Gość: ania..
IP: *.chello.pl
08.02.06, 14:06
i jeszcze jedno pytanie odnosnie slodyczy.w krakowskim wentzlu jedlismy deser
o nazwie:omlet norweski.(mam nadzieje ze nie pomylilam nazwy)byl to "deser
lodowy z pieca".tzn galka lodow(o dziwo nie rozpuszczona) zapieczona w
cienkim ciescie biszkoptowym i jakby w piance bialkowej o udziwnionym
ksztalcie(nazwana byla marengue czy jakos tak).i teraz moje pytanie:jak sie
robi cos takiego i jak to mozliwe ze te lody sie nie rozpuscily?