Dodaj do ulubionych

wigilia - jak organizacyjnie to rozwiązać?

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.04, 18:37
Obserwuj wątek
    • Gość: hanka Re: sorry za szybko mi się kliknęło IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.04, 18:38
      • Gość: hanka Re: sorry za szybko mi się kliknęło IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.04, 18:45
        no nie, drugi raz

        Chodzi mi o to, że wigilia to kolacja skałdająca się z gorących dań. U mnie
        zwykle wygląda tak:
        1. zupa, gdy wszyscy zjedzą - zbieranie talerzy, marsz do kuchni i na stół
        wjeżdżają:
        2. ziemniaki, ryby, kapusta itd. - wszytko gorące,
        po jakimś czasie znów: zbieranie talerzy, wizyta w kuchni i kolejne gorące
        potrawy: pierogi, makiełki itp.
        Koniec końców w wigilię latam jak z pieprzem, od stołowego do kuchni, czy aby
        juz wystarczająco podgrzane? czy się nie przypaliło? czy nie zimne?
        po wigilii padam na pysk

        A marzy mi się wigilia, podczas której na równi ze wszystkimi będę siedziała
        przy stole! Tylko jak to zorganizować?
        • sabba moja mama 28.11.04, 18:49
          wymyslila w sumie prosty sposob na to zeby nie stac miedzy posilkami przy
          kuchence i mieszac i czekac czy juz ciepke czy nie. Zupe stawia na gazie, a
          wszytko inne wklada do piekarnika na srdeni ogien. Jak zupe goraca to sie ja
          podaje na stol, w czasie jedzienia jedzonko w piekarniku dochodzi, tylko potem
          sie go do misek przeklada i jazda na stol. No i jesli sie nie ma ambicji po
          wigilii od razu wszystkiego myc i szorowac kuchnie na wysoki polysk to jest
          jeszcze czas i ochota na leniuchowanie pod drzewkiem bez wywieszonego ozora!:)
          Czego ci w tym roku zycze
          S.
          • Gość: bac Re: moja mama IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.04, 19:40
            z szablą na wigilię?
            chyba ci sie coś z opłatkiem pomieszało
        • Gość: he Re: sorry za szybko mi się kliknęło IP: *.unislaw.sdi.tpnet.pl 28.11.04, 18:50
          Przyszedł mi do głowy tylko jeden pomysł GOSPOSIA LUB BABCIA:)
          • Gość: :> Re: sorry za szybko mi się kliknęło IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.04, 19:36
            pewnie ten sam typ, ktory wyznaje teorie, jakoby babcia byla po to, aby
            nianczyc wnuki, skoro jej wlasne odchowane dzieci pracuja?
        • monikaklika Re: sorry za szybko mi się kliknęło 28.11.04, 19:44
          a ja proponuje nie za duzo goracych potraw...hehe (w koncu to wigilia a przed
          nami 2 dni swiat!). U mnie jest tak: barszyczyk do krokiecikow na poczatek
          (barszczyk na wolnym ogniu a krokietki w piekarniku. A potem to juz tylko 1
          rodzaj rybki na cieplo; (smazony karp lub ryba po grecku) wczesniej
          przygotowana i wolno grzana obok barszcu - akurat po nim ryba jest juz dobrze
          ciepla..... potem juz na zimno sledziki, salatka kluski z makiem i ciasto. No a
          jesli tak bardzo lubisz wiecej na cieplo, to niech chociaz 1 osoba wymiennie z
          toba czuwa nad podgrzewaniem i zmiana nakryc. Swieta lepiej spedzic razem w
          dobrych humorach niz urobiona jak kon na panszczyznie.
          Cieplo pozdrawiam i zycze udanej wieczerzy!
    • Gość: bac Re: wigilia - jak organizacyjnie to rozwiązać? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.04, 19:39
      idź do teściowej albo zaproś ja do siebie...
      ostatecznie powinnaś trochę pamiętać, jak to robiła twoja mama.
      jeśli cierpisz na zaniki pamięci, to kup sobie "Kuchnię Polską"
      • Gość: hanka Re: wigilia - jak organizacyjnie to rozwiązać? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.04, 20:04
        idź do teściowej albo zaproś ja do siebie...
        > ostatecznie powinnaś trochę pamiętać, jak to robiła twoja mama.
        > jeśli cierpisz na zaniki pamięci, to kup sobie "Kuchnię Polską"

