Dodaj do ulubionych

porażki w kuchni - macie tak czasem?

01.12.04, 10:17
zaczynam: drożdżówka tak mi wyrosła, że zaczęła spierniczać z foremki i
musiałam podłożyć blachę na te wycieki, więć otworzyłam piekarnik i... ciasto
oczywiście siadło - kit, że można by okna uszczelniać; musiałam do śmieci
wyrzucić, a tego robić nie lubię najbardziej na świecie (mam wtedy przed
oczami głodnych ludzi)
Obserwuj wątek
    • poughkeepsie nie martw się 01.12.04, 10:26
      każdemu coś nie wychodzi, nigdy nie jest tak, że masz 100% sukcesu. Mnie to
      zawsze cholernie frustruje - chyba nie ma innej rzeczy, która by mnie tak
      wkurzała jak porażka w kuchni :) Kiedyś robiłam omlet z owocami z książki
      Łebkowskiego, wypróbowany wielokrotnie. Zrobiłam jak w przepisie, i za cholerę
      nie chciało mi się na patelni ściąć, wyszła malownicza bryja - do kosza. Na
      obiad były nalesniki z dżemem :)
    • sabba mnie sie jakos zawsze udaje 01.12.04, 10:29
      ...no prawie...ale czasem wszytko leci mi przez palce...jak juz raz zacznie to
      lepiej z kuchni wyjsc...
      Kiedys beltalam budyn w mleku i tak wybeltalam ze wszytko na siebie
      wylalam...kiedy indziej otwieralam butelke wina...nie wiem jak tego dokonalam bo
      korek mi sie wepchna do srodka , z butelki wylala sie fontanna sikajaca na
      wszystkie sciany...wino bylo czerowne...:(
    • brunosch Re: porażki w kuchni - macie tak czasem? 01.12.04, 10:33
      [...]mam wtedy przed oczami głodnych ludzi)

      Wiem, co co Ci chodzi, (wyrzuty sumienia, te rzeczy...) ale zastanówmy się na
      zimno: zakalca zapakować i wysłać do Somalii? Może jednak do ONZ?

      Pożarłem się kiedyś z ojcem o to, bo trzeba było wylać skisłe (nie kwaśne,
      skisłe, z pleśnią) mleko i rąbnął dawkę umoralniającą: a w Indiach dzieci z
      głodu umierają. Zaproponowałem mu wyjazd z tym mlekiem do Indii i pojenie tym
      tym syfem umierających.
      Czy Wam też się przekłada wywalanie czegoś całkowicie niejadalnego na głód w
      III Świecie?
      PS Jeśli chodzi o chleb, to nie wyrzucamy.
      • poughkeepsie taaa, ta śląska mentalność 01.12.04, 10:38
        że nic się nie może zmarnować :) Też mam to genetyczne obciążenie, ale staram
        się nie popadać w obsesję. PO prostu kupuję i przygotowuję tyle ile jestem w
        stanie zużyć, ewentualnie na jakiś smakołyk załapuje, generalnie w zasadzie w
        ogóle nie wyrzucam jedzenie, chyba, że zepsute. Chleba też nie wyrzucam, suchy
        dostają sąsiedzi na drobiu.
        I nie uważam, że dlatego, że ktoś głoduje należy go karmić odpadkami.
        • invicta1 Re: taaa, ta śląska mentalność 01.12.04, 11:12
          a jo nie ze Ślunska tylko z Gdańska:)
          • poughkeepsie ze Ślonska jak już :) 01.12.04, 11:30
            a to było a propos tatusia Brunoscha :) Ślązacy mają specyficzną mentalność, że
            nic się nie może zmarnować :) Wrodzona oszczędność. Czytałam kiedyś wyniki
            badań o hhmmm oszczędności, potocznie zwanej skąpstwem i byliśmy zaraz za
            Szkotami ;-)
            • brunosch anienie 01.12.04, 11:40
              Bo to Poznaniacy wzięli się w Polsce dlatego, że ich ze Szkocji wyciepli za
              rozrzutność.
              • egipcjanka15 Re: anienie 01.12.04, 11:48
                A nie nie, to tylko Krakusy tak mowia, zeby sie Swiat nie dowiedzial, ze to ich
                wlasnie, tyle ze za skapstwo nadmierne ;-)
                • brunosch Re: anienie 01.12.04, 11:53
                  A wiesz, jak powstał drut miedziany?
                  - dwaj krakusi znaleźli krajcara...
      • ka2 Re: porażki w kuchni - macie tak czasem? 01.12.04, 10:46
        właśnie chciałam wspomnieć o chlebie, bo to jest jedyna rzecz, której nie
        potrafię tak na zimno wyrzucić
        mam zaprzyjaźnione koniki i one taki suchy ( nie spleśniały !! )chlebek na
        szczęście bardzo lubią :-)
        no i w imię czego miałabym uszczęśliwiać innych zepsutym czy niezjadliwym
        jedzeniem, na zasadzie - głodny to wszystko zje ?
      • Gość: p102 Re: porażki w kuchni - macie tak czasem? IP: *.net-serwis.pl 01.12.04, 10:48
        jak bym wlasnego ojca slyszala, najskuteczniejszy sposob to powiedziec "zjedz/
        wypij jak szkoda ci wyrzucic" i sie wiecej nie odzywa:)
      • egipcjanka15 Re: porażki w kuchni - macie tak czasem? 01.12.04, 11:20
        No, nie lubie jedzenia wyrzucac, atawizm taki ;-), a chleba to juz okropnie.
        Nie dlatego, zebym chciala zaraz kogos w Somalii moim splesnialym daniem
        uszczesliwic, tylko tak na zasadzie u mnie sie zmarnowalo (bo nie dopilnowalam
        dlugosci przechowywania, albo sknocilam) a ludzie gloduja. I mam te wyrzuty.

        A sknocic mi sie konkursowo udalo przedwczoraj kotlety jajeczne. Od dwoch dni
        za mna chodzily, no i zrobilam, ze hej! Nie wiem co naknocilam (robilam
        przedtem raczej udane), ale jak tylko na patelnie wlozylam, to juz wiedzialam,
        ze dobrze nie jest, bo sie olej spienil momentalnie tak, ze nic widac nie bylo.
        Jak po jakims czasie zaczelam proby wylawiania, to g... z tego wyszko, bo sie w
        drzazgi rozlecialy! Kilka srodkow tylko udalo mi sie jako tako w kupie
        wyciagnac. Nawet niezle w smaku (swieza kolendre dodalam!), ale nieco
        nadmiernie tluszczem opite. I tak pieczarki planowanie pierwotnie jako dodatek
        wystapily w postaci dania glownego. Chociaz moj chlop twierdzil, ze mu smakuje
        (i chyba prawde mowil, bo sie do niesmakowitego przymuszac nie lubi) i co nie
        calkiem porozpadane, to zjadl, ale mnie to nieznacznie tylko pocieszylo, bo to
        za mna kotlety jajeczne chodzily :-(
        • Gość: lalalaleczna Re: porażki w kuchni - macie tak czasem? IP: *.mi.gov.pl 02.12.04, 09:30
          A czy zechciałabyś podzielić się ze mną przepisem na te kotlety jajeczne?
          Zabrzmiało tak smakowicie, że na niewidzianego natychmiast zaczęły za mną łazić!
          • egipcjanka15 Re: porażki w kuchni - macie tak czasem? 02.12.04, 12:53
            Widac nie tylko Tobie zabrzmialo smakowicie :-))). Przepis tu
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=77&w=18181332&a=18181332
    • invicta1 Re: porażki w kuchni - macie tak czasem? 01.12.04, 11:12
      chleba też nie wyrzucam tylko kładę obok w torebce, ale znajomi mówią,że się
      błaźnię bo ci, którzy wywożą te śmieci i tak wrzucą to do śmiecirazem z
      wszystkim:( a do hodowców jakiegokolwiek zwierza mam daleko
      a z wyrzucaniem zepsutego i głodnymi ludźmi, chodzi mi nie o to, zeby głodnym
      dawać zepsute (to by było świństwo) tylko zeby, mając na uwadze niedostatek
      innych, do marnotrastwa nie dopuszczać
      • taka_tam Re: porażki w kuchni - macie tak czasem? 01.12.04, 12:01
        ta oszczędność, to chyba ogólnokrajowa, bo moi rodzice też tak mają, a są z
        różnych stron polski, nie wspomnianych przez was. czasy powojenne i komuna ich
        tego nauczyła i nie ma, co się dziwić. ja staram się wyrzucać to, co się już
        nie nadaje do jedzenia (z chlebem pozbyłam się wyrzutów sumienia wiele lat
        temu), ale mój partner śmieje się - czyszcząc lodówkę - że jednak geny
        chomikowania mam silne :-)
        • egipcjanka15 Re: porażki w kuchni - macie tak czasem? 01.12.04, 12:14
          No, to niewyrzucanie chleba to znacznie glebsze korzenie ma niz braki w
          komunie. Co starsze gospodynie to do dzis jeszcze bochenek chleba przed
          ukrojeniem pierwszego kawalka krzyzem przezegnuja.
          • invicta1 Re: porażki w kuchni - macie tak czasem? 01.12.04, 12:18
            nie mam nawet 30 lat a też robię na chlebie znak krzyża (chociaż w kosciele
            byłam rok temu ostatnio)
            • Gość: Hanna Re: porażki w kuchni - macie tak czasem? IP: 64.213.237.* 01.12.04, 12:28
              Ta dluga tradycja nie wyrzucania chleba wiaze sie z kilkoma aspektami, mysle.
              Po pierwsze u katolikow chleb jest symbolem, po dugie-byl zawsze podstawa
              jedzenia,po trzecie-w czasie wojen kazdy kawalek chleba byl w cenie. A modlitwa-
              "...chleb naszego powszedniego ......"-pamietacie, prawda?
          • taka_tam Re: porażki w kuchni - macie tak czasem? 01.12.04, 13:12
            egipcjanka15 napisała:

            > No, to niewyrzucanie chleba to znacznie glebsze korzenie ma niz braki w
            > komunie. Co starsze gospodynie to do dzis jeszcze bochenek chleba przed
            > ukrojeniem pierwszego kawalka krzyzem przezegnuja.

            no jo! dlatego wspomniałam o wyrzutach sumienia w związku z chlebem. wyrzucanie
            innych produktów nigdy mnie tak nie męczyło moralnie.
    • brunosch Re: porażki w kuchni 01.12.04, 12:43
      Niezmienną porażką jest bakłażan (gorzki i nasiąknięty tłuszczem) oraz
      naleśniki (ogólnie, do ...) Platońską ideą porażki kulinarnej byłyby naleśniki
      z bakłażanem ;)
      Ostatnio - sos z frutti di mare. W sumie dobry, dało się zjeść, ale można bez
      tego żyć szczęśliwie.
      • Gość: Qcharzowa Re: porażki w kuchni IP: *.ryder.krakow.pl 01.12.04, 13:22
        Ja wczoraj chciałam męża plackiem po zbójnicku uszczęśliwić, bo uwielbia.
        Placek wielki usmażyłam, ale ciut za gruby, do tego przy przewracaniu rozpadł
        się okrutnie. Ale nałożyłam gulasz na toto i mąż pochwalił smak, chociaż mięsko
        w gulaszu ciut gumowate. POprzednia porażka - dorsz smażony - w kawałkach
        dotarł na talerz, rozsypał się na patelni caluśki.

        Właśnie dlatego boję się, ja początkująca Kucharzowa (nie tylko od nazwiska),
        bo w piątek mam gości i chciałabym czymś zabłysnąć, ale i boję się
        jednocześnie, że się nie uda.

        chleba też nie wyrzucam - wieszam przy śmietniku, widziałam kilka razy jak ktoś
        go sobie zabierał. Lepiej na sercu wtedy. Nie ważne po co zabiera. Z innymi
        produktami gorzej - mieszkamy z mężem sami dopiero od 3 mcy, jeszcze sie uczę
        racjonalnie robić zakupy - niestety, nie zawsze się uda.

      • baky Victoria! 01.12.04, 13:22
        brunosch napisał:

        > Niezmienną porażką jest bakłażan (gorzki i nasiąknięty tłuszczem)

        ??????? :O))))

        > oraz naleśniki

        A'propos, tak sobie wczoraj wykombinowałem "cuś pięknego" (smacznego) i nie
        drogo...
        Najpierw naleśniki (nie do końca usmażone) później boczniaki (duże) w panierce
        (jajko bułka) usmażyłem... Po lekkim przestygnięciu z lazurem w naleśnik (po
        jednym, góra dwa) do środka! W naczynie żaroodporne i do piekarnika na 5-10 min.
        Na to parmezan (troszkę) i z ogórasem kiszonym do papy.
        Polecam!

        PS. Oczywiście modyfikacje wszelkie wskazane!!!
        • egipcjanka15 Re: Victoria! 01.12.04, 13:39
          Och, jak to cudnie brzmi. A tu boczniakow nie znaja :-(((((((. Choc i z
          pieczarkami bym zrobila, ale moj chlop serow plesniowych nie znosi i musialabym
          sama jesc.
          • baky Re: Victoria! 01.12.04, 13:46
            egipcjanka15 napisała:

            > Och, jak to cudnie brzmi. A tu boczniakow nie znaja :-(((((((. Choc i z
            > pieczarkami bym zrobila, ale moj chlop serow plesniowych nie znosi i
            musialabym
            >
            > sama jesc.

            Możesz pieczarki w całaści panierowane do środka... Sera nie musisz - osolisz i
            już! Zresztą ser może być zółty - łagodny. Do tego oguras lub pomidorek.
            • egipcjanka15 Re: Victoria! 01.12.04, 14:25
              Ale ja uwielbiam plesniaki-smierdziele. Im bardziej smierdzi tym lepiej ;-)

              Ale Ty masz racje: dam do srodka panierowane pieczarki i do czesci zwykly zolty
              ser, a do czesci smierdzielka. To jest mysl! Beda jutro, najdalej pojutrze.
        • basiul Re: Victoria! 01.12.04, 14:28
          możesz przybliżyć jak i w którym momencie ten lazur?
          dziękuję i pozdrawiam,
          B.
          • baky Re: Victoria! 01.12.04, 14:35
            basiul napisała:

            > możesz przybliżyć jak i w którym momencie ten lazur?
            > dziękuję i pozdrawiam,
            > B.

            Razem z boczniakiem już usmażonym w panierce. Pokruszony. Do naleśnika. Do
            środka i zawijam na cztery - jak sajgonki. Ilość sera wedle gustu, ale z
            czuciem.
            Jedyny dylemat na temat tej prościochy miałem: czy ogórek dać do środka, czy
            nie.
            Zdecydowałem, że nie, ale spróbować można, a nawet trzeba...
            Może do środka jakaś zieleninka - pietruszka, koperek? A może jeszcze coś?
            Kiełki marynowane bambusa może?
      • baky Bruno! Przepraszam, ale się "pomądruję" :O) 01.12.04, 13:42
        Albo Ty Szanowny kupujesz "nie te" bakłażany, albo je źle przygotowujesz, albo
        źle smażysz, albo masz do bani patelę!

        1. Bakłażan niewielki! Nigdy duży! Twardawy i ciężkawy (na ręce).
        2. Kroisz w 1 cm talary i solisz obficie!
        3. Odstawiasz na 30 min - 1 godz.
        4. Płuczesz i wycierasz ręczniczkami papierowymi!
        5. solisz! Niewiele.
        6. Obtaczasz w mące ziemniaczanej - tylko płaskie strony!
        7. teraz na mocno rozgrzany olej lub olej z pestek winogron!
        Po pół min. na stronę i NIE MA BATA by nasiąkł olejem i był gorzki!!!
        Howk!
        • Gość: bazylka baky i nie piją ci wtedy tłuszczu? IP: *.pentor.com.pl 01.12.04, 14:55
          bo ja smak lubię nadzwyczajnie, tyle, ze z patelni zawsze wychodzi mi tłusta
          gąbka

          a'propos (albo i nie) - myślicie, że do muffinków możnaby dać bakłażan w kostkę
          surowy i on się rozpiecze, czy raczej trzeba go najpierw przesmażyć?
          • baky Nie piją 01.12.04, 15:08
            Kiedyś też tak miałem... To dzięki podpowiedziom Orientalistów: Senin,
            Szopena, n0str0m0... przeszło mi. Tzn. przestały pić.
            Mąka ziemniaczana szybko zamyka bakłażan chrupiącą skórką i nie wpuszcza oleu
            do środka! Po wyjęciu można jeszcze odsączyć na ręczniku i jest git majonez -
            dobrze znaczy się :O))

            PS. Ja najczęściej robie je w woku, ale nie zawsze i wychodzą takie same.
            Pamiętaj tylko o tym, by tłuszcz był rozgrzany mocno.
            W woku, z racji wytworzonej przez niego wyższej temp., robi się szybciej.
            Generalnie jednak na patelni też szybko.
      • egipcjanka15 Re: porażki w kuchni 01.12.04, 14:22
        Bruno, a moze Ty po prostu baklazanow nie lubisz. Czasem sie tu pojawiaja posty
        typu: jak zrobic cykorie, zeby nie byla taka strasznie gorzka. A ja po prostu
        listkuje, kroje, robie sosik i mi smakuje. Ma goryczke, ale ona mi nic a nic
        nie przeszkadza, lubie ja. Jak ktos nie lubi, to nie polubi, bo tej odrobiny
        goryczki sie do konca nie wyeliminuje. Moze Ty masz tak z baklazanem i to nie
        zadna porazka, tylko Twoj gust. A de gustibus... sam wiesz.
    • sagita_74 biedny bruno... 01.12.04, 14:06
    • sagita_74 biedny bruno...-jeszcze raz 01.12.04, 14:10
      bo zauważyłam, ze ilekroć mówisz o nieudanych bakłażanach, to podsuwają Ci
      usłużnie (życzliwie z pewnością) przepis na to, jak zrobić, żeby nie był
      gorzki. A mnie - podobnie jak Tobie - nigdy się nie udaje. Ale wciąż próbuję.
      • emka_1 a jak 01.12.04, 14:27
        sie robi, żeby był gorzki? bo ja nigdy nie solę, odciskam i tam dalej, a jakoś
        nie jest ani gorzki, ani specjalnie tłusty.
        • baky Re: a jak 01.12.04, 14:29
          emka_1 napisała:

          > sie robi, żeby był gorzki?

          Dodaj (obficie!!!) kurkumy. Gorycz będzie, a i kolor jaki!!! :O))
          • emka_1 etam 01.12.04, 14:30
            sztuczne środki:( ja chcę poznać ten naturalny smak:)
            • Gość: bruno Re: etam IP: 217.153.152.* 01.12.04, 15:01
              Nawet Ci nie zaproponuję pomocy, bo pomyślisz, że potrafię spieprzyć nawet
              pysznego bakłażana ;)
              • emka_1 nieno 01.12.04, 15:12
                ja wiem, że dobry kucharz nie ujawnia swoich tajemnic:) ale żre mnie ciekawość:(
      • monia_77 Re: biedny bruno...-jeszcze raz 01.12.04, 14:35
        Ja sie do brunoshowego klubu moge zapisac: nalesniki mi nie wychodza, baklazany
        tez i zadne ciasta!! A zaopatrzylam sie w mufinki Konemanna i boje sie ze
        bedzie dramat.
        • sagita_74 Re: biedny bruno...-jeszcze raz 01.12.04, 15:34
          Nie martw się, muffiny wychodzą zawsze i wszędzie, no po prostu nie można
          popsuć. Chyba, że się robi za dokładnie. One - skubane - wymagają nonszalancji,
          szczególnie przy mięszaniu. Powodzenia.
    • e_r_i_n Re: porażki w kuchni - macie tak czasem? 01.12.04, 15:55
      Ostatnio - robiłam fryztki, ale ziemniaki były takie nieciekawe, że wyszło mi
      piurre (jak to się pisze? :) )
    • jswm Re: porażki w kuchni - macie tak czasem? 02.12.04, 09:49
      ze smażonych bakłażanów w tym roku zrezygnowałam, jak mi jeden wciągnął z
      patelni pół butelki oliwy (tej najlepszej oczywiście :) )
    • motylanoga2 Re: porażki w kuchni - macie tak czasem? 02.12.04, 13:49
      hehe... moja jedna z kuchennych porazek to byla akcja tortellini. nie wiem co
      mnie podkusilo, aby sobie zrobic te pierozki. jako, ze chcialem od razu zrobic
      duzo, to wzialem ponad kilo maki troche semioliny, 10 jaj, oliwe i dawaj to
      miesic. ciasto twarde, bo bez wody, ale najgorsze przyszlo potem. nie mialem
      maszyny do makaronow, wiec musialem uzywac walka. tragedia! rozwalkowac na
      cieniutkie dlugie placki tyle twardego ciasta kosztowalo mnie pare godzin i
      odciski. a na koniec bolacymi lapami lepilem te fikusne pierozki. siedzialem w
      kuchni do polnocy klnac na czym swiat stoi... dobrze ze mi sie farsz skonczyl w
      pewnym momencie, bo chyba bym dostal ataku serca z nerwow. z reszty ciasta
      zrobilem makaron. pierozki wyszly faktycznie dobre, ale byly okupione krwia
      (zle trzymalem walek i popekala mi skora ;-)
      no i na deser. Jako ze bylo tego duzo, podzielilem sobie to na porcje i
      wsadzilem do lodowki. no i jak (na szczescie!) zostala mi ostatnia porcja, cos
      sie z lodowka stalo i nie mrozila. pierozki sie rozmrozily, a ja nie zwrocilem
      na to uwagi, wyjalem je na stol (lato bylo) i poznym popoludniem sobie
      ugotowalem. nie musze dodawac, ze skonczylo sie to mdlosciami, jeszcze w tak
      nieszczesliwym czasie, bo akurat wieczorem bylem na imprezce, gdzie bylo
      naprawde duzo dobrego (ponoc) zarcia :-)

      od tego czasu tortellini kupuje gotowe.
      • invicta1 Re: porażki w kuchni - macie tak czasem? 02.12.04, 14:10
        hihi motylanogatolkabanana ale dałeś czadu z tymi italjańskimi kołdunami:)
        • motylanoga2 Re: porażki w kuchni - macie tak czasem? 06.12.04, 08:24
          > hihi motylanogatolkabanana ale dałeś czadu z tymi italjańskimi kołdunami:)

          to byla nauczka, ze pewne rzeczy lepiej kupic gotowe :-) dlatego, chociaz
          umiem, nie robie pielmieni tylko kupuje gotowe. Trzeba bylo tylko poznac,
          ktorej firmy ciasto przypomina gumoleum, a ktorej jest dobre. Zasada "im
          drozsze tym lepsze" w tym przypadku sie sprawdzila.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka