aurelia70
27.06.05, 12:02
Byliśmy wczoraj, żurek zabielany nawet niezły, ale niezabielany prawie bez
smaku. Ja jadłam kwaśnicę na ziobrze podobno, ale ziobra ni kawałka mięsa jak
w porządnej kwaśnicy nie było, za to był nieposolony zimny ziemniak w
całości. Jakby gotowana kapusta kiszona z odrobiną kminku i pyrem. Mąż dostał
polędwicę z zasmażanymi ziemniaczkami: polędwica i ziemniaczki nawet w porzo,
ale dlaczego wszystko dosłownie pływało w oleju? Polędwica była well-done,
więc jak łatwo się domyślić twardawa i suchawa (czemu kelner/kucharz
podejmuje decyzcję o wysamżeniu polędwicy za klienta, to nie wiadomo). Kolega
zjadł całkiem dobre zrazy z kaszą gryczaną i to chyba było najlepsze danie
wczorajszego wieczoru, bo ja dostałam klęskę. Cielęcina z borówkami w białym
winie: sos kwaśno-słodkawy, od wina zapewne, miało to konsystencję brejowatą
i składało się głownie z cebuli, niedomoczonych grzybków i ok plastra
cielęciny (nie więcej niż 10-20 dkg). Do tego dostałam lekko przesuszone z
wierzchu kopytka, zapewne długo na mnie czekały.
Wspomnienia rewelacyjnych i gigantycznych porcji z Chłopskiego Jadła pod
Krakowem pozostały, tak jak niesmak po wczorajszym obiedzie. Nie polecam i
nie wrócę tam.