Dodaj do ulubionych

Pytanie co do historii Kuchni i Gastronomi

08.09.17, 23:35
i zdrowego odzywiania w XIX i XX wieku do wybuchu 2 Wojny Swiatowej.

Pierwsze pytanie.
Forum Kuchnia odwiedzam już około 10 lat a może i dłużej.
Pewien forumowicz (emerytowany kucharz z USA chyba) publlkował historię polskiej gastronomi i recepty jego prababć, etc i obcych gospodyń domowych-pseudo kolesia- to " Zielona Pietruszka" albo " Szpieg z Krainy Deszczowców" względnie "Baltazar".
Czy mógłby ktoś dać namiary na ten topic? Prosiłbym

Drugie pytanie.

Czy w XIX wieku i przed wojną byli ludzie, co odżywiali się zdrowo.
Czy byli tacy, co nie smażyli?
Nie konsumowali cukru?
Nie jedli białego pieczywa?
Czy pijano tylko herbatę i kawę i kompoty? Czy też także wodę mineralną

Obserwuj wątek
    • autumna Re: Pytanie co do historii Kuchni i Gastronomi 09.09.17, 09:25
      Zapewne byli, zobacz tę książkę:
      Rajstwo czyli Błogość odżywiania się surowemi roślinami: niezbędne uzupełnienie każdej książki kucharskiej. 1904
      polona.pl/item/15509772/9/
    • aqua48 Re: Pytanie co do historii Kuchni i Gastronomi 09.09.17, 12:09
      referee napisał:

      > Czy w XIX wieku i przed wojną byli ludzie, co odżywiali się zdrowo.
      > Czy byli tacy, co nie smażyli?
      > Nie konsumowali cukru?
      > Nie jedli białego pieczywa?
      > Czy pijano tylko herbatę i kawę i kompoty? Czy też także wodę mineralną

      Zapewne większość mieszkańców wsi i spora część mieszczan odżywiała się "zdrowo" z naszego punktu widzenia. Tyle, że nie z przekonania, a z konieczności - chłopi i drobnomieszczanie nie byli zamożni. Mięso raczej nie wchodziło do codziennego menu z powodu jego dostępności i ceny. Raz w tygodniu kura na obiad dla całej rodziny w bogatszych domach - robiono na niej rosół, a potem mięso dzielono na tyle porcji ile było domowników. A bywało ich sporo. Jedzono zdrowe kiszonki i susze - bo nie było w zimie świeżych warzyw ani owoców, cukier był drogi zatem przetwory leśne i ogrodowe robiono bez niego lub z niewielkim dodatkiem, białe pieczywo było rarytasem - jedzono w większości ciemne z tańszej mąki. Na wsiach chleb gospodynie piekły raz w tygodniu w sobotę, od razu kilka bochenków na cały następny tydzień. Przy okazji dzieci dostawały "kukiełki" lub podpłomyki pieczone na blasze pieca z resztek ciasta chlebowego. Ciastek w większości domów nie było. Herbata i kawa też należały do towarów kolonialnych czyli drogich - pito "herbatę" z suszonych owoców i ziół. Słodzoną miodem jeśli ktoś miał ul. Lub "mineralną" z pobliskiego źródła lub studni.
      A warzywa z własnego pola lub ogródka też były "eko" bo rosły bez poprawiania sztucznymi nawozami.
    • bene_gesserit Re: Pytanie co do historii Kuchni i Gastronomi 10.09.17, 13:23
      Oczywiście, że byli tacy, którzy odżywiali się zdrowo i prowadzili zdrowy tryb życia.
      Z tym, że definicje mocno się różniły od współczesnych. Zapewne pojawiały się pomysły na kuchnię lekkostrawną i roślinną, ale raczej na zasadzie ciekawostek. Kazdy wiedział, że cukier krzepi, a najzdrowsze jest mięso.
    • krysia20000 Re: Pytanie co do historii Kuchni i Gastronomi 11.09.17, 11:01
      Dość osobliwie postawione pytania (z wyjątkiem tego o namiary na Jarka Zieloną Pietruszkę) i odpowiedzi na nie w tej formie, w jakiej zostały postawione dałyby mocno wypaczony obraz XIXwiecznych obyczajów żywieniowych.

      'Ludzie' brzmi bardzo ogólnikowo. XIX wieczna Europa przechodziła bardzo poważne zmiany społeczne, w miejsce późnofeudalnych struktur wprowadzając stosunki wczesnokapitalistyczne. Rozwarstwienie społeczne było przepastne, pod wieloma względami większe niż dziś i miało to swoje odbicie na stołach i w michach ówczesnych ludzi. Walijski górnik z cornish pasty w ubrudzonej pyłem węglowym kieszeni, czy angielski robotnik korzystający z dobrodziejstw rozwijającego się przemysłu żywnościowego (masowo produkowane pieczywo, czy pierwsze fast-foody w postaci fish'n'chips zawdzięczanych rozwojowi rybołóstwa trałowego i kolejnictwa) żywił się inaczej niż chłop w dogorywających systemach pańszczyźnianych wchodniej czy południowej Europy. Klasy wyższe to w ogóle jeszcze inna para kaloszy (pardą: wellingtonów), o czym pamiętać należy szczególnie podczas lektury książek kulinarnych z tamtego okresu, pisanych i czytanych przede wszystkim przez zamożniejsze klasy społeczne i dające jedynie wycinkowy obraz kulinariów minionej epoki, podobnie zresztą jak dzisiejsze programy kulinarne w telewizjach kablowych, zaludniane przez kucharzy-celebrytów czy smakoszy-obieżyświatów, a nie przeciętnych zjadaczy chleba.
      • Gość: Anthonyb Re: Pytanie co do historii Kuchni i Gastronomi IP: 5.170.130.* 11.09.17, 19:18
        Najzdrowiej w owych czasach odzywial sie chyba chlop z wlasna ziemia.
        Mial wlasne uprawy: zboze, pszenice, ziemniaki, kapusta, buraki itp. Wlasna krowe a wiec maslo, mleko, smietane i pochodne ser, maslanke , kwasne mleko. Cielaka do ubicia lub sprzedazy. Wlasne kury, kaczki . Pare swin. Drzewa owocowe przy domu. Orzech.
        Samowystarczalnosc zywieniowa + duzo ruchu przy uprawie ziemi i oporzadzaniu obejscia.
        Tak pamietam gospodarstwo moich dziadkow ze wsi pod Lancutem. Mieli tez konia, zarno do mielenia zboza, piec do wypieku chleba, studnie.
        Oboje dozyli prawie 90 tki. Diet zadnych nie prowadzili. Nie jedli czesto miesa, wedlin. Zup na rosole nie gotowali, ale zaprawiali maslem i smietana.
        Na pewno wiekszosc ludzi walczyla w owych czasach z niedozywieniem , niz z otyloscia.
    • turzyca Re: Pytanie co do historii Kuchni i Gastronomi 15.09.17, 16:25
      ten watek?
      forum.gazeta.pl/forum/w,77,36462981,36462981,stara_ksiazka_kucharska.html
      • referee Re: Pytanie co do historii Kuchni i Gastronomi 02.10.17, 02:11
        Dziękuję Turzyca, za link do topicu, który mnie tak pasjonuję.
        Pięknie dziękuje także za inne wypowiedzi; cenne i ciekawe.
        Dały mi one mnóstwo do myślenia i uświadomiły, że moje pytania były nietuzinkowe względnie nieprecyjne, jeżeli przeanalizujemy ten temat w kontekście historyczno-socjologicznym.
        Dziękuje bardzo za uświadomienie, że temat Kuchnia, czy też Gastronomia, to nie tylko never ending story ale i pasja, namiętność a i sposób na życie.
        Nie wiem, czy przyznacie rację, ale byłoby fajnie, gdyby na forum wypowiedziały sią osoby pamiętające czasy okupacji.
        Myślę, że każdy z nas pasjonatów dobrego jadła ( i napitku - jak to jest w moim wypadku), chętnie dowiedziałby się, jak sobie radziły Panie Domu, gospodynie domowe i ogólnie mieszkancy Generalnej Guberni a.) ze zdrowym odżywianiem- chociaż wiadomo, że nie to było wtedy sensem życia i przeżycia, że tak powiem.
        b.) jak były kreatywne- wiem z opowiadań rodziny, że wesela, komunie, chrzest, etc były organizowane i np.w Częstochowie , można było dostać dodatkowe przydziały na żywność.
        I pozostawał, tak jak w stanie wojennym, drugi obieg- bazary i żarcie na lewo ze wsi.

        Czy są może tutaj w forum jakieś panie pamiętające wojnę przez pryzmat Gastronomi i Kuchnie?
        Byłoby fajnie, gdyby się wypowiedziały
        • autumna Re: Pytanie co do historii Kuchni i Gastronomi 02.10.17, 08:38
          Aleksandra Zaprutko-Janicka "Okupacja od kuchni" - 320 stron na ten temat.
          • aqua48 Re: Pytanie co do historii Kuchni i Gastronomi 02.10.17, 11:45
            Myślę, że patrzysz na problem ze złej strony, to nie zdrowe odżywianie było wówczas istotne, tylko w ogóle odżywianie w celu podtrzymania życia. Moja Mama wiele razy wspominała, jak w czasach okupacji jako dziesięcio - jedenastolatka szła do mojej babci z prośbą - daj mi chleba, a babcia mówiła - nie mam chleba. Gotowało się wówczas po to aby zapełnić żoładek, a nie z myślą co jest zdrowe.
            Znajomy który jako dziecko spędził okupację na francuskiej wsi też wspominał wszechobecny głód, a jako sposób na zjedzenie czegokolwiek zbieranie jesienią zgniłych spadów owocowych w sadach za zgodą ich właścicieli. Zajmowali się tym z matką przez cały czas do przymrozków. Zdrowe odżywianie nie było nikomu w głowie. A przynajmniej niewielu miało możliwości odmowy zjedzenia czegokolwiek.
            Ja też przeżyłam czasy prl-owskich kartek na cukier, mięso, cukierki, kosmicznych niedoborów masła, drogich jajek, braku ryżu i mąki, pustych półek sklepowych na których królował ocet. Nie myślało się wówczas o zdrowym żywieniu tylko o "zdobyciu" w wielogodzinnych kolejkach czegokolwiek zdatnego do jedzenia co wykraczałoby poza codzienną rutynę paskudnego pożywienia. Boże, jaki wydarzeniem były zdobyczne niekiedy przed świętami pomarańcze lub banany, albo wizyty "baby z mięsem", która trudniła się pokątnym i nielegalnym handlem po znajomych domach.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka