafki, tak mam od dzieciństwa. Może w jakimś poprzednim wcieleniu cierpiałam wielką biedę (albo to wynik tego, co babcia mi opowiadała o głodowaniu w czasie wojny), bo pamiętam, że jako dziecko potrafiłam zaglądać do szafek i liczyć torebki z kaszą i cukrem:-), oddychając z ulgą, gdy było ich w zapasie przynajmniej kilka. Robię też przetwory. W razie niezapowiedzianych gości mogę szybko zrobić szarlotkę lub brownie (mąkę, jajka, masło, cukier mam zawsze w dużych ilościach, czekolada na ogół tez jest, jabłka własnego przerobu w słoikach). Mogę też zrobić szybki makaron czy lazanię z tego co akurat mam w lodówce. W ostateczności jakieś grzanki czosnkowe z zamrożonego chleba i sałatka, ale już żadna wymyślna, czyli już raczej rzeczy konserwowe, w stylu tuńczyk, kukurydza, papryka, majonez. Zwykle mam w domu ser pleśniowy, a wina do wyboru do koloru (robimy domowe). Spory wybór herbat też jest. Niezapowiedzianych gości lubię:-) Cieszę się, gdy ktoś dzwoni i pyta, czy jesteśmy w domu bo akurat jest w pobliżu. Zwłaszcza gdy to osoby rzadko widywane, z którymi co i rusz obiecujemy sobie się umówić, a ciągle nie wychodzi - wtedy taka wizyta to skarb:-) Tak akurat miałam niedawno, znajomi ruszyli na wycieczkę do lasku Bielanskiego i potem zadzwonili. Radość była ogromna (no, oni się trochę tłumaczyli, że tak bez zapowiedzi), a i jedzenie takie spontanicznie robione ma swój urok. Inni to prawie jak rodzina, wpadają często, bo przychodzi do nas korespondencja na fundację, którą prowadzą. Gdy jestem naprawdę zapracowana (mam sporo tzw. chałtur) to informuję - chętnie się oderwę na 20 minut, napijemy się herbaty, potem Was wyganiam:-). O, mam koleżankę, która jest kuratorką, chodzi po swoich podopiecznych, jak jest rano w mojej okolicy, to dzwoni i wpada na kawę - wtedy ja oczywiście szykuję się do pracy, ale wypijemy razem kawę, zjemy po kanapce i przynajmniej chwilę pogadamy. Inna, jak w poprzedniej pracy chodziłam na dowolnie wybraną godzinę (więc zwykle późną) potrafiła przyjść znienacka po odprowadzeniu dziecka do przedszkola i zapukać w okno (mieszkamy na parterze), no ale ona to już prawie jak siostra. I żeby nie było - pracuję, w zasadzie na trzech etatach:-) fakt, że nie mamy dzieci. Ale przecież dla dzieci goście to też atrakcja:-) pamiętam z własnego dzieciństwa, to były czasy, kiedy nie każdy miał telefon i ludzie się po prostu odwiedzali... Odpowiedz Link Zgłoś
kocila Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 20.10.12, 20:54 W lodówce zawsze mam ze 2 rodzaje sera (najczęściej cheddar i cambozola), do tego bagietka i już gotowa przekąska. Jak ktoś bardzo głodny to zawsze mam zapas makaronu, pomidorów w puszce i tuńczyka - z tego można wyczarować bardzo dobry i szybki obiad. Odpowiedz Link Zgłoś
bene_gesserit Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 20.10.12, 21:21 Do mnie nikt nie wpada niezapowiedziany, ale jeśliby wpadł i zażadał nakarmienia, z zelaznych porcji mam któreś pesto, makaron, parmezan, cieciorkę w puszce, jajka i pomidory. Coś się z tego da wyczarować. Odpowiedz Link Zgłoś
aqua48 Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 21.10.12, 10:01 Nie posiadam żelaznych zapasów, kiedyś próbowalam chomikować ciasteczka, ale okazało się to to bez sensu, bo zawsze się do nich jakiś domownik dobrał i wyjadł. Czasami nawet to byłam ja sama... Zawsze mam w domu mleko, jajka, ser, mąkę i jakiś dżem, oraz trochę tłuszczu, więc na wypadek nagłego najścia niespodziewanych, a glodnych mogę usmażyć naleśniki, ale zazwyczaj w takim wypadku wygospodarowuję dodatkową porcję obiadową lub kolacyjną z tego co mam dla rodziny. Odpowiedz Link Zgłoś
edyta95 Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 21.10.12, 10:37 wychodzę z założenia, że niespodziewani goście jak są głodni to przywożą ze sobą coś do jedzenia. Na słodko mogę zrobić szybko muffiny, na wytrawnie różnie. Niespodziewanie wpadają do mnie często bliscy znajomi i nie mam problemu, żeby im powiedzieć przez telefon "słuchaj stary, dzis nie jestem do ludzi i nie przyjeżdzaj". Żelaznych zapasów nie trzymam Odpowiedz Link Zgłoś
mhr2 Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 21.10.12, 10:40 tylko tak, z czasem sie naucza Odpowiedz Link Zgłoś
floress Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 21.10.12, 14:25 Zawsze mam w domu składniki na pizzę. Ale gości niezapowiedzianych nie znoszę, zresztą nie ma u nas takiego zwyczaju. Jedynie opcja, że się zasiedzą, ale to raczej chodzi o rodziców. Wcześniej zapowiedzianych. Odpowiedz Link Zgłoś
matylda1001 Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 21.10.12, 14:55 Jeśli zapraszam na popołudniową kawę, to liczę się z tym, ze wizyta może się przedłużyć. Wtedy kupuję coś więcej z myślą o ewentualnej kolacji. Goście zostaną na kolacji, to dobrze, a jak nie, to produkty się przecież nie zmarnują. Jeśli gość wpadł bez zapowiedzi, to częstuję go tym, co mam w lodówce. Jakas wędlina, sery, rybna konserwa, tuńczyk, paczkowany wędzony łosoś, jajka, majonez, jakiś sos, warzywa w puszkach - z tego można wyczarować fajne rzeczy. W ostateczności - kolorowe kanapki. Poza tym jak gotuję np. flaki czy bigos, to w dużym garze. Jak piekę kurczaki, to od razu dwa. Część tego zamrażam z myśla o awaryjnych obiadach. Gdy trafią się goście, to mam im co podać. Jakieś paczkowane ciasteczka i czekoladki staram się mieć zawsze, no i alkohol. Wystarczy. Odpowiedz Link Zgłoś
kaskahh Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 21.10.12, 15:03 teraz niespodziewani goscie to kolezanki mojej corki z przedszkola wiec: owoce, makaron, sos pomidorowy, ciastka, paluszki nie to sami, co ciotka czy psiepsiula, ale dla mamusiek odbierajacych pociechy tez by sie. os znalazlo gorgonzolla, orzechy wlsoskie i do tego makaron i pycha jest pomidor, mozarella, risotto rez mam zawsze, kwestia dodatkow i czasu... Odpowiedz Link Zgłoś
godiva1 Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 26.10.12, 15:49 Zdumiewa mnie agresja na temat nieprzewidzianych gosci. Ja tez lubie w domu spokoj, ale w koncu czesto sie zdarza zagadac sie z sasiadka i powiedziec, "no to chodz do mnie do domu dokonczyc rozmowe", albo dziecko zaprosi kolege na wspolna nauke, albo kolezanka z pracy wpadnie "na sekunde" podpisac jakies dokumenty, albo spacerujac z psem zobaczymy kogos znajomego i bedziemy sobie chcieli z nim podyskutowac... My tu nie piszemy o gosciach co sie wpraszaja na kolacje ale o sytuacjach kiedy okolicznosci sie tak zbiegna ze sia ma kogos dodatkowego w domu. Ja mam zamrozone ciasto do ciastek, jakbym trzymala juz upieczone ciastka to maz by zjadl. Ale piecze sie je 10 minut wiec akurat tyle czasu zeby gosc umyl rece i chwile pogadal. Odpowiedz Link Zgłoś
squirk Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 26.10.12, 16:06 godiva1 napisała: > Zdumiewa mnie agresja na temat nieprzewidzianych gosci. Mnie zdumiewa, że można zwalić się komuś na głowę bez zapowiedzi - remis? :-) > > Ja tez lubie w domu spokoj, ale w koncu czesto sie zdarza zagadac sie z sasiadk > a i powiedziec, "no to chodz do mnie do domu dokonczyc rozmowe" Widzę różnicę między kimś, kogo sama zapraszam, a kto mi nagle dzwoni do drzwi bo tak mu się wymyśliło i ma gdzieś to, czy mam ochotę mieć w tej chwili gości albo czy nie jestem zajęta. , albo dziecko z > aprosi kolege na wspolna nauke, albo kolezanka z pracy wpadnie "na sekunde" pod > pisac jakies dokumenty, albo spacerujac z psem zobaczymy kogos znajomego i bedz > iemy sobie chcieli z nim podyskutowac... "Będziemy chcieli". Wątek dotyczy gości, których nie obchodzi to, czy ich chcemy. My tu nie piszemy o gosciach co sie w > praszaja na kolacje ale o sytuacjach kiedy okolicznosci sie tak zbiegna ze sia > ma kogos dodatkowego w domu. Mam wyjątkowe szczęście i taktownych znajomych, którym się tak okoliczności nie zbiegają :-) Sąsiadów też mam taktownych, nawet kiedy wpadają pożyczyć jakiś drobiazg dzwonią zapytać, czy to dobry moment. Oczywiście zawsze jest to dobry moment ale gdyby nie był nie wahałabym się o tym powiedzieć - danie mi możliwości zadecydowania o tym, kiedy chcę mieć gości w moim własnym domu, to kwestia kultury i szacunku, bardzo to doceniam. :-) Odpowiedz Link Zgłoś
klara551 Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 26.10.12, 19:25 A nie przyszło ci do głowy,że niespodziewany gość potrafi najpierw zatelefonować? Robienie z mieszkania twierdzy do której wstęp mają tylko uprzywilejowani za zaproszeniami i potwierdzeniem odbioru i przyjęcia zaproszenia jest trochę nie ten ,tego. To tak jak ze starego romansu gdy nieproszony gość zawitał to majordomus oznajmiał -pani hrabina przyjmuje w środy.Ego urosło jak dynia na świeżym oborniku.Ja ,mnie ,moje dla mnie. Odpowiedz Link Zgłoś
squirk Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 26.10.12, 23:42 klara551 napisała: > A nie przyszło ci do głowy,że niespodziewany gość potrafi najpierw zatelefonowa > ć? Tak na logikę - gość, który uprzedzi, że przybywa, nie jest niespodziewany. Słowa znaczą. Robienie z mieszkania twierdzy do której wstęp mają tylko uprzywilejowani za > zaproszeniami i potwierdzeniem odbioru i przyjęcia zaproszenia jest trochę nie > ten ,tego. To, co robię z mojego mieszkania to wyłącznie moja sprawa, jestem pewna, że jeśli skupisz się na znaczeniu słowa "mieszkanie" zrozumiesz, że ja tu mieszkam. Mieszkam, nie prowadzę akademika, baru 24/7 ani niczego, co mogłoby skłonić ludzi do podejrzewania, że mogą sobie tu wpaść kiedy im się spodoba. Nie mogą - ja tu mieszkam, ja decyduję, kiedy chcę gości przyjąć. Oczywiście w porozumieniu z nimi. W porozumieniu - to oznacza, że się wcześniej umawiamy. To tak jak ze starego romansu gdy nieproszony gość zawitał to major > domus oznajmiał -pani hrabina przyjmuje w środy.Ego urosło jak dynia na świeżym > oborniku.Ja ,mnie ,moje dla mnie. Tak, moje mieszkanie jest dla mnie i mojej rodziny. Dla gości jest wtedy, kiedy się z gośćmi umówię. Nie wtedy, kiedy ktoś uzna, że ma w nosie to, co w tej chwili robię i czy nie jestem zajęta bo on sobie chce do mnie przyjść i serdecznie chromoli moją opinię w tej kwestii. Nie miewam niezapowiedzianych gości bo moi goście szanują to, że mieszkanie służy mi do mieszkania a nie dla ich rozrywki w razie wyłącznie ich potrzeb. Nie rozumiem potrzeby narzucania się, nachodzenia i braku szacunku dla mieszkania jako miejsca służącego przede wszystkim domownikom. Odpowiedz Link Zgłoś
bene_gesserit Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 26.10.12, 23:49 squirk napisała: > Tak na logikę - gość, który uprzedzi, że przybywa, nie jest niespodziewany. Sło > wa znaczą. Myślę, że się czepiasz. Kuchnia to nie jest miejsce na czepianie się! Odpowiedz Link Zgłoś
squirk Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 26.10.12, 23:58 bene_gesserit napisała: > squirk napisała: > > > Tak na logikę - gość, który uprzedzi, że przybywa, nie jest niespodziewan > y. Sło > > wa znaczą. > > Myślę, że się czepiasz. Skądże znowu, po prostu nie wyłączam logiki zaglądając tutaj. :-) > Kuchnia to nie jest miejsce na czepianie się! Oczywiście. :-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: beata_ OT IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.12, 00:17 W dawnych czasach do czepiania się służyły tramwaje na przykład... Mój starszy brat używał nawet pociągów :-) Odpowiedz Link Zgłoś
bene_gesserit Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 27.10.12, 11:48 Eee tam, wystarczy trochę dobrej woli. Dziewczyna zadała niewinne pytanie i niemal została za nie rozstrzelana, razem z przyjaciólmi. Nie godzi się, no - zwłaszcza tutaj. Odpowiedz Link Zgłoś
klara551 Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 27.10.12, 06:37 A jakiej odpowiedzi się spodziewasz pisząc z dumą o swojej twierdzy skoro post dotyczy ludzi przyjmujących z uśmiechem nawet niespodziewanego gościa? Pytanie było proste o zapasy na wszelki wypadek a nie o sposobie unikania niespodziewanych gości.Proszę pisać na temat albo złożyć post pod tytułem -Dlaczego nie robię zapasów i nie lubię niespodziewanych gości ale to temat nie na forum kuchnia. Odpowiedz Link Zgłoś
squirk Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 27.10.12, 15:14 klara551 napisała: > A jakiej odpowiedzi się spodziewasz pisząc z dumą o swojej twierdzy skoro post > dotyczy ludzi przyjmujących z uśmiechem nawet niespodziewanego gościa? Dotyczył żelaznych zapasów na taką okoliczność i nie wspomniano o tym, że konieczny jest uśmiech a odpisać mogą tylko osoby niespodziewanych gości akceptujące. Pytanie > było proste o zapasy na wszelki wypadek a nie o sposobie unikania niespodziewan > ych gości.Proszę pisać na temat :-)) Jeśli zdecydujesz się na przejrzenie wątku zauważysz być może, że podałam konkretne propozycje potraw. To chyba tyle z mojej strony, wypowiedziałam się w temacie wątku i niezmiennie będę w mojej "twierdzy" przyjmować wyłącznie ludzi dobrze wychowanych. :-) Odpowiedz Link Zgłoś
trzywjednym lubię gości 26.10.12, 16:38 mam podobne podejście, jak ty :) Pisałam już niejednokrotnie, ale jeszcze powtórzę, że dla mnie podstawa to ciasto francuskie (mam wypróbowane to z Tesco - www.tesco.pl/kulinarni-lowcy-smakow/t/ciasto-francuskie-tesco) które można podać z dowolnym "wkładem", drugie koło ratunkowe to sałatka z kombinacji puszek, np. kukurydza+tuńczyk+majonez (też są elementem mojej żelaznej rezerwy). dla młodszych piekę gofry i podaję z dżemem (tu też - zawsze jestem zaopatrzona w kilka różnych smaków). Zazwyczaj te zestawy się sprawdzają, a przechowywanie składników nie jest specjalnie uciążliwe. Odpowiedz Link Zgłoś
mmagi Re: "Zelazne zapasy" na wypadek niespodziewanych 26.10.12, 15:55 nie miewam takich :/ Odpowiedz Link Zgłoś