        Taa... idź do tesciowej... od 10 lat wszyscy spedzają wigilię u mnie. Nawet nie
        przyjdzie nikomu do głowy, żeby mnie zapytać o zdanie :-(

        Myslałam, że może macie jakieś sprawdzone patenty na tę kolację. Podgrzewanie w
        piekarniku przerabiam co roku. Sprawdza się częściowo, niestety nie wszysto się
        mieści.
        Z części potraw nie mogę zrezygnować bo zaraz usłyszę gadanie: "no jak to
        wigilia bez kapusty/makiełek/grzybów w cieście itp. ?

        Któregoś roku postawiłam wszystko jak leci na samym początku na stół. Za wolno
        jedli :-) Ryby, jedzone w drugiej kolejności ostygły, o reszcie nie
        wspominając... eh... widzę, że w tym roku też mnie czeka bieganina...
        • jottka tzn 28.11.04, 20:14
          troche nie rozumiem:( nie wiemy, ile jest tych osób do obsługi (zapewne dużo?),
          a przede wszystkim nie wiemy, czy wszystkie są 'uprawnione' do bycia
          obsługiwanymi non stop

          no bo jeśli wśród gości występują osobniki płci dowolnej w twoim wieku lub
          młodsze, to trzeba z nimi pogadać, skoro do tej pory nie załapały, że
          pasożytnictwo opłaca sie na krótką metę, bo źle traktowany żywiciel zdechnie w
          szybkich abcugach:) trzeba podzielić robote, wyznaczyć zadania i tyle

          na znanych mi rodzinnych wigiliach obowiązuje zasada, że podawanie/ zbieranie
          ze stołu jest domeną osobników młodszych - starszyzna siedzi i sie napawa
          świętem:)
          • emka_1 nieno 28.11.04, 20:47
            tradycja oraz przesąd nakazuje siedzenie przy stole do końca kolacji. do
            wstawania uprawieni są gospodarze, o wiele nie posiadają służby. z braku
            lokajczyków trzeba gonić:( kierownictwo produkcji przygotowuje wcześniej tzw.
            harmonogram gotowości i się trzyma onego do końca:) z potraw, które 'robią się"
            w trakcie jest tylko smażona ryba oraz gotowanie ziemniaków do niej. resztę się
            trzyma w cieple. nalezy pamietać o grzaniu waz i polmisków, odpowiedniej
            kolejności talerzy stojących na pomocniku itp. tak, żeby niczego nie szukać itd.
            daje sie przeżyć, czas spędzony w kuchni to ok. 15% czasu kolacji, za pierwszym
            razem trzeba ściśle wg.planu, później samo sie robi:)



            • Gość: jo.hanna a moze zmien tradycje IP: *.kabel.telenet.be 28.11.04, 20:56
              i zaproponuj zeby kazda grupa gosci przyniosla swoja ulubiona potrawe? Wtedy
              kazdzy bedzie czul sie zobowiazany do pilnowania swojego garnka? Odciaza ciebie,
              bedziesz mniej zestresowana i moze inni docenia tez twoje wysilki?
              Jesli chodzi o trzymanie potraw w cieple to ostatnio widzialam u znajomych gizmo
              typu naczynie ze szkla 'kuloodpornego' na stelazu, pod naczyniem palniczek.
              Znajomi wprowadzali wszystkie potrawy na stol, maz odpalal palniki i tyle.
              Potrawy byly cieple przez caly wieczor
              • Gość: Hela A moze IP: *.bb.online.no 28.11.04, 21:06
                A moze wszyscy chetnie sie do Hani zwalaja, bo nie musza niczego sami robic?
                Az mna zatrzeslo jak to przeczytalam. Jesli kazdy przyniesie z soba jadna z
                potraw odpadnie czas na tyranie w kuchni przedwigilijne, max stresu.
                Makielki na cieplo? Co to jest? Czy moze zastapic makowkami slaskimi na zimno?
                Polecam, super smak! A podgrzewanie w piekarniku z termoobiegem na 50 stopni to
                moja sprawdzona metoda.
                • emka_1 podejrzewam 28.11.04, 21:26
                  że te makiełki, to łazanki z makiem, bo to na ciepło się podaje. a co do
                  trzęsienia i innych dygotów, to mnie akurat wstrząsa na myśl, że goście
                  przynoszą swoje i robimy składkową wigilię:) no jest to rodzaj maratonu
                  niewątpliwie, bo zanim się siądzie do stółu trochę w kuchni postać trzeba, ale
                  zdarzyło mi sie robić niemal jednoosobowo kolację wigilijną ( z 12 dań) na 20
                  osób, podać z pomoca jednej osoby i od tego nie padłam. fakt, że maraton 36
                  godzin w kuchni niemal nonstop, ale ja lubie wyzwania noi satysfakcję, że plan
                  się sprawdził co do minuty :)
                  za to nie zmywałam :)
                  • jottka Re: podejrzewam 28.11.04, 21:30
                    emka, ale zgodnie z tradycją wigilia była u babci, a później u najstarszej z
                    ciotek - nie powiesz damie pod 70tkę, że ma zrobić sama wigilię na
                    kilkadziesiąt osób, bo tak tradycja jej każe

                    w przypadku licznych rodzin (a czasem i przyjaciół) albo składkowa wigilia w
                    sensie potraw, albo wsparcie finansowe organizatora, bo jednakowoż nie te
                    czasy, kiedy z pola i ogrodu potrzebne dobra sie brało - a pomoc fizyczna i
                    przy robieniu wigilii, i w trakcie jest konieczna, i tylko wzmacnia więzy
                    rodzinne:)
                    • emka_1 anienie 28.11.04, 21:43
                      moja babcia była młodsza to po pierwsze, po drugie jako jedyna w całej rodzinie
                      zostałam spadkobierczynią wszystkich tajnych receptur oraz spisu potraw po
                      prapra:)po trzecie rodzina, nie rodzina, ale goście, więc żadne takie, no
                      przynajmniej taka u nas tradycja, a więzi zacieśnia się innymi metodami:)

                      rodzina tak rozrzucona, po kuli ziemskiej, że tylko cudem by się zebrała w
                      jednym miejscu na raz, noi trzeba by wynajmować jakąś halę, żeby ich zmieścić.

                • Gość: genia Kodry i poduchy i cieplutkie bety IP: *.unislaw.sdi.tpnet.pl 28.11.04, 21:28
                  Moja sprawdzona i pewna metoda to przetrzymywanie gorących potraw w kołdrach i
                  poduchach.Mówie wam to sprawdzony sposób z ubiegłego wieku a może i wcześniej.
                  Ma jeszcze jedną zaletę,po wyczerpującej pasterce wskakujemy w cieplutkie bety.
                  Rewelacja!
                  Pozdrawiam
                • magdele Sposób na zmęczenie 28.11.04, 21:47
                  U nas w domu mama nie lubi, zeby jej sie krecic po kuchni, jak przygotowuje
                  potrawy. Problem z "padaniem na pysk" probujemy rozwiazac w ten sposob, ze:
                  - nie ma az 12 potraw, tylko te najbardziej ulubione (poza tym moja siosta ze
                  swoja rodzina idzie pozniej na druga wigilie do tesciow, wiec i tak nie mialby
                  kto tego zjesc)
                  - ja i siostra przywozimy na Wigilie u rodzicow cos zrobionego przez nas, np.
                  śledzie z rodzynkami i cynamonem, ciasto (mama nie lubi piec)
                  - istnieje funkcja "donosiciela"(-li), którego zadaniem jest donoszenie potraw
                  na stol, a mama w tym czasie podgrzewa potrawy, smazy karpia, itp.
                  - ze sprzataniem ze stolu jest podobnie
                  - jak nie bylo zmywarki, to zmywalam ja albo siostra albo szwagier(byly dyzury
                  w swieta)
                  - stol ubiera tato (prasowanie obrusu, ukladanie sztuccow, itp.)albo ja
                  Moze niech Hania poprosi swoja rodzine o mala pomoc- niech ktos cos przywiezie,
                  niech ktos pomoze podac do stolu, itp. Ludzie czasami bywaja bardzo
                  niedomyslni, co nie oznacza ze sa niezyczliwi. Czasami milej troche sie
                  poruszac podczas przygotowywania wigilii niz siedziec iles-tam godzin za stolem.
                  Mysle, ze dzieci tez mozna zaprosic do pomocy, np. przy odnoszeniu rzeczy do
                  kuchni. Dzieci lubia byc pottrzebne, docenione i pochwalone.
            • jottka Re: nieno 28.11.04, 21:25
              na jednej z moich wigilii rodzinnych bywa kilkadziesiąt osób:) tak bliżej 40
              niż 20 - gospodarze padliby trupem już po zupce

              organizacja od zawsze - podział przygotowywanych dań (tak, jak proponuje
              jo.hanna), tzn. część kolacji robią gospodarze (tj. najstarsza z ciotek), ryby,
              pierogi, różne takie donosi w określonych porach przed wigilią lub tuż przed
              nią wyznaczona reszta rodziny

              podawaniem do stołu i zbieraniem z niego niepotrzebnych rzeczy zajmuje się
              każdorazowo grupa osób w wieku młodszym, ale odpowiedzialnym (ci z pieluszką w
              zębach są chwilowo zwolnieni) - ciotka rzuca tylko czujnym okiem i dyryguje

              ta część wigiliowiczów, której sie nie chce na pasterkę, zajmuje się
              przygotowaniem posiłku wzmacniającego dla części podtrzymującej tradycje,
              dzieci śpią pokotem pod choinką

              aha, prezenty spod choinki przynoszą i rozdają właściwym osobom osobniki
              zdecydowanie najmłodsze, tylko żeby umiały już czytać:)

    • pinos Re: wigilia - jak organizacyjnie to rozwiązać? 28.11.04, 22:21
      Witam.
      Ja mam dane z drugiej ręki (pierwsz Wigilia własna czeka mnie za rok, jako że
      właśnie kupujemy z Moim mieszkanie), ale:
      Wkład tatusia:
      1. Zakup zmywarki - kochany dostarczył ją mamie na dwa dni przed Wigilią i za
      to otrzymał dodatkową setkę pierogów...
      2. Pilnowanie odtwarzacza z kolędami
      3. Pilnowanie kieliszków z winem
      4. Dyrygowanie personelem sprzątającym

      Wkład mojej siostry:
      1. Rozdawanie prezentów
      2. Znoszenie wykorzystanych naczyń

      Wkład mój
      1. Ciasta
      2. Wyskakiwanie po zakupy "zapomniane" - inaczej byśmy morele zamias śliwek
      dostawały
      3. Sprzątanie ze stołu i łądowanie zmywarki
      4. Rozdawanie prezentów
      5. Krojenie i podsmażanie cenuli

      Patenty mojej mamy: najpierw daje się zupę
      W tym czasie w piekarniku dochodzą uprzednio (tak ze dwie godziny wcześniej)
      podsmażone pierogi z kapustą
      Po pierogach (cały czas na stole stoją śledzie, sałatki, ryba po grecku i
      wwędzone: pstrąg, łosoś, czasem sum czy inny węgorz) z reguły nikt już nie ma
      ochoty na nic więcej, ale dla chętnych podsmażana jest uprzednio przygotowana
      rybka (ja zwijam sprzęt i zapuszczam zmywarkę, mam smaży).
      Nawet dziadek włącza się w akcję pomocową, i zajmuje babcię rozmową...

      Nie ma sensu się zastrzelić. Jak komuś za mało potraw, albo nie takie, to:
      1. niech sam robi Wigilię
      2. Niech zrobi, przyniesie, podgrzeje i poda...

      W sumie Tobie też się coś z Wigilii należy.
    • Gość: Hanna Re: wigilia - jak organizacyjnie to rozwiązać? IP: 64.213.237.* 29.11.04, 01:29
      Po pierwsze, nie musisz robic wszystkiego sama!! Aby nie bylo za duzo
      zamieszania-popros tylko jedna osobe o pomoc.Np. ona pozbiera talerz od zupy,
      gdy ty tymczasem zrobisz ostatnie przygotowania do drugiego dania. Lekka
      przerwa kazdemu posluzy. Ja zazwyczaj trzymam w piekarniku gotowe nalesniki z
      grzybami, ryby i kapuste z grzybami. Na kuchence dochodza ziemniaki, w lodowce
      sa gotowe dwie surowki . Wiecej nie podaje.Wybrana osoba , gdy wroci z
      talerzami, pomoze teraz zabierac na stol kolejne dania, przygotowane na stol
      przez ciebie.(zielona pietruszke tez siekam wczesnije!!). Mam gotowe -salate
      czy inne warzywa do dekoracji-te wczesniej.
      Potem u nas jest przerwa, rozdanie prezentow, czasem pospiewanie koled. Po
      godzince-kawa, herbata i ciasta.
      Przede wszystkim nie daj sie zwariowac, spokojnie, nikt z glodu nie
      umiera.Przygotuj co sie da wczesniej, ryby swietnie dochodza w piekarniku,
      robie smazone i po grecku, to samo z nalesnikami, czy kapusta na cieplo.Surowki
      tez mozna przygotowac i miec gotowe do padania. A poproszenie po pomoc to nie
      wstyd!!! Powodzenie w tym roku, i milej wigilii.
    • Gość: zorganizowana Re: wigilia - jak organizacyjnie to rozwiązać? IP: 213.17.230.* 29.11.04, 08:25
      Przetrwanie wigilii przy dużej ilości osób, to faktycznie problem. Ale ja cały
      ten obłęd postanowiłam usprawnić inaczej. Gdzieś tu już pisałam z grubsza.
      Chyba warto powtórzyć. Uwielbiam potrawy wigilijne. Czekam od dziecka cały rok.
      Robiłyśmy święta zawsze razem z mamą i pod jej odziedziczone po przodkach
      dyktando - ja starałam się ją odciążyć a ona mnie. Wszystko zrobione tuż przed,
      bo ma być pyszne, własne, świeże. No i w którymś roku - może miałam jakiś
      fizyczny ubytek sił, jakiś dołek. Po trzech dobach zajęć (rano praca, potem
      kuchnia) jak siadłam do wigilii, to myślałam, że z krzesła spadnę. Padanie na
      pysk, to mało. Wszystko mi w ustach rosło. Koszmar. I wtedy powiedziałam mamie,
      że teraz ja będę organizować robotę. Koniec. Nie dam się dobić.
      Zgadzam się co do tego, że ma być pyszne, ma być własne. Ale świeże? Wiele
      rzeczy można zamrozić, a więc zrobić i dwa miesiące przed godziną zero. I tak
      od iluś lat robię, w ostatnich latach niestety już sama. Uważam, że jest to
      rewelacja. W wigilię można nawet posiedzieć z gazetą w ręku. Mama przyznała mi
      rację i wszystko zaczęło iść inaczej.
      Nikomu nie obiecuję z moją metodą nieróbstwa. I tak ciasto, ryby, barszcz -
      robi się w ostatniej chwili, ale to pestka przy maratonie jaki miałam kiedyś.
      Wigilia jest jakimś dobiegnięciem do mety, owszem. Tylko, że nie w stanie
      totalnego wyczerpania sił, kiedy każdy brudny półmisek jawi się jak zmora.
      Teraz mam jeszcze wspomaganie w postaci zmywarki, więc mi łatwiej.
      Nie dajmy się zwariować. Ja radzę zamianę maratonu na krótszy, przyjemniejszy
      dystans. Smaki są własne, domowe, a i humor gospodyni ma niewymuszony...:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka